Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Felieton zakopiański.
2017-12-08 00:00:00
Stefan Wiechecki "Wiech"

Piecyk pod Giewontem

Piecyk pod Giewontem

Z Zakopanego, gdzie przebywa na wczasach, nadesłał mi pan Piecyk następujący list:

Szanowny Panie Wu!

Trzy dni temu w tył przyjechałem do tego całego Zakopanego. Owszem nie można powiedzieć miasteczko sobie niczegowate tylko troszkie zanadto pod górkie zaiwanione, jak pan idziesz w jedne strone, dostajesz pan zadyszki, a jak pan wracasz, na ludzi pan wpadasz, bo trudno panu na miejscu przyhamować, zwłaszcza o wiele ma się rozumieć jest ślizgo.

Co się dotyczy widoków, których żeś mnie pan miał zaszczyt tyle opowiadać na wyjezdnem, to najlepiej spodobali mnie się tu: wylew Nilu, piramida faraona Roimopsa, oraz Sfinks czyli pół kobiety i pół buldoga z piaskowca przez tamtejszych kamieniarzy uskuteczniony.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Te i 120 inszych w tem rodzaju widoczków zobaczyłem pierwszego zaraz dnia za jedne 30 złotych w „Fotoplastikonie” na tutejszej Marszałkowskiej czyli tak zwanych niewiadomo dlaczego „Krupówkach”.

Poszłem tam zaraz pierwszego dnia – jeden zakopiański rodak mnie zaprowadził, bo żem go prosił żeby mnie pokazał co w Zakopanem jest najładniejszego. Zresztą jeżeli się rozchodzi o ścisłość, to góry byli tego dnia nieczynne, bo deszcz padał i nic nie było widać. Na drugi dzień zrobiła się pogoda i góry się pokazali. W jednem miejscu widać tam kamiennego faceta, któren leży na wznak nad Zakopanem i kima. Ma to być podobnież jeden wojskowy, niejaki Giewont. W te kimono uderzył podobnież ładne pare tysięcy lat temu. Nie budzi się, chociaż letnią porą ludzie po brzuchu mu chodzą, po odciskach depczą, na nosie ogień rozpalają. A on nic. Ale ma nadejść dzień, kiedy ten wojskowy będzie miał dosyć tego deptania po żołądku, zerwie się na równe nogi i zacznie fatalnie w Zakopanem rozrabiać.

Jak go się kto wtenczas zapyta:

– Panie „Gie”, co pan robisz, daj pan spokój!

On krzyknie tylko „wont” i dalej będzie szurał.

Rzecz jasna, że cała powieść stanowiła tak zwaną legiendę historyczną, czyli „bajer na Grójec”, wykonpinowany przez tutejszy magistrat, żeby gości do Zakopanego z całej Polski ściągać. Wynalazek jest dobry nie można powiedzieć, każden chce zobaczyć osobe wojskowe pięć kilometrów długości.

Niezgorsza także samo górka obznaczona również męskiem imieniem nazywa się Kasprowy i zapycha się na niego trajlebusem, któren tylko u góry pałąk posiada i po drugie w powietrzu posuwa, żeby się publika nie czepiała.

Na tem Kasprowem znajduje się na wierzchu restauracja kategorii I w której można wrąbać kiełbasę na gorąco pod kieliszek roztrzepańca z siadłego mleka. Ankohol wyłączony i po mojemu słusznie, bo wysoko i zawrotu głowy można dostać. Wskutek czego ładnieby ludzie na dole wyglądali. Przed restauracją balkonik egzystuje, z którego po obiedzie można na góry kapować.

Ale w pozycji stojącej, dawniej byli tu leżaki, na których goście się kładli, piegi na słońcu sobie przypalali i czekali aż się Giewont ze snu zbudzi. Obecnie leżaki zostali skasowane, komu na tem zależało żeby się ludzie tam w słońcu nie barłożyli – niewiadomo. Po mojemu to właściciel Fotoplastikonu przeprowadził całą sprawę przez bufet i leżaki dostali kopniaka. Rozchodziło mu się o to, żeby Kasprowy nie robił konkurencji piramidom i inszem Nilom. Mam racje?!

Z szacunkiem

T. Piecyk

O wiele byś pan miał parę dni czasu doskocz pan tu do nasz, ale żywo, bo „Egipt” tylko jeszcze tydzień, potem zmiana programu.
 

Tekst z archiwum, nr 256/1950 r. (pisownia oryginalna).

Data publikacji:

Stefan Wiechecki "Wiech"

Stefan Wiechecki "Wiech"

Urodził się w 1896 r. Prozaik, satyryk, publicysta i dziennikarz. Mieszkaniec warszawskiej Woli, stworzył wyjątkowy literacki język oparty na przedwojennej gwarze miejskiej z różnych części stolicy. Jego felietony oraz powieści: Maniuś Kitajec i jego ferajna, Café „Pod Minogą”, były publikowane na łamach „Przekroju”. Julian Tuwim poświęcił Wiecheckiemu kilka wersów w Kwiatach polskich: „Potem to ślicznie Wiech uwieczniał, z daleka więc do pana Wiecha pełen wdzięczności się uśmiecham… I cóż pan teraz uskutecznia?” „Wiech” zmarł w 1979 r. Jego imieniem, a właściwie pseudonimem, nazwano pasaż za warszawskimi Domami Centrum.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!