Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
ludzie listy piszą
Robert Rient

Psychiatra, millennials, tacierzyństwo

ilustr. Karyna Piwowarska
Psychiatra, millennials, tacierzyństwo
Psychiatra, millennials, tacierzyństwo

Psychiatra na mnie nie patrzy podczas wizyty, za to zaczął mnie obserwować na Facebooku – czy blokować? Czy lepiej dla mojego syna, bym odszedł na zawsze? A jeśli chodzi o życie, czy coś się zmieni, ale tak naprawdę?

Psychiatra

Pani Profesor,

mój psychiatra na mnie nie patrzy, znaczy podczas wizyty, za to zaczął mnie obserwować na Facebooku. Lękam się teraz. Chciałam go zablokować, ale wtedy by do tego nawiązał spokojnym pytaniem podczas kolejnej wizyty i nie wiem, co bym mu miała skłamać. Przestałam się tak bardzo udzielać w mediach społecznościowych, a profil miałam otwarty, raczej zabawny, sporo memów, z czego niektóre sama zrobiłam. Ludzie lajkowali, udostępniali. A podczas wizyty on tylko pisze, znaczy spojrzy, jak wchodzę, jak wychodzę, czasami pomiędzy pisaniem też spojrzy, ale to mi się zawsze wydaje, że patrzy, jak coś głupiego powiem albo mało raczej zdrowego, w sensie, że destrukcja. Pisze, co mówię, chociaż czasami wydaje mi się, że on sobie książkę pisze, a ja mu tylko przeszkadzam albo jestem jak melodia w filmie, głos z płyty. Nic mi nie dolega, chodzę po leki, na sen takie i uspokojenie, niby lekka depresja, ale raczej w normie jestem społecznej. Wizyty raczej krótkie, co sześć tygodni, a częściej jak jest kryzys, ale od kiedy mnie obserwuje na Facebooku, to staram się nie mieć kryzysów. Czy zablokować go? Nie wiem, jak to przyjmie, czy mi wybaczy, czy jak znowu pójdę, to czy receptę wypisze, no nie wiem, jak pisałam lęku mam więcej niż przed tym całym do niego chodzeniem, chyba nerwica mi się robi.

Kasia z Warszawy, 27 lat, jeszcze studentka

Szanowna Pani,

blokowałabym z powodu nerwicy, żeby się nie pogłębiała. Dostrzega Pani wyraźne ograniczenie swojej aktywności w mediach, tak zwanych społecznościowych, od kiedy spoczęło na Pani wirtualne oko psychiatry. Proszę jednak rozważyć, czy chce Pani uczęszczać do psychiatry, który w tak zwanej rzeczywistości nie patrzy, za to w wirtualnej nie tyle co patrzy, a obserwuje. Zatrzymałabym się na chwilę przy tych niepokojących skłonnościach psychiatry. Może faktycznie pisze książkę, a może czuje się bardziej farmaceutą niż lekarzem, są przecież tacy. Blokowałabym i poszukała innego, takiego, który częściej patrzy, niż notuje. Zadbałabym też o łagodne przejście, poszła na ostatnią wizytę, pożegnała się, a być może nawet wyznała powód rozstania, bez względu na to, jak trudno będzie psychiatrze to znieść. Wysiłek ten ma sens tylko wtedy, gdy korzyści z niego, psychologiczne oczywiście, przewyższą cenę, jaką poniesie Pani za podjęcie konfrontacji. Kłamstwo sugeruję ograniczać, zwłaszcza to opowiadane sobie.

Druga sprawa, która mnie zatrzymuje – potrafi Pani siłą woli powstrzymać kryzys. Węszę tu źródło siły albo sprawnie rozwinięte mechanizmy obronne, głównie wyparcia i tłumienia. Jakkolwiek – eksplorowałabym pod okiem profesjonalnego psychoterapeuty, który siłę pomoże rozwinąć, a odruchowe, nawykowe reakcje zmieniać w te nasączone wolnością. Zrobiłabym to również po to, by odstawić w przyszłości leki, zająć się depresją w normie społecznej i królować dalej w mediach społecznościowych.

Millennials

Pani Profesor,

czy pracować dalej w korporacji? Czy metoda cichego buntu i głośnego cynizmu wystarcza? Jestem dopiero na początku życia zawodowego. Słowa „kariera” i „sukces” wydają mi się przestarzałe. Wolę czuć odrobinę sensu w tym, co robię, a robić tyle, żeby mieć za co żyć. Wszystkich stać dzisiaj na podróże, ale na życie chyba nie wszystkich. Jestem milenialsem. Może problem tkwi w długich godzinach pracy, a nie sztywnych strukturach, maszynowości zadań i zorientowaniu na efektywną utylizację kapitału ludzkiego. Może nie jestem jedyną z pokolenia Y osobą, która potrzebuje elastycznych godzin pracy i indywidualnego rozwoju poza biurową rzeczywistością. Moje pytanie brzmi: czy demokracja może w ogóle istnieć bez biurokracji? Czy prognozuje Pani, że coś się zmieni.

Aleksandra W.

Szanowna Pani,

tyle pytań i słów trudnych. Zacznę od demokracji i napiszę krótko: nie może, a przynajmniej nie w skali kraju. Jeśli chodzi o prognozy, to rubryki publicystów, ekspertów i wróżbitów są nimi przepełnione, na zwierzenia w tym obszarze się nie skuszę. Pyta Pani, czy pracować dalej w korporacji – proszę zrozumieć, skąd przyszło to pytanie, wtedy znajdzie Pani odpowiedź (jeśli nie – proszę śmiało pisać). Wydaje mi się, że cichy bunt wyklucza głośny cynizm, ale nawet jeśli Pani łączy te dwie aktywności, proszę się zabawić i zamienić przymiotniki miejscami. Czasami jeden głośny bunt załatwia sprawę i nie trzeba dłużej posiłkować się cynizmem. Nie mówię, że zupełnie zrezygnować, czasami sama uprawiam, nawet jeśli odrobinę szkodzi wątrobie. Zostałabym z lupą i ciszą, i na dłużej przy tej odrobinie sensu, o której Pani napisała. Nie po to, by go powiększać, ale po to, by zobaczyć, że to wystarcza. W logoterapii jest taka interesująca technika terapeutyczna, która nazywa się derefleksją – stosowana jest wobec tych, którzy stosują hiperrefleksje, nadmierną analizę. Zdaje się być w tym Pani dobra. I tak, ma Pani rację: nie jest Pani jedyna, to dobra wiadomość. A słowo milenials, którego używa Pani, by siebie opisać, jest wyłącznie łatą. Można ją odkleić, jeśli przeszkadza, i znowu wrócić do tej odrobiny sensu, który dobrze Pani czuje.

Tacierzyństwo

Pani Profesor,

mam problem z byłą żoną, która przyłapała mnie na zdradzie i się rozwiodła. Tak, mój błąd, ja to rozumiem. Zakochałem się, mam nową rodzinę i nowe dziecko, maleńkie, kocham je nad życie, w końcu jestem szczęśliwy. Moja była utrudnia mi kontakty z ośmioletnim synem z pierwszego małżeństwa, nigdy nie mieliśmy zbyt dobrej więzi, a teraz muszę walczyć o spotkanie z nim. Nie mam też dużo czasu, bo praca, nowa rodzina, małe dziecko. Czasami zastanawiam się, czy nie lepiej bym w ogóle zniknął z życia mojego syna i byłej żony, z którą wymieniamy się głównie informacjami. Pieniądze oczywiście będę przelewał, dopóki młody nie będzie dorosły, ale wiem, że czasami tak lepiej, przeżyć silny ból, pogodzić się z nim i ruszyć dalej. Myślę, że tak będzie dla syna lepiej, a Pani co myśli?

Dariusz H. z Kątów Wrocławskich, 34 lata, bankowiec

Szanowny Panie,

myślę, że tak będzie lepiej dla Pana. Myślę też, że szuka Pan pretekstu i usprawiedliwienia. Pewnie z tego powodu używa Pan łagodnych i fałszywych słów, by opisać własne zamiary. Nie pisze Pan o tym, co byłoby lepsze dla Pana syna, w ani jednym zdaniu Pan o tym nie napisał. Pisze Pan wyłącznie o sobie. A pisze Pan o porzuceniu swojego dziecka i pragnieniu ucieczki. Za Pana kontakty z ośmioletnim synem odpowiada wyłącznie Pan, nie Pana żona, proszę to dostrzec.

Wpływ nieobecnego ojca na życie dziecka bywa tak samo silny jak wpływ obecnego i kochającego ojca na życie dziecka. Po prostu inne są konsekwencje, inna miłość, inne spustoszenie. I tak, wyobrażam sobie, że ma Pan mało czasu, że wybrał Pan mieć mało czasu, by cieszyć się nowym szczęściem. Zanim jednak zdecyduje się Pan odwrócić i odejść, proszę w oczach młodszego dziecka zobaczyć swojego starszego syna, a być może również siebie samego. I tych, którzy od Pana uciekli, i ból, który został. Nie lekcje, które Pan z bólu wyciągnął, w ten sposób lubimy siebie pocieszać, gdy wyrządzamy przemoc albo gdy doznajemy przemocy – że można się z niej uczyć. A gdy już Pan uczciwie i dokładnie zobaczy to, od czego chce uciec, zrozumie Pan, że to nigdy nie jest możliwe. Na koniec napiszę bardziej osobiście: deklarowanie miłości nad życie – do kogokolwiek – zawsze budziło mój niepokój.

*

Na listy odpowiada prof. filozofii, antropologii i psychologii – Janina Bełkotska, laureatka Nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce „Moje wszystkie odpowiedzi”.

*

Pytania do pani profesor proszę słać pod adresem: robert.rient@gmail.com

 

 

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor powieści „Chodziło o miłość”, „Duchy Jeremiego” i reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info