Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 7 „Przekrojowych” tekstów oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Jak rozbudzić oziębłego seksualnie partnera? Jak układać sobie relacje z przemądrzałą przyjaciółką? ...
2018-11-16 14:00:00
ludzie listy piszą

Oziębły, przemądrzała i stęskniona

ilustracja: Karyna Piwowarska
Oziębły, przemądrzała i stęskniona
Oziębły, przemądrzała i stęskniona

Jak rozbudzić oziębłego seksualnie partnera? Jak układać sobie relacje z przemądrzałą przyjaciółką? Jak przestać kochać tego, którego kocham najbardziej?

Oziębły

Szanowna Pani,

mój partner jest oziębły seksualnie, żeby nie napisać bardziej dosłownie, że jest nieporęczną kłodą, niedomyślnym samcem, tępym drwalem. Ale wolę pozostać przy tym, że jest oziębły seksualnie. Uwala się na mnie przez sen, z otwartą, rozchrapaną buzią, dyszy, sapie, zupełnie nieświadomy. Zanim ja zasnę, to muszę zostać zbombardowana tymi wszystkimi myślami, wątpliwościami, a on leży kilka sekund i już go nie ma. Trochę mu zazdroszczę tego tempa, ale generalnie mnie złości. Sobie przed snem nie mogę jak za młodu poleżeć, podumać, wystraszyć się strachów, zafantazjować, bo mi dyszy do ucha. No ale problem dotyczy tego, co się dzieje przed snem, gdy dochodzi do tak zwanego zbliżenia. Zawsze ja je inicjuję. Mąż wtedy robi zaskoczoną minę, mówi, że dobrze, wychodzi do toalety, po czym wraca, że tak napiszę, w pełnej gotowości i zabiera się za mnie jak za kopanie dziury w ziemi. Miarowo, pośpiesznie, byle dojechać na stację. Po wszystkim zasypia, oczywiście. No i podczas seksu zawsze ma zamknięte oczy. Jego jedyną formą inicjatywy było zaproponowanie pożycia w stylu analnym, odmówiłam, speszona. Mąż mój pracuje, ogląda telewizję, spotyka się regularnie ze swoim przyjacielem, z którym to śmieje się głośniej i dłużej niż kiedykolwiek ze mną, zresztą chroni mnie przed nadmiernym kontaktem z tym swoim przyjacielem, twierdząc, że męska przyjaźń musi pozostać męska. Tyle w temacie. Czy mogę coś zrobić by zmienić nasze pożycie seksualne na chociaż odrobinę satysfakcjonujące? Dla mnie satysfakcjonujące.

Aneta z Kamiennej Góry, nauczycielka, 29 lat

Szanowna Pani,

czy to możliwe, że Pani mąż jest gejem? Proszę wybaczyć, że tak wprost i w pierwszym zdaniu, ale życia szkoda. Nie twierdzę, że jest. Proszę dobrze zrozumieć Bełkotską. Pani opis faktycznie bardziej stanowi opis rąbania drewna niż intymnego, erotycznego spotkania. Przykuło moją uwagę wychodzenie męża do łazienki i powrót – jak to Pani nazwała – w „stanie gotowości”, ale oczywiście nie tylko to. Podrzucam tę myśl, proszę ją przyjąć lub porzucić, ale przed pośpiesznym porzuceniem polecam zweryfikować.

Przyjmując, że Pani mąż nie jest gejem, sugeruję rozmowę wprost, uczciwą, bez gry. Grą może być nazywanie męża oziębłym i informowanie, że mogłaby go Pani nazwać inaczej, na przykład tępym drwalem, ale woli tego nie robić, chociaż przecież to właśnie Pani robi. Jeśli w codziennej komunikacji mąż otrzymuje od Pani podwójne i sprzeczne komunikaty, jeśli otrzymuje ocenę i agresję ubraną w poprawną psychologicznie i ugrzecznioną formę – to jest szansa, że czuje się kastrowany. Proszę również pamiętać, że zbliżenie pomiędzy dwójką (lub większą liczbą) dorosłych osób ma sens, jeśli jest poprzedzone entuzjastyczną zgodą. A ochota na seks może w każdej chwili minąć, co jest dobrym impulsem do zakończenia zbliżenia – bez względu na ilość frustracji, z którą pozostanie zmierzyć się drugiej stronie. Pomocne bywa również staromodne wyrażanie swoich potrzeb, trening tantryczny, uczenie partnera własnego ciała, kierowanie – za jego zgodą – jego dłońmi. Proszę się w siebie wsłuchać, potem otworzyć usta.

Przemądrzała

Pani Profesor,

zastanawiam się, co zrobić ze znajomością z moją przyjaciółką. Znamy się od piętnastu lat i zawsze była mi bliska, ale inaczej niż inne koleżanki. Nie plotkowałyśmy, nie imprezowałyśmy wspólnie, ale zawsze była blisko mnie, nawet gdy nie kontaktowałyśmy się miesiącami. Towarzyszyła mi podczas rozwodu, gdy inni się odwrócili, zawsze jest po mojej stronie, a ja po jej. Bardzo lubię rozmowy z nią, nie boję się konfrontować naszych poglądów nieraz skrajnie odmiennych, a nawet uważam tę możliwość za cenną. I tu pojawia się problem. Ona ma kontrowersyjne, trudne do zaakceptowania poglądy na temat świata: edukacji, wychowania dzieci, medycyny, szczepień, relacji w rodzinie, pracy. Zawsze pod prąd. Dla otoczenia wydaje się w tym wszystkim przemądrzała i irytująca, co powoduje, że w towarzystwie innych osób, np. mojego partnera czy siostry, nie czuję się komfortowo, gdy ona jest z nami, a jest coraz częściej, odkąd odchowała córkę. I powstaje impas, bo inni nie potrafią z nią dyskutować, a może po prostu nie mają ochoty i wolą jej unikać. Ostatnio po przeczytaniu artykułu w „Przekroju” zastanawiałam się, czy ona nie jest współczesną czarownicą. Co powinnam zrobić z tą relacją, by było lepiej?

Oliwia

Szanowna Pani,

Lepiej, czyli jak? Na początku proszę sobie odpowiedzieć na to pytanie. I proszę sprawić, by odpowiedź była mierzalna, czyli konkretna. Druga sprawa dotyczy tego naszego powszechnego przekonania, że powinniśmy coś zrobić. Cały czas coś robimy, w dodatku wydaje się nam, że to my robimy. Otwieramy oczy i nie dajemy sobie chwili czasu, by zobaczyć, że oto obudził się świat, że bez tego ruchu powiek żaden świat by nie powstał. I co się dzieje dalej? Życie się przelewa. Roślina wzrasta z ziemi, gdzieś płynie woda, ktoś zabiera się do pracy, ktoś pracę porzuca, jeszcze dalej ktoś się rodzi, a ktoś umiera. A nam się wydaje, że pociągamy za sznurki, że mamy wpływ, co gorsza wydaje nam się, że mamy wolną wolę. Ale nad własnym umysłem to już zapanować nie potrafimy. Nie mówiąc o innych ludziach.

Szukam w Pani liście sedna problemu. Czy jest nim Pani dyskomfort, gdy w jednym pomieszczeniu przebywają Pani przyjaciółka, Pani i Pani partner lub siostra? Bo jeśli tak, problemem jest ów dyskomfort, z którym pozostaje Pani sobie poradzić – a nie relacja z przyjaciółką. Dyskomfort można głośno nazywać, można postawić granice, można zadbać o to, by spotykać się z przyjaciółką osobno, z partnerem i siostrą też osobno. Można również pozostawić napięcie rosnące pomiędzy Pani bliskimi. Jak zrozumiałam, nie jest dla Pani problemem sposób bycia Pani przyjaciółki, przeciwnie, ceni sobie Pani jej obecność. Nie rezygnowałabym z relacji w imię innej relacji, pachnie to toksycznymi oczekiwaniami. Jeśli problemem jest komunikacja – udrażniałabym, nazywała, wyrażała, prosiła, stawiała granice i przede wszystkim czuła.

Stęskniona

Szanowna Pani,

rozstałam się ponad dwa lata temu, to była moja decyzja. I tęsknię jak nigdy, za nikim. Wiem, że jest sam. Pewnie pije, bo lubił pić, musiał pić. Z nikim nie miałam tak głębokiego połączenia, szalonego, pełnego pasji, uniesień, nikt nie zabrał mnie tak wysoko i tak nisko. I właśnie dlatego się rozstałam. Kilka razy mnie uderzył, wiele razy poturbował emocjonalnie. Lubił godzinami i dniami milczeć, wyłam z bólu, zamrożona. Nieustanna karuzela. Ale gdy było dobrze, to nie było tylko dobrze, to był raj, było idealnie, nie chodziłam po ziemi, latałam. Teraz myślę o tym wszystkim, co mogłam zrobić inaczej, jak mu pomóc. Nie byłam przecież doskonała, kilka razy wrzeszczałam, nie poświęcałam mu całej swojej uwagi, pochłaniała mnie przyjaźń z moim bratem, bardzo dla mnie ważnym, z którego za nic nie chciałam zrezygnować. A mój partner był cholernie o to zazdrosny. Mogłam być łagodniejsza. Jestem tak blisko podniesienia telefonu i wybrania jego numeru, wiem, że czeka po drugiej stronie, wiem, że przyjedzie i będziemy się kochać siedem dni, dzień i noc. Czy zadzwonić?

Beata M. z Kalisza, 42 lata

Szanowna Pani,

jeśli lubi Pani ból, to proszę dzwonić. Jeśli odpowiada Pani huśtawka nastrojów, bycie czasami przedmiotem, którym się pomiata, o którym się zapomina, który się kopie – proszę zadzwonić. Wszystko we mnie mówi, że zrobi Pani tak, jak będzie Pani musiała zrobić, a jeśli mogę coś zasugerować, to poszłabym w stronę urealniania tej relacji i momentu, w którym teraz Pani jest. Skąd płynie tęsknota, jaki to brak, jaki głód w Pani krzyczy? I jakim emocjonalnym huraganem łatwo go przykryć? I czego tak naprawdę Pani chce? Przejażdżki na karuzeli czy długiej, dobrej podróży wypełnionej miłością? Nie poświęcać komuś całej siebie, to zazwyczaj jest zdrowy odruch. Rozumiem, że była Pani z osobą uzależnioną, sadystyczną, zdolną do wielkich uniesień i pasji. Być może warto przyjrzeć się roli osoby współuzależnionej, a może warto z czułością dotknąć swoich ran, może niektóre oczyścić? Proszę jeszcze dzisiaj nie dzwonić, dzisiaj proszę zrobić dla siebie coś radykalnie dobrego.

 

Na listy odpowiada prof. filozofii, antropologii i psychologii - Janina Bełkotska, laureatka Nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce Moje wszystkie odpowiedzi.

Pytania do pani profesor proszę słać pod adresem: robert.rient@gmail.com

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce, powieści „Duchy Jeremiego” i książki „Przebłysk. Dookoła świata – dookoła siebie”. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!