Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
ludzie listy piszą
Robert Rient

Niezakochana, kontrolujący, uzdrowiona

Niezakochana, kontrolujący, uzdrowiona

Niezakochana

Droga Pani Profesor!

Mam 25 lat i jeszcze nigdy nie byłam w związku (w przeciwieństwie do wszystkich bliskich mi znajomych). Nie czuję się gorsza z tego powodu czy nieszczęśliwa. Wiem, że życie potrafi nas wielokrotnie zaskoczyć. Mam jednak wrażenie, że coś mnie omija. Nigdy nawet się nie zakochałam (ani szczęśliwie, ani nieszczęśliwie). Takie doświadczenia są w pewien sposób mi obce. Nie nazwałabym strachem tego, co czuję. Mam po prostu takie nieodparte wrażenie, że coś ważnego mnie ominie, a chciałabym jednak tego doświadczyć. Pozdrawiam serdecznie i ściskam

Karolina, 25 lat

Szanowna Pani,

coś ważnego Panią ominie, to fakt. Proszę tylko poszerzyć perspektywę – omija Panią cały czas. Gdzieś na wschodzie ktoś się rodzi, a ktoś płacze, bo ktoś umarł, na zachodzie pająk tka swoją nić, o której nie wie szara mucha. Za oceanem ktoś właśnie się zakochał, ktoś okłamał, ktoś oszukał, ktoś zanurkował, by zobaczyć, że rafa koralowa, jeszcze pięć lat temu kolorowa, teraz jest martwa. Coś ważnego nas omija, nieustannie – to nie boli, dopóki nie zaczniemy wierzyć w cudze sny, w cudze opowieści. A w tych snach musi być zawarte porównanie jednego życia do drugiego, musi być w nich zawarta opowieść o życiu, w którym trzeba odhaczyć określone punkty, by uznać je za wartościowe.

Wątpliwości, o których Pani pisze, nie wynikają z wewnętrznej potrzeby. Są odpowiedzią na odnoszenie własnego życia do życia innych ludzi. Nie była Pani w związku, nie zakochała się szczęśliwie czy nieszczęśliwie, ale co ważniejsze – nie czuje się Pani z tego powodu gorsza lub rozżalona. W czym więc problem? Czy ma sens poświęcanie teraźniejszości na rozważania o tym, co może się nie wydarzyć i co może Panią ominąć w przyszłości? Proszę przyjrzeć się tej myśli, proszę znaleźć źródło pomysłu na to, że coś Panią omija. Rzeczywistość jest kompletna, nie pomieści absolutnie niczego więcej, to po prostu niemożliwe. Z tej perspektywy nigdy i nic Pani nie ominęło i nie ominie. Jeśli jednak zestawi Pani to przekonanie ze zdaniami, które wygłosiłam na początku listu – jakoby coś ważnego stale Panią omijało – dojdzie Pani być może do wniosku, że Bełkotska sobie zaprzecza. Otóż nie. Bełkotska przechadza się pomiędzy skrajnościami, by zaprosić do ogromnej przestrzeni pomiędzy nimi.

PS Zakochanie to choroba, wynaturzenie, to wzniesienie, pułapka, błogosławieństwo i klątwa, to zaburzenie i odebranie, to dar i przerwa. Jeśli Panią spotka, a spotka Panią, wywróci niejedną myśl. Proszę się nie śpieszyć.

Kontrolujący

Pani Profesor,

umieram, jak nie jest po mojej myśli. Umieram boleśnie i wytrwale, ale nie umiem nie kontrolować, nie umiem odpuścić. Wtrącam się we wszystko, co możliwe i wszystko, co dotyczy mojej osoby. W życiu osobistym jest prościej – w końcu wszyscy się ode mnie odwrócili, żyję sam i mam święty spokój. Kontroluję samego siebie, ale przywykłem, więc tylko czasami wywołuje to fale niepokoju, z którymi uczę się sobie radzić. Gorzej jest w pracy. Nadzoruję pracę zespołu w agencji reklamowej. Pracuję z ciekawymi ludźmi, ale jest ich bardzo wielu. Zlecam szereg prac do wykonania, od graficznych, przez informatyczne, do druku, składu, stworzenia prezentacji. A ludzie zawodzą, cały czas. Ktoś okłamuje, że już wysyła, co miał wysłać, ktoś choruje, ktoś nie zrozumiał, ktoś zapomniał, ktoś nie odbiera telefonu, ktoś wyjechał, ktoś się załamał a jeszcze ktoś rozpłakał i to przeze mnie, ktoś się upiera, ktoś powtarza ten sam błąd po raz dziesiąty. A ja mam dosyć. Cokolwiek zlecę, to sprawdzam, dopytuję, wysyłam e-maile, przypominam o terminach. Unikają mnie, zapewniają, że o wszystkim wiedzą, że wszystko zrozumieli, że oddadzą na czas, a później... zawodzą. Mam dosyć. Dlaczego ludzie zawodzą? Nie, nie jestem doskonały, ale jak zawodzę, to mówię o tym, przepraszam, albo uprzedzam przed terminem, że go nie dotrzymam, a szereg ludzi znika z kontaktu, udaje, symuluje, kłamie. Mam dosyć ludzi. Mam dosyć siebie kontrolującego. Mam dosyć chorób, które nasila stres. I co mam zrobić?

Robert F. z Bagna, 38 lat, dziennikarz, szef

ilustracja: Karyna Piwowarska
ilustracja: Karyna Piwowarska

Szanowny Panie,

gdyby ludzie nie zawodzili, to przestaliby być ludźmi. Boginie i bogowie nie zawodzą. Według niektórych ewoluujemy właśnie w tę stronę. Ale ja w te teorie nie wierzę. Nie chcę napisać, że jest urok w zawodzeniu, chcę napisać, że jest urok w ludziach. Świadomość błędów innych może być obecna w oderwaniu od własnych błędów, ale wtedy jest uboga, fałszywa. Pyta Pan, dlaczego ludzie zawodzą – to tak samo, jakby zapytać, dlaczego rzeka płynie, drzewo rośnie, a kot drapie. Nie znajdę dla Pana żadnej odpowiedzi.

Jak mantrę powtarza Pan, że ma dosyć. W tym miejscu bym się zatrzymała. W tym, że ma Pan dosyć. Rozsiadłabym się na Pana miejscu w tym punkcie, w którym jest dosyć. Albo Pan siebie i mnie oszukuje i wcale nie ma dosyć, albo naprawdę ma Pan dosyć i będzie teraz konsekwentny. Proszę wybrać drugą opcję i odpuścić. Nie wysyłać przypominających e-maili, nie dopytywać, wydzwaniać, nie pośpieszać, nie brać za drugą osobę odpowiedzialności. Proszę wyjechać na urlop, zapisać się na kurs medytacji, wyłączyć telefon albo zalać go wrzątkiem, jeśli wyłączenie nie pomoże. Proszę się odciąć, zawalić termin, zawieść ludzi, wyjechać tam, gdzie Pan nie był. I z daleka niech Pan obserwuje ten wewnętrzny armagedon, to, jak miota się w Panu ten kontrolujący człowiek, jak czuje się nienasycony, jak chciałby wszystko wiedzieć. W tym momencie poczuje Pan najpewniej lęk związany z pozorną utratą poczucia bezpieczeństwa – bo zazwyczaj właśnie z powodu braku poczucia bezpieczeństwa wybieramy nadmierną kontrolę. Proszę się rozpędzić i zderzyć z tym lękiem w przyjemnym otoczeniu natury, z dala od pracy, dzwoniących telefonów, e-maili i ludzi. Proszę wziąć głęboki wdech i powoli wypuszczać powietrze. Teraz może Pan odpuścić, tylko teraz.

Uzdrowiona

Szanowna Pani,

chorowałam od trzech miesięcy na dziwną dolegliwość. Nie będę się wdawała w szczegóły, ale lekarze nie potrafili mi pomóc. Bolało, brałam leki, wyniki były kiepskie. Nic mi nie pomagało, a mój stan coraz bardziej się pogarszał. Leżałam w łóżku i zaczęłam prosić o pomoc, ot tak, spontanicznie. Nie, że Boga, bo w niego za bardzo nie wierzę, ale prosiłam świat, by mi pomógł, sama nie wiem kogo i co prosiłam. Po prostu chciałam, żeby ktoś mi pomógł, miałam dosyć, bałam się, że umrę. I wczoraj nagle poczułam, że muszę iść do lasu pod starą lipę, dokładnie wiedziałam którą, bo nieraz ją podziwiałam w drodze ze sklepu. Po prostu czułam, że muszę to zrobić, jakbym straciła kontrolę. Ktoś za mnie zakładał buty, ktoś mnie z tego domu wyprowadził. Wołało mnie drzewo. Gdy w końcu dotarłam pod lipę, to rozłożyłam ręce, nie wiedziałam, co tu robię i co mam zrobić. Dotknęłam drzewa, pochyliłam głowę i wszystko minęło, cała moja choroba, ot tak. Lipa mi pomogła. Nie stanę się wierząca, bo nie chcę, ale nie wiem, co zrobić z tym doświadczeniem. Czuję się tak bardzo nierealnie.

Marlena G. z Wągrowca, 43 lata

Pani Marleno,

a co chciałaby Pani zrobić z tym doświadczeniem? I skąd pojawił się ten pomysł? Proszę poszukać źródła. Nie jest Pani pierwszą osobą, której pomogło drzewo, nasłuchałam się, napatrzyłam się. Moja przyjaciółka, pewna stara czarownica, regularnie opowiada mi o bukach, z którymi rozmawia, od których dostaje siłę i mądrość. Słucham tych opowieści bez odwracania głowy, bez wewnętrznej oceny, bez poczucia wyższości. Niewiele wiemy, zwłaszcza o istotach tak potężnych, które potrafią w jednym miejscu przeżyć kilkaset lat. Muszą mieć w sobie nieprawdopodobną, nieludzką siłę. Nie musi Pani nic robić, chociaż z pewnością nie zaszkodzi być czujną, nie zaszkodzi obserwowanie. Wdzięczność również ma sens. Przyznam się Pani, że podczas długich spacerów lasem zdarza mi się zatrzymać przed starym dębem. Dotykam dłońmi kory drzewa, głaszczę jego skórę, a czasami pochylam głowę. Nie wiem, przed kim i przed czym pochylam głowę, ale ten pokłon przychodzi naturalnie i wydaje mi się niezbędny.

 

Na listy odpowiada prof. filozofii, antropologii i psychologii - Janina Bełkotska, laureatka Nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce Moje wszystkie odpowiedzi.

Pytania do pani profesor proszę słać pod adresem: robert.rient@gmail.com

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce, powieści „Duchy Jeremiego” i książki „Przebłysk. Dookoła świata – dookoła siebie”. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info