Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
ludzie listy piszą
Robert Rient

Rysa, getta i rodzeństwo

ilustracja: Karyna Piwowarska
Rysa, getta i rodzeństwo
Rysa, getta i rodzeństwo

Byłem zakochany, ale to mija – jak zatrzymać ten proces? A gdyby tak wysłać wszystkich homoseksualistów w jedno miejsce? Jak dogadać się z siostrą, z którą nie dogaduję się od dekad?

Rysa

Szanowna Pani,

zakochałem się. O niczym innym nie myślę, o żadnej innej. Zdarzało już mi się kochać, a przynajmniej tak o tym mówiłem, ale tego, co czuję – nie czułem nigdy. Jesteśmy z tego samego materiału. Cokolwiek ona powie – wpada we mnie. A gdy ja próbuję jej siebie opowiadać – słucha z otwartymi oczami. Lubimy rzeczy podobne, mamy ten sam smak na słodkie i ostre, słuchaliśmy w przeszłości tej samej muzyki, nawet ubrania mamy w podobnych kolorach. Po prostu trafiłem na drugą połówkę. Tak to się zaczęło i trwało dobry rok. A potem, niepostrzeżenie coś się zmieniło. A to zapatrzyliśmy się na inne rzeczy na wystawie, a to chcieliśmy inaczej spędzić wieczór, posłuchać innej muzyki, spotkać się z innymi ludźmi. Kochamy się i to bardzo, tylko ta rysa. Czym ona jest? To jakiś cień. Wiem, że i ona go czuje, musi go czuć. Czasami znajduję na sobie jej spojrzenie, jakby już wiedziała. Myślę wtedy, że zdradzam ją, a po chwili dochodzę do wniosku, że to ona zdradza mnie. Już nie jesteśmy tak blisko jak na początku i cały czas oddalamy się w swoje strony. Boję się, że to się skończy, że będzie to kolejna historia jakich wiele. Ale tak bardzo ją kocham i nie wiem co zrobić. Nie wiem, czy w ogóle mogę coś zrobić. Jak ma na coś ochotę, to najczęściej zgadzam się i znajduję tę ochotę w sobie. Wiem, że i ona bardzo się stara, żeby być ze mną w tym, co dla mnie ważne. Ale coraz częściej to nam nie wychodzi, nie chce nam się albo zmęczyliśmy się. Czuję tę rysę bardzo wyraźnie – jak się jej pozbyć? Ratunku. Kocham ją i czuję, że tracę, i ją, i nas, i siebie.

Igor W. z Warszawy, 27 lat, malarz

Szanowny Panie,

na początku proszę wziąć kilka głębokich oddechów. Piszę zupełnie poważnie. Proszę wziąć głęboki oddech i go poczuć, proszę dotknąć dłońmi swego ciała, przyłożyć dłonie do skóry, znaleźć bicie serca. Jest Pan. Zacznijmy od tego. Proszę nie spieszyć się z tymi oddechami.

Szanowna wrażliwa istoto – ale co to znaczy, że traci Pan ją i siebie, i was? Jak Pan posiadł czy objął ją, siebie i was? Nie chcę napisać, że to, co Pan czuł, widział, i to, czego doświadczył, nie wydarzyło się. Chcę natomiast napisać, że stan zwany zakochaniem jest silnym zawężeniem percepcji, zmianą w postrzeganiu rzeczywistości, pogłębioną nadzieją na zbawienie, zjednoczenie, ostateczne spełnienie. Proszę potraktować zakochanie jako przystawkę, jako sam początek i nie pragnąć, by trwało wiecznie. To niemożliwe, przecież Pan wie. Czasami zakochanie jest wystarczającym pretekstem, by dwie osoby ułożyły sobie wspólne życie. Proszę przez chwilę tak o tym pomyśleć, że pojawią się nowe etapy w Państwa relacji, być może będzie w nich mniej podobieństw, mniej symbiozy, za to więcej czasu dla siebie, więcej wolności – ale miłość będzie wciąż obecna. Prawdopodobnie.

Chodzi o lęk, o którym Pan pisze. Wymyka się Panu z rąk coś, co zdawało się, że Pan posiada – czyli ją, a wraz z nią cały świat. A gdyby tak zanurkował Pan jeszcze głębiej i odważył się – to tylko ćwiczenia z wyobraźni – stracić ją, siebie i was? Proszę poczuć ten lęk i nie uciekać od niego. Traci Pan to wszystko. Co zostaje? Jeśli nie ma „ja”, a wciąż jest świadomość – do kogo ona należy? Nie zadaję Panu tych pytań, by zaprowadzić Pana do jakiegoś wyobrażonego bóstwa, ukrytej mądrości, objawionej prawdy. Pytam, by poczuł Pan rozprężenie, głęboki relaks, który stoi za świadomością, że każde „ja” i doświadczenie każdego „ja” jest wyłącznie opowieścią, snem. Rysa jest snem.

Getta

Pani Profesor,

tyle się mówi o tym, że na naszej planecie musi być miejsce dla wszystkich i ja się oczywiście zgadzam. Ale czy ze wszystkimi chciałaby Pani żyć w swoim domu? Otóż nie. I ja też nie. Nie mam nic przeciwko homoseksualistom, ale wpadłam na rewelacyjny i rewolucyjny pomysł, jak sądzę. Pomysł, który zapewniłby szczęście im i całej reszcie. Wychodzą na ulicę, domagają się swoich praw, gorszą ludzi. Ale przecież mają prawo żyć i robić, co sobie chcą, póki nikogo nie krzywdzą, ja po prostu nie muszę na to patrzeć. Pomyślałam, że gdyby wyznaczyć specjalne miejsce tylko dla nich – czy nie rozwiązałoby to problemu? Gdyby na przykład wyznaczyć jedno państwo świata, do którego wysyłałoby się homoseksualistów – mogliby tam zawierać związki małżeńskie, żyliby wśród swoich, bez obaw, że ktoś ich zaatakuje, mieliby swój rząd, swój parlament, swoje zasady. A my moglibyśmy dalej żyć po swojemu, z Bogiem i swoimi zasadami. Mogliby do tego państwa trafiać homoseksualiści z całego świata, dostaliby kawałek ziemi albo mieszkanie. Myślę, że byliby zadowoleni – narzekają, że są w mniejszości, że muszą się dostosowywać, a tak byliby ze sobą. Proszę mnie źle nie zrozumieć, nie chciałabym zrobić im krzywdy, chciałabym im pomóc i wydaje mi się, że to naprawdę dobry pomysł. Sytuacja, w której wygrywają obie strony. Co Pani na to?

Jadwiga S. z Gniezna, 29 lat, ekonomistka

Szanowna Pani,

muszę Panią zmartwić, ale nie Pani pierwsza wpadła na ten pomysł – tych było wielu. Należą Państwo do grupy, której swego czasu liderem był Adolf Hitler. Polecam wnikliwą analizę historii faszyzmu, nacjonalizmu, ksenofobii ze szczególnym uwzględnieniem źródeł homofobii. Getta i obozy koncentracyjne nazywa Pani rewelacyjnym i rewolucyjnym pomysłem i chce Pani żyć w pokoju, z Bogiem. Jeśli wnikliwa analiza, do której zachęcam, nie pomoże – proszę zdecydowanie zgłosić się do poradni zdrowia psychicznego lub szpitala psychiatrycznego.

Rodzeństwo

Pani Profesor,

nie pamiętam już, dlaczego nie rozmawiam z moją siostrą. Wiem tylko, że wszystko, co robi, mnie drażni, że to, jaka jest, wywołuje we mnie złość, czasami również radość – to dziwne, że wyłącznie te dwie emocje. Spotykamy się tylko wtedy, gdy musimy, na uroczystościach rodzinnych, podczas świąt. Nasze dzieci się lubią, co stwarza konieczność odwiedzania swoich domów, prowadzenia rozmów. Ale te albo są o niczym, albo przypominają wojnę. Rzucamy się sobie do gardeł, wypominamy bóle sprzed dwudziestu lat, ranimy tymi samymi słowami i wtedy zapada wielotygodniowa cisza, i powrót do rozmów o niczym. Ten cykl trwa, od kiedy pamiętam. Chciałabym to przerwać, skończyć, ale nie wiem jak. Nie wiem, czy umiem. Nie wiem, czy wciąż lubię moją siostrę, o miłości nie wspomnę. Ale jakoś tak mi głupio, że moje dzieci obserwują swoją matkę skłóconą z własną siostrą, i jeszcze bardziej mi głupio, że mogę umrzeć i nie dowiedzieć się, jak to jest mieć siostrę. Znajduje Pani jakieś rozwiązanie?

Marlena P. z Jaraczewa, 45 lat

Szanowna Pani,

obawiam się, że nie napiszę Pani nic ponad to, co i tak już Pani wie. Czasami złość wywołuje w nas głupota, przemoc, okrucieństwo, czasami złoszczą nas własne cechy i predyspozycje, które zepchnęliśmy tak głęboko, by łatwiej było udawać, że ich nie posiadamy. I jeśli obok pojawia się ktoś, kto z tymi cechami i predyspozycjami się obnosi, to uczucie złości wystąpi na pewno. To jednak nie wyczerpuje wszystkich opcji, czasami boli przecież dawne zranienie, a czasami to lęk wywołuje złość. Czasami złości nas rodzeństwo, które było świadkiem naszego wzrastania i upadania, naszych błędów, wstydów, sukcesów, zmian. Nie lubimy świadków bólu, za to lubimy zapominać o przeszłości, zwłaszcza jeśli ta była trudna, przejmująca. Ostatnio stawiam na najprostsze rozwiązanie: gesty. Nie rozmowę i rozdrapywanie ran, wypowiadanie zapewnień i wsłuchiwanie się w każdy podszept każdej emocji. Lubię gesty, drobne i czułe gesty, takie jak zaparzenie herbaty, przygotowanie obiadu, telefon z życzeniami, uśmiech. Proszę zacząć od gestów i zobaczyć, dokąd Panią zaprowadzą.

 

Na listy odpowiada prof. filozofii, antropologii i psychologii - Janina Bełkotska, laureatka Nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce „Moje wszystkie odpowiedzi”.

 

Pytania do pani profesor proszę słać pod adresem: robert.rient@gmail.com

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce, powieści „Duchy Jeremiego” i książki „Przebłysk. Dookoła świata – dookoła siebie”. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info