Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
ludzie listy piszą
Robert Rient

Opętana, rozebrana i wyczerpany

rys. Karyna Piwowarska
Opętana, rozebrana i wyczerpany
Opętana, rozebrana i wyczerpany

Zamieszkała we mnie wiedźma i kazała pobić szefa – co zrobić, by jej więcej nie ulegać? Czy na plaży wolno paradować z pomarszczonym brzuchem? Jak odmawiać własnym dzieciom?

Opętana

Pani Profesor,

prawdopodobnie jestem opętana. Wiem, jak to brzmi, ale sprawa jest poważna, a przynajmniej czasami. Zaczęłam słyszeć głosy dwanaście lat temu, pamiętam dokładnie. Mój mąż powiedział do mnie: „Kochanie, czy możesz mi podać piwo?”. Zrobiłam krok w kierunku lodówki, nawet wyciągnęłam rękę i wtedy usłyszałam werble, gongi, dźwięki anielskie i głos: „Stop! Tak chcesz spędzić swoje życie? Przecież on ma nogi i ręce sprawne!”. Zlękłam się, uznałam, że to po prostu myśl albo część tak zwanego monologu wewnętrznego i znowu pcham się do tej lodówki. Ale nic z tego, głos odezwał się znowu: „W żadnym wypadku, dość, weź torebkę, sprawdź, czy jest w środku portfel i idź sobie coś kupić”. Jak głos kazał, tak zrobiłam. Głos Ratowniczki, bo tak ją nazywam, odzywa się co jakiś czas, a ja spełniam wszystkie jej polecenia, które zazwyczaj mi służą. Nie byłby to żaden problem, ale ostatnio dołączył do Ratowniczki nowy głos, nazywam go Wiedźmą. Na zebraniu zespołu kazała mi spoliczkować szefa i wyjść z pomieszczenia. Zrobiłam to bez chwili refleksji. Straciłam pracę. Co prawda chciałam odejść już dwa lata temu, gdy szef po raz pierwszy wypowiedział niewybredną, śliską uwagę na temat moich piersi i tego, co chciałby z nimi zrobić. Wiedźma kazała mi napisać do szefa maila z informacją, że żądam półrocznej odprawy, w przeciwnym wypadku zwrócę się do mediów z informacjami na temat jego opinii o moich piersiach. Szef się zgodził. Ratowniczka jest coraz cichsza, Wiedźma się panoszy, namawia do rozwodu z mężem, dała mi tydzień do namysłu i jeśli ja nie podejmę decyzji, ona zrobi to za mnie. Powiem Pani Profesor, że już wiem, jak to się skończy – rozwodem, ten zresztą powinien się odbyć dekadę temu. Chodzi o to, że straciłam swoje życie, żyję życiem Wiedźmy, nie mam pojęcia, co będzie dalej. Czuję w tym samym stopniu ekscytację co lęk. Jak się przygotować na przyszłość?

Elwira Jakubczyk z Szadek, 34 lata, nauczycielka biologii

Szanowna Pani,

przyznam się, że i we mnie ktoś mieszka. Nazywam te postaci różnymi imionami: Ospała zwyczajnica, Leniwiec panoszący, Odmawiacz pospolity, Arogancja wywyższona, Sabotażownica spokoju. Dochodzą do głosu same z siebie, a ja migruję wewnętrznie i pozwalam im rządzić.

Mam pewien problem z Pani listem. Pisze Pani o Ratowniczce i Wiedźmie, które nakłoniły Panią do decyzji, które i tak chciała Pani podjąć. Moją jedyną i drobną wątpliwość wzbudza policzkowanie i szantażowanie szefa, nie chcę przez to napisać, że nie zasłużył, poszukałabym jednak – być może w ścisłym porozumieniu z Pani głosami – środków niestojących w sprzeczności z prawem. Nie pyta Pani, jak się pozbyć głosów, ale jak się przygotować na przyszłość – jeśli dobrze zrozumiałam, ma to być przyszłość w towarzystwie Ratowniczki i Wiedźmy. Proszę się wyszkolić z aktywnego słuchania, tak by sam akt pojawienia się głosu nie był tożsamy z koniecznością reakcji. W tej sytuacji nie będzie Pani niewolnicą głosów, za to one staną się doradczyniami, jak zrozumiałam – potrzebnymi. Nasz umysł to przedziwny twór, podobnie mechanizm projekcji i zaprzeczania – którym również na Pani miejscu bym się przyjrzała, ale już tylko z poznawczej ciekawości. A najlepiej przygotuje się Pani na przyszłość, żyjąc świadomą teraźniejszością.

Rozebrana

Pani Profesor,

czy wolno tak bezczelnie paradować półnago po plaży? Rozumiem, jak to są młode ciała, ładne, szczupłe, zadbane. Ale te kobiety z wielkimi brzuchami, mężczyźni bez koszulek z arbuzem w miejsce brzucha, te wszystkie owłosione pachy, spocone plecy i klatki piersiowe, skąpe majtki, jednoczęściowe stroje kąpielowe. Czy to wypada? Właśnie zaczęłam urlop i cały czas się rozglądam, z każdej strony wchodzą mi w oczy te ciała, bezwstydnie odsłonięte, leżące albo polegujące, biegające do morza i z powrotem, roześmiani ludzie, rozebrani ludzie, eksponujący całe swoje ciało, chociaż nie ma tak naprawdę nic do eksponowania. Rozumiem, rozłożyć parawan i za nim się ukryć, ale tak bez niczego, prawie nago? W moim wieku zdaje się już nie wypada, nie chciałabym, żeby komuś zrobiło się z mojego powodu niedobrze. Niech Pani napisze, co wypada na plaży, jeśli chodzi o ciało, oczywiście.

Jadwiga G. z Bytomia, 51 lat

Szanowna Pani Jadwigo,

zastanawiała się Pani kiedyś, jak daleko można zajść w nienawiści do siebie? Doświadczenie ludzkie pokazuje, że nie ma określonej granicy, jest za to szereg sposobów na wyrażanie niechęci do swego ciała, do siebie samej. Skąd Pani wie, które ciało jest ładne, a które zasługuje na pogardę? I kto pierwszy ją w Pani wzbudził? W które z koszmarów Pani uwierzyła?

Jeśli chodzi o plażę, to muszę Pani napisać, że nie przepadam za parawanami, podobnie jak nie przepadam za murami i płotami. Gdy tylko znajduję się na plaży i znajduję miejsce gwarantujące słońce oraz w miarę bliski dostęp do cienia – rozkładam się, pokładam się. O moim brzuchu z pewnością można również powiedzieć, że jest okrągły. Pozwalam, by moje ciało, znacznie starsze od Pani ciała, leżało na piasku, w którym zanurzam stopy i ręce, rozkoszując się tym. Lubię, gdy promienie słońca prześlizgują się po moim pomarszczonym brzuchu, dlatego używam dwuczęściowego stroju. To chwila dla mnie. Czasami lubię zapatrzyć się w dal, fale, drobinki piasku, literki w książce, czasami podglądam ludzi, ich ciała, te napięte i wyrzeźbione i te szykujące się na spotkanie ze śmiercią, podobne do mojego. Znajduję w sobie czułość. Patrzący stwarza obraz, nie inaczej. Gdy mój wzrok natrafia na to, co nieprzyjemne, a ja nie mam możliwości tego nieprzyjemnego zmienić – odwracam wzrok i pozwalam mu spocząć na tym, co cieszy oko. Polecam tę prostą strategię. Nie jest również za późno, by rozważyła Pani obdarowanie swojego ciała - bez względu na to, jakie jest – chwilą czułości. Warto zacząć od spotkania z faktami, spędziła Pani z tym ciałem całe swoje dotychczasowe życie i spędzi jego resztę. Dla mnie to wystarczający powód do wdzięczności i szacunku.

Wyczerpany

Pani Profesor,

zostałem po raz czwarty dziadkiem i zaczynam nie najlepiej o sobie myśleć. Pierwsza wnuczka była niespodzianką i wielką frajdą, zresztą kolejna i następny wnuk, i jeszcze jeden - również. Cieszyłem się jak na poznanie nowej osoby, którą wiem, że będę kochał. Ale czy muszę kochać te nowe osoby codziennie? Mam trójkę dzieci i wiem, że jeszcze nie skończyły się rozmnażać, w planie jest przynajmniej dwójka nowych bobasów. Razem z żoną zajmujemy się wnuczkami i wnukami przez sześć dni w tygodniu, niedzielę udało się nam wynegocjować tylko dla siebie. Żona jest mniej asertywna ode mnie, ale ledwo trzyma się na nogach. Jesteśmy na każde zawołanie: nagła choroba, wyjazd rodziców w delegacje, ich urlop, niespodziewana, dodatkowa praca. To moje dzieci, kocham je, ale inaczej to sobie planowałem – chciałem trochę odpocząć na stare lata. Wiem, że żona czuje dokładnie to samo. Chcielibyśmy czasami być gośćmi u swoich dzieci, gdy piszę czasami, mam na myśli raz, dwa razy w roku. Tymczasem jesteśmy opiekunami, niańkami. Dzieci nasze uważają za oczywiste, że będziemy zajmować się ich dziećmi, a najlepiej gdybyśmy czuli się za taką możliwość wdzięczni. Nie mam pojęcia, jak wybrnąć z tych ról, siada mi kręgosłup, żona ma cukrzycę, potrzebujemy spokoju. Jak łagodnie zmienić tę sytuację?

Bogdan D. z Wolsztyna, 67 lat, emeryt

Szanowny Panie Bogdanie,

łagodnie się nie da. Dzieciom będzie przez chwilę przykro, być może nawet obrażą się na jakiś czas, ale jest ogromna szansa, że w końcu zrozumieją. Pisze Pan o miłości do dzieci i wnucząt, to świetny punkt wyjścia, gdy ogłosi Pan dzieciom, że od teraz sytuacja się zmienia. Jeśli może Pan sobie i żonie zaufać, że wytrwacie w zdecydowaniu, sugeruję rozmowę wprost. Najpierw proszę ustalić przynajmniej trzytygodniowy wyjazd – na działkę, nad morze, do znajomych, gdziekolwiek. To niezbędny punkt zmiany. Proszę wpłacić zaliczkę albo zarezerwować nocleg, umówić się z przyjaciółmi, że Państwo ich odwiedzą. Im dalej, tym lepiej. Następnie należy nakreślić wyraźne granice – na przykład takie, że mogą Państwo pracować jako opiekunowie jeden dzień, dwa dni w tygodniu. Ustalcie to najpierw Państwo sami z żoną. To niezwykle trudne odmawiać tym, których się kocha. Jednak taką odmową wskazujecie swoim dzieciom możliwą drogę, którą same będą mogły wybrać, gdy doczekają się wnucząt. Jeśli obawia się Pan, że w trakcie rozmowy ulegną Państwo z żoną wpatrzonym oczętom własnych dzieci, ich niezrozumieniu, frustracji albo prośbom – proszę napisać list. Długi list prosto z serca. Proszę napisać o swoim zdrowiu, swoich potrzebach i miłości. A później proszę wyjechać na te trzy tygodnie, by wszyscy w rodzinie zdążyli się przystosować do nowych warunków, a Państwo nie tylko odpoczęli, ale nabrali wprawy w spędzaniu czasu na własnych warunkach. Rozmowa w cztery oczy czy list to tylko część wstępna – nie da się uniknąć nabrania wprawy w odmawianiu. Proszę ćwiczyć przed lustrem, w wyobraźni albo na treningu asertywności.

 

Na listy odpowiada prof. filozofii, antropologii i psychologii - Janina Bełkotska, laureatka Nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce „Moje wszystkie odpowiedzi”.

Pytania do pani profesor proszę słać pod adresem: robert.rient@gmail.com

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor powieści „Chodziło o miłość”, „Duchy Jeremiego” i reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info