Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
ludzie listy piszą
Robert Rient

Pogarda, miłość i równowaga

ilustracja: Karyna Piwowarska
Pogarda, miłość i równowaga
Pogarda, miłość i równowaga

Pogarda

Pani Profesor,

bardzo mi przeszkadzają tępi ludzie, czasami życzę im śmierci. Prawdopodobnie nie jestem zbyt dobrą osobą, zdaję sobie z tego sprawę, ale słyszałam, że z Panią można się dzielić wszystkimi myślami. Dlatego piszę. Przeszkadzają mi ci, którzy głośno mówią przez telefon, ci, którzy wychodzą z pociągu i stoją w miejscu, tarasują, zamiast iść dalej, ci którzy przeklinają przy dzieciach, przeszkadza mi pijana, głośna młodzież, zrzędzący i zatrzymani w miejscu staruszkowie też mi przeszkadzają. Jak stają za mną w kolejce i mi dyszą na plecy, to chcę zabić, również wtedy, gdy w kolejce stają nie za mną, a obok mnie, i jak załatwiam sprawy w urzędzie, na poczcie czy dworcu, przy tak zwanym okienku, i podchodzą ze mną, słuchają, gapią się do portfela. O telewizji, prasie i tym, co wylewa się z Internetu, nie wspomnę. Czasami myślę – jak to możliwe, żebym gardziła przedstawicielami własnego gatunku? Żeby było jasne, nie uważam, że jestem lepsza od tych wszystkich ludzi. Spokojniejsza, grzeczniejsza – pewnie tak. Ale w tym samym czasie z pewnością bardziej podła i małostkowa. Czy Pani też tak ma? Na pewno są ludzie, którzy Pani przeszkadzają – co wtedy Pani robi? Czy czuje się Pani od nich lepsza?

Emanuela G. z Sopotu, 39 lat

Szanowna Pani,

moje życiowe wybory i te, których zaniechałam, tak samo jak moje szlachetne i podłe występki nie są na nic dowodem. Nigdy nie myślałam o sobie jako przykładzie do naśladowania, wręcz przeciwnie. Ale na niektóre z Pani pytań z pewnością mogę odpowiedzieć. Tak, ludzie mi przeszkadzają – zwłaszcza ci głośni, ocierający się o mnie w przestrzeni publicznej, ocierający się w sensie dosłownym i w przenośni. Przeszkadza mi bezmyślność, również własna, wszak o tej lubię szybko zapominać. Pyta Pani, czy czuję się lepsza od ludzi – tak, są tacy, od których czuję się lepsza, i są tacy, od których czuję się gorsza. W obu jednak przypadkach nie znam tych ludzi lub znam ich pobieżnie. W obu przypadkach błądzę. Nie zmierzam do wydumanego, idealnego z punktu widzenia psychologii czy duchowości miejsca, w którym akceptuję wszystkich, a świat jawi mi się jako sprawiedliwy raj. Jestem człowiekiem, a zatem jestem zdolna do bycia małostkową i szlachetną, czasami obnoszę się z poczuciem wyższości, by później tego uczucia się wstydzić. Ratunek znalazłam w odpuszczaniu, uwalnianiu tego, co czuję i myślę, nieprzywiązywaniu się do usłyszanych, przeczytanych słów, ale również nieprzywiązywaniu się do własnych – zaburzonych czasem – myśli. Jestem też przekonana, że pewnych, właściwych tylko ludziom właściwości nie zmienimy, ale nie zaliczam do nich pogardy. Wiem, że można i warto bez niej żyć, nawet jeśli czasami ktoś próbuje nas nią obdarować.

Miłość

Pani Profesor,

kochać mi się chce, ale to bardzo. Chodziłabym ulicami i się rozdawała. Niech sobie Pani nie myśli, że jestem jakaś wybrakowana czy zboczona albo żałosna. Mój chłop umarł kilka miesięcy temu, nie był to dobry człowiek i dobrze nam nie było, ale był swój. Myślałam, że tak życie spędzę, w nędzy, jakiejś takiej durnowatej uległości wobec jego zachcianek, porządku życia i dnia, który ustalał. Myślałam, że tak będzie, on rządzi, ja udaję, żyjemy niby jak wszyscy lub wielu, podgniwamy, wszystko byle tylko przetrwać. No i umarł, znienacka. Nawet chciałam wpaść w rozpacz albo chociaż smutek, tak jak słyszałam, że być powinno, ale już na pogrzebie jakiś chochlik się do mnie przyczepił, musiałam uciec do toalety, żeby chichotać, ot tak, sama z siebie, chociaż na dobrą sprawę nie wiedziałam dlaczego. Teraz, po miesiącach bez niego już wiem, że żyłam z draniem, katem. Myślałam, że to dwojga trzeba do konfliktu, że każda kłótnia ma dwie strony, że to się rozkłada jakoś po połowie. Ale nie! Nie zawsze! Wszystko ze mną w porządku. Mam czterdzieści siedem lat i zaczynam życie. Kochać mi się chce, jak zawsze mi się chciało, ale teraz nie muszę tego ukrywać. Nie to, że mężczyzn od razu, ich też, ale koty głaszczę, psy zaczepiam, do ludzi się uśmiecham, przytulam drzewa, wciągam filmy i książki, głaszczę jabłka i brzoskwinie, wącham je, płaczę ze wzruszenia. Piszę do Pani bardziej, żeby się podzielić, chociaż chcę również o coś zapytać, ale od razu Pani napiszę, że mi Pani nie zaszkodzi, te czasy się skończyły. Nawet jak mi Pani napisze, że to uraz, trauma po stracie, że mi odbiło i minie – to swoje wiem. Miałam to kochanie zawsze we krwi. No ale wszyscy dookoła raczej dziwnie patrzą na szczęśliwą kobietę w żałobie. Pani też? O to w sumie pytam, czy to możliwe, żeby śmierć mi prezent taki sprawiła?

Halina F. z Redy, 47 lat

Szanowna Pani,

na początku napiszę, że chciałabym obok Pani przejść, po chodniku albo ścieżką w lesie. Chciałabym tę Pani miłość poczuć, przecież w takim stanie musi z Pani emanować. Najbardziej ucieszyłam się deklaracją, że Pani nie zaszkodzę. Nie miałam zamiaru, nawet przez chwilę, ale tak dobrze przeczytać, że Pani już to wie, że nikt Pani nie zaszkodzi. Brzmi Pani, jakby pojęła istotę wszechrzeczy albo przynajmniej poczuła jej smak – pewnie dlatego chciałabym obok Pani przejść, otrzeć się, zatrzymać. Nic mądrego Pani nie napiszę. Czasami tylko zdumiewa mnie, że tak bywa – ci, którzy niszczą, znajdują te, które mogą niszczyć, nienauczone wyrachowania.

Niech Pani kocha. Tak, to możliwe, żeby i śmierć przynosiła prezenty, czy ktoś jej zresztą kiedykolwiek, czegokolwiek zabronił? I niech sobie patrzą na szczęśliwą kobietę w żałobie, może od tego patrzenia coś zrozumieją albo chociaż poczują, jak coś się w nich porusza. Może to będzie tęsknota, wspomnienie wolności albo miłość właśnie. Niech Pani kocha!

Równowaga

Szanowna Pani,

moja żona w nic nie wierzy, ale tak, że w ogóle – w nic. A ja owszem, nie jakoś przesadnie żarliwie, ale jednak żarliwie. Lubię się modlić, potrzebuję, wycisza mnie to, czyni lepszym człowiekiem. Kiedyś chodziliśmy na medytacje razem, do różnych kościołów, na różne praktyki. Lubiła to, cieszyła się, sama mnie ciągnęła w różne strony. Ale od pewnego czasu twierdzi, że nie chce. Pytałem, dlaczego straciła wiarę – mówi, że niczego nie straciła, po prostu zyskała wolność. Nie jest nieszczęśliwa, ale wybrała życie bez Boga. Martwi mnie to. Mniej czasu spędzamy razem. Zaczęła ćwiczyć, intensywnie. Mówi, że daje jej to wielką radość i energię i lubi patrzeć na swoje umięśnione ciało. Nie ukrywam, że i ja lubię na jej ciało patrzeć. Jednak czekam, żeby wróciła do Boga, do naszych wspólnych rytuałów. Ale ona nie chce już o tym rozmawiać, najpierw słuchała, tłumaczyła, że nie potrzebuje tych wszystkich praktyk, że nie są jej potrzebne opowieści – bo właśnie tak nazywa moją wiarę – zbiorem opowieści. Chcę równowagi – jak ją osiągnąć?

Waldemar P. z Inowrocławia, 31 lat, inżynier

Szanowny Panie,

przez zaniechanie. Z całego Pana listu wynika, że czegoś Pan chce, że czegoś Panu brakuje, ale aby mieć to, co Pan chce, inna osoba powinna robić to, co Pan. To nie jest droga do równowagi, ale pozornej, wymuszonej bliskości. Z mojego doświadczenia wynika, że aby inne osoby mi towarzyszyły, mogę wręczyć im zaproszenie, to wszystko. Proszę uczynić swoje zaproszenie atrakcyjnym. Być może pomocna będzie odpowiedź na pytanie, co tak naprawdę Pana martwi i dlaczego z wielu możliwych reakcji wybrał Pan właśnie zmartwienie. Nawet jeśli wydaje się Panu, że martwienie się nie jest wyborem, że spada na nas znienacka, jest naturalną reakcją na określone wydarzenia – to jednak martwienie się prawie zawsze jest wyborem. Czasami ten dokonywany jest zbyt szybko, by go dostrzec lub zrozumieć, ale Pan przecież lubi skupienie, kontemplację – proszę poszukać odpowiedzi. Ta powinna rozpuścić martwienie się. A ten stan jest jak gwarancja równowagi. W niej może się spotkać dwójka osób, która nie musi wykonywać tych samych gestów, wypowiadać tych samych słów czy odmawiać tej samej modlitwy, by uczynić swoją obecność pełną. Podążanie za drugą osobą nie jest naśladowaniem.

 

Na listy odpowiada prof. filozofii, antropologii i psychologii - Janina Bełkotska, laureatka Nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce Moje wszystkie odpowiedzi.

Pytania do pani profesor proszę słać pod adresem: robert.rient@gmail.com

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce, powieści „Duchy Jeremiego” i książki „Przebłysk. Dookoła świata – dookoła siebie”. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!