Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
ludzie listy piszą
Robert Rient

Rozstanie, litość i nogi

ilustracja: Karyna Piwowarska
Rozstanie, litość i nogi
Rozstanie, litość i nogi

Rozstanie

Szanowna Pani,

mojego męża poznałam, będąc dzieckiem. Charakter od zawsze miał mocno dominujący, a ja nigdy nie potrafiłam walczyć o swoje. Na początku próbowałam, ale kiedy pojawiły się dzieci, niemal mi wmówił, że teraz to jestem już tylko żoną i matką i nie mam prawa do przyjaciół, książek ani nawet do pracy po godzinach. Dyscyplinował mnie krzykiem i ciągłym obrażaniem się. Skupiłam się na dzieciach. Przetrwałam. Chciałam przestać go kochać i to się udało, i było znacznie prościej, bo już tak nie bolały te słowa, którymi mnie obrzucał. Dzieci z maluchów stały się nastolatkami, a ja znalazłam trochę siły, żeby zawalczyć o siebie. Wtedy pojawił się ten On, ponad 20 lat starszy ode mnie. Zakochałam się, wpadłam po uszy, nie mogłam jeść ani spać. Urzekł mnie swoją delikatnością i wrażliwością, z Nim mogę rozmawiać o wszystkim i uwielbiam być blisko Niego. Ciągle nam siebie mało. Trwa to już ponad dwa lata, a ja nie potrafię odejść od męża, od zawsze z nim jestem. Przeraża mnie myśl, że któreś z dzieci mogłoby chcieć zostać z ojcem. Dość już mam kłamstw. Jestem na rozstaju i nie wiem, dokąd pójść, nie mam już siły. Co robić?

Ilona z Wyszkowa, 39 lat, ekonomistka

Szanowna Pani,

czasami myślę, że więcej siły wymaga trzymanie się tego, co bolesne i znane od lat, niż odejście w kierunku tego, co nieznane i pociągające. Oczywiście odejście od tego, co znane od lat - wymaga poradzenia sobie z lękiem. Z mojej perspektywy ma Pani bardzo dużo siły: wytrwała Pani, zajęła się innymi istotami, a nawet znalazła w sobie przestrzeń, by pokochać nowego człowieka. Na sile bym się oparła – ta może rozmawiać z lękiem.

Czytam, że ma Pani dosyć kłamstw. Dzieci (w każdym wieku) źle znoszą kłamstwa, zazwyczaj mają również emocjonalny radar, który kłamstwa wychwytuje. Pewnie odczuwały głęboko w ciele i na powierzchni swojej skóry relację, która łączyła i łączy ich rodziców. Nazwanie tej relacji wprost, słowami prawdy – bez względu na to, jak ta prawda brzmi – ma moc siania spustoszenia, ale znacznie większe przychodzi z kłamstwa, tkwienia, poświęcania się, wytrzymywania. Nie namawiam Pani do żadnej drogi, bo tę znajdzie Pani sama. Nie uważam, że warto odchodzić, bo pojawił się ktoś. Uważam, że warto odchodzić, gdy jest źle, gdy ci, którzy obiecali kochać, i ci, którzy głoszą miłość – ranią. Proszę o tym pomyśleć. Dzieci wkraczają w dorosłość, nie ponoszą odpowiedzialności za Pani wybory, a Pani nie może decydować o ich życiu. Czym innym są konsekwencje, te, w najbliższych relacjach spadają na wszystkich zaangażowanych. Ale też nie wiemy, co zobaczą dzieci: mamę, która walczy o siebie; mamę, która poświęca się; mamę, która kocha i ma prawo kochać, jak chce i kogo chce; mamę, która udaje i oszukuje; kobietę bezradną; kobietę silną; osobę wolną? Może wszystkie wersje są prawdziwe? A może żadna? To Pani życie, nie Pani męża, nie Pani dzieci. Proszę dać sobie czas i wolność, i miłość, by podjąć decyzję. Ale proszę nie wybierać z głośnymi podpowiedziami płynącymi z lęku czy przywiązania.

PS Jeśli ma to jakiekolwiek znaczenie – odeszłabym od Pani męża.

Litość

Szanowna Pani Profesor!

Mam dylemat dotyczący pewnej znajomości. Jednak na wstępie nakreślę moją aktualną pozycję. Właśnie wkroczyłam w dorosłość, skończyłam studia, które były moją pasją, i po przewertowaniu wszystkich dostępnych mi opcji porzuciłam bezsensowną acz względnie dobrze płatną pracę w kraju. Za granicą znalazłam „stabilną, dobrze płatną pracę w zawodzie z możliwością rozwoju”. I tu zaczyna się mój problem, bo ta praca to ogólnie w zawodzie, ale charakter ma zupełnie biurowo-fabryczny. Do tego przeludnione miasto mi się zupełnie nie podoba. Generalnie schematy mnie męczą a rutyna zabija, jednak wiem, że dobrze będzie dociągnąć ten kontrakt do końca jego trwania, czyli do końca roku. No i tu pojawia się mój znajomy. Jest on moim dokładnym przeciwieństwem, jemu ból sprawia sama myśl, że może stracić swoją stabilną pracę. Jest to człowiek starszy ode mnie o parę lat, bardzo ułożony. Oboje jesteśmy tu nowi i nie za bardzo mamy znajomych, z którymi można pozwiedzać okolice, więc pomyślałam, że dobrym pomysłem będzie zaproszenie go na wycieczkę moim nowo kupionym, aczkolwiek bardzo leciwym, samochodem. Dość szybko uświadomiłam sobie, że mój znajomy reprezentuje absolutnie wszystko, od czego chcę uciec. Całą tą wielkomiejską pogoń za pieniądzem i gadżetami. Strach przed zmianami i obcymi oraz jednoczesną alienację i samotność. Dostrzegłam bardzo straszną rzecz, że podstawą tej relacji jest litość, a nawet gorzej – politowanie. Bo z jednej strony mi go żal, sama wiem, że człowiekowi smutno, gdy jest sam i nowy w nieprzyjaznym środowisku. Z drugiej strony - nie ma we mnie ciekawości ani podziwu, jedynie litość. I źle mi straszliwie, bo gdy ja opowiadam o moich pasjach i zainteresowaniach, o przygodach, jakie miałam, i marzeniach, to on jest zafascynowany. No ale gdy on mi opowiada o swoim życiu, to ciężko mi znaleźć fascynację. Nie chcę go zranić, bo jest człowiekiem wrażliwym, ale czuję się strasznie nieuczciwie. Dla przykładu - zasmucił go fakt, że nie trafia w moje gusta jego ulubiony rodzaj muzyki. No ale co ja mogę poradzić? No nie podoba mi się i już. Boję się, że prędzej czy później wyjdzie na jaw, że cały jego styl życia też nie trafia w moje gusta i wtedy poczuje się jeszcze bardziej zraniony. No nie za bardzo wiem, co mam zrobić. Uciekać czy dalej się litować? Czy da się jakoś znaleźć w sobie fascynację, ale jednocześnie nie dać się wciągnąć w ten świat schematu?

Emigrantka

Szanowna Pani Emigrantko!

Litość to krótka droga, płytki fundament i marny pretekst, by być obok siebie. Ciekawsze wydaje mi się współczucie, nie to podszyte poczuciem wyższości, ale zatroskane współczucie, które pozwala mi widzieć drugą osobę, co nie oznacza od razu – chcieć ją mieć w swoim życiu. Opisała Pani swego towarzysza niedoli w sposób wyjątkowo zniechęcający. Na Pani miejscu (i w swoim wieku) wolałabym spędzać czas ze starymi bukami, na polanie, z owadami, książką, w hamaku, przed serialem, leżąc, masturbując się, pisząc, chodząc, a nawet myjąc przypalony garnek. Mężczyźni, którzy czują się urażeni brakiem mojej aprobaty dla ich gustu (w tym muzycznego), są dla mnie niczym odór wybijającego na podwórzu szamba. Proszę wybaczyć, że piszę wprost, ale taka już jestem. Znam wiele tak zwanych związków miłosnych popełnionych z litości, braku alternatyw czy konieczności. Szybko zmieniają się one w męczarnię albo rutynę, nudę, czyli to, od czego chce Pani uciec. Spotkała Pani tego mężczyznę, wykonując pracę, do której nie czuje pasji. Okoliczności nawiązania relacji są pierwszą podpowiedzią. Podjęła Pani decyzję wytrwać w pracy do końca roku. Proszę nie uprzykrzać sobie tego czasu, spędzając go z ludźmi, do których nic poza litością Pani nie czuje. Nie żartowałam, pisząc o bukach, to mogą być dęby, brzozy, to może być brzeg morza, las, łąka. Proszę znaleźć miejsce, które Panią zachwyci, jest szansa, że wokół tego miejsca przebywa wiele istot, które również Panią zachwycą. Nie skupiałabym się tak bardzo na ludziach (tych spotka Pani na pewno w nadmiarze, planeta jest przeludniona).

Nogi

Szanowna Pani,

piszę w wielkiej tajemnicy, proszę o pomoc. Sprawa jest delikatna. Od czterech lat robiłem wszystko, by mieć dziewczynę. W końcu to się udało. Jest piękna i mądra, i dobrze nam, i jesteśmy razem już cztery miesiące. Chce ze mną zamieszkać. Chodzi o to, że śmierdzą jej stopy. Ale to bardzo. Zawsze, gdy przychodzi i zdejmuje buty, to w powietrzu unosi się zapach sera. Wtedy niby żartem, niby zabawą, niby ponętnością zaciągam ją pod prysznic. Zapach mija na jakiś czas. Rano unosi się w sypialni. Jest to zapach stężony, okrutny, odrzuca mnie. Boję się, że stracę ukochaną. Co mogę zrobić?

Marek W. z Bogatyni, 27 lat

Szanowny Panie,

sprawa jest faktycznie niezwykle delikatna. Istnieje jedno rozwiązanie, najtrudniejsze i najmniej spektakularne, ale zarazem najbardziej skuteczne: rozmowa. Proszę przećwiczyć kilka razy, co i jak chce Pan ukochanej powiedzieć. Proszę wyobrazić sobie, że to Pan jest adresatem tych słów. Proszę zacząć szczerze, ale czule, od wyznań miłosnych i wyjaśnienia celu tej rozmowy. Proszę mówić wprost i krótko, proszę się nie rozgadywać. Proszę wziąć na siebie część odpowiedzialności i wspomnieć o własnej, niezwykłej wrażliwości na zapachy. Sugeruję podjęcie ryzyka rozmowy, zanim powiększy się w Panu odruch, który określił Pan słowami „odrzuca mnie”. Jest szansa na uratowanie tej miłości.

PS Proszę wybrać na rozmowę pomieszczenie przewiewne.

 

Na listy odpowiada prof. filozofii, antropologii i psychologii - Janina Bełkotska, laureatka Nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce Moje wszystkie odpowiedzi.

 

Pytania do pani profesor proszę słać pod adresem: robert.rient@gmail.com

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor powieści „Chodziło o miłość”, „Duchy Jeremiego” i reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info