Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
ludzie listy piszą
Robert Rient

Pisanie książek i niepełnowartościowość

ilustr. Karyna Piwowarska
Pisanie książek i niepełnowartościowość
Pisanie książek i niepełnowartościowość

Pisanie książek

Szanowna Pani Profesor,

od wielu lat borykam się z problemem, który wydaje się prosty i w zasadzie banalny, żeby nie powiedzieć głupi, a jednocześnie nie potrafię go przeskoczyć i zrozumieć co jest jego źródłem - chociaż może nawet nie, bo źródło chyba rozpoznaję, nie potrafię za to znaleźć wyjścia. Bardzo chciałabym napisać książkę. Boję się tego poprzedniego zdania, wydaje mi się zuchwałe.

Nie chodzi mi o obojętnie jaką książkę i obojętnie jakie pisanie. Chodzi o konkretny pomysł, na powieść fantastyczną. Pomysły, motywy, postaci i wydarzenia, w zasadzie wszystko to, czego potrzeba aby stworzyć całość - już jest. Myślę o tym od lat, stworzyłam w głowie dziesiątki dialogów, sytuacji, scenariuszy. Bardzo dużo czytam, nie tylko fantastyki. Wydaje mi się, że moje pomysły są ciekawe, że naprawdę mogłabym stworzyć coś dobrego. Jednak dotąd, wszystko co pisałam (krótkie formy, nieliczne opowiadania, wiersze), pisałam raczej do szuflady. Kiedyś coś tam opublikowałam w internecie, ale były to raczej teksty do których nie byłam specjalnie przywiązana. Tym co tworzę, nie dzielę się nawet z najbliższymi. To chyba wstyd? Obawiam się, że się obawiam. Tego, że moje teksty nie są lub nie będą tak dobre jakbym tego chciała, że okaże się, że to wszystko to wtórny, grafomański bełkot. Tego, że to, co uważam za swoją pasję (chociaż to dziwne, skoro nawet przed samą sobą zachowuję się niezwykle asekurancko i piszę rzadko i mało, nie porywając się na formy dłuższe i takie, o jakich marzę), okaże się mrzonką. Przecież może się okazać, że wcale się do tego nie nadaję, że cesarz jest nagi i co wtedy?

Dlatego od lat mam w głowie słowa "chciałabym napisać książkę, kiedyś to zrobię", a tymczasem, jedyne co popełniłam, to kilka krótkich form i kilkadziesiąt wierszy, które schowałam do szuflady. Złapałam się na tym, że czasami otwieram czystą kartę Worda i patrzę na nią przez kilka minut, po czym ją zamykam, mimo, że wiem, że gdybym zaczęła, słowa same by przyszły. Postaci z mojej głowy by ożyły, wydarzenia się zadziały. Wiem to, jestem tego pewna. Boję się je ożywić, jestem przerażona, kiedy pomyślę, że mogłabym moją wymarzoną książkę ukończyć, że ktoś by ją przeczytał, ocenił. Jednocześnie obecnie, niczego bardziej nie chcę. Ale co, jeśli nie mam talentu? Jak pokonać tą obezwładniająca niemoc? Zagłuszam te myśli odpalając kolejny serial, albo szukam wymówki w tym, że jestem zmęczona, że nie mam czasu itd. Najdziwniejsze jest to, że ogólnie, w życiu jestem raczej odważna i zwykle sięgam po to, czego chcę. Zmieniałam pracę dotąd, aż nie znalazłam takiej, która mi się naprawdę podoba, pomimo ostrzeżeń znajomych i rodziny, że to lekkomyślne. Podróżuję, czasami sama. Próbuję nowych rzeczy i bardzo często działam spontanicznie, nie mam tez większych problemów z dotrzymywaniem tego, co sobie postanowię. Dlaczego zatem w tej, tak istotnej dla mnie sprawie, nie potrafię znaleźć w sobie motywacji do działania? Jak to zmienić?

Magda z Gdańska, 33 lata, copywriter
 

Szanowna Pani,

cesarz zawsze jest nagi – proszę od tego zacząć. Poddani cesarza również są nadzy.

Proszę bardzo głęboko wziąć sobie do serca pierwszą radę: nadużywanie słów zazwyczaj źle się kończy i nuży czytającego. Potrafi Pani używać słów, to bardzo dobra wiadomość, ale ich nadużywa – przynajmniej jeśli chodzi o pisanie listów. Prowadzi mnie Pani do sedna po krętych ścieżkach, to ma swój urok wyłącznie wtedy gdy z krętych ścieżek można podziwiać wcześniej niewidziany świat. Wyrzucanie, skreślanie, usuwanie akapitów, zdań i słów – to część bardzo istotnej pracy piszącego. Gdy już Pani swoją książkę napisze, a napisze Pani, proszę pozwolić jej jak najdłużej leżakować, nie zaglądać do niej, zająć umysł innymi sprawami. A później, po dniach, tygodniach, a najlepiej miesiącach – proszę przysiąść nad książką i usuwać zbędne, powtórzone, przegadane.

Druga rada wymaga rozbrojenia podszytego lękiem monologu wewnętrznego narzuconego przez Pani umysł. Obawiam się, że się obawiam – to bardzo ładne zdanie. Nawet jeśli napisze Pani arcydzieło, nagradzane, tłumaczone na języki świata – znajdą się tacy krytycy i tacy czytelnicy, którym się nie spodoba, którzy uznają, że nie ma Pani talentu. I tu przechodzę do kwestii przynoszącej ulgę: talent nie istnieje. Pod tym słowem ukryta jest opowieść o niewidzianej przez nikogo zdolności, którą – w nieznany sposób, przez nieznane siły – są obdarowywani pewni ludzie. To tylko opowieść, podkreślam. Istnieją predyspozycje, tęsknoty i praca. Gdy te trzy łączą się z uporem, który Pani nazywa motywacją – powstają tak zwane dzieła twórcze.

Pyta Pani dlaczego w tak istotnej sprawie nie znajduje Pani motywacji – proszę na chwilę przestać jej szukać i zaobserwować dlaczego boi się Pani pisać. Niektórzy pieką chleb, niektórzy szyją spodnie, a niektórzy piszą. To naprawdę nic wielkiego. Proszę zaryzykować z jednego prostego powodu – umrze Pani, jak my wszyscy, ale przez chwilę nie myślmy o wszystkich. A skoro z całą pewnością Pani umrze – dlaczego nie zaryzykować i spełnić jednego ze snów? Życzę powodzenia i czekam na Pani debiut.


Niepełnowartościowość

Szanowna Pani Profesor.

Jak to jest z tymi marzeniami: należy je mieć czy nie koniecznie? Różni „mądrale” twierdzą że tak. Ja nie mam i nie specjalnie miałam kiedykolwiek. Mam jakieś pomysły, które realizuję lub nie. Te, których nie zrealizuję w jakimś niezbyt odległym czasie, odchodzą w zapomnienie i za nimi nie tęsknię, nie uzyskują statusu marzenia. Przeżyłam już bez tych marzeń dużo lat i nic złego się z tego powodu nie wydarzyło. Jednak wobec tak powszechnej opinii o konieczności ich posiadania czuję się jakby niepełnowartościowa. Czy słusznie? Pozdrawiam Panią.

Teresa G.

 

Szanowna Pani,

w Pani liście kluczowe są dwa słowa: powszechna opinia. Jak zapewne się Pani domyśla – istnieje powszechna opinia na praktycznie każdy temat. Proszę się wystrzegać zwłaszcza tych powszechnych opinii, które wspierane są głosami domorosłych ekspertów, zwanych life-coachami. Ci wiedzą jak żyć i nauczyli się tego podczas rocznego szkolenia dofinansowanego ze środków Unii Europejskiej. Mieli marzenie, spełnili je, teraz twierdzą, że bez marzeń tylko depresja, czerń i otchłań.

Mój umysł czasami marzy, zdarza mu się, nie oporuję wtedy, bo wiem, że umysł się łajdaczy. Dzisiaj chce tego, jutro wymyśli nowy dramat i nową komedię, taka jego natura. Nie przywiązuję się do marzeń, chociaż lubię jak smakują. A Pani pisze, że żyje od lat bez marzeń i nic złego się nie dzieje. Nie widzę problemu. Pyta Pani czy słusznie czuje się niepełnowartościowa – zostałabym na dłużej w miejscu, z którego pytanie wypływa. Bo jeśli gdziekolwiek miałabym węszyć problem to właśnie tutaj, przy pełnej wartości – ta może zostać wyłącznie nadana przez Panią. Ale po co? Nic nie da drzewu jeśli nazwiemy je drzewem. A osoba czująca się wartościowa nie potrzebuje informować o tym świata. Nic nie da pełnej wartości gdy nazwiemy ją pełną wartością, bo przecież jeśli jest pełna, niczego więcej nie potrzebuje, niczego więcej nie pomieści.

 

Na listy odpowiada prof. filozofii, antropologii i psychologii - Janina Bełkotska, laureatka nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce „Moje wszystkie odpowiedzi”.

Pytania do pani profesor proszę słać pod adresem: robert.rient@gmail.com

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce, powieści „Duchy Jeremiego” i książki „Przebłysk. Dookoła świata – dookoła siebie”. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!