Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Dwie drużyny, dwa długie stoły na środku skweru Dialogu na osiedlu Jazdów. I pojedynek kulinarny ...
2019-06-14 23:50:00

Pojedynek kulinarny „Przekroju” i „Tygodnika Powszechnego”

Zdjęcie: Wojtek Gardaś
Pojedynek kulinarny „Przekroju” i „Tygodnika Powszechnego”
Pojedynek kulinarny „Przekroju” i „Tygodnika Powszechnego”

Dwie drużyny, dwa długie stoły na środku skweru Dialogu na osiedlu Jazdów. I pojedynek kulinarny na chochle i kuchenne noże. Drużyna „Tygodnika Powszechnego” i drużyna kwartalnika „Przekrój” stanęły naprzeciw siebie i zaczęły gotować. Z jakich składników – tego zawodnicy dowiedzieli się w ostatniej chwili. Jaki był rezultat – trzeba zapytać gości festiwalu Laba, który odbył się w ubiegły weekend w Jazdowie.

Co ugotowała drużyna „Przekroju”:

Przystawka: Wzięłyśmy kruchą sałatę lodową (może też być rzymska) i pokroiłyśmy jak kapustę, tzn. w plastry z głąbem. Potem posiekałyśmy botwinkę. Rozpuściłyśmy masło na patelni i obsmażyłyśmy botwinkę, a potem sałatę aż do zrumienienia (nie może to trwać za długo, bo sałata sflaczeje; ma być chrupka). Na koniec lekko posoliłyśmy i gotowe porcje posypałyśmy wiórkami dojrzewającego sera wymieszanego z ziołami. Na tej samej patelni po dodaniu oliwy usmażyłyśmy czosnek w połówkach – główkę przecięłyśmy w całości na pół w poprzek, po usmażeniu półząbki wystrzeliłyśmy na misę z sałatą. Były słodkie i miękkie, i pełne smaku.

Danie główne: szakszuka

Danie, które nie ma prawa nie wyjść. Ponieważ w dosłownym tłumaczeniu oznacza sklejaninę, mieszaninę, można do szakszuki użyć wszystkiego (no, prawie). Zaczęłyśmy od cebuli skrojonej na półkrążki, marchewek w plasterkach i posiekanego czosnku, co smażyłyśmy razem z zielem angielskim i liściem laurowym na oliwie, aż cebula się zeszkliła, a marchewka zaczęła się robić miękka. W drugim garnku smażyła się pokrojona w kostkę papryka, a w trzecim – bakłażany (użyłyśmy trzech garnków, żeby było szybciej, można do bazy cebulowo-marchewkowej dodawać kolejne składniki do smażenia od tych wymagających najwięcej czasu do najdelikatniejszych). Kiedy wszystko było już pięknie zrumienione, do akcji weszły pomidory – dużo pomidorów – oraz przyprawy: sól, pieprz, cukier, świeże oregano oraz kumin, kolendra i słodka papryka. Na koniec porządna porcja czerwonej soczewicy.

Kiedy wszystko się już pomieszało, posklejało i odparowało, a soczewica zrobiła się miękka, przyszedł czas na jajka: nałożyłyśmy na patelnię solidną warstwę szakszuki, w której łyżką zrobiłyśmy dołki, a w te dołki wbiłyśmy jajka i zostawiłyśmy na średnim ogniu pod przykrywką, aż białko się ścięło, a żółtko pozostało płynne.

Szakszukę podałyśmy z dużą ilością świeżej kolendry i z dipem jogurtowym z czosnkiem, świeżą miętą i koperkiem, chrzanem, sokiem z cytryny, odrobiną cukru, soli i pieprzu oraz szczyptą kardamonu.

Smacznego!

Miłada Jędrysik, Monika Kucia, Zuzanna Lewandowska


Co ugotowała drużyna  „Tygodnika Powszechnego”:

Przystawka: frittata cukiniowa

Siekamy drobno 1 cebulę, podgrzewamy kilka minut na paru łyżkach oliwy na bardzo wolnym ogniu. Kiedy się lekko zeszkli, dodajemy 1 dużą lub 2 małe cukinie pokrojone w cienkie półplasterki. Zwiększamy ogień, mieszamy, przesmażamy, mieszając energicznie 1-2 minuty, potem redukujemy ogień, solimy, dodajemy kilka listków bazylii, garść świeżego tymianku (albo można alternatywnie rozmaryn), przykrywamy i podduszamy jeszcze kilka minut.

Szykujemy jajeczną masę: roztrzepujemy 6 jajek ze 150 ml śmietanki 30-procentowej, solimy, dodajemy pieprzu i 6 łyżek startego parmezanu. W warunkach domowych dodaję też płaską łyżeczkę skrobi kukurydzianej, dzięki czemu frittata ładniej rośnie i zachowuje puszystą konsystencję także po wystygnięciu.

Kiedy cukinia nieco przestygnie (nie może być gorąca), przekładamy ją do miski z masą jajeczną, delikatnie wszystko mieszamy. Gdybym miał kuchnię z piekarnikiem, tobym ją wylał do formy nasmarowanej masłem i posypanej bułką tartą – tak żeby warstwa frittaty miała maks. 1 cm, i piekł w 150 stopniach około 30 min, aż się zrumieni.

Danie główne: warzywne curry

Jak w każdym curry, zaczynamy od stworzenia własnej masali, czyli mieszanki zmielonych przypraw. W niedzielę miałem pod ręką cynamon, kumin, chili, kurkumę i kolendrę. Mieszankę należy wrzucić na sklarowane masło i podsmażyć do chwili, aż na powierzchni masło zacznie się przyjemnie pienić, uwalniając aromaty przypraw (to ten moment, kiedy wszyscy w okolicy dowiadują się, że na obiad będziesz jeść curry). Teraz czas na pokrojoną w cienkie piórka cebulę (na porcję dla czterech osób wystarczy jedna duża lub dwie średnie).

Zmniejszmy ogień i pozwólmy cebuli podusić się w masali przez około 5 minut. W tym czasie wstawiamy bulion warzywny, około litra wywaru. Następnie dorzucamy do cebuli młode, jak najmniejsze ziemniaki (idealne to takie wielkości kulki na jeden kęs, najwyżej dwa) i znów dusimy całość przez chwilę. Wreszcie czas na inne warzywa. Obowiązkowo czosnek i młoda marchew. Następnie, do wyboru: zielona fasolka szparagowa lub okra, groszek cukrowy. W konkursowej kuchni były jedynie cukinia i bakłażan i to one trafiły do garnka.

Gdy całość podsmaży się w mieszance masła i przypraw, dolewamy bulion i zwiększamy ogień. Radykalnie. W kuchni azjatyckiej danie powstaje zwykle na gazowym taborecie o mocy silnika odrzutowego, nie bójmy się więc ostrego duszenia. Następny składnik to mleko kokosowe, liście pandanu lub kafiru (nie są niezbędne, ale warto ich poszukać) i sos sojowy (zwróćcie uwagę, czy kupujecie prawdziwy owoc fermentacji ziaren soi z dodatkiem soli, czy przemysłowy ersatz z domieszką cukru i karmelu – użycie tego ostatniego praktycznie położy wam danie, bo zamiast silnej nuty umami otrzymacie piernikowo-słodkawą nijakość). Nie zaszkodzi też kilka kropli sosu rybnego, ale jeśli go nie macie, nie musicie kupować.

Czas spróbować ziemniaków. Jeśli są już miękkie, zakwaszamy potrawę sokiem z cytryny i dwoma-trzema dojrzałymi pomidorami (polecam, zamiast mordęgi z obieraniem skórek, bałkańską technikę ścierania przeciętego wpół pomidora na tarce o grubych oczkach). Następnie doprawiamy ją solą, pieprzem oraz sosem sojowym i czekamy, aż zgęstnieje, a wywar zredukuje się do objętości, w której danie będzie wyglądać jak warzywa w sosie, a nie zupa z warzywami. To dobry moment, by posiekać dużo kolendry, bazylii (najlepiej tajskiej, ale może być zwykła) oraz szczypioru, które dodajemy już do miski z daniem.

Smacznego!


Paweł Bravo, Marek Rabij, Monika Ochędowska

 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!