Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

„Przekrój” – poznaj nasze czułe struny!

Ta jesień jest pełna czułości! A już na pewno jest jej pełen jesienny „Przekrój”. W nowym numerze piszemy o tym, jak czułością zmieniać świat, a także o: mądrej edukacji, hologramach, grzybach (też tych, wiadomo których), dojrzałości i Inkach. Zastanawiamy się, czym jest prawda i jak opisać piękno. 196 stron do czytania przez trzy miesiące!

Kup numer na jesień

Jesienny „Przekrój” w nowym formacie jest wygodniejszy do czytania i idealnie mieści się w skrzynce pocztowej. Tylko na stronie Przekroj.pl w niższej cenie. Sprawdź!

Przekrój
Odcinek o Świętach wielkanocnych z serii "Wojna domowa". Autorka przybrała pseudonim Maria Zientarowa, ...
1963-04-28
archiwum

Jak Święta to Święta

zdjęcie z archiwum, nr 887–89/1962 r.
Jak Święta to Święta
Jak Święta to Święta

Matka Pawła siedziała na balkonie i próbowała się opalać przy wiosennym słońcu. Zobaczyła mnie, gdy wracałam ze spaceru w Alejach, gdzie wszyscy warszawiacy wietrzyli wyjętą z moli garderobę. Była niedziela wielkanocna.

Czyta się 4 minuty

— Jestem sama — zawołała — nie przyszłaby pani?

Poszłam.

Posiedziałyśmy sobie, zakasawszy rękawy od bluzek. Było zupełnie ciepło.

— Gdzie Anula? — spytała matka Pawła.

— W zoo ze swoim ojcem i z moim mężem.

— No tak — westchnęła matka Pawła.

— A Paweł? — spytałam.

— Ze swoim ojcem na wystawie elektryfikacji.

— Co się stało? — zaniepokoiłam się.

— Nic. Zaprzyjaźnili się ostatnio.

— To znakomicie.

— Bo ja wiem. Ciągle idą gdzieś we dwójkę.

— To świetnie, nie?

— Świetnie, świetnie — zgodziła się matka Pawła. — Trzeba było mieć córkę.

— Ojcowie też wolą córki — zamyśliłam się. — Nawet mi nie zaproponowali tego zoo.

— Mogłybyśmy się wybrać razem. Tam się urodziły małe niedźwiedzie.

— Bez dzieci do zoo? — oburzyła się matka Pawła. — Ludzie by się za nami oglądali.

— W ogóle będziemy niedługo zupełnie bezdzietni — powiedziałam. — Anula wraca do rodziców. Paweł właściwie już się nie liczy.

Matka Pawła tylko westchnęła.

— Trzeba się będzie jakoś przestawić — powiedziała. — Właśnie myślę o tym ostatnio. Mam nagle masę wolnego czasu.

Grzałyśmy się przez dłuższą chwilę.

— Może bym poszła na jakie kursy wieczorowe — odezwała się matka Pawła.

— Metodyści — zaproponowałam.

— Nie mam talentu do języków — stwierdziła.

— Uniwersytet dla rodziców?

— Za późno.

— Kursy kroju i szycia?

— Jak bym miała córkę, to by było dla kogo szyć. A tak?

— No tak, garnituru męskiego się nie uszyje.

— Nie uszyje się.

Matka Pawła podała mi tubkę z kremem. Wysmarowałyśmy sobie twarze i ręce.

— Pani nie wie o czym oni mogą rozmawiać na tych spacerach? — powiedziała nagle matka Pawła.

— Czy ja wiem. Może o kosmosie.

— Mój mąż się na tym nie zna.

— Ale Paweł bardzo się interesuje tymi sprawami.

— Naprawdę?

— Mówił, że sam poleciałby bez gadania na Księżyc.

— Dlaczego mi pani nic nie powiedziała? To szalenie niebezpieczne.

— Chwilowo nie ma o tym mowy.

— Nic nie wiadomo — westchnęła matka Pawła.— Oni nigdy nie mówią dokąd idą, a potem się okazuje, że byli w opałach.

Ptaszki ćwierkały na podwórku.

— A Anula? — zainteresowała się nagle matka Pawła. — Dlaczego ona ze starszymi panami lata po mieście, a na przykład z nami za boga by nie poszła, co?

— Z jakimi znowu starszymi panami. Mój mąż nie ma ani jednego siwego włosa — powiedziałam. — Trzeba go było widzieć, jak ładnie się ubrał na ten spacer. Buty wypucował. Rękawiczki pekary nałożył. I jasnoszary, zeszłoroczny kapelusz.

— Ja to bym poszła z nimi — stwierdziła matka Pawła sucho.

— Nie poszłaby pani.

— Anula już nie jest takim dzieckiem jak się pani zdaje — powiedziała matka Pawła groźnie.

Zamyśliłyśmy się.

— To ja już chyba pójdę — powiedziałam — i naszykuję stół. Zaraz przyjdzie kupa ludzi. A pani?

— Ja też. Dostała pani wszystko?

— Wszystko.

— Ja też. Nic w tym roku nie można było dostać.

— Nic. Masło pani ma?

— Mam. A pani?

— Ja też. Szynkę pani dostała?

— Dostałam. A pani?

— Też. Za dużą.

— Cytryny?

— Mam.

— My też.

— Mazurki?

— Cztery.

— Ja pięć.

— Ale się człowiek wystał w kolejkach!

— Jeszcze jak. Przeczytałam całą Trylogię.

— Na Placu Zbawiciela był ogon aż na ulicę. Postałam trochę, ale okazało się, że to do Grobów.

— No, ale teraz trzy dni spokoju.

— To ja już pójdę. Do widzenia, smacznego.

— Do widzenia. Nawzajem.

— Może byście przyszli coś zjeść wieczorem przy telewizji?

— Dziękuję, jeszcze zadzwonimy.

Poszłam do siebie, nakryłam do stołu, otworzyłam okno i wychyliłam się, żeby zaczerpnąć powietrza.

Ulicą przewalały się tłumy ojców z dziećmi.

Ojcowie wlekli się zmęczonym krokiem, a dzieci były przegrzane i dreptały gęsto i niechętnie Niektóre miały baloniki.

Nagle zobaczyłam mojego męża, i ojca Anuli w towarzystwie czterech młodych dziewcząt. Rozmawiali na cały głos i co chwila wybuchali śmiechem. Przed bramą naszego domu całe towarzystwo zatrzymało się i rozpoczęły się długie pożegnania. Panowie i Anula zostali, a trzy panienki ruszyły dalej.

— Hop, hop! — zawołałam.

Spojrzeli w górę. Mąż szybko nałożył kapelusz i zaczął wkładać rękawiczki.

Weszli do bramy.

Pobiegłam do łazienki, starłam krem z twarzy, upudrowałam się, jeszcze piorunem włożyłam pantofelki na wysokich obcasach.

— Trzeba było zaprosić koleżanki — powitałam ich z uśmiechem.

— One musiały iść do domu — powiedziała Anula. — Ale mogę to zrobić jutro.

— Jutro pójdziemy wszyscy razem do Łazienek karmić wiewiórki — powiedziałam stanowczym tonem. — Jak Święta to Święta.


Tekst pochodzi z numeru 942/1963 r. (pisownia oryginalna), a możecie Państwo przeczytać go w naszym cyfrowym archiwum.

Więcej rodzinnych peryperii znajdziecie Państwo w naszej rubryce  „Wojna domowa”. Zapraszamy do czytania!

zdjęcie z archiwum, nr 887–89/1962 r.
zdjęcie z archiwum, nr 887–89/1962 r.

 

Piątka dla PRZEKROJU? A może dziesiątka? Wspierając Fundację PRZEKRÓJ, wspierasz rzetelność, humor i czar.

* Pola wymagane

Data publikacji:

Mira Michałowska

Pisarka, dziennikarka, i tłumaczka literatury amerykańskiej. W latach 50. i 60. XX w. publikowała pod pseudonimem Maria Zientarowa na łamach „Przekroju” felietony o życiu dwóch rodzin. Kolejne rozdziały „prozy w odcinkach” złożyły się na książkę, na podstawie której powstał scenariusz telewizyjny serialu „Wojna domowa”.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!