Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Już jest – nowy „Przekrój”, a w nim jak zwykle dużo wszystkiego! Piszemy o bliskich nam wartościach, dalekiej Japonii i jeszcze dalszej Wenus. Rozmawiamy z dziećmi i mądrymi dorosłymi, przyglądamy się snom i fraktalom. Wiosenny "Przekrój", jak można go nie kupić?

Kup numer wiosenny

Przekrój
Jaką Ją widzimy we wspomnieniach, w chwilach powrotu do lat dziecinnych, czy w zatrzymanych obrazach ...
1983-05-29
archiwum

Matka

„Portret żony artysty z synkiem Stasiem”, 1904 r., Stanisław Wyspiański; źródło: Muzeum Śląskie w Katowicach
Matka

Jaką Ją widzimy we wspomnieniach, w chwilach powrotu do lat dziecinnych, czy w zatrzymanych obrazach z naszego życia?

Czyta się 4 minuty

Matka — sentymentalna i zaborcza, najszczęśliwsza, kiedy się uśmiechamy, najdzielniejsza, gdy trzeba nam pomóc, najmocniejsza, gdy trzeba nas obronić. Zrozpaczona, gdy cierpimy. Ufna w naszą do Niej miłość.

Zawsze przy nas — nawet gdy jesteśmy daleko. Z nami — sercem i myślą, w kolejce, w pracy, w domu, w tramwaju. Zawsze i wszędzie z nami...


Prof. Jerzy Szabłowki — dyrektor Państwowych Zbiorów Sztuki na Wawelu:

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Mojej Matce zawdzięczam bardzo wiele. Gdybym chciał wyrazić słowami Jej wielką, przeogromną rolę w moim życiu, potrzebowałbym na to, nie jedną stronę, lecz co najmniej cały tom...

Już od wczesnego dzieciństwa zdradzałem zainteresowania z jednej strony rysunkiem i malarstwem, z drugiej zabytkami naszej historii, kultury i sztuki. W tym względzie ogromną rolę, obok predyspozycji wrodzonych, odegrali moi rodzice, którzy starali się te zamiłowania rozwijać i nadawać im właściwy kierunek. Z ojcem i matką stawiałem przecież pierwsze kroki na Wzgórzu Wawelskim, pod ich okiem poznawałem najszacowniejsze pamiątki naszych dziejów, co w okresie niewoli miało przecież i inne, jak najbardziej zasadnicze znaczenie. Bardzo wcześnie, bo w szóstym czy siódmym roku życia, zacząłem uprawiać moje „wyczyny artystyczne”. Do dziś zachowały się w moich zbiorach dwie barwne reprodukcje z 1913, które w tymże roku ofiarowała mi moja Matka wiedząc, że bardzo pragnę je zdobyć, m. in. jako wzory do moich rysunków. Jej pomoc przy moich historyczno-artystycznych pracach towarzyszyła mi nawet wówczas, gdy odbywałem już studia uniwersyteckie. Zajmowałem się wówczas architekturą Kalwarii Zebrzydowskiej, wieloma budowlami z w. XVII, które po większej części nie posiadały jeszcze zdjęć architektoniczno-pomiarowych. Plany te musiałem sam wykonywać. Potrzebna mi była druga osoba do pomocy, a nie chciałem korzystać z pomocy kogoś przypadkowego. I wówczas to moja Matka asystowała mi niestrudzenie przez wiele tygodni przy wykonywaniu tej dokumentacji. A wieczorem, gdy po całodziennej pracy w terenie siadałem przy desce kreślarskiej przerysowując „na czysto” rzuty z badanych przeze mnie budowli, Matka czytała na głos jakąś książkę, by złagodzić moje zmęczenie. Było to zresztą nawiązanie do tradycji, do lat mego dzieciństwa. Ileż to razy wówczas, w długie zimowe wieczory, siedzieliśmy z siostrą zasłuchani w głos Matki czytającej nam książki młodzieżowe, przeważnie o tematyce historycznej, które w okresie zaborów utwierdzały w nas uczucia patriotyczne i marzenia o wyzwoleniu. W roku 1917, gdy miałem 11 lat, otrzymałem na imieniny od obojga rodziców książkę o Wawelu, opatrzoną dedykacją napisaną ręką mego ojca: Aby pamiątki w niej zawarte stały się Twoim największym umiłowaniem. Ta prorocza dedykacja napisana była ręką ojca, lecz podpisana przez oboje rodziców. Pamięci mojej Matki poświęciłem jedną z mych ostatnich prac naukowych


Jerzy Trela — aktor:

...Matka w pojęciu ludzi żyjących w kraju nad Wisłą jest określeniem za często i okazjonalnie sprzedawanym. Mówi się: Matka-Polka, Matka-ojczyzna, Matka-ziemia. Zapominamy — używając tych górnolotnych skojarzeń — o czymś takim najprostszym, najzwyklejszym, najbardziej ludzkim, co stanowi nasze jestestwo, nasz punkt wyjścia właśnie w te inne. W ten sposób gubimy pojęcie najbliższe człowiekowi, skrzętnie chowane, osobiste, własne. Nie chciałbym Matce stawiać pomników. Jest mi zbyt bliska. I skromna. Tak samo skromna jaką pamiętam Ją z dzieciństwa. Mój ojciec zginął niedługo po wojnie, Matka została sama z dwojgiem dzieci. Przywołuję z dzieciństwa obraz mojej Matki: ciągle zmęczonej, spieszącej się, zapracowanej. Nie ma w nim Matki z opowiastek czy bajeczek — wesołej, rozśpiewanej, roześmianej. Jeśli zdarzał się uśmiech, to poprzez gorycz bycia, poprzez łzy.

Być może miałaby w tej chwili powody do jakiejś radości, ale trudno już zdobyć się Jej na wysiłek uśmiechu.

Pamiętam takie zdarzenie z ostatniego okresu, które potwierdza moją myśl, że istnieje podział na ludzi — stworzonych w niezrozumiały przeze mnie sposób przez naturę? Boga? Los? — do radości i do cierpienia. Nowy Rok 1983, godzina 9. Otwieram drzwi, w których stoi moja Matka blada, obolała, ze złamaną przed chwilą ręką.

Bardzo tego pragnąc, nie potrafiłem nigdy zmienić Jej losu, uchronić od jego uderzeń.

A jeśli udało mi się w końcu przyczynić do częstszych — choć skrzętnie chowanych — uśmiechów mojej Matki, to tylko dzięki moim dzieciom. Wnuki Ją cieszą...


Marek Grechuta — piosenkarz, kompozytor:

Moja Matka jest ciągle w tym samym wieku. Mnie przybyło już 37 lat. Jej jakby lat ubywało… Ogromna energia w wypełnianiu potrzeb, w łagodzeniu trosk. Właściwie to wydaje mi się, że dziecko choć przestaje być dzieckiem, im jest starsze, matka ma z nim więcej kłopotów i bardziej chce być matką.

Matka przyjeżdża do mnie z rodzimego Zamościa, by odwiedzić mnie i siostrę, zawsze objuczona sporymi pakunkami. Myślę, że pieluszki ważyły kiedyś mniej. Matka przywozi wiktuały, garderobę, nie zdobywalne na co dzień drobiazgi. Wszystko to wyciąga jak spod ziemi.

Małe dziecko płacze, kwili i siusia, dając tym protest przeciwko braku komfortu w życiu. Duże dziecko — jak wynika z tego co powiedziałem, używa wielu środków wyrazu, by wyjawić Matce swoje kłopoty. Matka więc w moich oczach urasta z biegiem lat, z biegiem dni, staje się człowiekiem-opoką, kobietą o zdrowiu nie do zdarcia i wtedy kiedy uświadamiam sobie jaka jest wytrwała, jaka niezawodna, wiem jak wiele, wiele Jej zawdzięczam!


Anna Świrszczyńska — poetka:

Moja matka zmarła wiele łat temu, ale jej wspomnienie powraca do mnie w snach. Jeden z nich dał początek mojemu wierszowi Sen:

Dziś w nocy tuliłam do
siebie moją zmarłą matkę
Tańczyłyśmy na lekkiej
trawie
Lekkie słońce jej tkliwości
Roztapiało moje ciało jak
mgłę
Dwa nasze ciała
Dwie mgły
Przenikały się błogo
Jak przed narodzeniem.


Tekst pochodzi z numeru 1981/1983 r. (pisownia oryginalna), a możecie Państwo przeczytać go w naszym cyfrowym archiwum.

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!