Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Czy wyjść drugi raz za mąż za mojego byłego męża, który mnie zdradził? Jak wesprzeć córkę, ...
2018-12-14 07:00:00
ludzie listy piszą

Rozwód, korekta i bezradność

rys. Karyna Piwowarska
Rozwód, korekta i bezradność
Rozwód, korekta i bezradność

Czy wyjść drugi raz za mąż za mojego byłego męża, który mnie zdradził? Jak wesprzeć córkę, która dokonuje właśnie korekty płci? Jak prosić o pomoc, gdy czuję lęk, wstyd i bezradność?

 

Rozwód

Pani Profesor,

mój mąż znalazł sobie kochankę, jakieś pięć lat temu. Wszystko mnie potwornie bolało. Rozwiodłam się, naturalnie. Mąż się wyprowadził, ułożył sobie życie. Dzieci stanęły po mojej stronie, przez co było mi łatwiej przejść przez cały proces. Ale rodzina to rodzina, tu pogrzeb, tu wesele, tu jakiś zjazd. Mąż zresztą co chwilę się pojawiał, znienacka, a to coś przywiózł, a to dach postanowił naprawić, a to wpadł zapytać, co u mnie. Na początku nie chciałam go widzieć, potem przywykłam. Sama nie wiem, o co mu chodziło, do dzisiaj pewnie nie wiem. Niby miał tę swoją kochankę, ale nie mógł się ode mnie odkleić. Dzieci mówiły, że dwie sroki chce za ogon trzymać, co mnie trochę obrażało, że dla nich jestem sroką, że mnie zestawiają z tamtą babą. W międzyczasie nawinął się pewien krawiec, weszłam w romans. Krawiec się zakochał, chce się żenić, ja nie chcę. Jeden ślub mi wystarczy. Myślałam, że będę sobie tak żyła, pogodzona. Był mąż, jest kochanek, całkiem dobry, więcej czasu dla siebie jest. Postanowiłam pojechać w góry na weekend, sama. Mąż jakoś się dowiedział i że pojedzie ze mną, bo to niebezpieczne, no uparł się – kiedyś regularnie razem jeździliśmy w góry. A w tych górach zrobiło się miło, nawet bardzo. Poszliśmy do łóżka, kilka razy. I teraz jest tak, że ukrywamy ten nasz romans przed dziećmi. Okazuje się, że baba męża i mój krawiec są do siebie podobni. Chcemy ich wyswatać ze sobą, co strasznie nas bawi. Dobrze nam ze sobą, znowu dobrze, ale inaczej. Z jednej strony, więcej w nas ostrożności, z drugiej – lekkości. Problem jest taki, że każde z nas zdradza i rani tę drugą osobę, w sensie babę i krawca. W dodatku mamy wobec nich plany – czy jesteśmy podłymi ludźmi? Dzieci trzy lata chodziły nadąsane naszym rozwodem, a w końcu pogodziły się. Teraz znowu mamy wywracać ich świat? Czy wyznać im, że siebie kochamy i że ustaliliśmy po cichu datę drugiego ślubu?

Ewa G. ze Zgorzelca, 59 lat, pielęgniarka

 

Szanowna Pani,

proszę wyznać. Proszę wziąć na siebie odpowiedzialność za zmianę ich nastroju. Zakładam, że w głębi serca – poza różnymi emocjami – znajdą również radość, że oto ich rodzice znaleźli kogoś, kogo kochają, ponownie. Być może są Państwo podłymi ludźmi, ale sądzę, że odrobinę podłymi, nie bardziej niż znana mi większość. Życie lubi przechadzać się krętymi ścieżkami, przewracać pewnych, zawracać pośpiesznych. Na siłę nie swatałabym jednak baby i krawca, sugerowałabym, stwarzała przestrzeń, ale mimo wszystko postawiła na uczciwość. Rozumiem, że wejście Państwa kochanków w związek ukoiłoby poczucie winy, które wobec nich Państwo przeżywają – przy okazji powstałaby zabawna historia do opowiadania na zjazdach rodzinnych. Osobiście postawiłabym na załatwienie tej sprawy wprost. Sądzę, że życie przysłuchuje się nam uważnie, by czasami, po kilku dniach lub latach, przypomnieć o tym, co usłyszało. Tymczasem wszystkiego dobrego na nowej drodze życia!

Korekta

Szanowna Pani,

moja córka jest mądra, wspaniała i wrażliwa. Urodziła się w męskim ciele. Chce dokonać korekty płci. Od lat to z nią przerabiam i ma moje pełne wsparcie. Byliśmy u rzeszy specjalistów. Przerobiłam ten temat. Kocham córkę i zawsze będę kochać, nawet jeśli większość życia uważałam, że mam syna. Wiem, że będzie jej ciężko, że życie da jej w kość, wiem, że bez korekty płci będzie jej znacznie gorzej. Pozostanie w więzieniu. W ogóle bym do Pani nie napisała, ale mąż ma jakieś głupie i małe wątpliwości. Czyta Panią. Powiedział, że jeśli Bełkotska napisze, że podążałaby za głosem córki, to on skończy z tymi wątpliwościami. Zatem pytam – co by Pani zrobiła?

Teresa K. z Łeby, 43 lata, ekspedientka

Szanowna Pani,

proszę podziękować mężowi za czas poświęcony na lekturę Bełkotskiej i proszę mu przekazać, że nakazuję skończyć z wątpliwościami. Co bym zrobiła? Nie lubię gdybać. Ale zrobiłabym wszystko, by zrobić tak jak Pani. By podążać za córką, by podążać za miłością. To jedyna sensowna droga.

Bezradność

Pani Profesor,

gdzie kończy się samotność? Ile razy mogę prosić o pomoc, by nie stać się żałosny? Tym bardziej że prosić o pomoc nie umiem. Lubię dawać, wolę dawać. Ale ostatnio niewiele mam do dania. Choruję, cierpię, wpadłem w jakąś niemoc. Jestem na rozstaju – albo znowu pójdę do psychiatry, który wypisze mi te niebieskie i białe tabletki, żebym nie czuł, albo zmierzę się z cieniem. Ale boję się zmierzyć. Ktoś kiedyś wziął mnie. Byłem na początku życia, stawałem się człowiekiem. Ktoś użył mnie tak, jak nie należy. Nie chcę o tym pisać. Zapomniałem na wiele lat, ale nagle wszystko zaczęło wracać, zagarniać mnie. Chowałem się w kobietach, w używkach, samotności. A ostatnio – tabletkach od pana doktora. Ale one są jak sen, jak odroczenie, jak odwieszenie tego, co czyha na mnie cały czas, sapie w ciemności, dyszy, warczy, przypomina. Czuję i wiem, że jeśli nie przejdę przez tę ciemność, to będzie zawsze obok mnie, stała, grożąca, ogromna. Ale tak łatwo połyka się tabletki, tak łatwo idzie po nich przez życie. Boję się przechodzić przez to samemu, nie wiem, czy dam radę. A nie umiem o tym rozmawiać, a może umiem, ale tak bardzo, tak bardzo się boję. Jak prosić o pomoc, gdy czuję wstyd, gdy jestem absolutnie bezradny? Jak prosić o pomoc, gdy nie mam wcale siły? Czuję, że tej starczy na kilka dni, a potem znowu zanurkuję na kilka miesięcy w lekach. Czy to nie śmieszne, że słowo lek od słowa lęk różni się ogonkiem przy literce e? No już dosyć, proszę napisać, jak prosić o pomoc?

Kamil D. z Leszna, 34 lata, kucharz

Szanowny Panie,

właśnie tak, jak pyta Pan mnie. Pięknie Pan pyta. Wprost, z wątpliwościami, ze szczerością, świadomością rzeczy, które chce Pan wyrazić, i tymi, które chce Pan zachować dla siebie. Myślę, że samotność nie kończy się, nie ma granic, posiada głębię i jej kolejne piętra, pojemniejsze. Nie musi Pan w nią opadać. Może Pan prosić raz o pomoc i określić siebie jako żałosnego, może Pan prosić siedemdziesiąt razy o pomoc i nie ocenić siebie jako żałosnego. To wybór. Rozumiem, że umysł w reakcji na wstyd i lęk podrzuca oceny, proszę tylko być świadomym, że są one generowane, stwarzane z lęku, proszę pamiętać, że oceny nie są prawdą. Pisze Pan, że jest na rozstaju. Nie pisze Pan, że nie ma do kogo się zwrócić, ale że akt proszenia jest trudny. Rozumiem to. Bełkotska lubi być mądra, lubi radzić, nie lubi błądzić i nie wiedzieć, nie lubi prosić o pomoc, ale ciało zmusza mnie do tego regularnie. Pyta Pan, jak prosić, gdy jest Pan bezradny. Nie sztuką jest prosić z pozycji siły. Bezradność to wsparcie, to pomoc. Bezradność to drzwi. Proszę pomyśleć, że bezradność to dar, zwolnienie z obowiązku zaradności, z obowiązku wytrzymywania. Proszę poprosić najbliższą osobę o rozmowę, może Pan to zrobić esemesem, mailem, przez telefon. Proszę powiedzieć, że to niezwykle ważne, i poprosić o czas na spotkanie. Proszę nie planować słów, które padną. Proszę zaplanować wypowiedzenie tylko jednego słowa, mianowicie: proszę. Niech Pan spojrzy w oczy tej osoby i zacznie. Słowa się znajdą. Pomocne będzie spokojne miejsce, przestrzeń, która daje Panu schronienie. A poza tym, proszę sobie nie wyrzucać, jeśli zrobi się zbyt trudno i uzna Pan, że potrzebuje wesprzeć się na chwilę tabletkami lub innymi narzędziami. Jednak zanim dojdzie do znieczulenia, o którym Pan napisał – proszę prosić. Nie tylko bliskich. Proszę rozważyć terapię indywidualną i grupową u sprawdzonego terapeuty superwizora. Proszę prosić dobre duchy. Proszę prosić drzewa, kamienie i księżyc. Proszę słuchać siebie. Dobrze Pan czuje, co musi się wydarzyć. Gdy prosimy, zaczyna się podróż, pojawiają się przewodniczki i przewodnicy. Z ich pomocą okazuje się zazwyczaj, że potwór dyszący w ciemności jest znacznie powiększony przez lęk. Nie piszę, że nie będzie bolało, piszę, że będzie bolało mniej niż odroczenie, zawieszenie życia, mniej niż udawanie, mniej niż życie w lęku. Uda się Panu.

 

Na listy odpowiada prof. filozofii, antropologii i psychologii - Janina Bełkotska, laureatka Nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce Moje wszystkie odpowiedzi.

 

Pytania do pani profesor proszę słać pod adresem: robert.rient@gmail.com

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce, powieści „Duchy Jeremiego” i książki „Przebłysk. Dookoła świata – dookoła siebie”. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!