Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 7 „Przekrojowych” tekstów oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Czy powinnam dalej rozmawiać z moim kotem, który okazał się moim zmarłym mężem? Czy wolno mi ...
2018-12-28 07:00:00
ludzie listy piszą

Kot, drzewa i cień

ilustracja; Karyna Piwowarska
Kot, drzewa i cień
Kot, drzewa i cień

Czy powinnam dalej rozmawiać z moim kotem, który okazał się moim zmarłym mężem? Czy wolno mi wyciąć stare dęby? Jak polubić w sobie to, czego w sobie nie lubię?

Kot

Pani Profesor,

mój kot nie jest kotem. Proszę mnie źle nie zrozumieć. Nie jestem wierząca, nawiedzona, żadne tam energie, reinkarnacje czy kościół. Idę swoją ścieżką, od kiedy ksiądz mi zasugerował, żebym więcej mu opowiedziała podczas spowiedzi o swoich nieczystych myślach, a później żebym jeszcze więcej opowiedziała i czy pójdziemy na kawę. Nie o tym ta historia. Kot przyszedł do mnie dwa lata temu, z ulicy, wskoczył przez okno, wtulił się i po prostu został. Nie było innej opcji. Popatrzył na mnie tak, że musiał zostać. Te kocie spojrzenia. Mój mąż umarł dziesięć lat temu. Kot przyszedł w rocznicę jego śmierci, gdy już byłam na spokojnie pogodzona z tą stratą. I zaczęły się świadome sny, dziwne rzeczy zaczęły się dziać. Zaczął siadać w fotelu męża, patrzeć przez okno tam, gdzie mąż zwykł patrzeć. A w końcu zaczął ze mną rozmawiać. Obudziłam się, stał na mnie, patrzył, byłam jeszcze zamroczona, ale wiedziałam, że to mój mąż. Zaczęłam płakać, powiedział, że nie ma takiej potrzeby i nad czym teraz płaczę – dopytał. Nie wiedziałam nad czym, więc przestałam. Od tamtej pory czasami rozmawiamy, to nie są słowa, proszę nie wyobrażać sobie wariatki, gdy czyta Pani ten list. Rozmawiamy raczej czymś przypominającym myślokształty. No dobrze, nie zabrzmiało to lepiej, ale lepiej nie potrafię. Opiekuję się moim kotem, chociaż coraz częściej czuję, że to on opiekuje się mną. Problem polega na tym, że kompletnie nie wierzę w żadną tam reinkarnację, wędrówkę dusz, w nic nie wierzę. Poza moim kotem. Gdy jestem poza domem, to wiem, że wszystko to nie jest prawdziwe, a potem patrzę mojemu kotu w oczy, patrzę mojemu mężowi w oczy i tracę pewność. Czy to możliwe?

Aneta J. z Przerębli Dolnej, 68 lat, emerytka

 

Szanowna Pani,

nie wiem, o co dokładnie Pani pyta. Możliwe jest z pewnością więcej, niż Pani czy ja potrafimy sobie wyobrazić. Czy Pani kot może być Pani mężem? Nie znam się na kotach, a na mężach znam się jeszcze mniej. Widziałam za to i słyszałam o mężach, którzy zmieniali się w różne zwierzęta, dzikie bestie, leniwce, rogaczy. Nie drwię, wskazuję raczej na umowność słów. Nie znam się również na duchach, ale wiem, że gdy ciało umiera, nie jest to końcem historii – nie tylko tej, którą my żywi sobie opowiadamy. Również tej historii, która ma moc wskrzeszania, przywoływania, reagowania na rzeczywistość. To idee, mity, archetypy, to właśnie historie potrafią zagrzać tłum do walki lub obrony, do podążania za mocą ukrytą pod słowami. W ten sposób przechodzę do Pani. W głębi serca myślę, że to możliwe. Widzę kobietę, która budzi się rano i rozmawia z mężem, który umarł kilka lat wcześniej. Nie pomijam wcale kota – do tych stworzeń mam wielki szacunek. Lubią wolność, cenią sobie własne zdanie i własne ścieżki, z których większość pozostaje nam, ludziom, zupełnie nieznana. Zazwyczaj to koty zarządzają swoimi ludźmi, nie wspominając o własnym czasie czy gospodarowaniu przestrzenią. Ich moce są inne od naszych, nie mam pojęcia, z kim potrafią wejść w relacje. Pisze Pani, że problem polega na tym, że w nic Pani nie wierzy poza swoim kotem. Proszę albo zmienić sposób myślenia i uznać, że nie jest to problem, albo – jeśli faktycznie jest to problem – rozwiązać go i zacząć wierzyć. W cokolwiek Pani zechce. Kot jest świetnym punktem wyjścia (czy może wejścia).

Drzewa

Pani Profesor,

dostałem od dziadka w spadku działkę. Dziadek pomagał mnie wychowywać, nie pamiętam, by mnie kiedykolwiek skrzywdził, czego nie mogę powiedzieć o żadnym innym człowieku. Przekazując mi działkę ze swoją starą chałupą, zastrzegł, że mogę zrobić z domem, co zechcę – ten jest naprawdę stary i zniszczony – ale zakazał mi ścinania starych dębów, które rosną na całej dwuhektarowej działce. Wiem, że dęby były dla dziadka ważne, prowadzał mnie do nich całe życie. Lubię te drzewa, oczywiście, ale nie mam z nimi takiej więzi, jak miał dziadek. Bardzo chciał nauczyć mnie tego, jak z drzewami rozmawiać, ale nigdy mu się to nie udało. Próbował na wiele swoich sposobów. Sadzał mnie przed drzewem i kazał obserwować w ciszy. Mówił, żebym zanim dotknę drzewo, zapytał w myślach o zgodę, żebym się pokłonił. Robiłem to zawsze raczej nawykowo, by sprawić dziadkowi przyjemność. Teraz wiem, że trochę udawałem. Ale nie o to chodzi. Pojawił się zdeterminowany kupiec na działkę, daje dużo pieniędzy. Wytnie drzewa i zrobi z niej cztery działki budowlane. Zgodziłem się sprzedać chałupę z dziesięcioma arami. Ale on namawia, bym sprzedał ziemię z dębami. Dziadka już nie ma tutaj, na ziemi. Myślę, że przecież mogę ustawić sobie lepiej życie. Minie czas, zapomnę, szkoda tych drzew, wiem, ale przecież to tylko drzewa. Chyba potrzebuję od Pani przyzwolenia – dostanę?

Kamil Sz. z Posady, 27 lat

 

Szanowny Panie,

nie, nie dostanie Pan. Ale nie zostawię Pana z niczym. Zanim podejmie Pan jakąkolwiek decyzję, proszę raz jeszcze przywołać nauki dziadka. Tym razem proszę jednak nie udawać. Proszę iść do dębów. Proszę najpierw je obserwować i nie robić niczego więcej. Nawet gdy myśli będą się odzywały, gdy umysł będzie Pana oceniał, straszył lub informował, że traci Pan czas. Proszę usiąść pod dębem i obserwować. Gdy będzie Pan gotowy, proszę się pokłonić, dokładnie tak, jak uczył Pana dziadek. A później proszę zapytać o przyzwolenie, wyczuć odpowiedź i w zgodzie ze sobą, i w zgodzie z drzewem – proszę dotknąć korzeni, kory, gałęzi, liści. Być może przytulić. Proszę dać sobie na to trzy pełne dni. Trzy pełne dni obserwacji i rozmów z dębami. Tak jak uczył Pana dziadek. Proszę im przedstawić sprawę, sytuację, w której Pan jest. Proszę prosić dęby o pomoc, o radę. Gdy już je Pan wyczuje – pojawi się odpowiedź. A poczuje je Pan tak, jak czuł Pan dziadka, tę niezwykłą postać, która nigdy Pana nie skrzywdziła, która miała do Pana prośbę o szacunek dla dębów, istot, które mogą przeżyć nawet tysiąc lat. Tysiąc lat, rozumie to Pan? Proszę ich nie zabijać.

Cień

Pani Profesor,

doszłam do ściany. Były szkolenia, treningi, były terapie. Sporo zrobiłam i póki co mam dosyć grzebania w sobie. Nie lubię siebie, to znaczy nie całej, ale są takie zachowania, których nie lubię i nigdy nie polubię, i nigdy ich nie zmienię. To też wiem, próbowałam latami. Jestem odrobinę pyskata, agresywna czy raczej mało wyrozumiała. Chciałabym być inna, jak moja siostra. Ona ma to w sobie do ludzi, a ja próbowałam, leczyłam się z tej swojej cholery. Medytowałam, terapeutyzowałam czy raczej terroryzowałam. Mogę się przymusić, zamknąć usta, być święta, ale to ze mnie w końcu i tak wychodzi – w związkach, relacjach. Za stara jestem, chociaż wciąż młoda, ale nie zmienię się, nie i już. Polubić tego kawałka siebie też nie umiem, nie potrafię, po prostu mam to w sobie i jest to okropne raczej dla innych ludzi. Nieczęsto używam. Żeby była jasność, mam w sobie wiele dobrych cech, w miarę udany związek, dobrą pracę, na życie też nie narzekam. Ale chciałabym być kompletna i dobra. Jakieś pomysły?

Bogna W. z Polkowic, 43 lata, kulturoznawczyni

 

Szanowna Pani,

tak – jeden: skąd wziął się w Pani głowie pomysł, że musi Pani całą siebie polubić? Czy to powidok po psychologicznych bojach z samą sobą? Wezwanie natchnionych guru od samoakceptacji? Tych, którzy przekonują, że całych siebie trzeba pokochać, by życie miało sens? Proszę poszukać źródła tego pomysłu: kto Panią przekonał do kompletności, która związana jest albo ze zmianą siebie w osobę świętą, albo polubieniem tego, czego polubić się nie da? Proszę nie lubić zachowań, które ranią innych, a być może również Panią. Świetnie, że je Pani dostrzega, że ich nie nadużywa. Ale proszę nie forsować się na siłę. Im ostrzejsze i wyraźniejsze pada na nas światło, tym wyraźniejszy i ciemniejszy jest nasz cień. Proszę już nie podświetlać, nie reperować przesadnie struktury osobowości. Kompletność nie oznacza doskonałości, ta nie istnieje. Kompletność to właśnie człowiek, który rzuca cień.

 

Na listy odpowiada prof. filozofii, antropologii i psychologii - Janina Bełkotska, laureatka Nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce Moje wszystkie odpowiedzi.

Pytania do pani profesor proszę słać pod adresem: robert.rient@gmail.com
 

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce, powieści „Duchy Jeremiego” i książki „Przebłysk. Dookoła świata – dookoła siebie”. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!