Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
ludzie listy piszą
Robert Rient

Nieśmiałość, utrzymanek i papierosy

ilustr. Karyna Piwowarska
Nieśmiałość, utrzymanek i papierosy
Nieśmiałość, utrzymanek i papierosy

Znamy się tylko z widzenia – czy zaprosić go na kawę? Moja dziewczyna mnie utrzymuje – czy jestem żałosnym człowiekiem? Szefowa pali podczas zebrania zespołu – czy kazać jej przestać?

Nieśmiałość

Szanowna Pani,

znamy się tylko z widzenia. Pracujemy w tym samym budynku, widujemy się co kilka dni w kawiarni przy recepcji albo w kiosku. Czyta „Przekrój”, widziałam, kupował razem z trzema opakowaniami sezamków. Kłaniamy się sobie, ze śmiechem. Rok temu jechaliśmy windą, napięcie było tak wysokie, że miałam wrażenie, jakbym była w saunie. A wtedy on powiedział – dziwnie tu gorąco, prawda? Zapamiętałam to zdanie. Odwróciłam się do niego, przytaknęłam. Zbliżyliśmy się do siebie jakoś tak niebezpiecznie blisko. Wiedziałam, że za chwilę mnie pocałuje, że ja go pocałuję. Winda się otworzyła, ktoś wszedł, oddaliliśmy się od siebie. Wiem, że nie jest gejem, przeprowadziłam małe śledztwo. Wiem również, że jest sam od kilku lat. Jest w nim jakiś smutek i piękno. Nie umiem się zachować, odezwać, paraliżuje mnie myśl o rozmowie z nim i nie wiem, co zrobić, czy coś zrobić. On jest taki nieśmiały. Znamy się tylko z widzenia, czy wypada mi zaprosić go na kawę? Jeśli tak – jak to zrobić? A jeśli odmówi? Czy czekać?

Malwina z Warszawy, 26 lat, graficzka

Szanowna Pani,

najbardziej na świecie chciałabym zobaczyć, jak rozwinie się ta historia, i swoimi słowami nie podejmować najmniejszej ingerencji w Pani wątpliwości.

Tak, wypada Pani zaprosić swego nieznajomego, nieśmiałego współpracownika na kawę. Jeśli odmówi, sprawa okaże się prostsza, chociaż pewnie trudniejsza – trzeba będzie pożegnać historie, które opowiada Pani sobie od roku. Czy jest Pani na to gotowa? Czasami nie ma nic lepszego od historii, które sobie opowiadamy, nie lekceważyłabym ich smaków.

Wie Pani, że coś się w tej windzie wydarzyło, wzrosła temperatura, pojawiły się słowa, a odległość zaczęła topnieć. Może Pani do końca życia obracać tamte uczucia, zmieniać je w myśli, wątpliwości, nadzieje, pytania, oczekiwania. To ekscytujące, nie przeczę. Osobiście jednak zawsze byłam miłośniczką rzeczywistości, wolałam sprawdzać scenariusze, które dla mnie napisali inni, a w końcu te, które nieustannie wypluwała moja głowa. Zakładam, że zdecyduje się Pani zaprosić swego nieśmiałego na kawę, skoro pyta Pani, jak to zrobić. Prosto i uczciwie, czyli tak, by zapłaciła Pani za to jak najmniejszą cenę. Z gotowością przyjęcia tego, co Pani usłyszy. Proszę również mieć świadomość, że skoro mężczyzna ten czyta „Przekrój”, to prawdopodobnie jest dobrym człowiekiem.

Utrzymanek

Pani Profesor,

sprawa jest odrobinę żenująca, utrzymuje mnie kobieta. Prawie dwa lata temu straciłem pracę, pracowaliśmy razem z moją dziewczyną, wiodło nam się lepiej niż dobrze. Obecnie dajemy radę. To znaczy zajmuję się domem, gotowaniem, sprzątaniem, opłacaniem rachunków, remontami. Moja dziewczyna spędza w pracy dużo czasu, jest ekspertką, lubi to, co robi, zarabia coraz więcej. Mówi, że taki układ jej pasuje, że lubi wracać do domu, w którym pachnie jedzeniem i jest czysto. Tylko że czuję się jak przysłowiowy pantoflarz, mam opracowanych szereg odzywek do kumpli, gdy spotykamy się czasami na piwie i zaczynają ze mnie żartować. Ale jak mam być szczery, to nie mam na siebie pomysłu, moja poprzednia praca polegała na zliczaniu danych, potwornie nudne zajęcie, nie wiem, co chcę robić, i nie wiem, czy chcę się tego dowiedzieć. Bo część mnie lubi to, jak wygląda moje życie. Ale gdy pojawią się dzieci – jakim będę dla nich wzorcem? Ojciec w kapciach i ze ścierką w dłoni? No i co ja mam zrobić?

Łukasz W. ze Złotowa, 32 lata

Szanowny Panie,

musi Pan mieć świadomość, że nie jest to pierwsza kobieta, która Pana utrzymuje. Proszę pomyśleć o swojej mamie, która utrzymywała Pana, w sensie dosłownym, przy życiu, być może przy piersi. Jest różnica pomiędzy trzymaniem a utrzymywaniem. To pierwsze słowo może oznaczać jednorazowy akt albo preludium, które płynnie przejdzie w proces. Napisał Pan „utrzymuje mnie kobieta”. Zostałabym przy tym zdaniu dłużej i nie zabarwiała go oceną. Nie widzę w tym nic żenującego, widzę w tym początek każdego życia.

Zastanawiam się również, co tak naprawdę jest problemem? To, że Pana dziewczyna wydaje część zarobionych pieniędzy na Pana potrzeby? To, że nie zarabia Pan pieniędzy, których, jak rozumiem, obecnie nie potrzebuje Pan, by żyć, ale potrzebuje, by lepiej się poczuć z samym sobą? Czy może problemem są wyłącznie myśli, całe konstrukcje, które ulepił Pan z powinności, wyobrażeń, stereotypów, żartów kolegów, wspomnień, obrazów serwowanych przez kulturę? Proszę nazwać problem, bo z Pana listu nie wynika on w sposób bezpośredni. Może się okazać, że skończy się na poszukiwaniu, a problemu nie ma.

Snuje Pan wyobrażenia o tym, co pomyślą o Panu dzieci, których, jak rozumiem, jeszcze Państwo nie posiadają. To bardzo powszechne dla ludzkiego umysłu – stwarzać zmartwienie, uruchamiać wyobraźnię, by ta wprawiła ciało w drżenie. Skoro zatem bujamy w obłokach, to pozwolę sobie na spekulacje. Wyobrażam sobie dziecko, którego rodzice lubią to, co robią, nie oszukują siebie, że ze względu na posiadane genitalia powinni wykonywać określone zadania. Wyobrażam sobie, że ci rodzice dzielą ze sobą miłość i kochają dziecko, zaspokajają jego potrzeby, są stale obecni. Wyobrażam sobie, że to dziecko dowiaduje się, że może wybrać w swoim życiu z nieograniczonej ilości dróg, o ile będzie to w zgodzie z tym, co czuje. A mi osobiście brakuje widoku mężczyzn w kapciach i ze ścierką w dłoni.

Papierosy

Szanowna Pani,

jestem wykończona, moja szefowa pali podczas cotygodniowych spotkań. Zapytała, czy może, nasz siedmioosobowy zespół przytaknął, no i ona sobie pali, otwiera okno i pali, zebrania trwają czasami godzinę i dłużej, ubrania mi potem cuchną. W ogóle w mojej pracy jest tak, że nie umiem odmawiać ani poprosić o pomoc i wyręczają się mną, bo tak szybko potrafię załatwić sprawy z dostawcą, bo znam się na przepisach. Mówią i mówią do mnie miłe słowa, a potem zostaję z całą furą roboty, a oni sobie wychodzą do domu. Do tego wszystkiego moja ukochana, żółta bluzka właśnie śmierdzi papierosami. Jak sobie z tymi wszystkimi ludźmi poradzić?

Kasia z Żagania, 41 lat

Szanowna Pani,

szefowa zapytała, czy może palić, a Państwo się zgodzili. I po co? Wyobrażam sobie, że rozmowa z szefową może być trudniejsza od tej z kolegami i koleżankami zrzucającymi na Panią zadania, ale proszę ją przeprowadzić. Najlepiej sam na sam, by wyrazić prośbę – nie skargę. Proszę też pamiętać, że mam prawo prosić, dopóki uznaję, że druga strona ma prawo odmówić. W przeciwnym wypadku żądam, rozkazuję albo manipuluję. Kiedyś się Pani zgodziła na palenie, a teraz zmieniła Pani zdanie. Tak bywa. A ze współpracownikami proszę rozważyć rozmowę na forum zespołu, dbając o to, by nagromadzonej złości, która bije z Pani listu, nie zamienić w oręż, formę wypłaty.

Rynek zasypany jest koszmarnymi szkoleniami psychologicznymi, szarlatanami oferującymi afirmacyjne bzdury pod płaszczykiem coachingów, ale w tym gąszczu śmieci wciąż można znaleźć sensowne treningi asertywności – jeśli się Pani zdecyduje, proszę sprawdzić, kto prowadzi, jakie ma doświadczenie i czy poddaje swoją pracę superwizji.  

Kiedyś usłyszałam, że wolność zaczyna się wtedy, gdy dawanie, branie, odmawianie i proszenie są w równowadze. Oznacza to, że wzięcie daru i podarowanie prezentu wiąże się z podobnym wysiłkiem emocjonalnym, że poproszenie o pomoc kosztuje mnie tyle samo, co odmówienie bliskiej lub obcej osobie. Nie chodzi o to, by przy każdej z tych czynności czuć dokładnie to samo, chodzi o względną równowagę. Gdyby potraktować te cztery umiejętności jako nogi krzesła, to okaże się, że będzie ono stabilne tylko wtedy, gdy zachowają tę samą długość. Idąc przez korytarz w swojej pracy czy w ogóle, idąc przez życie, dobrze mieć możliwość dostępu do każdej z tych umiejętności. W każdej sytuacji! Proszę to sobie wyobrazić.

*

Na listy odpowiada prof. filozofii, antropologii i psychologii - Janina Bełkotska, laureatka Nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce „Moje wszystkie odpowiedzi”.

*

Pytania do pani profesor proszę słać pod adresem: robert.rient@gmail.com

*

Cykl korespodencyjny ilustruje Karyna Piwowarska. 

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor powieści „Chodziło o miłość”, „Duchy Jeremiego” i reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info