Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Ta strona używa cookie i innych technologii. Korzystając z niej wyrażasz zgodę na ich używanie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szanowni Czytelnicy!

Serdecznie polecamy zapisanie się do naszego newslettera. W środku, nie zawsze regularnie, jeszcze więcej „Przekroju” i unikatowe treści, których nie znajdziecie nigdzie indziej!

Z poważaniem,
Redakcja
ludzie listy piszą
Robert Rient

Nienawiść, peleton, zdrada

ilustr. Karyna Piwowarska
Nienawiść, peleton, zdrada
Nienawiść, peleton, zdrada

Nie lubię ludzi – gdzie i jak żyć? Kończę studia i zgubiłam sens życia – czy go szukać? Jestem zazdrosny o swoją żonę – czy dalej czytać jej prywatną korespondencję?

Nienawiść

Pani Profesor,

nie lubię ludzi, a muszę się z nimi spotykać zarówno w pracy, jak i rodzinie. Jak mogę sobie w tej sytuacji poradzić? Mam dosyć kompromisów.

Jarosław W. ze Szczecina, 38 lat

Szanowny Panie,

te odczucia zdają się całkiem naturalne. Większość z nas nie tyle nie lubi ludzi, ile ich nienawidzi. Sprawa ta jest oczywista nie tylko dla archeologów, antropologów i historyków, ale również amatorów historyków. Dwie wojny światowe. Faszyzm. Podatki. Telewizja publiczna. Brak papieru toaletowego w toaletach pociągów dalekobieżnych. Wszy. Nietrzymanie moczu. Nie muszę zresztą nic więcej pisać, Pan już to wie. Sprawa się komplikuje wyłącznie dlatego, że nie chce Pan kompromisów. Tylko dzięki nim wciąż żyjemy. Z pomocą przychodzi również szeroko rozpowszechniony mechanizm wyparcia i hipokryzja, ale kompromisy są kluczowe. Pan ich nie chce, ja to szanuję i znam rozwiązanie.

Proszę mówić, co Pan pomyśli, zawsze, każdemu, również nieproszony o zdanie. Proszę się nie oszukiwać, że musi się Pan z ludźmi spotykać, że musi mieć rodzinę i chodzić do pracy. Jest tak wielu odważniejszych od Pana, którzy postawili na bezdomność z wyboru. Proszę każdej osobie w rodzinie powiedzieć, co Pan o niej myśli, proszę zionąć prawdą. Ciężko o większe stężenie jadu. Gdy ktoś spróbuje z Panem nawiązać znajomość - proszę narzekać i mieć w zanadrzu receptę od lekarza, proszę o niej opowiadać. Podczas uroczystości tak zwanych rodzinnych, proszę wypominać i się obrażać, pomogą w tym spore ilości alkoholu.

Pracę wystarczy porzucić, można oczywiście to zrobić w sposób spektakularny – ponownie stawiałabym na prawdę rzuconą osobie przełożonej prosto w twarz, najlepiej podczas zebrania zespołu. Proszę zacząć od oceny stroju, fryzury i sposobu budowania wypowiedzi, później przejść do cech osobowych szefa. Zadziała.

W ostateczności, gdyby pozostali jacyś ludzie, którzy do Pana lgną, proszę zainspirować się Ptaśkiem Williama Whartona. W pewnym momencie główny bohater trafia do szpitala. Gdy czuje potrzebę wypróżnienia, to kuca, wydala na swoją rękę i wydalonym rzuca. Z pewnością się Panu uda, niech Pan tylko precyzyjnie określi cel.

Peleton

Szanowna Pani Profesor,

jestem studentką ostatniego roku. Nadszedł w moim życiu ten specyficzny moment, kiedy to połowa znajomych się zaręcza i zakłada rodziny, a druga połowa, pijana, w klubie, szuka swojego telefonu lub portfela. Ja pozostaję zawieszona w przestrzeni, wykluczona z obu tych grup. Nie mam zbyt realnych perspektyw na zakładanie rodziny, a huczne balowanie nie bawi mnie już od paru ładnych lat. Ponadto od dłuższego czasu zastanawiam się nad sensem życia i co gorsza, zaczęłam dochodzić do dość niepokojących wniosków. Wbrew pozorom nie jest mi w tej mojej banieczce źle. Boję się jedynie, że któregoś dnia ona pęknie i będę musiała w końcu zmierzyć się z rzeczywistością i podjąć realne kroki w celu dogonienia życiowego peletonu. Czy ma Pani jakąś zgrabną radę dla osób przechodzących kryzys dwudziestego trzeciego roku życia?

Justyna z Łodzi, 23 lata, jeszcze studentka

Pani Justyno,

nieprzypadkowo odwołuje się Pani do peletonu, słowa pochodzącego z języka francuskiego i oznaczającego gromadę, paczkę, kłębek. Peleton znajduje się pomiędzy nielicznymi najszybszymi i liczniejszym zbiorem najwolniejszych. Ci pierwsi kupują obrączki, ci drudzy proszę dilerów o zniżkę ze względu na status stałego klienta. Pomiędzy nimi porusza się peleton – zbiór osób odtwarzających gotowe wzorce kulturowe, gotowe ścieżki kariery i utarte przepisy na tworzenie związków. W tym znaczeniu peleton można określić słowami: powszechność, niewidzialność, oczywistość i nuda. Mam dla Pani dobrą i złą wiadomość: nie należy Pani do żadnej z tych grup. Pani stoi na trasie tego wyścigu i obserwuje.

Proszę rozsiąść się w swojej bańce. Boi się Pani, że pewnego dnia ona pęknie. Tak, pęknie z pewnością – taka jest natura bańki. I cóż z tego? Przy odrobinie szczęście będzie w niej Pani dryfowała dziesięciolecia aż po demencję, artretyzm, wylew lub inne atrakcje, które szykuje dla Pani los.

Poszukiwanie sensu życia zawsze musi się skończyć niepokojem, proszę tego zaniechać. Nic Pani nie znajdzie. A gdy zrozumie to Pani w pełnej krasie, to się serdecznie uśmieje. Nic okaże się wystarczające. Nic okaże się wolne i pozbawione napięcia. Nic unosi się nad peletonem, nad wyścigiem. W tym nic znajduje się bańka, a w bańce znajduje się Pani. To jest dobra wiadomość.

Zdrada

Pani Profesor,

moja żona jest zjawiskowo piękna, niezależna, nie do końca rozumie, czym jest zdrowy związek małżeński, podział ról. Po ślubie nie zrezygnowała ze swoich babskich wypadów do miasta na drinka, nie zrezygnowała z flirtowania z innymi mężczyznami. Nie zdradziła mnie jeszcze, regularnie czytam maile mojej żony, sprawdzam również jej skrzynkę z wiadomościami na Facebooku i wiadomości w telefonie. Robię to praktycznie każdej nocy, więc jestem na bieżąco. Moja żona ma bogate życie towarzyskie i tylko czekać, aż mnie zdradzi. Jak mogę się ochronić?

Grzegorz L. z Nowego Sącza, kierowca

Panie Grzegorzu,

pozwolę sobie na komentarz na poziomie Pana wątpliwości. Przy okazji wyjaśnię, że zacytuję w ten sposób radę, udzieloną mi jeszcze podczas studiów, przez mojej świętej pamięci koleżankę. Jej rada zapadła we mnie na całe życie i czas, bym podzieliła się nią ze światem. Byłyśmy na imprezie w akademiku, czas na tańce i hulanki. Właśnie zaczął się mój nowy związek, ale zamiast tańców i hulanek – martwiłam się. Miałam wątpliwości dotyczące wierności mojego chłopca i nie miałam żadnych podstaw, by je odczuwać. Mojej świętej pamięci koleżanka wydmuchała gęsty, kremowy dym ze swoich płuc, spojrzała na mnie swoimi przymrożonymi, nie do końca trzeźwymi oczami, i powiedziała: „Weź się rozbiegnij i w drzewo se j.....!”.

*

Na listy odpowiada prof. filozofii, antropologii i psychologii - Janina Bełkotska, laureatka Nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce Moje wszystkie odpowiedzi.

*

Pytania do pani profesor proszę słać pod adresem: robert.rient@gmail.com

*

Cykl korespondencyjny prof. Bełkotskiej ilustruje Karyna Piwowarska

Data publikacji: