Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Adam Z. zostaje poddany próbie ciszy.
2017-08-22 14:00:00

Letnie oświecenie
Część siódma, czyli poza słowami

ilustr. Igor Kubik
Letnie oświecenie
Letnie oświecenie

Do chaty szamanki wrócił nad ranem, nagi, z brudnymi od ziemi stopami, mchem we włosach i siniakami na kolanach. Poprzedniego dnia rozpoczęła się ceremonia ayahuaski, w której Adam Z. ochoczo wziął udział. Gdy wywar z pnącza amazońskiej rośliny zaczął działać, poczuł się skrępowany własnym ubraniem, więc je porzucił i nagi wybiegł do lasu. Tam, wyczekując spotkania z Absolutem, przemierzał Matkę Ziemię bosymi stopami. Oczy zwracał do nieba, a ręce rozkładał na boki, w uniesieniu, gotowy do lotu. Nie poleciał jednak Adam Z. Przeciwnie – do życia doczesnego, brutalnie, przywołała go fizjologia.

Właśnie teraz wraca, brudny i skruszony. Zakrywa się dłońmi. Szamanka siedzi przed chatą, pali mapacho i nawleka dym na swoje siwe włosy. Adam Z. chce umknąć przed jej karcącym spojrzeniem, ale czuje się zahipnotyzowany. Zamiera, patrzy w ciemne oczy czarownicy, otwiera usta, by przepraszać, kajać się, prosić o wybaczenia i kolejną szansę, gotów jest przysięgać na życie, że z następnej ceremonii już nie ucieknie – ale żadne słowo nie może się z niego wydobyć. Próbuje Adam Z., próbuje maniakalnie, co tylko pogłębia jego przerażenie. Stracił słowa, a raczej moc ich wypowiadania. Buduje zdania w głowie, ale te rozpadają się, gdy tylko otwiera usta, rozpadają się w ciszy. Szamanka chwyta go za ręce, przykłada czoło do jego czoła i nos do jego nosa. Zamykają oczy i biorą wspólnie trzy głębokie oddechy. Uspokaja się Adam Z. i nagle rozumie, że został na niego rzucony czar. W pierwszym odruchu chce zapytać, ponownie otwiera usta, napina umysł i szyję, ale nie potrafi wypowiedzieć żadnego słowa. Szamanka patrzy na niego z litościwym uśmiechem, przykłada palec do ust i odprawia.

Odchodzi Adam Z. w zdziwieniu i ciszy. Co chwilę sprawdza, czy czar przestał działać i próbuje krzyknąć, zaśpiewać albo wypowiedzieć chociaż jedno słowo. Nieskutecznie. W głowie kotłują się myśli i pytania: „Czy tak już pozostanie na zawsze? Czy to kara za grzechy, czy może lekcja, której znaczenia nie rozumie?”.

W sklepie spożywczym wskazuje palcem, wielokrotnie: „To, no to, to!”. I kręci głową, nie, nie kasza, nie fasola, nie. Sprzedawczyni podaje chleb, Adam Z. się poci, macha rękami, że nie, nie chce chleba.

– No na chleb pan wskazujesz! – mówi z dezaprobatą sprzedawczyni.

Otwiera Adam Z. usta, poci mu się górna warga, czerwień zalewa poliki, ale żadne słowo nie pada z jego ust. Wyciąga rękę, prostuje palec wskazujący i celuje nim w regał z pieczywem.

– No już się nie denerwuje, bo zawału dostanie – dodaje sprzedawczyni. – Wyraźnie pokaże, czego chce.

Pokazuje Adam Z. wyraźnie, pokazuje, chociaż bliski jest wskoczenia za ladę. W końcu płaci za bułkę grahamkę i jogurt naturalny, przyjmując pełne pogardy spojrzenie od sprzedawczyni. Wychodząc, słyszy, jak ta rozmawia z klientką, że upośledzony jakiś, nie mówi, pewnie pisać też nie potrafi. Upokorzony, zniesmaczony ale i zainspirowany, w papierniczym kupuje zeszyt i długopis. Od teraz używa go do komunikacji w sklepach, kasach biletowych, spotkaniach z listonoszem i innymi ludźmi.

Mijały dni, a słowa nie chciały wrócić do Adama Z. Poszedł nawet na ustawienia Hellingerowskie, poszedł do bioenergoterapeuty, a nawet wrócił do chaty w lesie, by prosić szamankę o zdjęcie zaklęcia. Dowiedział się, że minie ono wtedy, gdy będzie gotowy, by minęło. I tyle. A przecież był gotowy, a przynajmniej powtarzał to sobie w głowie. Wrócił Adam Z. od szamanki przygnębiony. Przestał słuchać radia i oglądać telewizję, bo słowa zaczęły go męczyć, skoro nie mógł własnych wypowiadać. Odsunął się od ludzi. Rozmowa za pomocą zdań pospiesznie pisanych na kartce ustawiała go w pozycji ofiary, przegranego, który w żadnym pojedynku na słowa nie wygra. Gdy chciał ripostować – rozmówcy poruszali już nowy temat. Bo tak zazwyczaj rozmawiał Adam Z. – by wygrać, by powiedzieć, by doradzić, by ocenić, by zaimponować, a nie w celu spotkania.

Pewnego wieczoru, na przykościelnym billboardzie zobaczył dobrze mu znany cytat: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo”. Przystanął i zadumał się, ciekawy tego, co jest na końcu, skoro początek ustanawia słowo. Zrozumiał, że za każdym razem, gdy wypowiadał słowo, powoływał do życia jakiś świat: kompletny, zamknięty, oceniony, nazwany. Używał słów jak pieczęci. Nie znał niczego, co nie miało swojego imienia. A przecież musiał istnieć jakiś świat, wskrzeszony po śmierci świata stworzonego słowami. Wpatrując się w cytat z Ewangelii, zapłakał i otworzył usta, bo poczuł, że zaklęcie minęło, że jest gotowy wypowiedzieć swoje pierwsze słowa. A brzmiały one tak: „Nic istnieje”.

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce, powieści „Duchy Jeremiego” i książki „Przebłysk. Dookoła świata – dookoła siebie”. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!