Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
ludzie listy piszą
Robert Rient

Mama, radykalne wybaczenie i idiota

ilustr. Karyna Piwowarska
Mama, radykalne wybaczenie i idiota
Mama, radykalne wybaczenie i idiota

Mama choruje i nie chce się leczyć – jak na nią wpłynąć? Czy muszę wybaczyć, by znaleźć spokój? Szóste wymieranie gatunków to mit – i co Pani na to?

Mama

Pani Profesor,

mam problem z mamą. Jestem dorosłą kobietą, dzieciatą, zapracowaną, ale nie przesadnie. Czasu starcza również dla siebie – dzieci większość czasu spędzają poza domem, a mąż nie wadzi. Moja mama choruje. Kilka lat temu miała poważny wypadek samochodowy i zaleconą rehabilitację, która, jak wszyscy dookoła głosili, powinna przywrócić pełnię zdrowia. I pewnie tak by było, ale mama moja nie lubi rehabilitacji. Kuleje. Jest uparta, okrutnie. Nie ćwiczy, nie chodzi na zabiegi, nie stosuje się do zaleceń lekarzy. Żyje po swojemu i wyłącznie na swoich zasadach. I czasami w związku z tym czuje ból, jej ciało nie wróciło do pełnej formy i pewnie nie wróci, a nawet będzie gorzej, jeśli mama nie zechce się za siebie wziąć. Gdy się spotykamy, to namawiam, tłumaczę, wyjaśniam, zapisuję na zabiegi. Wyjeżdżam, a ona wszystko to ignoruje i jeszcze twierdzi, że jest jej dobrze tak, jak jest, że chce żyć i umierać na swoich zasadach. Tyle że ja widzę, że ona się męczy, i mnie to męczy, bo kocham tę kobietę. Jak mogę na nią wpłynąć?

Marta W. z Zakliczyna, 46 lat

Szanowna Pani,

nie może Pani. I co teraz? A nawet jeśli jest cień szansy, by wpłynąć na mamę, musi Pani zmienić swoje metody. Ale o tym za chwilę. Ciekawsze wydaje mi się pytanie: kto tak naprawdę się męczy, Pani czy mama? Co w cierpieniu mamy jest dla Pani tak niewygodne? Nie zadałabym tego pytania, gdyby mama prosiła o pomoc. Skupiłam się na przytoczonej deklaracji, z której wynika, że jest jej dobrze, że chce żyć i umierać na swoich zasadach. Nadmierny ból rodziców, podobnie jak ich nadmierne szczęście, bywa niekiedy dla dzieci problemem. Podobnym problemem jest porzucenie funkcji rodzica i dziecka, by spotkać się poza kategoriami pomagania, doradzania, wyręczania, ratowania. Wydaje mi się, że prawidłowo odczytuję Pani intencje wynikające z miłości. Proszę jednak przyjąć, że intencje Pani mamy wypływają z tego samego miejsca i ma ona prawo do własnych warunków, w tym własnego bólu.

Ale jeśli chce Pani podjąć próbę wywierania wpływu, proszę nie namawiać, tłumaczyć, wyjaśniać i zapisywać mamy na zabiegi. Proszę również nie stosować taniej psychologicznej sztuczki, rodem z interwencji kryzysowych, polegającej na zasypywaniu mamy słowami o tym, jak się Pani czuje, gdy patrzy na jej cierpienie. Tym, jak cierpienie mamy Panią boli, tym, jak na Panią wpływa. To manipulacja. Zamiast tego proszę posłuchać opowieści mamy o wypadku, bólu i czasie teraźniejszym. Wcześniej jednak musi Pani założyć, że czegoś o swojej mamie nie wie, że przeoczyła Pani jakiś fragment jej historii, być może bardzo istotny.

Radykalne wybaczanie

Pani Profesor,

chodzi o to, czy mam wybaczyć? Moja najlepsza przyjaciółka ma teraz etap radykalnego wybaczania. Wcześniej przerabiała katharsis przez bieganie nago po lesie, krzyczenie w poduszkę, warsztaty bębniarskie, podczas których zdzierała skórę z martwej krowy i szyła sobie bęben mocy. Piszę o tym, by wskazać, że to ciekawa osoba, ale niekoniecznie ma równo pod sufitem. Nie żebym ja miała, po prostu wolę, jak w życiu jest trochę krzywo. Ale to radykalne wybaczanie mnie wzięło, brzmi logicznie. Przyjaciółka twierdzi, że inaczej nigdy nie znajdę spokoju, i zaczęłam się bać. Bo jest tak, że ktoś mnie bardzo skrzywdził, długie lata temu. Nie mam z tą osobą kontaktu i mieć nie chcę. Nie myślę o niej, chociaż czasami myślę o bliznach. Nigdy nie zapomnę, owszem, ale ułożyłam sobie życie i relacje. Czy naprawdę muszę wybaczyć?

Malwina J. z Drezdenka, 29 lat, kwiaciarka

Szanowna Pani,

przecież zna Pani odpowiedź albo przynajmniej ją przeczuwa. Imponujące ścieżki Pani przyjaciółki zdają się inspirować, chociaż muszę zaznaczyć, że szkoda mi tej krowy – wolę, gdy zwierzęta te żrą trawę, zamiast leżeć martwe, by ktoś zdarł z nich skórę. Osobiście również wolę, gdy jest odrobinę krzywo – przynajmniej tam, gdzie tak zwani mędrcy świata przykładają poziomicę. Nie, nie musi Pani wybaczać. Nie ma nic złego w wybaczaniu, wiele osób donosi o spektakularnych korzyściach, które z niego płyną. Trzeba jednak pamiętać, że wybaczenie to prezent dla sprawcy. A z prezentami jest tak, że nie ma obowiązku ich wręczać. Można również wybaczać na różne sposoby. Z głębokiej potrzeby pojednania. Dla idei wybaczania i głoszonych dobrodziejstw, które prawdopodobnie przynosi. Pod przymusem. Można wybaczać bezmyślnie. Czytam, że ułożyła sobie Pani życie. Gdy kiedyś przyjdzie do Pani pragnienie, by wybaczyć, zakładam, że to Pani zrobi. Proszę pamiętać, że postawienie przed sobą celu wiąże się z koniecznością zapłacenia za niego ceny – na przykład polegającej na zawężeniu pola widzenia. Zwłaszcza wtedy, gdy celem staje się sens, drogą do spokoju. Przyjaciółka się myli, zakładam, że nie pierwszy raz. Proszę porzucić strach albo chociaż mieć pełną świadomość, że przyszedł zapożyczony, razem z ideą radykalnego wybaczania. Jeśli chodzi o spokój, to jest on teraz – proszę znaleźć sobie wygodne teraz, najlepiej tam, gdzie może Pani chodzić boso, proszę się zaciągnąć powietrzem. I już, oto on, spokój.

PS Nie umniejszałabym jednak korzyści płynących z biegania po lesie nago.

Idiota

Pani Profesorowa,

szóste wymieranie gatunków, ocieplenie klimatu, topniejące lodowce – mam dosyć tych bzdur, tej propagandy. Szczerze mam dosyć. Jesteśmy ludźmi, najwyższym gatunkiem, rządzimy światem i nie ma co się oszukiwać, mamy posiąść planetę jak zostało przykazane. Jasne, że w trakcie tego procesu musi umrzeć sporo zwierząt i trzeba wyciąć lasy, a gdzie niby mamy żyć i co niby mamy jeść? Mamy mieszkać na gołej ziemi i jeść trawę? Również na Państwa stronie często czytam łzawe artykuły na temat zanieczyszczenia wód i rzek, tragedii wyrządzanej drzewom. Litości. Jesteśmy ludźmi, żyjemy na samym szczycie i bardzo dobrze. Jestem za tym, żeby zaorać całą ziemię, posadzić drzewa owocowe i tyle liściastych, ile trzeba do produkcji tlenu. Zwierzęta poza wybranymi bym umieścił w zoo albo na fermach. I po kłopocie. Jęk ekologów w końcu ustanie, ziemia zostanie zdobyta. A Pani co, taka święta, nie używa komputera, Internetu, telefonu, nie podróżuje samolotem, samochodem, które wytwarzają spaliny? Korzysta Pani z dobrodziejstw, które stworzyli ludzie właśnie w toku ewolucji, bez nich siedziałaby Pani w jaskini i czekała, aż jakiś jaskiniowiec przyniesie Pani kawałek mamuta. Korzysta Pani ze wszystkiego, co ludzie stworzyli, i nie może mnie Pani nazwać idiotą za to, że myślę w opozycji do nawiedzonych obrońców puszczy i środowiska. Jestem magistrem. Ziemia jest nasza i już, koniec.

mgr Andrzej W. z Warszawy, 26 lat, politolog i filozof

Szanowny Panie Magistrze,

a jednak mogę, jest Pan idiotą.

*

Na listy odpowiada prof. filozofii, antropologii i psychologii - Janina Bełkotska, laureatka Nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce „Moje wszystkie odpowiedzi”.

*

Pytania do pani profesor proszę słać pod adresem: robert.rient@gmail.com

*

Cykl korespondencyjny prof. Bełkotskiej ilustruje Karyna Piwowarska

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor powieści „Chodziło o miłość”, „Duchy Jeremiego” i reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info