pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Redakcyjny specjalista od zdrowia duszy i ciała tym razem zajrzał do wnętrza własnego mózgu.
2019-12-06 10:00:00
Przygoda w parku

Aby uzyskać obiektywną wiedzę o sobie, odwiedziłem ostatnio instytut naukowy. Chciałem poddać się rezonansowi magnetycznemu mózgu, nużyła mnie już bowiem nieustanna introspekcja. Potrzebowałem wejrzenia z zewnątrz.

Czyta się 2 minuty

Byłem umówiony z młodym, cenionym pracownikiem naukowym używającym tytułu Ph.D. W ostatniej chwili wysłał mi on jednak wiadomość, że poproszono go właśnie, by o tej samej godzinie wystąpił na międzynarodowej konferencji. Nie może mnie więc przyjąć, ale nie powinienem się martwić, bo w instytucie będzie na mnie czekał jego starszy kolega, emerytowany profesor.

Uczony ów okazał się człowiekiem niezmiernie sympatycznym, choć niebudzącym za grosz zaufania. Spodziewałem się, że zostanę podjęty w nowoczesnym laboratorium pełnym pikających aparatów i łyskających monitorów. A tu mały pokoik w przyziemiu, jakieś papiery w nieporządku. Jedyny sprzęt: elektryczny czajnik.

Co więcej, resztki kafelków i ślady po armaturze na ścianie sugerowały, że pomieszczenie zostało przerobione z toalety (choć nie mam pewności).

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Profesor dostrzegł moje rozczarowanie, ale nie stropił się. Wzruszył tylko ramionami i wymamrotał coś w stylu: „A jaka to różnica?”. Potem usiedliśmy i zaczęliśmy przeglądać przygotowane przez niego wydruki. „To mózg osoby na głodzie nikotynowym – komentował. – To mózg mnicha w transie, a to kogoś, kto ogląda ulubiony serial”.

Przy każdym zdjęciu profesor tłumaczył, które struktury mózgu są aktywne i co z tego wynika. Jego wiedza fachowa robiła duże wrażenie, choć czasem pozwalał sobie na dziwaczne wtręty. „Kto tak naprawdę poznał miłość – ten, kto kocha, czy ten, kto widział skan jego mózgu?” – spytał na przykład ni z tego, ni z owego.

Kilka razy włączał też swój elektryczny czajnik tylko po to, by oglądać buchającą parę, przystawiać do niej dłoń i wsłuchiwać się w bulgot wrzątku. Albo wpatrywał się z szalonym przejęciem w butwiejące za oknem liście.

Właśnie, liście. Wracając do domu, szedłem na przełaj przez park. Szurałem nogami cały w myślach, zastanawiałem się, jaką wyniosłem z wizyty w instytucie naukę.

Z rozważań wyrwał mnie wyglądający znajomo deseń, utworzony przez brązowe, purpurowe i żółte liście kilka kroków przede mną. Wzór do złudzenia przypominał skan mózgu, mojego mózgu, sporządzony w instytucie (nie wspomniałem o tym, ale profesor dał się w końcu ubłagać i zwiedziliśmy laboratorium, gdzie wsunąłem głowę do rezonansu magnetycznego).

Zastygłem w pół kroku. „Co tu się właściwie odbywa?” – pomyślało coś we mnie. Stałem pośrodku parku czujnie, zupełnie nieruchomo, jak to potrafią tylko zwierzęta, łowiąc najlżejsze drżenia i szmery. Nie wiem, ile minęło czasu, ale w końcu w moich uszach zaczął narastać uporczywy pomruk. Był coraz głośniejszy i warkotliwszy, aż stał się nieznośnie bolesny. Wówczas liście przed moimi oczami zafalowały. Mimo tych objawów desperacko zachowałem spokój i ani drgnąłem.

Dopiero kiedy zza moich pleców wyskoczył mężczyzna z zawzięcie rzężącą dmuchawą, krzyknąłem: „Panie, co pan robi?! To jest nielegalne!”.

Mężczyzna wyłączył dmuchawę i rozpoczęliśmy kłótnię.

 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!