Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Już jest – nowy „Przekrój”, a w nim jak zwykle dużo wszystkiego! Piszemy o bliskich nam wartościach, dalekiej Japonii i jeszcze dalszej Wenus. Rozmawiamy z dziećmi i mądrymi dorosłymi, przyglądamy się snom i fraktalom. Wiosenny "Przekrój", jak można go nie kupić?

Kup numer wiosenny

Przekrój
Dla tych, którym przydałyby się korepetycje z nadziei, niezwykłego wiedeńskiego psychiatrę, Viktora ...
2021-03-19 09:00:00
Głos nadziei
Głos nadziei

Przetrwał zagładę, myśląc z nadzieją o przyszłości. Wszelkie doświadczenia, które przynosili mu los i spotykani ludzie, przyjmował z wdzięcznością. Dziś wiedeński psychiatra Viktor Frankl jest uznawany – obok Zygmunta Freuda i Alfreda Adlera – za ikonę psychoterapii.

Czyta się 11 minut
Czyta Anna Ryźlak

Viktor Frankl w postscriptum do swojej najsławniejszej książki Człowiek w poszukiwaniu sensu. Głos nadziei z otchłani Holokaustu pisze: „…każda z chwil, które składają się na nasze życie, przemija i umiera w tym sensie, że nigdy już nie powróci. Czyż jednak owa przejściowość o czymś nam nie przypomina? Czyż nie stawia przed nami wyzwania, aby jak najlepiej wykorzystać każdą chwilę naszego życia? Na pewno tak i stąd mój logoterapeutyczny imperatyw brzmi: żyj tak, jakbyś żył po raz drugi, i tak, jakbyś za pierwszym razem postąpił równie niewłaściwie, jak zamierzasz postąpić teraz”. Frankl, urodzony w Wiedniu w 1905 r., jest obok Zygmunta Freuda i Alfreda Adlera ikoną psychoterapii: stworzył trzecią wiedeńską szkołę psychoterapeutyczną – logoterapię. W czasie drugiej wojny światowej przeżył trzy lata w obozach w Theresienstadt, Auschwitz, Kaufering III i Türkheim (dwa ostatnie to podobozy Dachau). Obozowe doświadczenie walki o przetrwanie opisywał w swoich książkach. Stało się ono częścią koncepcji (rozwijanej jeszcze w czasie międzywojnia) odnalezienia sensu w życiu.

Viktor Frankl był wszechstronnie wykształcony – w swojej pracy łączył wiedzę z zakresu neurologii, psychoterapii i filozofii. Jest autorem ponad 30 książek. Rękopis debiutanckiej ­– Lekarza i duszy – zabrano mu pierwszego dnia w Auschwitz, wraz z ubraniem i wszystkimi osobistymi rzeczami. „Jestem przekonany, że moje przetrwanie [w Auschwitz – przyp. red.] zawdzięczam, między innymi, mojej decyzji, żeby odtworzyć ten utracony manuskrypt”. Pracował nad nim, kiedy zachorował na tyfus i – lękając się ataków majaczenia – walczył ze snem. Na 40. urodziny od jednego ze współwięźniów dostał ogryzek ołówka i formularze cudem podkradzione SS, dzięki czemu był w stanie pisać. Wiemy to ze Wspomnień samego Frankla.

Logoterapia

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Ogromnie ważny w życiu i pracy Viktora Frankla był humor. Lubił przytaczać żart o podróżnym w przedwojennym polskim mieście, w którym mieszkało wielu Żydów. Przyjezdny chciał się dowiedzieć, gdzie znajduje się dom publiczny, ale wstydził się zapytać wprost, zagadnął więc przechodzącego ortodoksyjnego Żyda: „– Gdzie mieszka rabin?”. „– Tam, w tym zielonym domu”. „– Co takiego?! Taki sławny rabin mieszka w domu publicznym?!” – zawołał podróżny, udając wielkie oburzenie. „– Skąd to panu przyszło do głowy! – odpowiada ortodoksyjny Żyd. – Dom publiczny znajduje się w tamtym czerwonym domu”. Podobne podejście, nie wprost, powinien mieć lekarz – przekonywał Frankl. Zamiast indagować pacjenta, czy miał syfilis, sensowniej jest zapytać: „Ile miał pan kuracji salwarsanem [środek bakteriobójczy, stosowany na początku XX w. w leczeniu chorób wenerycznych – przyp. red.]?”.

Z podobnym humorem i dystansem Frankl reagował na prośby wyjaśnienia „jednym zdaniem”, czym jest logoterapia. Podkreślał, że „w porównaniu z psychoanalizą logoterapia jest metodą znacznie mniej retrospektywną, a bardziej introspektywną. […] Skupia się głównie na przyszłości […], jest psychoterapią skoncentrowaną na sensie życia”. Według Frankla najważniejszą siłą motywującą w życiu człowieka jest wola sensu, nie zaś wola (czy też zasada) przyjemności, wokół której koncentrowała się psychoanaliza freudowska. Niepokój egzystencjalny to element dojrzewania człowieka, a nie symptom choroby umysłowej i lekarz nie powinien próbować go zagłuszać górą leków na uspokojenie. Przywołując swoje wspomnienia z nazistowskich obozów koncentracyjnych, Frankl zauważa, że największe szanse na przeżycie mieli ludzie przekonani o tym, że w przyszłości – po uwolnieniu – czekają ich konkretne zadania. Ta świadomość pomagała mobilizować siły witalne organizmu i walczyć z wyczerpaniem. Zdaniem Frankla zdrowie psychiczne zależy od napięcia, dynamiki pomiędzy tym, co osiągnęliśmy, a tym, co chcemy osiągnąć. Człowiek staje się sobą poprzez działanie, szczególnie na trzech polach: pracy twórczej, kontaktu z przyrodą i z innym człowiekiem (miłości) oraz znoszenia cierpienia. Co ważne, Franklowi chodzi o takie cierpienie, którego nie da się uniknąć. Jeśli istnieje sposób zaradzenia cierpieniu, należy to zrobić, gdyż znoszenie niepotrzebnego cierpienia nie należy do sensu życia, tylko świadczy o masochizmie. Podoba mi się ogromnie architektoniczna metafora, którą stosuje Frankl, pisząc o tym, że pytania o sens życia warto zadawać także osobom neurotycznym: „Gdy architekci chcą wzmocnić osuwający się łuk, przykładają nań od góry większy nacisk, aby tworzące go elementy lepiej do siebie przylegały. Podobnie, chcąc zadbać o zdrowie psychiczne pacjenta, terapeuta nie powinien obawiać się prowokowania silnych napięć poprzez zwrócenie pacjentowi uwagi na sens jego życia”.

Tym, co może być dla wielu czytelników atrakcyjne w podejściu Frankla, jest jego dosadność. Kiedy pisał o pacjencie – amerykańskim dyplomacie sfrustrowanym swoją pracą – zauważył, że jego poprzedni terapeuta namawiał go na poprawę stosunków z ojcem, gdyż rząd Stanów Zjednoczonych miał stanowić symboliczny obraz ojca. Pacjent ten przez pięć lat „patrząc na las, nie widział drzew, lecz same symbole i obrazy”. Kiedy trafił do Frankla, ten polecił mu zmianę zawodu – „rezultaty tej decyzji były więcej niż zadowalające”. Osoby, które zgłaszały się do niego z depresją, potrafił zapytać: „Dlaczego nie popełnił pan/popełniła pani samobójstwa?”. Odpowiedź, którą podawał pacjent (z powodu dziecka/rodziców/pragnienia stworzenia dzieła etc.) rzucała światło na jego życie i tym samym wskazywała jego sens. Jedną z najkrótszych terapii, jakie przeprowadził Frankl, było spotkanie ze starszym panem opłakującym śmierć ukochanej żony. Zapytany o to, co by było, gdyby to on umarł pierwszy, starszy pan przyznał, że wdowieństwo byłoby dla jego żony wielkim cierpieniem. W ten sposób – zauważa Frankl – pacjent dostrzegł sens cierpienia i choć obiektywnie jego sytuacja się nie zmieniła, to radykalnie zmieniło się jego nastawienie do niej.

Wdzięczność

Jako chłopiec Viktor Frankl prag­nął napisać opowiadanie, w którym bohater gorączkowo szukał zaginionego zeszytu. Kiedy w historii tej zeszyt zostaje odnaleziony, znalazca pyta właś­ciciela, dlaczego jest on dla niego tak cenny i co oznaczają notatki, które się w nim znajdują: „tajemnicze wakacje, stacja kolejowa, Brünn”. Właś­nie na stacji Brünn dwuletni wówczas Viktor, korzystając z chwili nieuwagi rodziców, wymknął się i stanął na torach, tuż przed czołem pociągu. W ostatnim momencie, już po sygnalizującym odjazd gwizdku maszynisty, tata zdążył to zauważyć i zabrać chłopca z torów. Zeszyt, tak cenny dla właściciela – bohatera auto­biograficznego opowiadania – był zapisem takich chwil, a jego lektura służyć miała wzmacnianiu uczucia wdzięczności.

Swoje dzieciństwo Frankl wspominał jako bardzo pogodne, doświadczał w tym czasie poczucia bezpieczeństwa, radości. Wielką miłością darzył rodziców – Elsę i Gabriela. Po matce, pochodzącej z poważanej patrycjuszowskiej rodziny z Pragi, odziedziczył głęboką emocjonalność. Po ojcu – religijnym, obowiązkowym – perfekcjonizm, wierność zasadom, ideały spartańskie i stoicyzm. Później, na krótko przed przystąpieniem Stanów Zjednoczonych do drugiej wojny światowej, Frankl otrzymał wizę wjazdową do Ameryki, którą mógł odebrać w Konsulacie Amerykańskim w Wiedniu. Zadał sobie wówczas pytanie, czy może wyjechać, by zajmować się pracą i rozwijaniem logoterapii kosztem pozostawienia w Austrii rodziców, którym groziło zesłanie do obozu koncentracyjnego. Tego dnia jego ojciec przyniósł do domu kawałek marmuru ze spalonej przez narodowych socjalistów synagogi – fragment tablicy z Dekalogiem, a dokładnie z czwartym przykazaniem: „Czcij ojca swego i matkę swoją”. Dla Frankla był to znak, żeby pozostać z rodzicami, nie korzystać z wizy. Później, w obozie Theresienstadt, przebywał razem z ojcem, a kiedy ten zachorował na zapalenie płuc, Frankl był w stanie mu pomóc – podał mu morfinę ­(cudem przeszmuglowaną przez siebie do obozu). Zapewnienie ojcu bezbolesnej śmierci było dla niego jedną z tych rzeczy, które nadały jego życiu sens.

Jako młody lekarz odbywający praktyki w szpitalach psychiatrycznych Frankl zobowiązany był w nich nocować. Bardzo tęsknił wtedy za domem swoich rodziców, w którym starał się spędzać jak najwięcej czasu. Nie chciał go opuszczać, tak jak nie chciał opuszczać Wiednia – miasta, które kochał i z którego nie wyprowadził się po wojnie. Symboliczne – dom, w którym urodził się Frankl, znajduje się bardzo blisko tego, w którym Johann Strauss skomponował nieformalny hymn Austrii – Nad pięknym modrym Dunajem. Podobnie blisko znajduje się inna wiedeńska ikona – Café Siller. To w tej kawiarni matka przyszłego psychiatry poczuła pierwsze bóle porodowe, gdy miał się urodzić, i to w niej swój stolik miał Alfred Adler – nauczyciel Frankla (do czasu zaistnienia różnicy poglądów między nimi). Kawa zresztą była jego wielką pasją, a zapach świeżo zmielonych ziaren – jedną z większych przyjemności. Viktor wspominał poranki z czasów młodości (choć jak zastrzegał, zdawał sobie sprawę, że brzmi to pretensjonalnie), kiedy siedząc w łóżku, pił kawę i rozmyślał o sensie swojego życia. Gdy już jako sławny autor i lekarz jeździł po świecie z wykładami, zawsze miał przy sobie tabletki kofei­nowe, na wypadek gdyby podano mu lurowate cappuccino.

Miłość

Kariera naukowa Frankla była bardzo błyskotliwa i już jako młody praktyk oraz myśliciel wykładał w wielkich audytoriach. Korzystając z tego faktu, oczarowywał dziewczęta – umawiał się z nimi „na wykład sławnego Frankla”: siadali razem z brzegu, w pierwszym rzędzie, i gdy wykład miał się zacząć, on wstawał i podchodził do katedry. Robiło to wrażenie.

Pierwsza żona Frankla, Tilly Grosser, była pielęgniarką o urodzie hiszpańskiej tancerki. Tilly zaczęła umawiać się z Viktorem, ponieważ chciała przytrzeć mu nosa po tym, jak przestał się spotykać z jej najlepszą przyjaciółką. Plan się nie powiódł, bo Tilly i Viktor zakochali się w sobie. Frankl podkreślał, że urzekła go jej dobroć i zdolność empatii. Które­goś dnia, gdy Tilly przygotowywała obiad w domu jego rodziców, zadzwoniono ze szpitala, w którym pracował. Przywieziono pacjenta po próbie samobójczej, potrzebna była szybka interwencja i liczono na umiejętności Frankla. Wybiegł z domu w pośpiechu, a kiedy wrócił, Tilly czekała na niego i nie narzekała, tylko zapytała z troską o pacjenta. „Wtedy zrozumiałem, że chcę, żeby została moją żoną” – pisze Frankl. Tilly i Viktor byli jedną z dwóch ostatnich par wiedeńskich Żydów, którym władze pozwoliły się pobrać.

Tilly zaszła w ciążę, ale musiała ją usunąć – ciąża była jednym z powodów natychmiastowej deportacji do obozu koncentracyjnego. Splotem szczęśliwych wydarzeń Franklowi udało się opóźnić wysłanie tam rodziny, ale nie był w stanie temu zapobiec. W Theresienstadt był wraz z Tilly, rozdzieleni zostali po przewiezieniu do Auschwitz. „Tilly, przeżyj za każdą cenę. Słyszysz? Za każdą cenę” – powiedział, kiedy się rozstawali. Tilly umarła z wyczerpania tuż po wyzwoleniu Bergen-Belsen, Frankl dowiedział się o jej śmierci dopiero, gdy wrócił do Wiednia w sierpniu 1945 r. Myśli o Tilly towarzyszyły mu w obozie, pozwalały odczuwać szczęście, mieć poczucie kontaktu z ukochaną osobą. Do bardziej poruszających fragmentów książki Człowiek w poszukiwaniu sensu należy wspomnienie jednego z dni morderczej pracy, kiedy mimo wszystko udało mu się stworzyć w swojej głowie przestrzeń na myślenie o Tilly. W pewnym momencie dostrzegł przyglądającego mu się ptaka, który przysiadł nieopodal (ptak przycupnięty na drucie kolczastym jest na okładkach większości wydań tej książki). Człowieka w poszukiwaniu sensu podyktował w ciągu dziewięciu dni, niedługo po powrocie do Wiednia, i początkowo chciał tę książkę wydać anonimowo.

We Wspomnieniach pisze, że niedługo po wyzwoleniu, w Bawarii, ­spotkał innego byłego więźnia. Trzymał on w ręku wisiorek – kulę ziemską, na której morza i oceany przedstawione były za pomocą niebieskiej emalii, a lądy – za pomocą złota. Złoty też był napis: „Miłość wprawia cały świat w ruch”. Taki wisiorek Frankl podarował Tilly na pierwsze urodziny, które świętowali jako para. Być może był to ten sam wisiorek, bo niedaleko znajdował się magazyn, w którym SS trzymało biżuterię zarekwirowaną w obozach zagłady. Frankl odkupił go. „Był trochę wgnieciony, ale miłość wciąż wprawiała świat w ruch”.

Eleonora Katharina Schwindt została drugą żoną Viktora Frankla w 1947 r. Także pielęgniarka, o zachwycających oczach. Frankl pisze o niej jako o wspaniałej towarzyszce życia, która podzielała jego pasje (w tym jedną z najważniejszych: chodzenie po górach), dawała mężowi przestrzeń do pracy, była – jak mówili przyjaciele pary – „ciepłem, które towarzyszy blaskowi”.

Szma Israel

Kiedy Viktor Frankl został przewieziony z Theresienstadt do Auschwitz, w podszewce płaszcza ukryty miał manuskrypt swojej książki Lekarz i dusza. Jego płaszcz był w dobrym stanie, musiał go więc oddać – w zamian dostał sfatygowany po kimś, kto zginął w komorze gazowej. W kieszeni tego zniszczonego płaszcza Frankl znalazł wydartą z modlitewnika kartkę z tekstem Szma Israel (Słuchaj, Izraelu) – jednej z ważniejszych modlitw w judaizmie, która odgrywa rolę wyznania wiary (to fragmenty z Biblii hebrajskiej: Pwt 6, 4–9; Pwt 11, 13–21; Lb 15, 37–41). Franklowi udało się tę kartkę zatrzymać.

Pytany o swoją wiarę, Frankl mówił, że odpowiedź zależy od tego, czy mówi jako psychiatra, filozof, lekarz, czy też jako człowiek. Jego rodzinny dom był religijny i jako dziecko Frankl również był religijny. W czasie dorastania przeszedł przez etap ateistyczny, później zaznaczał, że odpowiedź na pytanie o wiarę zależy od tego, do jakich słuchaczy się mówi. „Nie zamierzam wyznawać mojej osobistej wiary, kiedy wykładam zasady logoterapii, to nie przysłużyłoby się rozpowszechnianiu moich naukowych teorii, a to jest moja podstawowa odpowiedzialność”. Nie sposób jednak nie zauważyć, jak często w jego tekstach pojawia się temat koincydencji i pytania o to, czy coś, co nam się zdarza, jest przypadkiem, czy wyrazem wyższego, głębszego porządku. Jedną z tych koincydencji była modlitwa, którą znalazł w kieszeni przydzielonego mu płaszcza. Teoretyczną część swojej książki Człowiek w poszukiwaniu sensu kończy słowami: „Nasze pokolenie cechuje realizm, ponieważ mieliśmy okazję przekonać się, jaki naprawdę jest człowiek. Jest on wszak istotą, która skonstruowała komory gazowe w Auschwitz, a zarazem tą samą istotą, która wchodziła do owych komór z podniesioną głową i modlitwą Pańską – Szema Jisrael – na ustach”.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi z zagranicy lub przeczytaj go po angielsku na naszej anglojęzycznej stronie Przekroj.pl/en!

Data publikacji:

Agnieszka Drotkiewicz

Pisarka. Autorka powieści ("Paris London Dachau", „Dla mnie to samo”, „Teraz”, „Nieszpory”) oraz zbiorów rozmów (dwa wspólnie z Anną Dziewit - „Głośniej! Rozmowy z pisarkami”, „Teoria trutnia i inne”; sama - „Jeszcze dzisiaj nie usiadłam”, „Piano rysuje sufit”). Przeprowadziła wywiad rzekę z Dorotą Masłowską pod tytułem „Dusza światowa”. Razem z Ewą Kuryluk opublikowała książkę - rozmowę „Manhattan i Mała Wenecja”, za którą razem otrzymały nagrodę Warszawskiej Premiery Literackiej. Z Tessą Capponi-Borawską opublikowała książkę „Smak kwiatów pomarańczy”.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!