Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Michał Szadkowski

Nowy sport, czyli e-sport

Nowy sport, czyli e-sport

Sport elektroniczny (e-sport) – forma rywalizacji, w której przedmiotem działań zawodników są gry komputerowe. Tyle Wikipedia. Do tych „działań” dochodzą międzynarodowe gwiazdy i turnieje, na których pula nagród wynosi kilkanaście milionów dolarów, oraz olbrzymia, wciąż rosnąca publiczność.

Zostawmy rozważania, czy to naprawdę sport. Czy wyczyn ludzi grających w League of Legends, Counter-Strike’aStarCrafta da się porównać do wyczynu przebiegającego 100 m w 10 s sprintera, sztangisty, który podniósł nad głowę ćwierć tony albo zawodnika skaczącego prawie 2,5 m wzwyż. Niezależnie bowiem od odpowiedzi sport „elektroniczny” znalazł się na kursie kolizyjnym ze sportem „analogowym”.

Nowa definicja sportu?

Międzynarodowy Komitet Olimpijski od lat stara się tchnąć nowe życie w igrzyska. Włącza do programu nowe – ze swojego punktu widzenia młodzieżowe – dyscypliny, licząc na to, że przyciągnie na trybuny i przed telewizory nastolatków. „Punkt widzenia” jest tutaj kluczowy. 16 na 17 członków zarządu MKOl skończyło 50 lat, senior Willi Kaltschmitt Luján z Gwatemali w 2018 r. będzie obchodził 79. urodziny. Ale oni szukają po omacku, trudno zatem dziwić się, że zaproszenie na igrzyska takich dyscyplin, jak windsurfing, snowboard i zawody BMX trendu „starzejących” się widzów nie odwróciło. W USA mediana wieku widowni letnich igrzysk to 48, a zimowych aż 55 lat. I rośnie. W porównaniu do igrzysk w 2012 r. zawody w Rio w 2016 oglądało o 31% mniej widzów w grupie wiekowej 18–34 lata.

Tu dochodzimy do e-sportu. Władze olimpijskie zdiagnozowały bowiem, że to on odbiera im publiczność. A wraz z nią pieniądze. PricewaterhouseCoopers szacuje, że w perspektywie kilku lat liderem sportowego biznesu pozostanie piłka nożna, ale najszybciej będzie rozwijał się e-sport. Dziś ma on 385 mln kibiców, w 2020 r. będzie ich 589 mln. Dziś generuje 757 mln dolarów zysków rocznie, ale jeszcze przed końcem tej dekady przekroczy miliard. „Nie chcę generalizować, ale młodzi ludzie zajmują się innymi rzeczami niż oglądanie tradycyjnych zawodów sportowych. Technologia się rozwija, gry stają się mainstreamowe, a razem z nimi e-sport. Wielkie firmy widzą w tym biznesie potencjał” – mówi Michał „Zedd” Bogacz, caster, czyli komentator zawodów e-sportowych.

Olimpijskie władze nawet nie ukrywają, że chodzi im o coś innego niż pieniądze. Jeszcze kilka miesięcy temu prezes MKOl Thomas Bach wątpił, czy e-sport mieści się w definicji sportu i jest kompatybilny z wartościami ruchu olimpijskiego. „Chcemy działać przeciw dyskryminacji i przemocy, promować pokój. Tych wartości nie znajduję w grach pełnych przemocy, eksplozji i zabijania. W tym momencie musimy narysować jasną linię” – tłumaczył Bach. Kilka miesięcy później MKOl ogłosił jednak, że zaczął pracę nad włączeniem e-sportu do programu letnich igrzysk w Paryżu w 2024 r. Oficjalnie naciskali na to Francuzi („młodych to interesuje”), nieoficjalnie – sponsorzy.

Azjatyckie rozwiązanie

„E-sport i MKOl wydają mi się dwójką obcych ludzi, którzy nie wiedzą, czego się po sobie spodziewać. Patrzą na siebie z nadzieją, może chcieliby coś razem zrobić, ale nie bardzo wiedzą jak. Przyznajmy zresztą, że z punktu widzenia władz olimpijskich e-sport na igrzyskach to jak bolid z silnikiem elektrycznym w Formule 1. Różnice są ogromne – uważa Bogacz. – Zasady piłki nożnej, lekkoatletyki, od lat są takie same. A e-sport jest bardzo młody, wciąż się zmienia, czas eksperymentów jeszcze się nie skończył. Do tego dochodzi specyfika dyscypliny. Bieg na 100 m wyglądał tak samo na igrzyskach w Atenach w 1896 r. i w Rio w 2016. A gra, która dziś jest bardzo popularna, przez cztery lata dzielące jedne igrzyska od drugich może zupełnie wypaść z obiegu. Nie mam pojęcia, jak to rozwiązać. Wprowadzić na igrzyskach ogólne kategorie typu »gry strategiczne«, »strzelanki« itd., nie ustalając sztywno, jaka dokładnie ma to być gra?”.

Takich problemów istnieje więcej. E-sport jest zupełnie inaczej zorganizowany niż dyscypliny, które dziś współpracują z MKOl. Niedawno do programu igrzysk w 2020 r. dołączyła koszykówka 3x3. Za dbanie o reguły, kontrole dopingowe, pilnowanie czystości rozgrywek odpowiada Międzynarodowa Federacja Koszykówki. „W e-sporcie nie ma związku, który miałby władzę nad wszystkim. Kilka firm organizuje globalne turnieje, własne rozgrywki mają też producenci gier. Z punktu widzenia sportu olimpijskiego to też może być problem – mówi Bogacz. – Załóżmy, że zawodnik został przyłapany na oszustwie i wykluczony z turnieju. Inne organizacje nie muszą tej decyzji respektować. Nie wspominając już o tym, że ktoś może usunąć konto i grać na innym. Albo zacząć rywalizować w innej grze. Przecież w większości przypadków zawody odbywają się przez Internet. Pamiętajmy też, że pływanie, rzut młotem i pchnięcie kulą to nie produkty. A gra – tak. Ktoś ją zrobił i chce ją sprzedać. Według jakich kryteriów będzie podejmowana decyzja, czy na igrzyskach medale będą rozdawane w tej czy innej grze?”

Na Dalekim Wschodzie udowodnili jednak, że te problemy są do rozwiązania. Na tegorocznych igrzyskach azjatyckich e-sport zadebiutuje jako dyscyplina pokazowa, za cztery lata najlepsi gracze dostaną już medale.

Najważniejsze pytanie brzmi, czy MKOl nie spodziewa się po e-sporcie za dużo. Czym innym jest bowiem zorganizowanie zawodów i wyłonienie najlepszych, a czym innym zbudowanie prestiżu dyscypliny na igrzyskach. Doskonale pokazują to poprzednie eksperymenty – złoto na igrzyskach nie stało się szczytowym osiągnięciem na przykład w snowboardzie, tam wciąż najważniejsze są zawody X-Games. Podobnie dzieje się w tenisie, gdzie wygranie turnieju Wielkiego Szlema jest zdecydowanie bardziej prestiżowe niż złoty medal olimpijski. „Potencjalnie największym zyskiem z włączenia e-sportu do programu igrzysk będzie poprawa wizerunku gier komputerowych. Dziś wciąż panuje przekonanie, że gry wychowują morderców. Dlatego w środowisku istnieje ciśnienie na dołączenie do igrzysk. Żeby pokazać innej publiczności, kim jesteśmy, czym się zajmujemy, że to, co robimy, jest fajne – kończy Bogacz. – Dlatego, gdybym musiał jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy w perspektywie 10 lat doczekamy się pierwszego mistrza olimpijskiego w e-sporcie, powiedziałbym, że tak”.

Data publikacji: