Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
ludzie listy piszą
Robert Rient

Nimfomania, symbioza i przecinek

ilustr. Karyna Piwowarska
Nimfomania, symbioza i przecinek
Nimfomania, symbioza i przecinek

Mój sąsiad jest nimfomanem i zaprasza na orgię – czy iść? Żyję w związku skrajnie symbiotycznym – jak się odwiązać? Coś we mnie chciałoby żebym była lepsza – co to jest?

Nimfomania

Pani Profesor,

mój sąsiad jest nimfomanem, znaczy nie umiem postawić profesjonalnej diagnozy, ale jestem raczej pewny. Mieszkam w nowym budownictwie, blisko rzeki, cztery piętra, za oknem beton i trochę zieleni, nie jest źle, szału też nie ma. Chodzi o to, że sąsiad prawie każdej nocy pokrzykuje, inni ludzie pokrzykują razem z nim. Liczba mnoga nie jest przypadkowa. W każdy weekend uprawia seks. Krzyczą z nim kobiety i mężczyźni. Orgie tam się odbywają. Przez ściany, całkiem solidne, nie słyszę innych sąsiadów, żadnych rozmów, telewizorów, nic, tylko te odgłosy. Przez pierwsze dni nawet myślałem, że ma agencję. Odważyłem się go zaczepić przy windzie i zapytać o to wprost. Uśmiechnął się lubieżnie, popatrzył mi w oczy, podrapał po krótko przystrzyżonym zaroście i powiedział, że to tylko osobiste przyjemności. I dodał: proszę wpaść któregoś weekendu i sprawdzić, z koleżanką, kolegą, samemu – jak pan woli. Zapowietrzyłem się, podnieciłem – nie będę tego ukrywał, bo jeśli ma mi Pani pomóc, muszę być szczery - no i odszedłem. Żeby było jasne, nie jestem gejem, co to, to nie, ale po spotkaniu z nim przy windzie myśli mi się zaczęły wykrzywiać, w sensie fantazje. Nie wiem, jak sobie poradzić z tym narastającym hałasem, z tymi wszystkimi odgłosami. Doszło do tego, że w ciągu tygodnia chodzę podenerwowany i myślę o weekendzie, a jak przychodzi weekend, to nic nie mogę w domu zrobić, bo za ścianą odbywa się to wszystko, i ja to wszystko słyszę, i spać nie mogę. Co mam zrobić?

Jan M. z Poznania, 32 lata, programista

Szanowny Panie,

doskonale wiem, czego Pan doświadcza – deprywacji. A to, czego Panu brakuje, nazwijmy na potrzeby tej korespondencji delikatnie, słowem pojemnym, jakim jest – ulga. Długotrwała deprywacja zwiększa poziom stresu, zaburza to gospodarkę hormonalną, wiąże się z bezsennością, a nawet chorobami psychosomatycznymi. Ulga jest rozwiązaniem.

Czasami w naszym życiu pojawiają się zupełnie zaskakujący nauczyciele, a może raczej mistrzowie. Nigdy byśmy ich świadomie nie wybrali, nigdy ich nie poszukiwaliśmy, ale oto są, tuż obok, można powiedzieć, że za ścianą naszego wyparcia. Nawołują nas mową niepodobną do ludzkiej, zakłócają pozorną równowagę i budowaną przez lata narrację ego, w której jesteśmy kimś o określonych zasadach wynikających z określonego rodowodu. Opór zdaje się naturalną i automatyczną reakcją, przynajmniej na początku. Przecież przyjęcie zaproszenia mistrza, wejście przez drzwi do nieznanego świata, znanego wyłącznie z werbalnych onomatopei i obrazów konstruowanych przez własną wyobraźnię – grozi utratą pielęgnowanego od lat wizerunku. Grozi zatraceniem się, utratą równowagi, grozi intensywnością, nieznanymi doznaniami. Na koniec pozwolę sobie napisać wprost, gdyż obawiam się, że powyższe słowa mogły minąć się z Panem: to rozkoszne groźby, proszę się dłużej nie opierać i pozwolić sąsiadowi, by prowadził podczas pierwszego numeru.

Symbioza

Pani Profesor,

mieszają się we mnie dwa sprzeczne uczucia – pragnienie i niechęć, miłość i nienawiść. Chcę być blisko, a później najdalej jak to tylko możliwe. Nie mam w sobie porządku. Chodzi o osobę, z którą spędzam tak zwane życie. Gdy odchodzę, czasami w sensie dosłownym, kilka kroków albo kilkaset kilometrów, do innego miasta na konferencję – łapie mnie paraliżujące poczucie winy i tęsknota. Dawne winy i poczucie cierpienia znika, a ja żałuję, że nie ma mnie blisko, wisimy na telefonie. Wracam i już od progu pojawia się we mnie dystans, jakbym weszła do jaskini, w której czyha na mnie potwór, wielki pająk albo inne stworzenie, które rzuci na mnie sieć, urok. Ignoruję te doznania i spajamy się, jest blisko, paraliżująco blisko. Jesteśmy razem w tych samych pomieszczeniach w trakcie spania, gotowania, kąpieli. Takie towarzyszenie na niewidocznej smyczy, którą sama przecież sobie nakładam. Czuję się przywiązana, związana, nie umiem odejść, nie umiem być obok i czerpać z tego radość. Co teraz?

Elwira P. z Krakowa, 41 lat, farmaceutka

Pani Elwiro,

teraz proszę zostać sama ze sobą. Nie na chwilę, jeden wieczór, wyjazd zawodowy, w którym jest Pani dostępna pod telefonem czy mailem. Teraz proszę nie podejmować żadnych decyzji i nie wymagać od siebie owych decyzji. Chodzi o to, by znalazła się Pani w przestrzeni pozbawionej zewnętrznych zakłóceń, zewnętrznych głosów, kontaktu z osobą, o której Pani pisze, a najlepiej również innymi ludźmi. Chodzi o to, by wbrew monologowi umysłu znalazła Pani przestrzeń, by obserwować i w końcu zrozumieć, czym się Pani przywiązała i po co się Pani przywiązała. Proszę nie wyjeżdżać do rodziny, znajomych. To może być kurs medytacji, warsztaty jogi, oddychania lub innych, nieinwazyjnych aktywności, najlepiej fizycznych. Jeśli może sobie Pani zaufać i nie potrzebuje zewnętrznej struktury, narzuconej aktywności, by nie korzystać z telefonu - proszę pojechać w góry albo inne miejsce. Spacerować, jeść, pływać, biegać. Offline! Nie analizować, nie szukać odpowiedzi – ta już jest, ale zakopana pod skrajnymi emocjami. Proszę zająć się ciałem, najlepiej w otoczeniu natury, i proszę pozwolić oczom patrzeć na w miarę piękne i zielone. Umysł będzie cały czas wykonywał swoją pracę, niech ta wydarza się niejako w tle. A Pani niech obserwuje, z każdym wdechem i wydechem, niech Pani obserwuje, kim jest.

Przecinek

Pani Profesor,

od wielu lat śnię swój sen, w którym osiągam w końcu szczyt, uznanie, spokój. Mam dobre życie, po latach walki udało mi się zarabiać z tego, co kochałam najbardziej, czyli malowania. Zarabiać na tyle, by przeżyć, zapłacić rachunki, czasami pojechać na jakieś wakacje. I tyle. Nie jestem wielką, uznaną, podziwianą artystką, jestem gdzieś pośrodku, w ogromnej grupie podobnych do mnie. Tęsknie kieruję oczy na tych z pierwszych stron gazet, okładek, głośnych nagłówków. Każdego miesiąca drżę, czy znowu się uda, czy sprzedam swoje prace, czy będą chętni na zakup kolejnych. Chciałabym dojść do tego miejsca, w którym nie muszę się już o nic obawiać, o nic drżeć. Wiem, że moje pragnienie jest płytkie, próbowałam je zrozumieć, ale nie potrafię. Przecież żyję, mam się dobrze, ale coś we mnie chciałoby, żebym była wyżej, żebym była lepsza, tak jak ci, którzy są wyżej i są lepsi. Co mogę z tym niepotrzebnym głodem zrobić?

Wiktoria Sz. z Warszawy, 37 lat, malarka

Szanowna Pani,

rozumiem Panią, a nawet współodczuwam. Po pierwsze, proszę nie nazywać tego głodu niepotrzebnym, proszę nie nazywać na własny użytek. Proszę również nie nazywać tego głodu potrzebnym. To pierwsza część zadania – zrezygnować z przymiotników w odniesieniu do siebie, zrezygnować z ocen. Nazwałabym również głód, o którym Pani pisze – doznaniem albo czymś w rodzaju głodu. A może Pani znajdzie inne słowo, istotne jest, by było to słowo otwarte, nieokreślające precyzyjnie, zostawiające przestrzeń na niedopowiedziane, nieznane. Druga część zadania to obserwowanie zachowań i słów, które doznanie owo wywołują. Brzmią jak pochodna porównywania, odnoszenia siebie do wyobrażonych innych i miejsca, które zajmują. Czasami nie trzeba robić nic więcej poza otworzeniem portalu z informacjami, gazety czy włączeniem telewizora. Zrezygnowałabym, radykalnie, na kilkanaście dni z tych rozrywek. Gdy piszę „radykalnie”, mam na myśli absolutne odcięcie się od wyrzutu informacji i doniesień medialnych. A gdy ponownie pozwoli Pani, by na nią spadały – proszę obserwować swoje ciało i pierwszą myśl, która mówi o tym, że mogłaby być Pani lepsza i że mogłaby być Pani wyżej. Świadomość nie zmieni pragnień umysłu czy treści serwowanych przez świat. Świadomość pozwoli jednak widzieć owe pragnienia i treści tak jak się widzi płyn do mycia naczyń, oko patrzące na obraz, obcięty paznokieć, kolor na pędzlu, papier toaletowy czy znak interpunkcyjny w książce. Proszę w ramach ćwiczeń przez chwilę pomyśleć o sobie jak o znaku interpunkcyjnym w nieprzeczytanej książce – stawiałabym na przecinek.

*

Na listy odpowiada prof. filozofii, antropologii i psychologii - Janina Bełkotska, laureatka Nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce Moje wszystkie odpowiedzi”.

*

Pytania do pani profesor proszę słać pod adresem: robert.rient@gmail.com

*

Cykl korespondencyjny prof. Bełkotskiej ilustruje Karyna Piwowarska

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor powieści „Chodziło o miłość”, „Duchy Jeremiego” i reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info