Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
ludzie listy piszą
Robert Rient

Hałas, nowe życie i kłótnie

rys. Karyna Piwowarska
Hałas, nowe życie i kłótnie
Hałas, nowe życie i kłótnie

Hałas

Szanowna Pani profesor,

może dla Pani do błahostka, ale dla mnie sprawa istotna i potwornie irytująca. Często podróżuję pociągami, taka praca, nie zawsze jest to strefa ciszy. Chodzi o ludzi, którzy nabrali odrażającego nawyku oglądania na swoich telefonach filmów, teledysków i innych dziwactw z włączonym dźwiękiem. Nie wspomnę o głośnych rozmowach przez telefon, ale od tych łatwiej mi się odciąć niż od uporczywego dźwięku, muzyki, dialogów filmowych. Czasami rodzice puszczają swojemu dziecku bajkę na laptopie, ciarki mnie przechodzą od infantylnej muzyki, rechotu animowanych postaci i zazwyczaj tępych dialogów. Jednak to przecież dziecko, cieszy się. Milczę więc, ale płacę za to wysoką cenę. Są przecież inne, twórcze sposoby zajęcia dziecka niż wręczenie mu komputera. Do tego dochodzą Ci, którzy mają w uszach słuchawki, przez które słychać dosłownie wszystko, zazwyczaj bitowy utwór muzyczny. Pytanie moje jest takie – czy wypada zwracać uwagę tym, którzy w przestrzeni publicznej, wspólnej, a zatem również mojej, hałasują swoimi telefonami i komputerami?

Joanna F. z Cieplic, 27 lat

Szanowny Pani,

na początku chcę napisać, że doskonale Panią rozumiem, ponieważ nie raz cierpiałam z tego samego powodu. Z cierpieniem jednak mam relacje raczej krótkie, gdyż robię wszystko, by się z nim pożegnać. Oczywiście, że wypada zwracać uwagę, a nawet należy – już chociażby dla zachowania własnego spokoju, zdrowia, uchronienia się przed podwyższonym ciśnieniem krwi, wrzodami żołądka i innymi przykrymi konsekwencjami stresu. Gdy w pociągu hałasują w ten sposób dorośli, odwracam się w ich stronę i proszę, by wyłączyli lub ściszyli dźwięk. Zdarzało mi się również prosić o ciszę ludzi, którzy zamiast rozmawiać - darli się, pokrzykiwali onomatopejami i zaśmiewali w sposób frustrujący. Gdy źródłem zakłócenia jest bajka z laptopa, którą rodzice włączyli dziecku, jestem zdecydowanie uprzejmiejsza. W kilku słowach wyjaśniam, dlaczego potrzebuję ciszy, a że dla pracy, albo ze względu na zdrowie i bardzo proszę o wyłączenie dźwięku. Uprzedzam, że w tej sytuacji prośba o ściszenie dźwięku nie podziała, ponieważ jest wielce prawdopodobne, że po chwili dziecko zechce, by było głośniej i rodzice ulegną. Kilka razy zwracałam również uwagę swoim sąsiadom, którzy mieli wepchnięte w uszy białe słuchawki, z których dolatywały bity, basy i zachrypnięte wokale. Powiem Pani, że nie zdarzyło mi się, bym celu nie osiągnęła. Większość z tych ludzi wykrzywiała twarz w grymasie niechęci, zdarzyło mi się również usłyszeć komentarz na temat swojego wieku, ale to doprawdy żadna cena za ciszę. Proszę się po prostu uzbroić w uprzejmą bezwzględność.

 

Choroba

Pani profesor,

przy mojej partnerce trzyma mnie jej choroba, jeśli mam być szczery, to tylko choroba. Kiedyś było inaczej. Zakochaliśmy się w sobie, albo tak mi się wydaje, naprawdę nie pamiętam. Znamy się z liceum i jakoś poszło: małżeństwo, dzieci, obecnie już dorosłe. Możliwe jest również, że całe to zakochanie dołożyliśmy do decyzji, które podjęło za nas życie. Żona choruje od ponad dziesięciu lat. Nie sypiamy ze sobą od dawna, żyjemy w dwóch różnych światach, choroba żony nie jest śmiertelna, uciążliwa - owszem, ale pozwala jej żyć i sięgać po pomoc, gdy jej potrzebuje. Czuję się zobowiązany być z żoną, bo choruje. Wyhodowałem sobie taką narośl na osobowości i nazywam ją poczuciem winy. Na samą myśl, że odchodzę, pierwsze uruchamia się poczucie winy. Zostaję więc przy niej, pomagam, dopytuję, gotuję, troszczę się a chciałbym odejść. Nawet nie do innej kobiety, nie ma takiej i nie szukam. Chciałbym odejść po prostu, do nowego życia, którego nie znam, którego tak naprawdę się boję, ale trzyma mnie choroba żony. To wszystko co powiedzą dzieci i rodzina, i znajomi, gdybym odszedł jest przerażające. Widzi Pani jakieś wyjście?

Paweł J. z Rypina, 46 lat

Szanowna Panie,

znajdujemy różne preteksty, by nie zająć się własnym życiem. A Pan znalazł całkiem dobrze brzmiące i społecznie zrozumiałe uzasadnienie, by nie zmierzyć się ze swoim lękiem. Poza tym na pewno płyną do Pana głosy uznania ze strony dzieci, rodziny i znajomych w związku z pełnioną przez Pana rolą opiekuna. Łatwo się do tych głosów przywiązać i tego, jak poprawiają własny, wyobrażony obraz. Wewnętrzna wolność lubi się schować za wydumanymi granicami, za drugim człowiekiem, który jest blisko, za fantazjami o tym, co powinniśmy, a w końcu za wiarą w to, co należy. Wyobrażam sobie, że odejście w nieznane budzi lęk, a nawet przerażenie, na nim proszę się przez chwilę skupić i nie zasłaniać go żoną oraz jej chorobą.

Poczucie winy jest narzędziem służącym do dyscyplinowania. Pojawia się jako efekt socjalizacji i wychowania do określonego sposobu ubierania się, mówienia, zachowywania i odczuwania. Nieprzypadkowo nazwał Pan poczucie winy naroślą. Dobra wiadomość jest taka, że można się jej pozbyć poprzez obserwację tego, kiedy się pojawia i do czego zaprasza, ale również zrozumienia, od kogo została przejęta jako narzędzie wychowawcze. Kolejnym krokiem będzie dla Pana to nowe, nieznane życie. Są ludzie, którzy wchodzą do jeziora powoli, oswajając się z wodą. Są tacy, którzy wbiegają w chłodną wodą z okrzykiem na ustach. Intuicyjnie na pewno już Pan wyczuwa, która z tych strategii jest Panu bliższa – właśnie w ten sposób proszę to swoje nowe życie rozpocząć. I proszę również pamiętać, że nie musi ono oznaczać pożegnania z ludźmi, a jedynie radykalną zmianę w relacji z nimi.

 

Sceny

Pani profesor,

w związku czasami trzeba sobie upuścić, trzeba się pokłócić, nawrzeszczeć na siebie, wszystko wygarnąć, potem przychodzi chwila ciszy i można się dogadać, albo pójść do łóżka. Moim zdaniem tak jest zdrowo, ale moja partnerka nie chce się kłócić, nie lubi, uważa, że można się dogadywać bez scen. Prowokuję ją, ale ona milknie. Sam potrzebuję się czasami wykrzyczeć. To oczyszcza atmosferę w związku. Bo co, może powinienem ukrywać się z tym co myślę i czuję? Wszyscy poza tym wiedzą, że po burzy wychodzi słońce, prawda?

Adrian F. z Warszawy, 29 lat

Szanowny Panie,

muszę Pana uświadomić, że wschód słońca jest na stałe wpisany w harmonogram dnia. I chociaż przywykło się mówić, że słońce wschodzi, to tak naprawdę pozostaje ono nieruchome, zdarza się, że zasłaniają je chmury – ale samemu zasłaniać słońce chmurami budzi głębokie wątpliwości. Zdaje się, że Pana partnerka osiągnęła wyższy poziom ewolucji komunikacyjnej. Nie, nie musi Pan ukrywać tego, co myśli i czuje, musi Pan za to nauczyć się rozmawiać bez podnoszenia głosu. Skoro potrzebuje Pan pokrzyczeć, to proszę to robić w piwnicy, albo w poduszkę – tylko nie w lesie, jak niektórzy polecają, bo zwierzęta leśne niczemu nie zawiniły i nie muszą słuchać Pana jazgotu. Pomiędzy krzyczeniem a milczeniem jest ogromna przestrzeń, którą można zagospodarować rozmową. Polecam również intensywny trening radzenia sobie ze złością.

 

Włosy

Pani profesor,

będzie krótko, bo mnie nurtuje gdy tak Panią sobie czytam, jaki ma Pani kolor włosów? Jasne czy ciemne? Zaspokoi Pani moją ciekawość?

Beata B. z Bolkowa, 35 lat, fryzjerka

Szanowna Pani,

jestem gdzieś pośrodku – akurat w tym miesiącu.

 

Na listy odpowiada prof. filozofii, antropologii i psychologii - Janina Bełkotska, laureatka nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce „Moje wszystkie odpowiedzi”.

 

Pytania do pani profesor proszę słać pod adresem: robert.rient@gmail.com

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor powieści „Chodziło o miłość”, „Duchy Jeremiego” i reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info