Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
ludzie listy piszą
Robert Rient

Mrok, wiedźma i siłownia

ilustr. Karyna Piwowarska
Mrok, wiedźma i siłownia
Mrok, wiedźma i siłownia

Dlaczego mój partner cierpi, gdy jestem szczęśliwa? Słyszę, jak szerszenie nawołują zmarłych – czy jestem szalona? Trener z siłowni mnie terroryzuje – jak się uwolnić?

Mrok

Pani Profesor,

partner mój ma nawyk cierpieć, gdy jestem szczęśliwa. Im większy odniosę sukces, tym jemu jest trudniej. Im bardziej się cieszę z dnia, przeczytanej książki, spotkania z przyjaciółmi, tym głębiej wpada on w nastrój ponury, gęsty, opryskliwy, zraniony. Dostrzegłam tę zależność już dawno i bardzo się staram nie manifestować nadmiernie radości, sukcesów czy też małych radości, które powstały podczas spotkań, w których on nie uczestniczył. To ponętny mężczyzna, zaradny, potrafi się moim ciałem zająć jak nikt dotychczas. Mogę śmiało napisać, że w tej materii wirtuoz. Ze świecą takiego szukać. Swoją drogą świecami nie raz się bawiliśmy. Zajmuje się zarządzaniem ogromną spółką, pracuje na trzy telefony, dwójkę asystentów i codzienny litr kawy. Nosi go. Ale często korzysta z urlopu, wtedy podróżujemy, jeśli i moja praca mi na to pozwala. I wtedy słowami, miną, gestem, na każdym kroku, gdy tylko wychylę się z radością, która nie była nim inspirowana, gasi ją. Sprowadza mnie do parteru. Potrafi zapytać – a co ty się tak cieszysz. Albo poruszyć temat nowotworu jego ojca. Albo zaatakować za dawne, wyjaśnione sprawy. Albo w milczeniu dąsać się. Szczerze, czasami czuję się przy nim jak śmieć. Chciałby, żebym była jego, tylko jego, żebym była szczęśliwa tylko dzięki niemu. Co z tym zrobić?

Malwina H. z Krakowa, 36 lat, biolożka

Szanowna Pani,

odejść. W miarę szybko. W przeciwnym wypadku będzie musiała się Pani wykręcać z toksyn, którymi raczy Panią ów mężczyzna. Będzie musiała je Pani wytrząsać, strzepywać, wypłakiwać albo zasłaniać się przed światem kocem i serialami, strategiami ukrywania radości. Cóż za marne pomysły. Są ludzie głęboko zranieni, niechętni opatrzyć swoje rany w zaciszu. Wolą infekować zarazą innych, sprowadzać ich do swojego, mrocznego, pełnego niepokoju światka. Nad wyraz często okazują się być wybitnymi kochankami, ich męska forma jest wyraźna, określona, dominująca, zawłaszczająca. To bywa podniecające. Gdyby nie kochała Pani owego mężczyzny, poleciłabym zmianę relacji w okazjonalną i wyłącznie seksualną. Może Pani również stworzyć psychologiczne strategie, afirmacyjne tarcze i werbalne zapory przed jego słowami, nastrojami, jednak utrzymywanie ich będzie Panią kosztowało sporo energii. I czy to na pewno jest dobry pomysł, by chronić siebie przed tym, kogo kocham? I czy uczciwie zapytała Pani siebie o to, kogo kocha i kto kocha? Pani to wie? Jest jeszcze pytanie: po co? Dla jakich korzyści, z jakiego powodu pozwalam się tak traktować. Znalezienie odpowiedzi powinno ułatwić odejście, które serdecznie rekomenduję.

Wiedźma

Droga Pani,

moja rodzina chciała mnie już raz umieścić w szpitalu psychiatrycznym. Jestem przekonana, że gdyby to była inna epoka, już dawno spaliliby mnie na stosie. Chodzi o to, że rozmawiam z roślinami i niektórymi zwierzętami. Nie słowami, zdaniami, nie ludzką mową, ale rozumiem ich język, czuję ich energię i intencję, wiem, kiedy cierpią, wiem, czego chcą, potrafią mnie ostrzec przed zmianą pogody, niezapowiedzianą wizytą krewnych, podpowiadają, jak skomponować zioła, by wyleczyć przeziębienia, zapalenia, by zagoić rany. Porzuciłam Kościół, porzuciłam stare nawyki, sporo czasu spędzam w lesie, słuchając, nawołując. Stary dąb od trzech miesięcy śpiewa jedną pieśń, pełną żalu opowieść o utracie krewnych i dzikiej ziemi, czystej wodzie. Przyłączają się do niego zahipnotyzowane owady. Dąb cieszy się szacunkiem. Gdy dzieci we wsi łamały jego gałęzie, przepędziłam je z krzykiem. Poskarżyły rodzicom, ci poskarżyli władzom. Uchodzę za wariatkę wiejską, czarownicę, wiedźmą, stukniętą, szaloną, ale gdy trzeba maści na rany, naparu na bóle brzucha albo problemy z jelitami, to nie mają problemu, by przyjść. Rodzina jednak nasila swoje ataki, chcą bym poddała się obserwacji, poszła do psychiatryka, chcą mnie ubezwłasnowolnić, odebrać dom. Przeszkadza im, że potrafię wybiec w trakcie spotkania do lasu, gdy żal dębu przybiera na sile, gdy woła mnie śpiew kosa, gdy szerszenie nawołują zmarłych. Czasami zastanawiam się nad tym, czy postradałam zmysły, ale gdy myślę o moim poprzednim życiu, w którym drzewo było deską, a nie nauczycielem, czuję, że to właśnie wtedy byłam najbardziej szalona. Czy może jednak postradałam zmysły?

Halina C. ze Lwówka Śląskiego, 69 lat, ogrodniczka

Szanowna Pani,

gdyby mogła Pani przekazać dębowi, kosom, szerszeniom, owadom i wszystkim innym leśnym stworzeniom, z którymi Pani rozmawia, że Janina Bełkotska przeprasza – to poproszę. Nie mam Pani daru, kiedyś zdawało mi się, że słyszę krzew aronii w ogrodzie mojej babci, ale wyśmiano moją opowieść. Gdy dorosłam, pewnego lata byłam przekonana, że zrozumiałam pieśń wierzby, którą odwiedzałam na brzegu rzeki od dwudziestu lat. Ale szybko zaprzeczyłam tym wrażeniom. Nauczyłam się, by zaprzeczać językowi traw, krzewów, drzew i zwierząt, bo w przeciwnym wypadku pękłoby mi serce z powodu wyrządzanych im zbrodni. Gdy jestem głucha, żyje mi się łatwiej. Kłaniam się Pani za to, że potrafi Pani porzucić ludzi i biec do lasu. I zazdroszczę, zwłaszcza tych ostrzeżeń o niezapowiedzianej wizycie krewnych. Tak, myślę, że jest Pani szalona i bardzo Pani za to dziękuję. Proszę tylko uważać na ludzi, nie oddawać im władzy nie tylko nad swoim losem, ale również myślami.

Siłownia

Szanowna Pani,

może to się Pani wydać śmieszne, ale boję się mojego trenera. Zaczęło się standardowo. Karta ze zniżką od firmy, siłownia w pobliżu domu, karnet na trzy miesiące podarowany na święta od dziewczyny. Wtedy pojawił się Jerzy, trener personalny. Spojrzał na mnie zuchwale, powiedział, że sporo przede mną pracy, że mi pomoże, że muszę zacząć od kilku lekcji pod jego okiem. To zacząłem. Jerzy ma mój numer telefonu, motywuje mnie esemesami. Czasami widuję go w sklepie spożywczym, wtedy ocenia moje zakupy. Jak nie przyjdę na trening, to na kolejnym traktuje mnie milczeniem. Wyśmiewa powolny przyrost tkanki mięśniowej. A później pyta, co robiłem poprzedniego dnia, co piłem, co jadłem i prawie zawsze wie, kiedy kłamię. Chciałem trzy razy odejść, ale gdy tylko podejmowałem ten temat, Jerzy wybuchał śmiechem, łapał mnie za biceps i kręcił z dezaprobatą głową. Pomyślałem, że nie wykupię karnetu, ale na poprzedniej sesji, gdy unosiłem hantle, Jerzy przystawił mi go pod nos i zapytał, czy chcę karnet na rok, pół roku czy może tylko na kwartał. Szybko powiedziałem, że na kwartał. Jerzy pokręcił z dezaprobatą głową, a ja poczułem się winny, że na tak krótko wykupiłem, a przecież to nie tak miało być. Jak mogę się uwolnić?

Mariusz K. z Warszawy, 29 lat, pracownik biurowy

Panie Mariuszu,

sprawa nie jest prosta. Proszę rozważyć wyprowadzkę do innego miasta lub chociaż dzielnicy. Jeśli nie wchodzi to w grę, może Pan rzucić pracę, zmienić tryb życia i zatrudnić się jako taksówkarz pracujący wyłącznie na nocnych zmianach, wtedy prześpi Pan większość dnia, podczas którego grasuje Jerzy. Warto rozważyć zakupy wyłącznie przez Internet z dostawą do domu, by uniknąć spotkań w sklepie spożywczym. Są również liczne sposoby angażujące kłamstwo: poważna choroba mięśni, nagłe zaburzenie osobowości, prezent od kolegów z firmy w postaci rocznego karnetu do innej siłowni. Wymagają one jednak silnej konsekwencji, a jeśli dobrze zrozumiałam, Jerzy czyta Pana jak pocztówkę. Jest również opcja ekstremalna – zapisuje się Pan na trening asertywności i wyznaje Jerzemu prawdę.

*

Na listy odpowiada prof. filozofii, antropologii i psychologii - Janina Bełkotska, laureatka Nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce „Moje wszystkie odpowiedzi”.

*

Pytania do pani profesor proszę słać pod adresem: robert.rient@gmail.com

*

Cykl korespondencyjny prof. Bełkotskiej ilustruje Karyna Piwowarska

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor powieści „Chodziło o miłość”, „Duchy Jeremiego” i reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info