Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Szkoła oczywiście uczyła mnie o Holokauście, ale żydowski świat, o którym w moim rodzinnym domu ...
2018-02-10 10:00:00

Głosy zza murów

Lelów (jid. Lelow), 2008 r. / fot. Agnieszka Traczewska
Głosy zza murów
Głosy zza murów

Podobnie jak wiele osób dorastających w Krakowie u schyłku PRL-u pamiętam dzielnicę Kazimierz, która wtedy nie była jeszcze tak zwaną atrakcją turystyczną, przeciwnie – pozostawała obszarem na poły zapomnianym, brudnym, zapuszczonym, wręcz rozpadającym się, nieco groźnym. Na murach zdarzało mi się odkrywać wyblakłe napisy w jidysz, przez rozpadający się mur widziałam dachy opuszczonych synagog. Szkoła oczywiście uczyła mnie o Holokauście, ale żydowski świat, o którym w moim rodzinnym domu bodaj nigdy się nie rozmawiało – pozostawał oddzielony, niczym ten niedostępny, zarosły krzakami cmentarz przy ulicy Miodowej, na którym zarośnięte bluszczem macewy pochylały się coraz niżej ku ziemi.

Dziesięć lat temu przez całkowity przypadek (jeśli takie w ogóle istnieją) pojechałam do Leżajska, gdzie spoczywa rabbi Elimelech, na którego grób w rocznicę śmierci przybywają rzesze ultraortodoksyjnych Żydów. Do nieco zapyziałego miasteczka dotarłam wieczorem, zdawało się, że wszyscy tu już śpią, tylko w jednej z odchodzących od rynku uliczek zobaczyłam sylwetkę chasyda w białym tałesie. Poczułam, że jego obecność jest tu całkowicie naturalna, że tylko dzięki niej dopełnia się układanka polskiej historii, kultury, wręcz – krajobrazu. Że chasydzi przynależą do tego świata, ja zaś chcę lepiej poznać ich świat.

Lelów (jid. Lelow), 2008 r. / fot. Agnieszka Traczewska
Lelów (jid. Lelow), 2008 r. / fot. Agnieszka Traczewska

Gdy po raz pierwszy weszłam w tłum mężczyzn w wysokich kapeluszach i czarnych chałatach, otoczył mnie niezrozumiały język. Grób cadyka był oblężony: wokół ludzie modlący się, zapalający świece i wciskający karteczki pomiędzy kraty. Wielu z nich wydawało się zupełnie nieobecnych. Ich twarze już kiedyś widziałam, z tą samą intensywnością spojrzenia wielkich oczu. Na czarno-białych przedwojennych fotografiach z Kazimierza, Lublina, Tarnowa, Krynicy, warszawskich Nalewek.

Teraz twarze związały się nie ze wspomnieniem, z nostalgią, ale z żywymi ludźmi wokół mnie. Zadawałam sobie pytania: kim dokładnie są, co ich tu sprowadza, skąd bierze się ta intensywność modlitwy, która najbardziej rzucała mi się w oczy. Tak rozpoczął się nowy rozdział mojego życia. Wyprawiałam się na spotkanie z przybywającymi do Polski potomkami żydowskich rodzin. Poznawałam spadkobierców narodu, który został skazany na śmierć. O którym również po wojnie starano się zapomnieć, co zrozumiałam, gdy nauczyłam się rozpoznawać dawne synagogi – zamienione na biblioteki, oddziały muzeów czy sklepy. Widziałam losy macew, stających się kawałkiem muru, obmurowaniem nurtu rzeki.

Szybko też zrozumiałam, że chasydzi nie są turystami. Przyjeżdżają z Ameryki, Izraela czy Antwerpii do swoich świętych miejsc. Do ziemi, w której spoczywa cadyk, aby błagać go o wstawiennictwo u Boga. Żeby ich spotkać, trzeba wejść w grube mury starych bożnic albo skierować się na piaszczyste skrzyżowania dróg. Często tych prowadzących do lasu, na wzgórze, gdzieś na uboczu. W podążaniu za pielgrzymami szczególnie przejmujące są przystanki w miejscach, gdzie zniszczenia zupełnie starły żydowskie ślady. Gdy wśród nocnej ciemności słyszy się kadysz odmawiany na placu sprzedaży opału i paliw w Sokołowie Małopolskim czy na pastwisku w Jaśliskach. Tam cmentarze zostały zaorane bądź zalane betonem. A przecież chasydzi mówią, że choć nie zachował się nawet ułomek macewy, przodkowie nie pozostają obojętnymi na wołanie potomków.

Żyjemy w czasach, gdy mury obojętności lub wrogości raz jeszcze wznoszą się wysoko. Chciałabym, żeby moje fotografie, podobnie jak wszystkie przyjaźnie, którymi zostałam obdarzona w trakcie ich powstawania, choć w niewielkim stopniu budowały coś zupełnie przeciwnego: mosty wybaczenia i porozumienia. W końcu kabalistyczna mądrość mówi, że każdy z nas może nieco naprawić świat.


Album Agnieszki Traczewskiej Powroty. Chasydzkie powroty do miejsc nie-zapomnianych ukazał się nakładem Narodowego Centrum Kultury oraz Studia Design. 

Data publikacji:

Agnieszka Traczewska

Fotografka. Od 2006 roku tworzy serie zdjęć poświęconych chasydom przybywającym do Polski na groby cadyków i portretuje świat ortodoksyjnych społeczności żydowskich, zamieszkałych w Izraelu oraz Stanach Zjednoczonych. Za zdjęcie „First Time” otrzymała w 2014 roku National Geographic Traveler Photo Award. Wyprodukowała również cykl programów „Rozmowy na koniec wieku” i „Rozmowy na nowy wiek”, filmy dokumentalne ("Pokolenie '89", „Zwyczajny marzec”, „Dziennik.pl”, „Noc z Generałem”), filmowe portrety takich osób, jak Czesław Miłosz, Leszek Kołakowski, Paweł Jasienica, Jerzy Turowicz, Adam Michnik i Ryszard Krynicki,, a także filmy dokumentalne o tematyce żydowskiej („Wiera Gran”, „Dworzec Gdański”, „Była wojna”, „Bruno Schulz”).

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!