Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
ludzie listy piszą
Robert Rient

Kreatywna, wybrakowany i irracjonalne

ilustracja: Karyna Piwowarska
Kreatywna, wybrakowany i irracjonalne
Kreatywna, wybrakowany i irracjonalne

Kreatywna

Pani Profesor,

dlaczego czuję, będąc z kimś, że przestaję się rozwijać. Dlaczego czuję, że robię się mniej chłonna wiedzy. Gdy zaczynam być w związku, czuję, że staję w miejscu. Zamykam się tak jakby w bezpiecznym kręgu, podejmuję mniej wyzwań, mniej rozmawiam z ciekawymi osobowościami, mniej pytań zadaję. Czuję się mniej interesująca, mniej kreatywna, wszystkie energie i wibracje gdzieś ulatują. Moja zaradność i spryt gdzieś zanikają. A ja tak nie chcę. Chcę wibrować na najwyższym poziomie, robić piękne i wielkie rzeczy, wciąż poszukiwać i tworzyć. Dodam, że osoby, z którymi się spotykałam, nie były nudne i szare. Były wyjątkowe i dobre. Dlaczego trudno mi być z kimś, jednocześnie góry zdobywać i przenosić?

Hanna, studentka

Szanowna Pani,

bo na szczytach gór jest mało miejsca – i góra, i szlak dobrze o tym wiedzą. Pyta Pani, dlaczego czuje, że będąc z kimś, przestaje się rozwijać. A ja nie mam najmniejszego pojęcia, dlaczego w ogóle Pani czuje, nie mam pojęcia, dlaczego sama czuję. Znajduję szereg odpowiedzi dotyczących funkcji emocji, ewolucji ich powstania, możliwości pracy z nimi, ale sam akt, w którym emocje objawiają się u konkretnej osoby, z konkretną siłą pozostaje wyłącznie kwestią interpretacji. Za to przyznam się Pani, że z obecnością innych i kreatywnością zawsze miałam podobnie. Myślę, że to kwestia osobowości skłonnej do głębokiego zanurzania się – w innych, w związki lub swoje pomysły, plany. Nauczyłam się słuchać motywacji własnych intencji, nauczyłam się wybierać najprostsze drogi i nie szukać w ludziach własnego spełnienia. Najwięcej osiągałam, skupiając się na płynącej ze środka energii, w czułym oddaleniu od innych – na co owi inni różne reagowali. To zawsze jest kwestia wyboru. Czasami uda się Pani zdobyć upragnioną górę w towarzystwie, najczęściej jednak będzie to samotna wędrówka, a przynajmniej samotna będzie część tej wędrówki. Ale brak równowagi pomiędzy samotną kreatywnością a bezpłodnym byciem w związku jest pozorny. W pewnym momencie nastąpi nasycenie określonym sposobem bycia w związku, nasycenie potrzebą pełnego zanurzenia, nasycenie samotnością i obecność innych okaże się nie tylko odskocznią, odpoczynkiem, ale również wsparciem w pogłębianiu swojej kreatywności.

Wybrakowany

Pani Profesor,

skrzywdzono mnie, dawno temu. Zrobiłem sporo, by się wyleczyć, naprawić, wyprostować. Były terapie i szkolenia, były związki, narkotyki, były wierzenia i różne metody uzdrawiania. Udało mi się znaleźć spokój, a nawet miłość. Grono dobrych ludzi, którzy nie tylko nie krzywdzą, nie ranią, ale z którymi dajemy sobie to, co dobre. Jednak został we mnie cień, jakaś wyrwa, pamiątka tego, co się zdarzyło. To coś ma kształt rozległej blizny. Upatruję zranienia w słoneczną pogodę podczas urlopu na plaży. To coś każe mi kontrolować i sprawdzać, upewniać się. Bo kiedyś Ci, na łasce których byłem, rzeźbili mnie, jak chcieli. Twardych miałem rzemieślników. Głęboko w środku czuję wielką wrażliwą falę. Gdy mam ze sobą dobry kontakt, to potrafi mnie wzruszyć wiatr, oczy dziecka, śmiech psa. A później przejmuję się, wpadam w dziwne choroby, moje ciało nauczyło się reagować bolesnymi objawami na złe spojrzenie, krzyk. Izoluję się od ludzi, unikam związków i relacji, bo wiem, że łatwo mnie zgnieść, chociaż przecież mam również w sobie siłę. Czy tak już będzie zawsze? Czy będę do końca wybrakowany? Będę tym wykrzywionym drzewem, które wyrosło pomiędzy płytami chodnika?

Marek R. ze Szklarskiej Poręby, 41 lat, muzyk

Szanowny Panie Marku,

myślę, że tak, że już do końca będzie Pan tym drzewem, które przedzierało się do światła przez ciężkie, szare płyty chodnikowe. Pana podróż zostawiła ślady. Tak bardzo chciałabym Pana pocieszyć, ale to krótkotrwała przyjemność. Zamiast tego powiem Panu, co myślę o sile, że ta największa tożsama jest z wrażliwością. Wyrasta z niej. Wrażliwość sięga głębiej, obejmuje znacznie większy obszar, znacznie więcej istot i doświadczeń. Na niej można budować określone umiejętności i sprawności chronienia siebie.

Nie jest Pan drzewem. Oderwał się Pan od ziemi, może uciekać, chwytać, a nawet wsiadać do latających maszyn. Może Pan używać sznurka, by podwiązywać wątłe, chylące się ku ziemi gałęzie. Może Pan wyjąć płyty chodnikowe, podlewać, nawozić, plewić. I chociaż nie może Pan zmienić swojej struktury, tego, co w Panu krzywe, to może Pan zapewnić sobie najlepsze z możliwych warunków, by dalej wzrastać albo chociaż kwitnąć.

Jeśli chodzi o potrzebę kontroli, to przypisana jest ona trwale do nadwrażliwych, skrzywdzonych. Nie ma określonej granicy pomiędzy uważnością a kontrolowaniem, odpoczywaniem a byciem czujnym i poszukującym zagrożenia. Za każdym razem będzie Pan musiał znaleźć tę granicę na nowo, ale za każdym razem będzie odrobinę lżej. Proszę się oprzeć na wrażliwości, otoczyć nią, pokazywać ją innym – bo chociaż taka ekspozycja zaprasza głodnych jej pożarcia, zaprasza również strażniczki i strażników tego, co kruche, proszę z tymi się wiązać. I jeszcze proszę pamiętać o tym, kim naprawdę Pan jest (nie jest wskazane znalezienie odpowiedzi, którą można wyrazić słowami).

Irracjonalne

Szanowna Pani,

martwię się czasami o moje dziecko. Wpada w dziwne nastroje, nieczęsto, raz na kilka tygodni – płacze albo się złości i żadne słowa do niego nie przemawiają. A czasami boi się czegoś, co absolutnie nie powinno strachu wywoływać. To pogodny i mądry, i dobry chłopiec. Kocham go bardzo i on kocha mnie. Ale martwię się, gdy wpada w te dziwne stany. Gdy próbujemy o nich rozmawiać, to nie zawsze potrafi wyjaśnić, dlaczego płacze albo dlaczego się boi, czasami wręcz mówi, że nie wie, co się z nim dzieje. Jedyne, czego chce, to się przytulać i przytula się długo. To silny chłopiec, umie decydować o tym, w co się ubrać i co zjeść, ale czasami jakby się cofał do wcześniejszego, niemowlęcego czasu, zmienia głos, wygłupia się. Wygląda to na regres, a moje dziecko wygląda na irracjonalne. W takich momentach martwię się, czy wszystko z nim w porządku, bo bardzo bym chciała, by tak było.

Aldona W. z Inowrocławia, 35 lat, mama

Szanowna Pani,

nie znam mamy, która się nie martwi. Mój niepokój budzą jednak ci rodzice, którzy swoim zmartwieniem obarczają dzieci, którzy zmieniają własne zmartwienie w problem dziecka, i ci, którzy dopatrują się problemów i chorób tam, gdzie ich nie ma. Od razu napiszę, że owo zmartwienie jest jedyną sprawą, która wzbudziła mój niezwykle mały niepokój. Bo czy nie każdy z nas czasami wpada w dziwny nastrój? Pamięta Pani te chwile ze swojego życia, gdy żadne słowa do Pani nie przemawiały? I jedyne, na co miała Pani ochotę, to przytulić się do ukochanej osoby? Bo ja pamiętam. I jeszcze: czy zawsze potrafi Pani nazwać to, co się z Panią dzieje? A jeśli chodzi o lęk, ten przecież nie jest racjonalny, tak jak każda emocja – naturą tych jest brak racjonalności. Zapewne i Pani zdarza się wspominać albo cofać do czasu, gdy miała Pani mniej lat niż obecnie. Zapewne również zdarza się Pani wygłupiać, czy to w gronie bliskich, nieznajomych, czy to w samotności. Zarazem wzrusza mnie, że syn potrafi powiedzieć Pani wprost, że nie wie, co się z nim dzieje, że potrafi rozpoznać, że potrzebuje przytulenia, i że przytulacie się Państwo, długo przytulacie. To definicja głębokiej miłości.

Na listy odpowiada prof. filozofii, antropologii i psychologii - Janina Bełkotska, laureatka Nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce Moje wszystkie odpowiedzi.

 

Pytania do pani profesor proszę słać pod adresem: robert.rient@gmail.com

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor powieści „Chodziło o miłość”, „Duchy Jeremiego” i reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info