pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

 

Kup sobie letni spokój. Bez wychodzenia z domu i bez kosztów przesyłki na terenie całej Polski.

Kup numer letni

Numer letni (3/2020) dostępny jest także w pakiecie z numerem wiosennym (2/2020) za dodatkową złotówkę, bez dodatkowych kosztów wysyłki na terenie Polski.

Kup numer letni i wiosenny
Przekrój
Na początku XVII w. 7000 osób było przesłuchiwanych i torturowanych w lochach Logroño. To największy ...
2020-05-13 00:00:00
reportaż transgraniczny

Nie ma czarownic, są tylko kobiety

Zugarramurdi, zdjęcie: Mikel Iturbe Urretxa/Flickr (CC BY 2.0)
Nie ma czarownic, są tylko kobiety
Nie ma czarownic, są tylko kobiety

Na początku XVII w. 7000 osób było przesłuchiwanych i torturowanych w lochach Logroño. To największy w historii udokumentowany proces o czary. 400 lat później kobiety chcą odbudować pamięć o tamtych wydarzeniach.

Czyta się 7 minut

Hiszpańskie Salem

W słoneczny niedzielny poranek, pod koniec marca, baskijska wioska Zugarramurdi tętni życiem. „Mamusiu, czy to woda czarownic?” – pyta chłopiec, machając plastikową butelką z przydrożnego sklepiku. „Czy to prawda, że w tych jaskiniach wciąż mieszkają czarownice?”.

Zugarramurdi, położone przy granicy z Francją i zamieszkane przez 224 osoby, nosi przydomek „hiszpańskiego Salem”. W latach 1609–1610 r. stanowiło epicentrum jedynego procesu o czary przeprowadzonego przez hiszpańską inkwizycję, który, wedle dokumentów, uznaje się też za największy w historii. Prawie 7000 osób z okolic Zugarramurdi zostało przewiezionych 170 km na południe, do miasta Logroño, gdzie mieściła się regionalna siedziba inkwizycji. Tam poddano ich torturom i przesłuchaniom, po których zostało 11 000 stron dokumentów. Ostatecznie o czary oskarżono tylko 53 osoby, z których pięć zginęło na stosie. Skromny wynik w porównaniu do czystek w innych europejskich krajach.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Polowania na czarownice przychodziły falami we wczesnym okresie nowożytnym. Znaczna ich liczba miała miejsce między XV w. a początkiem XVI w. Potem ustąpiły i ponownie powróciły w XVII w., podczas wojny trzydziestoletniej. Ta druga fala procesów cywilnych miała miejsce w latach 1560–1680 i doprowadziła do tego, co dziś historycy i socjologowie zgodnie nazywają masowymi mordami.

400 lat po słynnym baskijskim procesie o czary Zugarramurdi stało się atrakcją turystyczną. Przyjezdni z całego świata odwiedzają Muzeum Czarownic i Jaskinie Czarownic (hiszp. Cuevas de las Brujas), gdzie co roku odbywa się festiwal przesilenia letniego z okazji Dnia Czarownicy.

Jaskinia czarownic w Zugarramurdi; źródło: Wikimedia Commons
Jaskinia czarownic w Zugarramurdi; źródło: Wikimedia Commons

Muzeum, otwarte w 2007 r., mieści się w budynku byłego szpitala. Wśród eksponatów są podwieszane pod sufit, zwiewne sukienki i wypchane kozie głowy. Można posłuchać opowieści o zielarkach, przez stulecia kojarzonych z czarami, a następnie udać się do sklepu z pamiątkami, aby kupić koszulki, kubki, książki i oczywiście lalki w czarnych spiczastych kapeluszach, latające na miotłach.

Nie ma czarownic, są tylko kobiety

24 marca 2019 r. Zugarramurdi odwiedza niecodzienna wycieczka. Wcześnie rano pod Muzeum Czarownic podjeżdża autobus, z którego wysiada grupa 40 feministycznych naukowczyń i autorek z Hiszpanii, USA i Ameryki Południowej. Nie przyjechały tu zwiedzać. Udają się prosto do sklepu z pamiątkami, żeby zaprotestować przeciwko sprzedaży lalek-czarownic. Ich zdaniem utrwalają one mit odrażającej, starej wiedźmy o nadprzyrodzonych mocach, podczas gdy w rzeczywistości ofiarami polowań były kobiety z krwi i kości. „Nie ma czarownic, są tylko kobiety” – rzuca jedna z protestujących w drodze do muzeum.

Aktywistki przed muzeum w Zugarramurdi; fot. Ana Maria Luca
Aktywistki przed muzeum w Zugarramurdi; fot. Ana Maria Luca

Wśród nich jest drobna, siwowłosa kobieta po siedemdziesiątce – Silvia Federici, włosko-amerykańska uczona i feministka. W głośnych książkach i esejach, takich jak Caliban and the Witch, argumentuje, że nowożytne polowania na czarownice, które pochłonęły dziesiątki tysięcy ofiar w Europie i jej koloniach, miały fundamentalne znaczenie dla narodzin i sukcesu kapitalizmu. Według Federici większość książek historycznych niesłusznie kładzie te zbrodnie na karb przedkapitalistycznej, irracjonalnej histerii. Wręcz przeciwnie, to właśnie spacyfikowanie kobiet i uczynienie z nich darmowej siły roboczej umożliwiło stworzenie nowego porządku społecznego – kapitalizmu.

„Kiedy dziś wypowiadamy słowo »czarownica«, to de facto używamy języka łowców czarownic” –  mówi mi Federici. – „Ludzie nie zdają sobie sprawy, że te ofiary nie były mityczne. Podczas polowań prawdziwe kobiety były prześladowane, torturowane i zabijane. Wciąż nie odpowiedzieliśmy sobie na pytanie: dlaczego ta historia została ukryta? Nie ma jej w podręcznikach szkolnych. Musimy odzyskać pamięć, ponieważ te wydarzenia miały poważne konsekwencje dla pozycji społecznej kobiet. Naszym celem jest przywrócenie im politycznego znaczenia”.

Wiedźmy z Nawarry

Historyczka Amaia Nausía Pimoulier bada polowania na czarownice, przyglądając się konkretnym przypadkom, a nie – jak większość naukowców – statystyce. Twierdzi, że owszem, słynny baskijski proces o czary rozpoczęła inkwizycja, jednak najokrutniejszych zbrodni dopuściły się sądy cywilne w Nawarze (czyli regionie sąsiadującym z Krajem Basków i Logroño). Hiszpańska inkwizycja ostatecznie zaniechała polowań na czarownice w 1614 r.

 „Lot czarownic”, 1797-98, Francisco de Goya; źródło: Wikimedia Commons
„Lot czarownic”, 1797-98, Francisco de Goya; źródło: Wikimedia Commons

„Kobiety były prześladowane z różnych powodów, ale we wszystkich przypadkach przewijał się ten sam motyw: kobiety jako pokusy dla mężczyzny” – tłumaczy Pimoulier i dodaje, że nie sposób przeoczyć znaczną liczbę wdów wśród oskarżonych: „Prawo Nawarry gwarantowało samotnej kobiecie autonomię w zarządzaniu bogactwem zmarłego męża, co wzbudzało niepokój zarówno władz, jak i społeczności. Nawarra była patriarchalnym społeczeństwem”.

Choć polowania na czarownice należą do dalekiej przeszłości, ludowe karykatury starych wiedźm, ubranych na czarno i latających na miotłach, można spotkać w całej Nawarze. „Czarownice nigdy, absolutnie nigdy, nie były częścią naszej mitologii. Kobiece postacie z naszych mitów nie były diaboliczne. A jednak dziś dzieci przebierają się za »czarownice« podczas karnawału. To mit, który bardzo trudno obalić” – podkreśla Pimoulier.

Mimo wszystko, w szczycie europejskich polowań na czarownice w XVII w., w zachodniej części regionu Zugarramurdi przetrwał przedchrześcijański kult Mari – lokalnej bogini ziemi. Przetrwał też kult Lamii – pół kobiecych, pół zwierzęcych stworzeń. Prawdopodobnie to właśnie święto Mari wzbudziło podejrzenia inkwizycji, które doprowadziły do masowego procesu.

Zdaniem historyków, wśród naukowców i aktywistów Nawarry jest silny ruch na rzecz odzyskania pamięci o ofiarach polowań. „Czujemy potrzebę zbliżenia się do tej historii” – przyznaje Pimoulier i cytuje kultowy feministyczny slogan, popularny również w Nawarze: „Jesteśmy wnuczkami czarownic, których nie udało wam się spalić”.

Spiczasty kapelusz i krzywy nos podbijają świat

„Kiedy obserwuje się Zugarramurdi, nietrudno wyobrazić sobie, że za 30 lat będzie wyglądało jak Salem w USA. W tegoroczne Halloween Salem pękało w szwach od turystów, którzy bawili się w magię” – opowiada Alice Markham Cantor, nowojorska antropolożka, która bada temat polowań na czarownice. Jej przodkini sprzed 11 pokoleń była jedną z ofiar słynnych procesów w Salem. Oskarżono ją o czary i powieszono w 1692 r., 80 lat po procesach w Logroño.

„Podtrzymywanie wiary w »czarownice« jest problematyczne, ponieważ stanowi przykrywkę dla brutalnej historii” – uważa Cantor. – „Wszystkie te komercyjne obiekty – pamiątki, kapelusze, plakaty – przypisują magię do miejsc rzezi”.

Zdaniem Cantor magia jest szczególnie pociągająca dla młodych ludzi: „Kiedy rozmawiam z nimi o Salem, często słyszę: »Ale może te kobiety naprawdę czarowały?«. Ludzie chcą wierzyć w magię, po prostu. To atrakcyjne, ale niewłaściwe”.

Mit o złej wiedźmie, która zawarła pakt z diabłem, aby krzywdzić innych, został spopularyzowany przez Młot na czarownice. Ten XV-wieczny traktat, napisany przez zdyskredytowanego katolickiego duchownego Heinricha Kramera, wzywał do nienawiści wobec kobiet i eksterminacji „czarownic”.

Historycy i antropologowie są zgodni, że w całej Europie wszelkiego rodzaju heretycy padli ofiarami stereotypów stworzonych przez duchownych na poziomie instytucjonalnym. Wizerunek „wrogów wiary” musiał być mroczny i złowrogi. Dlatego prawie wszędzie w Europie i jej koloniach tak zwane „czarownice” sądzono za dzieciobójstwo, kanibalizm, rytualne morderstwa czy stosunki seksualne z diabłem. Procesy o czary wywoływały tarcia społeczne, które często prowadziły do epizodów psychotycznych i masowych morderstw.

Miejsce pamięci czy turystyczna destynacja?

Helena Xurio Arburua, jedna z trzech pracowniczek muzeum w Zugarramurdi, odczytuje swoje przemówienie po baskijsku. Stoi na małym podium obok Silvi Federici i zwraca się do protestujących, które trzymają kartki z hiszpańskim tłumaczeniem.

„Czterysta lat temu hiszpańska inkwizycja przybyła do tej wioski, aby narzucić nam swój język. Dziś czujemy się podobnie. Znów osoby z zewnątrz rozkazują nam w obcym języku”. Arburua nawiązuje do faktu, że w korespondencji z muzeum aktywistki używały hiszpańskiego.

Silvia Federici (pierwsza z prawej) i inne aktywistki, Zugarramurdi; fot. Ana Maria Luca
Silvia Federici (pierwsza z prawej) i inne aktywistki, Zugarramurdi; fot. Ana Maria Luca

Traficantes de Suenos – z hiszpańskiego: „Przemytnicy Marzeń” – to lewicowa organizacja pozarządowa z siedzibą w Pampelunie. To ona zaprosiła aktywistki i uczone z całego świata do akcji odzyskania pamięci o ofiarach procesów o czary. „Domagamy się, aby miejsca, gdzie w przeszłości doszło do prześladowań kobiet, kultywowały ich pamięć. Tymczasem one czerpią zyski ze sprzedaży lalek, które powielają monstrualny wizerunek stworzony przez łowców czarownic” – czytamy w manifeście akcji. – „To przedstawienie nie jest niewinne. Maskuje krwawą rzeczywistość i utrwala obraz, który poniża kobiety, zwłaszcza te w starszym wieku”.

Przed przyjazdem aktywistki wysłały kilka e-maili do kierownictwa muzeum z prośbą o zaprzestanie sprzedaży lalek, ale nie otrzymały żadnej odpowiedzi. W wypełnionej po brzegi sali Arburua wyjaśnia dlaczego: „Częściowo zgadzamy się z waszym manifestem. Przy okazji zmian w muzeum, weźmiemy go pod uwagę. Natomiast tym razem zawiodły maniery. Wasze maniery”.

Motyw czarownicy w Zugarramurdi; fot. Ana Maria Luca
Motyw czarownicy w Zugarramurdi; fot. Ana Maria Luca

„Być może musimy zmienić sposób, w jaki podchodzimy do tego problemu” – przyznaje Federici. Ostatecznie grupa nie przeprowadziła protestu, jednak aktywistki wychodzą z muzeum z poczuciem, że zaczęły dialog.

Arburua wyjaśnia, że muzeum jest kameralnym przedsięwzięciem publicznym prowadzonym przez kobiety z regionu: „Dzięki niemu możemy utrzymać się w tej okolicy. Ale to nie wszystko. My też chcemy pielęgnować pamięć o czarownicach”.

Wnuczki czarownic

400 lat po największym w historii procesie o czary, do Hiszpanii wracają zielarki, akuszerki, wróżki, adeptki naturalnej medycyny i inne kobiety, które w XVII w. być może trafiłyby na stos.

Jak Leticia Cayota Dufour z Urugwaju. Wychowała się w Montevideo w rodzinie akademików i dysydentów, którzy walczyli z wojskową dyktaturą. Dziś ma 41 lat i dzieli swój czas między Madryt, gdzie zajmuje się psychologią humanistyczną, a góry Sierra de Gredos, gdzie prowadzi kobiece kręgi i zgromadzenia podczas pełni księżyca, inspirowane rdzennymi tradycjami z Ameryki Południowej.

„Chciałam stworzyć przestrzeń, w której kobiety mogą się spotkać i opowiedzieć swoje historie. Pobyć razem, po prostu” – wspomina. – „Ta przestrzeń jest święta, bo służy świętowaniu życia, radości i pamięci”.

Wywiad z Leticią Cayotą Dufour; wideo: Ana Valiente

Reportaż jest częścią cyklu „Polowanie na czarownice”, który powstał w ramach programu grantowego Reporters in the Field fundacji Roberta Boscha.

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!