Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
O trzynastu kotach, które zmieniły historię niejednego człowieka, pisze
2019-09-13 10:00:00

Kociariusz

ilustracja: Marek Raczkowski
Kociariusz

Aaaa… Od nich się zaczyna. Są pierwszą żywą istotą, o której słyszymy jako niemowlęta. Ulubione zwierzęta niań, bohaterowie kołysanek jak świat długi i szeroki. Z dziecięcej wyobraźni bezszelestnie przemykają do rzeczywistości. „Posiadanie jednego kota prowadzi do posiadania następnego” – tłumaczył Ernest Hemingway, który mieszkał z 40 przedstawicielami tego gatunku. Ludzie uważają, że koty mają nie jedno życie, ale siedem albo dziewięć, nam za to potrafią zapewnić wieczność. „Zbawiony zostanę tylko dzięki miłości do kocurów” – pisał Bohumil Hrabal. Zanim jednak nastąpi nieunikniony koniec, nadejdą zapewne długie jesienne wieczory. Może zechcą je Państwo spędzić w towarzystwie 13 kotów wybranych kocią łapą na chybił trafił. Swobodnie, niemal niezauważenie poruszają się one między światem dzikiej fantazji a udomowioną rzeczywistością. Bo przecież z kotami nigdy nie wiadomo.

Czyta się 9 minut

Karaneko

ilustracja: Marek Raczkowski
ilustracja: Marek Raczkowski

Śliczny chiński kotek, którym już w średniowieczu zachwycali się japońscy arystokraci. Trzeba przyznać, że manekineko, koty machające dziś ludziom na szczęście jedną łapką w niemal każdej azjatyckiej restauracji, mają w japońskiej kulturze wielu przodków: poważnych i żartobliwych. Przechadzają się oni po japońskich drzeworytach i malunkach w kimonach, grają w piłkę, pracują i tańczą, siedzą u stóp pięknych kobiet albo uwodzą mężczyzn.

Być może pod wpływem kociej miłości Tsunayoshi, piąty siogun z rodu Tokugawów, wydał w XVII w. ponad 100 dekretów nazywanych shōrui awaremi no rei – zarządzeniem o miłosierdziu wobec żywych stworzeń. Stanowiły one m.in., że nie wolno porzucać chorych krów i koni, że więzieniem będzie karane znęcanie się nad zwierzętami, a śmiercią – zabicie psa. Po śmierci sioguna uznano je jednak za zbyt opresyjne wobec ludzi.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Kot z Cheshire

ilustracja: Marek Raczkowski
ilustracja: Marek Raczkowski

Znany również jako Kot-Dziwak, bohater powieści Lewisa Carrolla o przygodach Alicji w Krainie Czarów. Przyznajmy, jeden z najmilszych i najgrzeczniejszych bohaterów tej opowieści. Nie dość, że nigdy nie poucza ani nie obraża Alicji, to jeszcze kiedy znika, zaczyna od ogona, pozostawiając do końca uśmiech, a pojawia się w odwrotnej kolejności – począwszy od uśmiechu. Uśmiech zresztą z pyszczka mu nie schodzi. Nie opuszcza go też poczucie, że wszystkie stworzenia są sobie bliskie i do siebie podobne, o czym świadczy choćby ta wymiana zdań z Alicją:

„– Wszyscy mamy tutaj bzika. Ja mam bzika, ty masz bzika.

– Skąd może pan wiedzieć, że ja mam bzika? – zapytała Alicja.

– Musisz mieć. Inaczej nie przyszłabyś tutaj”.

Fred

ilustracja: Marek Raczkowski
ilustracja: Marek Raczkowski

Agent policji nowojorskiej, zasłużony w dochodzeniu dotyczącym nielegalnego świadczenia usług weterynaryjnych. Urodził się w maju 2005 r.,­ prawdopodobnie na Brooklynie. Kiedy kilka miesięcy później trafił w ręce służb miejskich, cierpiał na zapalenie płuc i odmę. Wrócił do zdrowia, a wiosną kolejnego roku oficjalnie rozpoczął pracę „pod przykrywką” w policji. Udając pacjenta, zdemaskował nielegalnie pracującego weterynarza, który przyczynił się do cierpienia wielu zwierząt. Za akcję został odznaczony. Zamierzał podjąć pracę jako terapeuta (przeszedł szkolenie), ale zginął pod kołami samochodu w sierpniu 2006 r.

Filuś

ilustracja: Marek Raczkowski
ilustracja: Marek Raczkowski

Kot romantyk, odważny i skłonny do poświęceń, pierwszy znany z imienia polski aeronauta. W roku 1784 zgłosił się na ochotnika do odbycia lotu balonem, skonstruowanym przez astronoma, matematyka i geografa Jana Śniadeckiego. Tak przynajmniej historię tę opisał Franciszek Dionizy Kniaźnin w poemacie w dziesięciu pieśniach zatytułowanym „Balon, czyli wieczory puławskie”. Marzenie o unoszeniu się w powietrzu, podgrzane udanym lotem braci Montgolfier, postanowiło spełnić Towarzystwo Balonowe, powołane dla rozrywki w siedzibie książąt Czartoryskich w Puławach. Jego członkowie za mocno jednak stali na ziemi, by wsiąść do balonowego kosza. Włożyli tam więc Filusia.

Nie wiemy, jak wyglądał. Wiemy, że od pójścia w ślady Ikara odwodzili go krewni: „O durna młodzież! mózgu zapalony,/Słuchay coś więcey znaiącego starca/Dokąd cię pędzi ten ambit szalony?/Przykładem oyców pilnuy z sadłem garca./Po co? dla kogo? w które lecisz strony?/Siedziałbyś z bracią. I użyłbyś marca”. Mieli rację – Filuś miał mniej szczęścia niż owca, kogut i kaczka wyniesione balonem na wysokość około 500 m rok wcześniej. Stracił życie, „rozdarty na suchym jesionie”. Balon daleko nie poleciał.

Na szczęście koty mają więcej niż jedno życie. Możemy wierzyć, że Filuś kroczy przez wieki: ponad tysiąc lat temu poległ, bohatersko broniąc króla Popiela przed myszami (o czym w „Myszeidzie” zaświadczył Ignacy Krasicki), nie tak dawno zaś towarzyszył prof. Filutkowi, wesoło merdając ogonem (dla niepoznaki jako pies, ale kto kotu zabroni).

Owinnik

ilustracja: Marek Raczkowski
ilustracja: Marek Raczkowski

Znany też jako Gumiennik. Koci słowiański bóg strzegący ziarna zbóż. Przybierał postać czarnego kota albo starca. W Chinach wielbiony był przez rolników jako Li Shou. Wszyscy ci rozmaici bogowie zamieszkali pewnego dnia z ludźmi (naukowcy twierdzą, że zdarzyło się to jakieś 10 tys. lat temu): w zamian za ochronę przed szczurami i myszami chcą jadalnych ofiar. Ludzie nazywają tę historię udomowieniem. Koty zbywają ją milczeniem, czasem mrukną z pobłażaniem.

CC

ilustracja: Marek Raczkowski
ilustracja: Marek Raczkowski

Pierwsza sklonowana kotka, ba! pierwsze sklonowane zwierzę domowe. Urodziła się 22 grudnia 2001 r. Dawczynią komórki jajowej była kotka pręgowana, a materiału genetycznego – Rainbow, krótkowłosa, trójbarwna kotka. Aby powołać na świat CC (to skrót od Copy Cat albo Carbon Copy), naukowcy z Texas A&M University zastosowali metodę transferu jądra komórkowego. CC okazała się niepokorną indywidualistką i wygląda nieco inaczej niż Rainbow – to psikus losowo aktywującego się genu odpowiedzialnego za kolor sierści. Pięć lat później powiła zdrowe kocięta.

Madame Vanity

ilustracja: Marek Raczkowski
ilustracja: Marek Raczkowski

Kot, u którego mieszkał francuski humanista Michel de Montaigne. Pisarzowi ponoć bliska była wiara w metempsychozę, wędrówkę dusz, co rzuca nowe światło na jego dzieła. Niewykluczone, że to dzięki wędrującej między ciałami i umysłami Madame Vanity Montaigne nie podzielał kartezjańskich poglądów, jakoby zwierzę niewiele różniło się od maszyny. Według niego człowiek „przez […] próżność […] wyróżnia sam siebie i oddziela od ciżby stworzeń, odmierza działy zwierzętom, swoim współbraciom i kompanom, i rozdziela im takie porcje sił i cnót, jak jemu się podoba”.

Montaigne chciał być wegetarianinem, ale za bardzo lubił mięso. Mówią, że czuł się winny jako drapieżca. Na jego manuskryptach znaleziono puste, niezapisane przestrzenie – prawdopodobnie to Madame Vanity kładła się na papierze, a Michel nie chciał jej przeszkadzać. „Kiedy igram z moją kotką, któż wie, czy ona bardziej nie bawi się mną niż ja nią? Zabawiamy się wzajemnymi błazeństwy; jeśli ja mam swoje humory w zaczęciu i poniechaniu zabawy, i ona je ma tak samo” (tłum. Tadeusz Boy-Żeleński).

Kot z Shillourokambos

ilustracja: Marek Raczkowski
ilustracja: Marek Raczkowski

Najstarszy udomowiony kot, którego znamy. Jego grób, połączony z grobem człowieka, odnaleziono na Cyprze. Kot w chwili śmierci miał osiem miesięcy. Ponieważ jego ciało otoczono muszelkami, a przy szczątkach mężczyzny leżały kamienne narzędzia i ochra, archeolodzy uważają, że obaj byli znaczącymi postaciami. Być może kota otaczano religijną czcią. Za życia podróżował po morzach – musiał przybyć na wyspę spoza niej, bo jego dzicy kuzyni na niej nie mieszkali. Przypominał Felis silvestris lybica, pełnego dzikiego wdzięku kota nubijskiego.

Kot

ilustracja: Marek Raczkowski
ilustracja: Marek Raczkowski

A właściwie kotka, bohaterka wiersza Wisławy Szymborskiej Kot w pustym mieszkaniu. Jak wszystkie koty udała się Panu Bogu. Mieszkał z nią ukochany Szymborskiej, Kornel Filipowicz. Po jego śmierci zajrzała do wszystkich szaf, przez półki przebiegła, wcisnęła się pod dywan i sprawdziła, nawet złamała zakaz i rozrzuciła papiery. Spała i czekała. A poetka napisała wiersz zaczynający się od słów: „Umrzeć – tego nie robi się kotu”.

Nekomata

ilustracja: Marek Raczkowski
ilustracja: Marek Raczkowski

Kot upiór, dziki i swawolny, rozbudzał wyobraźnię Japończyków. Wierzyli, że jeśli kot żyje dostatecznie długo, jego ogon zaczyna się rozdwajać (dlatego bywa nazywany widłoogoniastym), a on sam staje się niebezpieczny. Pewna XIII-wieczna ludowa historia opisuje nekomatę – stworzenie z oczami jak kot i cielskiem ogromnego psa, które pożarło nocą ośmiu ludzi. Na pięknych drzeworytach Toriyamy Sekiena z XVIII w. nekomata stoi na ganku na tylnych łapach, z podwójnym ogonem, a na głowie ma zawiązany ręcznik. Towarzyszą mu dwa inne koty: jeden siedzi w domu, drugi, dziki – w ogrodzie. To magiczne stworzenie jest zaś dosłownie na progu, między światem ludzi i natury.

Jeśli kot jest długowieczny, a ogon mu się nie rozdwaja, może się stać bakeneko, czyli „potwornym kotem”. Nigdy nie wiadomo, czy człowieka pożre, czy spłata mu mniej złośliwego figla: zacznie mówić ludzkim głosem, tańczyć z ręcznikiem na głowie albo sprowadzi opętanie. Może przybrać postać kobiety.

Félicette

ilustracja: Marek Raczkowski
ilustracja: Marek Raczkowski

Francuska astronautka, która spędziła w przestrzeni kosmicznej 10 minut i 35 sekund. Lot odbył się 18 października 1963 r. i zakończył udanym lądowaniem kapsuły na spadochronach. Wcześniej Félicette, wraz z trzynastoma innymi kotami, przeszła przeszkolenie w Centre d’enseignement et de recherches de médecine aéronautique, gdzie przeprowadzono testy w komorach dekompresyjnych i wirówkach. W kosmos miał pierwotnie polecieć kocur Felix, ale tuż przed startem uciekł naukowcom. Ich wybór padł wówczas na biało-czarną kotkę, wcześniej bezdomną mieszkankę Paryża. Krótko po locie Félicette cieszyła się zasłużoną sławą, nakręcono o niej nawet film dokumentalny. Potem słuch o niej zaginął.

Bywa przedstawiana jako jedyny kot, który odbył udany lot kosmiczny. Pogłaszczmy w myślach te wszystkie, których lądowania były mniej udane.

Kot Schrödingera

ilustracja: Marek Raczkowski
ilustracja: Marek Raczkowski

Najbardziej psotny i nieuchwytny ze wszystkich znanych kotów. Nie jest nawet kotem, tylko eksperymentem myślowym. W dodatku ten eksperyment kłóci się ze zdrowym rozsądkiem, bo nie da się go przeprowadzić w makroskopowym świecie, który znamy. Wielu właścicieli kotów kiwa zapewne teraz głowami: z ich kotami jest dokładnie tak samo – są nie z tego świata i za nic mają sobie nasze zasady! Powstrzymajcie się jednak: problem z kotem Schrödingera polega na tym, że jest on równocześnie żywy i martwy. Austriacki fizyk Erwin Schrödinger w latach 30. XX w. zamknął biednego kota w pojemniku z trującym gazem, jednym nietrwałym atomem będącym źródłem promieniowania oraz detektorem, który wykrywszy promieniowanie, uwalnia truciznę. Oczywiście to wszystko tylko słowa i papier. Żaden kot nie ucierpiał podczas przeprowadzania tego eksperymentu.

Miuti

ilustracja: Marek Raczkowski
ilustracja: Marek Raczkowski

Kotka księcia Totmesa, syna faraona Amenhotepa III. Na swoim pięknie zdobionym wapiennym sarkofagu przedstawiona jest jak każdy inny godny szacunku zmarły Egipcjanin – stoi przed nią stół ofiarny, a na nim ofiary, np. mięso. Herodot pisał: „Jeżeli […] w jakimś domu w naturalny sposób zdechnie kot, wszyscy jego mieszkańcy golą sobie brwi, w ten sposób okazując żałobę”. Koty mumifikowano w dość prosty sposób: ciało pozbawione wnętrzności suszono na piasku, a potem bandażowano w pozycji siedzącej lub leżącej. Znana jest mumia kota leżącego na boku – pewnie tak lubił najbardziej.

Mumie kotów były również używane w kulcie Bastet, kobiety o kociej głowie, bogini obdarzonej niszczycielską siłą, ale też patronki ciężarnych. Bastet, jak każdy kot, jest jednocześnie groźna w swoich morderczych zapędach i swawolna, jak nikt inny skłonna do zabawy (podczas świąt ku jej czci wino lało się strumieniami).

Nikt nie wie, ile kocich mumii powstało w Egipcie. Tylko w Beni Hassan na wschodnim brzegu Nilu znaleziono ich tony. Brytyjczycy wywieźli je statkiem do siebie. Posłużyły za nawóz.

 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!