Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Jak przyśpieszyć rozstanie? Czego chce ode mnie smutek? Czy miłość jest niezbędna? Dlaczego ten ...
2019-01-04 07:00:00
ludzie listy piszą

Rozstania, smutek, miłość i koniec

ilustracja: Karyna Piwowarska
Rozstania, smutek, miłość i koniec
Rozstania, smutek, miłość i koniec

Rozstania

Pani Profesor,

jak przyśpieszyć rozstanie? Jak odejść, gdy tak naprawdę wcale nie chcę odejść? Nie ma nic pomiędzy? Proszę szczerze napisać, bo już sama nie wiem, co mam zrobić. Zastanawiam się, jaką podjąć decyzję, a nie jest to prosta decyzja. Dzieci są, moja do niego ogromna niechęć jest, od lat zresztą ta niechęć trwa. Brak porozumienia, mijanie się, marzenie o życiu bez jego obecności – też jest. I może zresztą on o tym samym marzy wobec mnie, ale już od dawna nie rozmawiamy tak naprawdę i nic nie wiem o jego marzeniach, i co gorsze, nic mnie to nie obchodzi. Tylko smuci. Chciałabym jednak nie podejmować decyzji, chciałabym, żeby wydarzyło się to, co najlepsze. Niejako poza mną i dla mnie. Czy ma to sens?

Elwira P. z Manderkowa, 46 lat

Szanowna Pani,

zaczyna Pani od trzech pytań, oto trzy odpowiedzi. By przyśpieszyć rozstanie, należy odejść. Jeśli nie chce Pani tak naprawdę odchodzić – proszę nie odchodzić. Jeśli chodzi o to, co pomiędzy: ziemia niczyja jest pomiędzy. Oczekiwanie, łudzenie się, dogasanie, tkwienie jest pomiędzy. Nie polecam, chyba że w celu odroczenia. Pomiędzy czasami odbywa się rehabilitacja psychiki, chwytanie dystansu. Zazwyczaj jest to jednak jałowe przechadzanie się tam i z powrotem, które donikąd nie prowadzi. Proszę podjąć decyzję, najwyżej będzie błędna. I proszę szanować chwilę, czasami w jednej chwili człowiek potrafi się rozsypać lub doznać iluminacji. Rozumiem, że chciałaby Pani nie zrobić nic i dostać co najlepsze. Pozostając na tej pozycji, ryzykuje Pani, że dostanie cokolwiek. A opis Państwa relacji brzmi jak opis martwej relacji. Nie mam już dużo czasu, więc napiszę wprost: odeszłabym.

Smutek

Pani Profesor,

przychodzi do mnie, prawie zawsze wieczorem, gdy zostaję sam. I nie wiem, co zrobić, czy brać nowe leki, czy nie brać. Nie wiem, co robić ze smutkiem. Wstyd mi nawet, gdy piszę do Pani. Sporo czytałem, poszedłem nawet na jakieś męskie warsztaty wyrażania uczuć, ale uciekłem w przerwie, bo prowadzący to była jakaś dupa, widać od razu, że życie ma nieprzerobione, a brał się za reperowanie innych. Ja jestem prosty, nie głupi, nie to mam na myśli. Wiem, że jest smutek. Może dla Pani to nic, ale wiem to od niedawna, umiem to nazwać, wiedzieć, kiedy przychodzi. Tylko że nigdy nikt nie uczył mnie, co zrobić, jak już przyjdzie. Lata żyłem w przekonaniu, że nie czuję smutku, że mi nie wolno, że mężczyzna to może dać po ryju albo się upić. A on przychodzi od miesięcy, rozsiada się. Nawet czasami na niego czekam. Tylko co do cholery mam zrobić z tym smutkiem? Nie pójdę na żadną terapię, niech Pani nawet nie pisze. Nie pójdę na żadne grupowe babranie się, nie dla mnie te sprawy. Jak piszę ten list, to w ogóle mam wrażenie, że wysyłam Pani swoje nagie zdjęcia. Także już, proszę pomóc.

Paweł L. ze Szklarskiej Poręby, 32 lata, stolarz

Szanowny Panie,

zacznijmy od tego, co najważniejsze – gdzie są owe zdjęcia, o których Pan wspomniał? Dotarł sam list. Dobrze już, dobrze. Odłóżmy żarty, chociaż – paradoksalnie – radość potrafi ze smutkiem rozmawiać jak nikt. Nie radość, która jest zamiast, nie chemiczny i sztuczny śmiech, nie ucieczka w błahostki, a pierwotna radość – jeśli oczywiście zechce przyjść. Chcę Panu pomóc, jeśli chodzi o smutek, mojego starego przyjaciela. Straszna z niego gaduła, ostrzegam. Lubi również wyolbrzymiać. W jednym natomiast jest doskonały, wcale nie przesadzam – doskonały. Nikt tak jak on nie informuje o stracie. Gdy znowu do Pana przyjdzie, posłuchałabym, co ma do powiedzenia, będzie mówił przez Pana ciało, myśli i doznania. Może podpowie, że warto przykryć się kocem albo zaparzyć ciepłą herbatę, a może to tylko sugestie Bełkotskiej. Jeśli chce Pan naprawdę posłuchać smutku, trzeba uszanować jego tempo. Możliwe, że to opowieść, którą już Pan zaczął – o tym wszystkim, czego Pan nie dostał dawno temu. Może gdzieś głęboko weszła drzazga i smutek pojawił się tylko po to, by o niej poinformować. A może traci Pan coś właśnie teraz, gdy wieczorem siedzi sam i czeka na smutek, zapraszając go tym czekaniem?

Miłość

Szanowna Pani,

nie uda mi się w życiu, czuję to. Wyszłam z obiegu, ale też zawsze wyprzedzały mnie piękniejsze i lepsze. Brałam tego, który zdecydował się na mnie spojrzeć. Był to wystarczający powód, bym rozważała, czy spędzić z nim resztę życia. Tak, taka byłam. Mężczyzna spojrzał, a ja byłam gotowa. Później zmądrzałam, ale tak zwane branie mi nie podskoczyło. Więcej miałam wymagań, a twarz jakby ta sama. Nie jestem szpetna, ale również niezbyt urodziwa. Nawet jak się pozakrywam tymi pudrami, kolorami, to nie wzdychają za mną. Piłam zatem dużo, by wybaczyć samej sobie kompromisy i chadzanie z typami, na których w trzeźwej sytuacji bym nie spojrzała. Ale i picie mi się znudziło. Trafił się jeden związek wieloletni. Pożądałam go, kochałam, a on siebie nienawidził i wszystkich dookoła. Dłużej nie mogłam. Coś we mnie obumiera i różne przynosi emocje. Jest wytchnienie i radość, ale jest też jakiś lęk, zdziwienie. Bo myślę, że moja droga będzie prowadziła poza drogą tak zwanej miłości romantycznej. Trzymam się tego pomysłu na życie, od kiedy jestem, jakby pełne i prawdziwe życie oznaczało, że jest obok mnie ktoś... nie ktoś, samiec, mężczyzna, z którym zakładamy gniazdo. A co, jeśli nie? Coś przegram?

Anna Ś. z Krakowa, 39 lat, nauczycielka

Szanowna Pani,

czasami trzeba się zamroczyć, by nadążyć z wypełnianiem cudzych pomysłów. Ciężko śnić wymyślone przez innych sny. Pyta Pani, jakbym coś, cokolwiek o przyszłości wiedziała. Nic nie wiem. A im bardziej mówiłam, że nic nie wiem, tym więcej osób pytało o różne sprawy. Nic okazuje się bardzo rozległe. Oczywiście, że tak zwana miłość romantyczna jest pomysłem. Zawiera się w nim założenie, że podstawą bliskości jest pożądanie i szybko gasnąca namiętność. Proszę mnie dobrze zrozumieć. Miłość pomysłem nie jest, a ktoś, kto tak uważa, nigdy jej nie doświadczył. Wystarczy poczuć ją raz, by zapamiętać do końca życia. Przy takiej miłości wydarza się to, co święte. Nie mam na myśli zawężenia percepcji związanego z zakochaniem, zwierzęcym pragnieniem zjednoczenia. Mam na myśli moment, w którym jestem absolutnie przekonana, że nie muszę absolutnie nic dostać od osoby, którą kocham, właśnie dlatego, że kocham. Nie mam pomysłu i planu na życie owej osoby. Następuje przepływ pomiędzy patrzeniem, słuchaniem, dojrzewaniem, dotykiem, obecnością, odchodzeniem, słowami, oddzieleniem, wdychanym powietrzem. Proszę nie rezygnować z miłości. A porzucanie cudzych pomysłów na własne życie może tylko Panią do tej miłości zbliżyć.

Koniec

Szanowna Profesor Bełkotska,

czy to prawda, że to ostatnie listy, że więcej nie będzie? Jak tak można? Co z tymi wszystkimi pytaniami? Przecież mówią, że kto pyta, nie błądzi. Odchodzi Pani na zawsze?

Karol J., stały czytelnik, zbulwersowany

Szanowny Panie,

ależ co Pan z tym – zawsze? Jeśli czytał Pan Bełkotską uważnie, to przecież musi wiedzieć, że nic na zawsze. Tak, prawda, to ostatnie listy. Jak tak można? Można zacząć i można skończyć. A jeśli chodzi o tych, którzy pytają, to oni zawsze błądzą. Chwila jasności nie jest chwilą, w której wiem. Chwila jasności to chwila, w której milczę, czasami mrużę wtedy oczy, czasami szeroko je otwieram, niekiedy wybucham śmiechem, innym razem przykładam do ust zdziwione dłonie. To jest ta chwila jasności – zawsze – między tym, co wyrażone.

 

Na listy odpowiada prof. filozofii, antropologii i psychologii - Janina Bełkotska, laureatka Nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce Moje wszystkie odpowiedzi.

 

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce, powieści „Duchy Jeremiego” i książki „Przebłysk. Dookoła świata – dookoła siebie”. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!