Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

„Przekrój” – poznaj nasze czułe struny!

Ta jesień jest pełna czułości! A już na pewno jest jej pełen jesienny „Przekrój”. W nowym numerze piszemy o tym, jak czułością zmieniać świat, a także o: mądrej edukacji, hologramach, grzybach (też tych, wiadomo których), dojrzałości i Inkach. Zastanawiamy się, czym jest prawda i jak opisać piękno. 196 stron do czytania przez trzy miesiące!

Kup numer na jesień

Jesienny „Przekrój” w nowym formacie jest wygodniejszy do czytania i idealnie mieści się w skrzynce pocztowej. Tylko na stronie Przekroj.pl w niższej cenie. Sprawdź!

Przekrój
Porażki, klęski i rozczarowania – jak znosić je po stoicku? Opowiada
2021-07-28 00:00:00
Głos stoika

Porażka po stoicku

„Bitwa pod Waterloo” Jan Willem Pieneman 1824, domena publiczna
Porażka po stoicku
Porażka po stoicku

Czy tego chcemy, czy nie – porażki i rozczarowania towarzyszą nam w życiu. Jako stoik dodam, że czy tego chcę, czy nie, wciąż dobrze ma się przekonanie, że stoicyzm to przede wszystkim sztuka dzielnego znoszenia trudnych wyroków losu (mimo moich wysiłków, by pokazać, że stoicy mają do zaoferowania dużo więcej). Zmierzmy się więc wreszcie z tym tematem: jak znosić porażki po stoicku?

Czyta się 4 minuty

Smak porażki zna każdy, nawet (zwłaszcza?) urodzeni zwycięzcy. Nie ma ludzi, którzy nigdy się niczym nie rozczarowali, których życie w ten czy inny sposób nie przeczołgało. Porażka, wzięta w szerokim znaczeniu, jako rozczarowujące zderzenie oczekiwań z realiami, jest ultraludzkim, powszechnym doświadczeniem. Wie o tym „Magazyn Porażka”, wiedział o tym Kołakowski. Doświadczył jej każdy i każda. Różnica tkwi w tym, jak je znosimy.

Zacznijmy od tego, że samo powiedzenie sobie „W mojej mocy nie jest to, czy wygram, czy przegram, ale w 100% ode mnie zależy, jak się do tego odniosę”, to już jest, by tak rzec, wielkie zwycięstwo nad porażką.

Ważne jest, by nie bać się do tego przyznać, jasno to sobie powiedzieć. Wbrew temu, co się niektórym wydaje, mówienie o jednej porażce nie przyciąga następnych – jeżeli oczywiście opowiadamy o niej po stoicku, a nie w sposób potępieńczo-narzekańczy. A więc tak, o porażkach warto mówić, ale trzeba umieć to robić.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Problem z porażką, i każdą przegraną, jest podobny do problemu z cierpieniem czy doświadczeniem zła w ogóle. Zawężają one nasze horyzonty i zwracają ku samym sobie. Przestajemy widzieć cokolwiek poza naszym własnym bólem czy rozczarowaniem. Zamknięcie horyzontu sprawia oczywiście, że boli nas tylko mocniej – i kółko się zamyka, czy raczej my się w nim zamykamy.

Najważniejsze, by się temu przeciwstawić. Ale jak rozerwać tę spiralę autoupupienia? Dobrym sposobem jest zmiana perspektywy. Możemy pójść na spacer, wyjechać na weekend, ale możemy też zmienić perspektywę, z jakiej patrzymy na świat. Jak wiecie, nie jestem zwolennikiem tzw. kosmicznej perspektywy, czyli wmawiania sobie, że skoro nasze porażki niewiele znaczą w perspektywie kosmosu, to nie powinniśmy się nimi przejmować. Ale czemu nie zmienić punktu widzenia we własnym życiu? Moja książka nie sprzedaje się dzisiaj tak, jak bym chciał? No dobrze, ale czy dziś wciąż boli mnie to, że 15 lat temu nie dostałem się na takie studia, na jakie planowałem? Wtedy wydawało mi się to ostateczną klęską, a teraz? Dzisiaj nie pamiętam już w sumie, gdzie tak naprawdę studiowałem. A więc czy za kolejne 10 czy 15 lat nie będzie podobnie? Czy dzisiejsze rozczarowania nie zrelatywizują się, nie zbledną? Pewnie tak. Czemu więc nie przyspieszyć nieuniknionego i przestać się nimi przejmować już dzisiaj?

Gdybym miał zaś podać Wam tylko jeden ze sposobów stoików – najważniejszy dla mnie w tej dziedzinie – to byłaby to kwestia wyobrażeń. Wyobrażeń, narracji, opowieści, jaką snujemy o sobie i zdarzeniach w naszych życiu. Ponoszę porażkę, coś mi nie wyszło. To fakt. Ale istotniejsze od faktu jest pytanie: w jaką moją opowieść o samym sobie tę porażkę wkładam? W jakim myśleniu mnie ona utwierdza? Jeżeli jest ona dla mnie kolejnym dowodem, że jestem przegrywem, nic mi się nie udaje, że „Piotrusiowi znowu nie wyszło”, tak jak mówiła pani P. w podstawówce – to zginąłem. Temu trzeba się przeciwstawić za wszelką cenę. Wszystko jest lepsze niż to. Doświadczenie porażki ma być częścią naszej opowieści o pokonywaniu przeszkód, hartowaniu charakteru, drodze przez trudności do celu – wtedy stanie się budujące i wzmocni nas, zamiast pogrążyć.

I właśnie – „częścią opowieści”. Znacie pewnie ten podział, że żałoba ma kilka etapów. Najpierw zaprzeczenie, potem gniew, dalej targowanie się z losem, potem depresja, wreszcie akceptacja. Ale jest jeszcze coś, co pozwala tę wyświechtaną „akceptację” lepiej rozumieć – tym czymś jest integracja. Żałoba staje się przepracowana wtedy, kiedy z traumatycznego, unikalno-wstrząsającego wydarzenia zmieni się w punkt na linii naszego życia, graniczący z innymi w nim zdarzeniami, wkomponowany w nurt. Z porażką jest w sumie podobne, choć oczywiście skala nie musi być tak wysoka jak przy stracie kogoś bliskiego. Doświadczenie porażki włączamy („integrujemy”) w bieg naszego życia i w tym sensie staje się ono „częścią nas”. I paradoksalnie, właśnie wtedy nie będzie nas już definiować, bo zostanie włączone w inne doświadczenia i szerszą opowieść o naszym życiu. Im szybciej – a na pewno im bardziej świadomie się to stanie – tym lepiej.

Data publikacji:

Piotr Stankiewicz

Autor m.in. książki „Sztuki życia według stoików”, portalu stoickiego na Facebooku i bloga „Myślnik Stankiewicza". Związany ze stoicyzmem, z międzynarodowym zespołem „Modern Stoicism” i z Uniwersytetem Warszawskim. Nie pije, pisze.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!