Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
ludzie listy piszą
Robert Rient

Potwór, krnąbrność i rozchwianie

ilustracja: Karyna Piwowarska
Potwór, krnąbrność i rozchwianie
Potwór, krnąbrność i rozchwianie

Potwór

Pani Profesor,

mam swojego własnego potwora. Mam go od dziecięcych lat. Nawiedza mnie we śnie. Ten potwór czeka na mnie w najmniej spodziewanych kadrach, idę ulicą, zwiedzam nieznane miasto, odwiedzam przyjaciół, siedzę na kanapie, jadę pociągiem i nagle pokazuje się jego oślizgła gęba. Dyszy, sapie, zbliża się do mnie, a ja budzę się przerażona. Chodzi o to, że dwa dni temu spotkałam mojego potwora na jawie. Znowu miałam ten koszmar. To była sobota. Obudziłam się przestraszona jak zawsze, ale tym razem również zła. Nie zjadłam śniadania. Wypiłam szklankę wody i poczułam, że muszę wyjść z domu i iść do lasu. Szłam więc, zła, zachmurzona. Nie wiedziałam, gdzie idę, chociaż z drugiej strony czułam, że muszę iść dokładnie w to miejsce. Zamknęły się nade mną korony starych buków. Zobaczyłam wielkie stare drzewo. Stanęłam. Nagle zza drzewa wyszedł mój potwór. Nie bałam się. Przez chwilę pomyślałam, że to sen, więc nauczona scenami z filmów – uszczypnęłam się. Zabolało, to nie był sen. Potwór przekazał mi myśl – on nie ma ust i nawet we śnie nie mówił – że jeśli jestem gotowa, to sobie pójdzie. I wie Pani co? Wtedy nie sądziłam, że oszalałam, dopiero teraz to podejrzewam, bo pomyślałam o tym, że nie jestem pewna, czy go puścić, nie jestem pewna, czy chcę się z nim rozstać. Trwało to prawie godzinę, staliśmy tam, ja i mój potwór, dyszący i sapiący jak zwykle. Patrzyliśmy na siebie. W końcu poczułam, że jestem gotowa, że może odejść. Pochylił głowę, zniknął. I ja się pokłoniłam, chociaż nie wiem czemu. Trochę popłakałam jak na widok znalezionego zdjęcia dawnej kumpeli z podstawówki. Wracałam do domu lekka. Wiem, że potwór zniknął, lęk zniknął, to się stało. Poza mną, ale dla mnie. Następnej nocy spałam jak nigdy, lekko, spokojnie, cudownie. A dzisiaj myślę, że może oszalałam, że przywidziało mi się. Umysł szaleje, chce uznać to doświadczenie za zwidy, figle wyobraźni albo chorobę psychiczną. A Pani co myśli?

Janina F. z Grzebiny Małej, 47 lat

Szanowna Pani,

myślę, że umysł potrafi przywoływać potwory i nie wsłuchiwałabym się z taką uważnością w jego monolog. Bo to jest monolog, proszę pamiętać. Monolog, który udaje zaproszenie do dialogu. Monolog, który można potraktować jak wyjątkowo nędzny spektakl teatralny – wyjść na pierwszej przerwie lub jeszcze wcześniej. Kiedyś pomogło mi drzewo, myślę, że nieprzypadkowo w Pani historii pojawiły się buki i las. Jestem wręcz przekonana, że drzewa maczały swoje moce w Pani uzdrowieniu. Proszę odpuścić dociekanie, próby zrozumienia, przeanalizowania, zinterpretowania. Psychiatra, filozof, cynik, ateista, osoba wierząca – każdy poda Pani inną wykładnię. Proszę tych nie słuchać, ale wrócić do swojego potwora, którego pożegnała Pani z szacunkiem. Nauczono mnie kiedyś hawajskiej mantry, modlitwy, którą wypowiadają dwie osoby, patrząc sobie w oczy. Brzmi ona tak: przepraszam, proszę o wybaczenie, dziękuję, kocham. Skojarzyła mi się z Pani bezsłownym rozstaniem z potworem. To, co jest teraz – jest teraz. Umysł ze swoimi pomysłami jest teraz. Spokojny sen i brak potwora jest teraz. Proszę nie oddawać umysłowi zbyt wielkiej przestrzeni do dywagowania na temat doświadczenia, o którym nie ma najmniejszego pojęcia.

Krnąbrność

Pani Profesor,

mam problem z moją córką, która nie słucha moich poleceń. To znaczy słucha większości z nich, ale generalnie jest niezwykle autonomiczna. Zabiera głos nieproszona, przerywa innym, nie je tego, na co nie ma ochoty. Proszę mnie dobrze zrozumieć, nie przymuszam jej do niczego, tylko jak nie robi tego, co mówię, to wyrażam swoją złość. Nigdy nie użyłem i nie użyję wobec niej przemocy, żadnych klapsów. Chciałbym, żeby wyrosła na silną osobę, taką, która osiąga w życiu góry, która posiada własną opinię, nie jest podległa głupiemu szefowi, ale spełnia się. Wiem, że do tego potrzebne jest odpowiednie wychowanie, a ona jest krnąbrna, nie chce mnie we wszystkim słuchać. Jak najlepiej przekonać ją, by wypełniała polecenia?

Filip G. z Poznania, 31 lat, ojciec

Szanowny Panie,

proszę się zdecydować: czy chce Pan, by córka była niezależna i samodzielna, czy chce Pan uczynić z niej przedmiot obróbki? Chce Pan tłumić jej niezależność, by w dorosłym życiu była niezależna? Jeśli chodzi o przemoc, to wybaczy Pan, że nie będę dumna, że nie decyduje się Pan bić dziewczynki. Słowa kierowane do dziecka, zarówno ich treść, jak i ton również mogą być przemocą. Są takie słowa, które potrafią zapaść w strukturze osobowości, takie, które mogą nadać życiu toksyczny kierunek.

Każdy człowiek, którego poznałam, bez względu na jego wiek jest ze swojej natury krnąbrny. Wyrażanie swojej złości do dziecka, które nie wykonuje posłusznie poleceń, jest właśnie formą przymuszania, dyscyplinowania. Zarazem to wspaniałe, że Pana córka jest autonomiczna, że nie je tego, na co nie ma ochoty. Myślę, że celowo przywołuje Pan postać szefa – proszę nie być szefem dla swojej córki i nie wybiegać może tak daleko w przyszłość. Przed Panem praca do wykonania, przedefiniowanie pojęć: wychowanie, opieka, towarzyszenie, przemoc, nadzór, pomoc, partnerstwo, miłość. W medycynie pierwsze przykazanie mówi o tym, by nie szkodzić. Pan jako rodzic może również uznać to za swoje pierwsze przykazanie – po pierwsze nie szkodzić. Nie zabijać autonomiczności, energii, nie planować, na kogo ma wyrosnąć. Pana córka już jest. I jest wystarczająca taka, jak jest. Jest również z tego, co Pan napisał, silna. Na pewno może się Pan od niej uczyć. Proszę zobaczyć, jak ona jest, wtedy będzie łatwiej dostrzec moc ukrytą właśnie w tym, że jest. Proszę nie przeskakiwać pośpiesznie nad tym faktem.

PS Moje słowa to zdecydowanie za mało, proszę sięgnąć po książki Jespera Juula.

Rozchwianie

Szanowna Pani,

zastanawiam się ostatnio, czy aby na pewno wszystko ze mną w porządku. Właśnie skończył się mój trzeci poważny związek. Źle trafiam, ale koleżanka zasugerowała bezczelnie, że to ze mną jest coś nie tak. Tak bardzo mnie tym zirytowała, że zerwałam z nią wszelkie kontakty, usunęłam z Facebooka i telefonu, i nie chcę w ogóle na nią patrzeć. Otóż mój pierwszy partner spędzał strasznie dużo czasu w łazience, po prostu potrafił przez godzinę się kąpać, kremować. Wybuchały przez to kłótnie, z którymi sobie nie radził. Mój drugi partner był typem sportowca, miał gdzieś długie kąpiele, brał prysznic, wybiegał z domu, trenował, ćwiczył, pomagał innym, a w sprawie mycia sama mu czasami sugerowałam, żeby poszedł się wykąpać. Niby więc dobra zmiana, ale Przemek dłubał w nosie. I ja rozumiem przecież, że to niby nic, ale on dłubał ostentacyjnie w tym nosie. Raz mu o tym powiedziałam, to mnie wyśmiał i wsadził palec do nosa, a potem do buzi. Jego zdaniem żart, ja zwymiotowałam na swoją sukienkę. Właśnie wtedy skończył się nasz trzyletni związek. Trzeci partner zdawał się idealny, dbał o siebie, ale nie jakoś przesadnie. Szybko razem zamieszkaliśmy. Oświadczył mi się dwa miesiące temu. Rodzina była zachwycona, znaczy moja rodzina, bo jego jakoś niespecjalnie. No ale po oświadczynach odkryłam, że potwornie mu się pocą pachy. Nawet nie chodzi o zapach, bo ten ukrywa pod perfumami, ale koszule ma zawsze przepocone, mokre plamy rozlewają się czasami na brzuch, przypomina to w ogóle jakieś monstrum. Musiałam z nim zerwać. Niestety, odwróciła się ode mnie rodzina, koleżanka okazała się zdrajczynią. Czy Pani zdaniem dobrze zrobiłam?

Maja D. z Cieplic, 29 lat

Szanowna Pani,

chociaż Pani pytanie zdaje się otwartym, gotowym na mnogość interpretacji, a Pani historia aż kipi od gotowych odpowiedzi – powstrzymam swe ironiczne zapędy. Dla Pani dobra. Proszę skontaktować się ze sprawdzonym i profesjonalnym psychiatrą, polecam również – już w porozumieniu z psychiatrą – nawiązanie trwałej relacji z psychoterapeutą. Proszę nawiązać te kontakty przed rozpoczęciem czwartego związku, gdyż śmiem twierdzić, że znam jego zakończenie.

PS Na osłodę tej zimnej odpowiedzi napiszę – odpowiadając na Pani pytanie – że na pewno nieraz w życiu dobrze Pani zrobiła.

 

Na listy odpowiada prof. filozofii, antropologii i psychologii - Janina Bełkotska, laureatka Nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce Moje wszystkie odpowiedzi.

 

Pytania do pani profesor proszę słać pod adresem: robert.rient@gmail.com

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce, powieści „Duchy Jeremiego” i książki „Przebłysk. Dookoła świata – dookoła siebie”. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info