Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
ludzie listy piszą
Robert Rient

Marihuana, zdrada i patriarchalny gniew

ilustr. Karyna Piwowarska
Marihuana, zdrada i patriarchalny gniew
Marihuana, zdrada i patriarchalny gniew

Moje dzieci odeszły – dlaczego nie wolno mi uprawiać marihuany? Mój ukochany ma żonę – czy powinnam znaleźć sobie normalną relację? Czy klapsy naprawdę są aż tak bardzo złe?

Marihuana

Pani Profesor,

od siedmiu lat jestem na emeryturze. Większość życia spędziłam na opiece, czuwaniu, odkurzaniu, gotowaniu, dogadzaniu, bandażowaniu, wysłuchiwaniu, przytulaniu, kupowaniu, zamiataniu, myciu, układaniu. Wszystko dla moich dzieci, które obecnie mają mnie w dupie. Tak, w dupie. Deklarują miłość, ale tak naprawdę mają mnie w dupie. Zdaję sobie sprawę, że powtarzam się, ale zaskoczyła mnie obecna sytuacja życiowa. Myślałam, że będę odchodziła z tego świata otoczona miłością, tymczasem ci, których kochałam, którym oddałam swoje życie – mają mnie w dupie. Rok temu znajoma poczęstowała mnie dymem, chodzi o zielone ziele, świętą Merry. Od tamtego czasu palę, prawie każdego wieczoru, dobrze się przy tym bawię, śmieję pełną gębą. I nawet, że tak napiszę, bawię się trochę w uprawę nowych gatunków roślin. Z sukcesem. Gdy dzieci się dowiedziały, to zakazały, uznały, że jestem uzależniona, że to równia pochyła, grożą mi utratą zmysłów. Czy powinnam się bać?

Walentyna N. z Gdyni, emerytka

Szanowna Pani,

życzyłabym sobie, aby zdanie dzieci potraktowała Pani tak, jak one traktują Panią. Nie, nie ząb za ząb, nie chodzi mi o to starotestamentowe, sadystyczne prawo. Piszę o ich zdaniu, a nie o nich, chociaż jeśli ich również umieści Pani - pozwolę sobie na cytat - „w dupie”, zrozumiem.

Proszę się nie bać, no może tylko tych, którzy deklarują miłość, ale nie potrafią jej dotrzymać. To ciekawe słowo, prawda? Dotrzymać. Przedrostek „do” sugeruje dążenie, zmierzanie. „Trzymać” oznacza trwałość działania, unoszenie. Można dotrzymać słowa, można dotrzymać miłość – o ile spojrzy się na nią pod odpowiednim kątem.

Jeśli chodzi o Pani uprawę – nie będę do Pani ogródka zaglądała, chociaż są tacy, którzy chętnie by to zrobili i odpowiednio ukarali – jest Pani tego świadoma? Ale żeby było jasne, nie uważam, że istnienie jakiegoś prawa oznacza, że jest to prawo rozsądne. Żyjemy w kraju, w którym legalne jest produkowanie i sprzedawanie alkoholu czy leków, którymi można by zabić lub otumanić miliony ludzi. Nie jest natomiast legalna uprawa pewnych roślin na własny użytek. Niech Pani nie próbuje tego zrozumieć. Proszę natomiast korzystać ze świętości i śmiechu, o którym Pani wspomniała, unikając zarazem tych, którzy gotowi są świętość zbezcześcić, a śmiech zagłuszyć (wliczając w to zarówno urzędników państwowych, jak i członków własnej rodziny).

Kochanka

Dzień dobry!

Mam 27 lat, mieszkam w Holandii i od 5 lat jestem w związku z żonatym mężczyzną. On jest najbliższą mi osobą, wspiera mnie mentalnie i duchowo, zna mnie jak nikt inny. Jest moim najlepszym przyjacielem. Nie oczekuję od niego, żeby się rozwiódł, i wiem, że tego nie zrobi – w ich kulturze tego się nie uznaje. Czasem słyszę opinie ludzi, że jestem głupia, że on mnie wykorzystuje, że powinnam sobie znaleźć kogoś, z kim mogę stworzyć normalną relację. Ale co to jest normalna relacja? Ludzie żyjący obok siebie w jednym mieszkaniu? Nielubiący siebie wzajemnie i duszący się ze sobą? Nie wiem, czy społeczeństwo głupieje, czy to ja jestem głupia, ale chyba pojmuję szczęście jakoś inaczej.

Alicja K. z Holandii

Szanowna Pani,

normalna relacja to taka, która nie wzbudza zazdrości ani niechęci ogółu społeczeństwa. Normalna relacja pozostaje w przymierzu z patologiami społecznymi, podrzędnym miejscem kobiety, ukrywaniem przemocy domowej i przyzwoleniem na jej występowanie, o ile nasilenie owej przemocy ogranicza się do siniaków, mowy nienawiści i cichych gwałtów (zwanych w normalnej relacji powinnością małżeńską). Ma Pani rację – normalnej relacji zazwyczaj towarzyszy wspólna przestrzeń, na której spędzają życie relację tworzący. Nie jest jednak prawdą, że osoby te muszę się nie lubić, czasami się nienawidzą, czasami wypełnia je pełna pasji namiętność, ale zawsze łączy je spory poziom nieświadomości własnych potrzeb i własnej wartości. Tyle tytułem normalności i wstępu, pozwoli Pani, że w dalszej części będę pisała bardziej bezpośrednio i osobiście.

Znalazła Pani kochanka, który przy okazji okazał się najlepszym przyjacielem. Gratuluję. Mężczyzna ten jest w związku z inną osobą, ale dla Pani nie jest to problem. Rozumiem. Nawet ci bez obrączki na palcu pozostają w różnych, niekiedy okrutnie intensywnych związkach – czasami narcystycznych z własnym wizerunkiem, czasami to związek z ego, czasami z wewnętrznym rodzicem, który oferuje poczucie winy. Nie interesuje mnie, co ludzie uprawiają w swoich ogrodach czy doniczkach, i nie interesuje mnie, co ludzie wyprawiają w swoich sypialniach. Znalazłam jednak pewną fałszywą nutę w Pani liście. Pani przyjaciel nie weźmie rozwodu ze względu na kulturę, w której pozostaje. Błagam! Zrozumiałabym, gdyby Pani napisała, że nie weźmie rozwodu, bo się boi, bo dobrze mu z żoną i przyjaciółką, bo nie chce brać rozwodu, bo jeden ślub mu w życiu wystarczył, bo nie chce się bardziej angażować, bo lubi, co ma. Kultura nie jest uformowanym, a plastycznym tworem, na który i Pani, i Pani przyjaciel mają wpływ. Owszem, czasami kultura może stać się wymówką, ale marna to wymówka. Proszę żyć ze sobą na własnych warunkach, z tego co przeczytałam – potrafi to Pani.

Patriarchalny gniew

Szanowna Pani,

moja żona Panią uwielbia, więc i ja postanowiłem się poradzić. Czasami wybucham. Generalnie jestem spokojnym facetem, pracuję w korporacji, mam niegłupiego szefa i niegłupi zespół, którym zarządzam. Wysoka kultura, nawet jak coś w firmie komuś nie pasuje, przyjmujemy to ze śmiechem, tak się przyjęło. Zdarza mi się odreagować w domu, krzyknąć, czymś rzucić, nigdy nie uderzyłem żony, zdarzyło mi się dać kilka klapsów dziecku, ale to wszystko. Ojciec spuścił mi kilka razy lanie i wyrosłem na porządnego człowieka. Nic wielkiego. Żona uważa, że mam problem, ale ja wiem, że tych wybuchów nie da się kontrolować, przychodzą i odchodzą, umiem przepraszać. Problemem jest mój związek, żona się ode mnie odsuwa – co mogę zrobić?

mgr inż. Włodzimierz F. z Krakowa, 36 lat, biznesmen

Szanowny Panie,

tak bardzo chciałabym bluźnić i napisać, co naprawdę o Panu myślę, a z drugiej strony kusi mnie sarkazm i ironia, nie wiem, jak z tej sytuacji wybrnąć. Czy napisać, bez ogródek, że jest Pan idiotą, czy może zapytać o przypalanie, jako skuteczniejszą od klapsów metodę wzbudzania u dziecka przerażenia? Rozumiem, że jest Pan ofiarą przemocy domowej, którą zinternalizował jako technikę wychowawczą. Współczucie, które się Panu należy, nie może być pomylone z brakiem usprawiedliwienia przemocy, którą Pan stosuje. Chwali się Pan, że nie bije dorosłej kobiety, po to, by wspomnieć o biciu dziecka. Proszę przeczytać powyższe zdanie dziesięć razy, na głos! Żona ma rację, ma Pan problem. Proszę się leczyć. Kiedy Pan uwierzył, że wybuchów złości nie da się kontrolować? Proszę dotrzeć do tego momentu. Jest Pan mężczyzną – stoi za Panem długa linia bezmyślnych wojowników, ksenofobicznych polityków, nieobecnych ojców i sadystycznych mężów. Rozumiem, że to ciężka i śmierdząca spuścizna, ale pojawia się coraz więcej mężczyzn, którzy mają odwagę zmierzyć się z przeszłością, własnymi demonami i szacunkiem do kobiecości. Pana list traktuję jako światełko w ciemnym i smutnym tunelu, z którego proszę się ewakuować. Będzie bolało – musi Pan zgubić kilka wyobrażeń na własny temat i świata, który Pana otacza, być może będzie Pan również musiał odkryć własny, dziecięcy ból – ale proszę mi wierzyć, to nic w porównaniu z piekłem, które zafunduje Pan dziecku, jeśli niczego nie zmieni.

*

Na listy odpowiada prof. filozofii, antropologii i psychologii - Janina Bełkotska, laureatka Nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce Moje wszystkie odpowiedzi.

*

Pytania do pani profesor proszę słać pod adresem: robert.rient@gmail.com

*

Cykl korespondencyjny prof. Bełkotskiej ilustruje Karyna Piwowarska

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce, powieści „Duchy Jeremiego” i książki „Przebłysk. Dookoła świata – dookoła siebie”. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info