Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 7 „Przekrojowych” tekstów oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Mój mąż jest ciapą materialną – czy powinnam się rozwieść? Czy muszę wybierać pomiędzy ...
2018-12-07 17:00:00
ludzie listy piszą

Męskość, przyjaźń i wróżbita

rys. Karyna Piwowarska
Męskość, przyjaźń i wróżbita
Męskość, przyjaźń i wróżbita

Mój mąż jest ciapą materialną – czy powinnam się rozwieść? Czy muszę wybierać pomiędzy dwiema przyjaciółkami, gdy jedna z nich mnie do tego zmusza? Czy wolno mi rzucić wszystko, by zostać wróżbitą? 

Męskość

Pani Profesor,

mój mąż jest ciapą, taką zupełną, rozlazłą ciapą. Trzy lata temu urodziłam synka, miałam nadzieję, że to męża obudzi, że weźmie się za siebie, ale nie, jest, jaki jest, a ja coraz poważniej myślę o rozwodzie. Pochodzę z ambitnej rodziny, silnej i prężnej, sprawnej, zaradnej – taki właśnie jest mój ojciec. To przedsiębiorczy człowiek, może odrobinę zbyt agresywny dla mojej mamy i innych ludzi, ale każdy ma jakieś wady. Chciałabym, żeby mój mąż miał chociaż kilka cech mojego ojca (chociaż kiedyś nienawidziłam ojca za jego szorstkość wobec mnie). Mąż uwielbia spacery, góry, długie śniadania. Z synem najchętniej by majsterkował albo rozmawiał, spędza z nim bardzo dużo czasu, oglądając liście i robiąc tym podobne rzeczy. W tym nie ma nic złego oczywiście, gdyby tylko mąż zarabiał, ale nie zarabia. Pracuje dorywczo, jego wkład w budżet jest mniejszy niż mój. Mam zabezpieczenie od strony swojej rodziny, a nawet dużą działkę podarowaną przez mojego tatę, ale na męża w tej kwestii nie mogę liczyć. Frustruje mnie to, irytuje, powiem więcej - zaczynam gardzić moim mężem. Kiedyś mnie zachwycał, uczył o świecie, uczył o spokoju. Poza tym wybitny z niego kochanek. To znaczy kiedyś, bo teraz przestał być dla mnie atrakcyjny w tej samej bluzie, kolorowych frędzlach, hipisowskim klimacie. Jest dobrym ojcem, temu nie przeczę, ale nie ogarnia zupełnie spraw materialnych, nie są dla niego ważne. Przestaliśmy rozmawiać, on w pewnym momencie milknie albo chowa się. Idę za nim, czasami krzyczę. Donikąd to nas nie prowadzi. Mąż chyba nigdy nie będzie zarabiał kokosów. Nigdy chyba nie będzie męski. Deklaruje, że mnie kocha, wydaje mi się, że to prawda. Sama nie wiem, co do niego czuję. Czy Pani zdaniem powinnam się rozwieść?

Alicja K. z Białegostoku, 29 lat, mama

Szanowna Pani,

na początku proszę przyjrzeć się sobie, to powinno ułatwić znalezienie uczciwej odpowiedzi na pytanie o to, czy powinna się Pani rozwieść. Proszę zacząć od słów, których Pani używa. Te, jak wiadomo, nie są treścią, ale nośnikiem treści, czasami są czymś na kształt drabiny, po której można zejść. Można na przykład zejść z poziomu wyobrażeń na poziom prawdy. Myślę o słowach „ciapa”, „nienawiść”, „pogarda”. Skąd one wypływają? Z jakich przekonań, jakich emocji? Co Pani daje swojemu mężowi poza tymi słowami? Jaka to energia? Zanim Pani umysł zacznie tłumaczyć, że to w reakcji na zachowanie męża – śpieszę wyjaśnić, że to postawa obronna. Pytam o Panią, Pani teraz jest ważna. Czytam o mężczyźnie, który jest dobrym ojcem, kochankiem, kimś, kto nauczył Panią czegoś o świecie i spokoju. Czytam o Pani oczekiwaniach wobec tego mężczyzny, męskiej roli, którą ma spełnić. Brzmi to jak gotowy, przygotowany częściowo przez Panią, a częściowo przez Pani tatę kostium. Męskość nie jest tożsama z dojrzałością. Można być bardzo męskim i niezwykle niedojrzałym. Można być osobą dojrzałą i niezwykle kobiecą, niezwykle męską lub połączeniem obu tych abstrakcyjnych pojęć. Jak wyczytałam również w Pani liście, nie potrzebuje Pani pieniędzy, ma Pani gdzie mieszkać, dostała Pani również zaplecze materialne w postaci działki. Nie chodzi zatem o pieniądze, ale o to, kto je dostarczy. Porównywanie ojca do męża to śliski grunt. Zanim rozwiedzie się Pani z mężem, proszę podjąć wysiłek rozwiedzenia się z pogardą. Ta jest jak demon, przykleja się do osobowości, zadaje rany, nie pozwala im się zabliźnić, sączy okrutne słowa, podpowiada, by iść za kimś wbrew jego woli i krzyczeć. Widzi Pani ten obrazek? Proszę sobie pomóc.

Przyjaźń

Pani Profesor,

mam dylemat mały. Moja przyjaciółka nie lubi mojej drugiej przyjaciółki. Nawzajem się nie lubią, raczej. A dla mnie obie są ważne. Bardzo nawet. Próbowałam zrobić tak, żeby się polubiły. Wspólny wypad, kolacja, oglądanie filmów, zakupy. W końcu jednak moja przyjaciółka numer jeden powiedziała, że nie będzie już spędzała czasu z przyjaciółką numer dwa, na co ta zareagowała ponurą obojętnością. A ja czuję się jak w imadle czy kowadle, wie Pani generalnie, o co chodzi, pomiędzy się czuję, rozdarta jak ten Judym cały czy Antygona, generalnie jakby mi świat przecięto na pół. Myślałam, że gorzej być nie może, ale niedawno przyjaciółka numer jeden stwierdziła, że muszę wybrać: albo ona, albo druga przyjaciółka. Wyszłam z płaczem z tego spotkania, uciekłam chyba, tak myślę. Wybiegłam od niej i tak biegłam, i płakałam. Dzwoniła, dobijała się, odebrałam. Wysłuchała, jak mnie to boli, powiedziała, że rozumie, ale, niestety, zdania nie zmieni. A dla mnie to tak, jakbym miała wybrać między nogą lewą a prawą. Co by Pani zrobiła?

Karina L. Z Trzebnicy, 17 lat, uczennica

Droga Pani,

byłabym wściekła – przynajmniej na początku. Pozwoliłabym, żeby ból wypływał przez złość i wściekłość, a nie łzy. Ale to ja, proszę korzystać z łez, jeśli pomagają, ja po prostu jestem nimi zmęczona. Bo wie Pani, gdy ktoś zadaje mi cios, to wolę wziąć głęboki wdech i wraz z wydechem wypuścić ból, czasami nawet przy tym krzyknąć. Wściekłość pomaga mi czasami wyrzucić ból. A łzy po mnie ściekają, przyklejają się do twarzy, czasami ubrań. I razem ze łzami ociekam bólem. Tak, wiem, czasami nie ma wyjścia, ale proszę poeksperymentować ze złością. Ma Pani na kim. W definicji przyjaźni nie ma miejsca na szantaż. A to Panią spotkało. Gdy kocham, nie nakazuję dokonywać wyboru, gdy kocham, jestem wolna i gotowa dawać wolność. Gdy każę wybierać siebie, a odrzucać inną kochaną osobę, to jestem zaborcza, niepewna własnych uczuć, najpewniej również własnej wartości. Ale cóż, to nie Pani przyjaciółka numer jeden jest ważna – Pani jest ważna. Proszę znaleźć ujście dla emocji. A potem proszę poczuć i zastanowić się, jaką przyjaźnią chce być Pani otoczona, jakimi ludźmi, jakimi przesłaniami. Być może przyjaciółka numer jeden – paradoksalnie – wyświadcza Pani przysługę swoim odejściem. Bo tak właśnie czytam jej zachowanie i słowa – jako porzucenie przyjaźni.

Wróżbita

Pani Profesor,

no po prostu miałem nie pisać, ale chyba potrzebuję się utwierdzić, ot tak. Niby już wiem, ale coś we mnie bardzo wątpi w najnowszą decyzję. A sprawa jest taka, że od czterech lat odkładałem na kredyt, bo wynajmuję mieszkanie. Odkładać zacząłem zaraz jak poszedłem do pracy, za namową rodziców, dobrzy to ludzie. I w tym roku miałem mieszkanie kupić, nawet znalazłem odpowiednie, niedrogie. Prawie połowę kwoty bym wpłacił, a reszta to kredyt, który dostanę, tak mnie w banku zapewnili po przeanalizowaniu papierów. Tyle że postanowiłem pojechać do Afryki, marzyłem o tym od dawna, o spotkaniu z pewnym plemieniem i radą starszych. Nagle okazało się to możliwe, mój przyjaciel ma przyjaciela i tak dalej. Jest organizowany czteromiesięczny, inicjacyjny kurs. Gdy tylko się dowiedziałem, poczułem na ciele takie ciarki, że prawie zemdlałem. Wszystko we mnie uznało, że muszę jechać, że chcę jechać. Od dwóch miesięcy odrzucam tę myśl na różne sposoby. Bo nie będzie mieszkania, bo rzucę pracę, bo rodzice będą absolutnie zmartwieni. W dodatku to pobożni ludzie i gdy dowiedzą się, że jadę do wróżbity, to pomyślą, że to czarnoksiężnik i będą się modlić za mnie jeszcze gorliwiej. Ale ja chcę, czuję, że mam to zrobić. Gdy myślę o tym i zamykam oczy, to uśmiecham się, ciało mi się rozluźnia. Tylko to taka nierozsądna decyzja. Nawet nie wiem, co mnie spotka. Głowa mówi, że mi nie wolno, że trwonię pieniądze, trwonię stabilizację. No ale chcę, chcę jak nigdy niczego. Proszę mnie nie powstrzymywać, chyba że Pani musi.

Lucjan R. z Żakowic, 28 lat, księgarz

Szanowny Panie,

nie muszę, na szczęście również nie chcę. W dodatku Panu zazdroszczę tej pewności płynącej z ciała, tych dreszczy, tego uśmiechu na samą myśl o podróży, o przygodzie, o nowym. W żadnym wypadku nie ignorowałabym takich znaków. Umysł niech snuje swoją historię, rodziców proszę otoczyć miłością i pozwolić im snuć ich historię. Nie będę Pana powstrzymywała, przeciwnie, napiszę krótko: proszę jechać, ale to koniecznie.

 

 

Na listy odpowiada prof. filozofii, antropologii i psychologii - Janina Bełkotska, laureatka Nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce Moje wszystkie odpowiedzi.

Pytania do pani profesor proszę słać pod adresem: robert.rient@gmail.com

 

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce, powieści „Duchy Jeremiego” i książki „Przebłysk. Dookoła świata – dookoła siebie”. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!