Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Na czym polega hipokryzja u zaangażowanych ekologicznie mieszkańców z centrów miast? Jak bardzo ...
2019-09-30 12:00:00

Gdzie nie spojrzeć, widać ślad węglowy

zdjęcie: Erik Witsoe; źródło: Unsplash
Gdzie nie spojrzeć, widać ślad węglowy
Gdzie nie spojrzeć, widać ślad węglowy

Na czym polega hipokryzja u zaangażowanych ekologicznie mieszkańców z centrów miast? Jak bardzo różni się podróż na tej samej trasie pociągiem od podróży samolotem? Wydajny transport lotniczy jest odpowiedzią czy pułapką? Co mogę zrobić, by ograniczyć swój ślad węglowy? Na te i inne pytania odpowiada Michał Czepkiewicz – badacz miejskich stylów życia. Rozmawia Robert Rient

Czyta się 13 minut

Robert Rient: Czy życie w mieście jest dobrym pomysłem, jeśli chcemy przeciwdziałać kryzysowi klimatycznemu?

Michał Czepkiewicz: Powszechne przekonanie jest takie, że życie w mieście jest sposobem na ograniczanie emisji, że zagęszczanie ludności będzie zmniejszać zapotrzebowanie na transport. Do tego dochodzi wydajność. Dzielenie infrastruktury, czyli dróg, budynków i sieci przesyłowych ma być w założeniu bardziej ekologiczne od na przykład życia na przedmieściach. I faktycznie istnieje obserwowalna różnica w śladzie węglowym codziennych podróży mieszkańców centrum miasta i mieszkańców przedmieść. Ludzie mieszkający w ścisłym centrum zużywają rocznie około jednej tony dwutlenku węgla mniej na osobę.

Czym jest ślad węglowy?

To suma emisji dwutlenku węgla wynikająca bezpośrednio i pośrednio z aktywności, stylu życia, określonego produktu czy usługi. Przykładowo bezpośrednie emisje z podróży samochodem wynikają z tego, jakiego paliwa i w jakiej ilości spala samochód. Pośrednie emisje biorą pod uwagę wszystko, co dzieje się na etapie produkcji tego samochodu i co dotyczy paliwa, które spala, dowozu części oraz samego samochodu, a także utylizacji pojazdu, czy budowaniu infrastruktury drogowej. Mówi się, że autobusy elektryczne są bezemisyjne, ale one również mają swój ślad węglowy wynikający między innymi z produkcji pojazdu, jego baterii i konieczności wyprodukowania samej energii elektrycznej.

Ile wynosi ślad węglowy Polek i Polaków?

Około 8 ton dwutlenku węgla na osobę rocznie. Według Global Carbon Atlas jesteśmy dosyć wysoko w skali świata, bo na 40 miejscu. Emisje przypisane do danego kraju też można liczyć na różne sposoby. Na przykład biorąc pod uwagę to, co generują transport, rolnictwo, przemysł, energetyka i inne sektory gospodarki na terenie kraju. Możemy również spojrzeć od strony konsumpcji, czyli tego, co kupują mieszkańcy danego obszaru. Dzięki temu widać, że kraje, takie jak Szwajcaria, Dania czy Finlandia co prawda nie generują dużych emisji na swoim terenie, ale sprowadzają tak wiele produktów, że są w czołówce rankingu liczonego według miejsca konsumpcji. Ślad węglowy statycznego mieszkańca Polski jest wyższy od śladu mieszkańca Francji, Hiszpanii, Grecji, Portugalii czy Chin, które emitują od 5 do 7 ton na osobę, ale niższy niż ten w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie czy Australii, gdzie emisja sięga nawet 18 ton na osobę. Jednak od porównań między krajami ważniejsze jest porównanie z innymi liczbami: jeśli zatrzymanie ocieplenia poniżej 1,5 stopnia ma być możliwe, to emisje należy zmniejszyć do około 3 ton na osobę do 2030 r. i do zera do roku 2050.

Jak wyglądają emisje dla mieszkańców miast?

Gdy spojrzymy na ranking państw, zauważymy, że Hongkong i Singapur, czyli jedne z najgęściej zaludnionych regionów świata, są w czołówce, z emisjami – około 20 ton na osobę. Podobnie spojrzenie na rankingi miast pokazuje, że wiele dużych ośrodków ma bardzo wysokie emisje w przeliczeniu na osobę, w tym na przykład Nowy Jork, którego gęsta struktura bywa podawana za przykład miejskiej wydajności. Miasta są silnikami wzrostu, najwięcej tu firm, biznesów. Gdy Edward Glaeser, ekonomista z Harvardu, głosił „triumf miast”, wskazywał, że miasta wspierają kreatywność, łączą ludzi i generują innowacje. To wszystko jest bardzo potrzebne, ale jednocześnie przykłada się do dalszego wzrostu gospodarczego, który ściśle wiąże się z zużyciem zasobów Ziemi i emisjami. Również style życia mieszkańców miast generują dużo emisji.

Co masz na myśli, mówiąc o stylach życia?

Miasta oferują przeróżne sposoby na wydawanie pieniędzy, rynek usług i towarów jest bogaty. Rozrywka, korzystanie z kultury i konsumpcji, w tym rekreacyjnych zakupów. Wyposażanie siebie w określone ciuchy, narzędzia, pojazdy oraz oddawanie się podróżom zagranicznym często służy podkreśleniu wybranego stylu życia, prestiżu, przynależności. Z badań mojego współpracownika, Jukki Heinonena, prowadzonych w Finlandii, wynikło, że ślad węglowy mieszkańców miast, głównie tych z centrum, jest wyższy od śladu osób mieszkających poza miastami. Tymczasem centrum Helsinek jest zamieszkane przez duży odsetek osób głosujących na partię Zielonych, z kolei wyborcy partii konserwatywnej, która znacznie mniej zwraca uwagę na kryzys klimatyczny, częściej mieszkają na obrzeżach miasta lub w ogóle poza nimi. Wywołało to publiczną debatę w Finlandii. Miejskim Zielonym wytykano, że może mówią głośno o kryzysie klimatycznym, jeżdżą rowerem i nie jedzą mięsa, ale dokonują innych wyborów, które powodują, że należą do grupy o największym śladzie węglowym.

Na czym polega hipokryzja czy brak świadomości u zaangażowanych ekologicznie mieszkańców centrum miast?

Między innymi dotyczy to podróży. Mieszkańcy centrów miast, które badaliśmy, czyli Helsinek i Reykjaviku, mają wyższe emisje z powodu podróży zagranicznych i ich transportowy ślad węglowy jest w sumie zbliżony do mieszkańców przedmieść, którzy wszędzie jeżdżą samochodami. Wynika to między innymi z tego, że osoby o postawach kosmopolitycznych, motywujące swoje podróże chęcią rozwijania się, poznawania świata i innych kultur, mają tendencje do mieszkania w dzielnicach śródmiejskich tych miast.

Jakie potrzeby zaspokaja mieszkanie w centrum i dalekie podróże?

W pewnym sensie podobne. Mieszkanie w dzielnicach śródmiejskich umożliwia poznawanie nowych ludzi i rozwijanie zainteresowań, daje kontakt z różnorodnością, podobnie jak podróże. Z badań wynika również, że osoby o wyższej świadomości kryzysu klimatycznego podróżują więcej. Te osoby są często lepiej wykształcone i bogatsze w kapitał kulturowy niż osoby o niższej świadomości.

Kto najczęściej lata?

W Stanach Zjednoczonych przeprowadzono ciekawe badania na temat milenialsów, pokolenia obecnie około trzydziestki. Są bardziej skłonni do mieszkania w centrach miast, chętnie przemieszczają się pieszo, korzystają z życia kulturalnego oferowanego przez miasto. Mniej są skłonni do używania na co dzień samochodów, rzadziej wyrabiają prawo jazdy od razu, gdy to możliwe. Ale przeznaczają sporo czasu i pieniędzy na podróże zagraniczne. Związane jest to z modelem życia, w którym stawiają na eksplorowanie, poznawanie, a nie na stabilną pracę czy zakładanie rodziny, posiadanie dzieci.

Przeprowadziliśmy w Reykjaviku i Helsinkach badania w tej grupie wiekowej, czyli wśród osób między 25 a 40 rokiem życia. W roku poprzedzającym badanie około 2/3 z nich przynajmniej raz leciało samolotem za granicę. Około 20% lata sporo i generują oni około 60% emisji. Do tego dochodzi grupa hipermobilnych 5%, które latają nawet kilkanaście razy w roku i są odpowiedzialne za ponad 20% emisji. Wysoki poziom mobilności nie jest podyktowany tylko zamożnością, choć to też ma znaczenie. Ważnym czynnikiem są też takie cechy jak znajomość języków obcych i poziom wykształcenia.

A jak to wygląda w Polsce?

Polacy i Polki nie podróżują tak często, jak mieszkańcy Europy Zachodniej i Północnej. Tylko około kilkunastu procent dorosłych mieszkańców wyjeżdża za granicę w celach turystycznych. To więcej niż we Włoszech, Portugalii czy Bułgarii, ale mniej niż w Finlandii, Szwecji i Szwajcarii, gdzie odsetek ten sięga 60%. Jednak z roku na rok tych wyjazdów jest coraz więcej. Według szacunków GUS, liczba podróży zagranicznych mieszkańców Polski wzrosła w 2018 r. o ponad 7% w porównaniu do roku poprzedniego. To trend trwający od wielu lat. Najczęściej podawanym powodem niepodróżowania są pieniądze. W Polsce istnieją spore nierówności i dużej części społeczeństwa nie stać nawet na podróże krajowe. Jednak ci, którzy mogą sobie na to pozwolić, a takich osób jest coraz więcej, podróżują więcej, kupują więcej, podnoszą poziom swojego życia. W poszukiwaniu standardu dobrego, „normalnego” życia, odnosimy się do Stanów Zjednoczonych i Europy Zachodniej, pielęgnując przekonanie, że musimy dogonić tych, którzy mają najwięcej. W tym wyścigu nie dostrzegamy, że odbywa się to kosztem planety.

W każdym momencie w powietrzu jest od 8 tys. do 2 tys. samolotów, ale to samochody wciąż są największymi trucicielami.

To prawda, ale podróży samolotami przybywa w ekspresowym tempie. Lotnictwo generuje około 3% światowych emisji gazów cieplarnianych, ale odpowiada za około 5% antropogenicznego wpływu na zmiany klimatu. Emisje z lotów silniej przegrzewają planetę, bo poza dwutlenkiem węgla na efekt cieplarniany mają także wpływ tlenki azotu, cząstki sadzy i smugi kondensacyjne pozostawiane przez samoloty w wysokich częściach troposfery. Co ciekawe, zaobserwowanie wpływu tych emisji na temperatury było możliwe dopiero po atakach na World Trade Center w 2001 r., kiedy spora część ruchu lotniczego została wstrzymana. Niedawny raport Europejskiej Agencji Środowiskowej mówi, że emisje z lotnictwa do 2050 r. mogą stanowić nawet 22% światowych emisji, jeśli utrzymają się obecne trendy. Miliardy osób nie zdążyły jeszcze zobaczyć świata i będą chciały to zrobić. Mam na myśli mieszkańców Chin, Indii, Ameryki Łacińskiej, ale też Europy Środkowo-Wschodniej. Wraz ze wzrostem zamożności w tych regionach i pod kulturowym wpływem tak zwanego Zachodu, czyli Ameryki Północnej i Europy, rośnie zainteresowanie podróżami.

Mimo tego lotnictwo jest wspierane politycznie.

Fiskalnie i politycznie. Nafta lotnicza jest zwolniona z akcyzy. Wynika to z konwencji zawartej w Chicago w 1944 r. Mówi ona o wspieraniu współpracy między narodami, umożliwieniu ludziom budowania pokoju na świecie. Wtedy nie znano jeszcze negatywnych skutków, jakie może powodować, ale konwencji do dzisiaj nie zmieniono. Kolejna sprawa to zwolnienie z VAT-u lotów międzynarodowych. Szacuje się, że wprowadzenie tego podatku na loty w obrębie Unii Europejskiej przyniosłoby ponad 30 miliardów euro wpływów do państwowych budżetów, co mogłoby zostać wydane na przykład na rozwój wygodnych połączeń kolejowych. Tanie linie wspierane są przez samorządy poprzez dopłacanie do nierentownych lotnisk, udzielanie zniżek na opłaty lotniskowe oraz różnymi działaniami marketingowymi. Miastom zależy na nowych połączeniach, które przyciągają specjalistów, inwestorów i przyczyniają się do zatrzymania wykwalifikowanych mieszkańców w regionie. Poza tym emisje z lotów międzynarodowych nie zostały włączone do celów obniżania emisji określonych w protokole z Kioto. Zamiast poszczególnych państw, ograniczaniem emisji miała się zająć Organizacja Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego przy Organizacji Narodów Zjednoczonych. Nie były to jednak działania zbyt skuteczne, bo emisje w ostatnich 20 latach wzrosły prawie dwukrotnie. Linie lotnicze i zrzeszenia przewodników również twierdzą, że starają się obniżyć emisje, ale skupiają się w tym głównie na poprawie wydajności.

Wydajny transport lotniczy jest odpowiedzią czy pułapką?

Jedne z najtańszych i najszybciej rozwijających się linii lotniczych, takich jak Ryanair czy Wizzair, należą również do najbardziej wydajnych. Są wydajne z tych samych powodów, z których są tanie. Wiele osób w samolocie, ograniczenia dotyczące bagażu, optymalizacja prowadząca do wypełniania samolotów i różne promocje pozwalające je faktycznie wypełnić. Linie lotnicze cały czas pracują nad ograniczaniem zużycia paliw, wytwarzane są nowe modele samolotów. Mniejsze zużycie paliwa to mniejsze emisje, mniejsze koszty. Jednocześnie wzrost wydajności to jeszcze tańsze loty, jeszcze więcej lotów. To paradoks Jevonsa znany już od XIX w. Bardziej wydajna maszyna parowa zmniejszyła czy zwiększyła zużycie węgla? Raczej zwiększyła, bo zastosowano ją w licznych firmach, nowych sektorach gospodarki. Mówi się nawet, że to dzięki niej nastąpiła rewolucja przemysłowa, w której leżą praprzyczyny obecnego kryzysu klimatycznego. To samo dzieje się w lotnictwie. Dlatego nie ma nic dziwnego w tym, że Ryanair jest jedną z najbardziej wydajnych linii lotniczych i jednocześnie jest w czołowej dziesiątce największych emitentów gazów cieplarnianych w Europie. Bez przełomu technologicznego, na który się prędko nie zapowiada, wydajność energetyczna w lotnictwie będzie się poprawiała bardzo powoli, podczas gdy liczba lotów rośnie bardzo szybko.

Liczba lotów rośnie na całym świecie?

Jedynym krajem w Europie, który nie doświadcza żadnego kryzysu i odnotował w tym roku spadek liczby lotów, jest Szwecja. Wpływ miało na to kilka czynników. Jednym z nich jest flygskam, czyli wstyd odczuwany z powodu latania. To już powszechne, społeczne zjawisko. W modzie jest chwalenie się podróżami koleją, a nie samolotem. Wciąż powstające grupy doradzające sobie, jak ekologicznie i tanio podróżować, liczą tysiące osób. Mówi się również o efekcie Grety Thunberg, która odmawia latania, a na szczyt klimatyczny w USA popłynęła żaglówką. Poza tym Szwecja wprowadziła w zeszłym roku podatek od biletów lotniczych motywowany ograniczaniem emisji. W innych krajach, na przykład Wielkiej Brytanii też są podatki od biletów, ale nie są one motywowane kwestiami środowiskowymi. W efekcie w Szwecji część połączeń zostało zlikwidowanych i spadła ogólna liczba lotów krajowych i międzynarodowych. Z zupełnie innych powodów spadła liczba lotów z Islandii. W porównaniu z poprzednim rokiem było ich aż 22% mniej. Powodem było bankructwo taniej linii lotniczej WOW Air. Jej dotychczasowa konkurentka, Icelandair ma już znacznie wyższe ceny i to zniechęca do podróżowania.

Jak bardzo różni się podróż na tej samej trasie pociągiem od podróży samolotem?

Jeśli weźmiemy pod uwagę wyłącznie spalanie paliwa, to samolot będzie około kilkunastu razy bardziej emisyjny od pociągu. Jeśli wliczymy jednak infrastrukturę, to będzie tylko kilka razy bardziej emisyjny. Wyniki obliczeń zależą od wielu założeń, a uczciwe wyliczenie nie jest proste. Kluczowe znaczenie ma źródło energii elektrycznej. W Polsce pochodzi ona głównie z węgla i jej emisyjność jest bardzo wysoka. Z tego powodu pojazdy elektryczne w Polsce wcale nie mają wielkiej przewagi nad samochodami osobowymi. Na pewno jednak warto rozwijać system transportu zbiorowego, bo może on potencjalnie być bardzo wydajny.

Jak w trakcie podróży ograniczać emisyjność, poza korzystaniem z nóg i roweru?

Podróżować mniej i bardziej rozważnie. Można podejmować starania, by ograniczyć własny ślad węglowy lub działać systemowo. Rozwiązania często są podobne, ale warto rozróżnić zasięg naszego wpływu. Gdy myślimy o indywidualnych rozwiązaniach, to warto postawić na wakacje bliżej miejsca zamieszkania, mikrowyprawy, zwiedzanie ciekawych miejsc, które pozwalają wypocząć i położone są blisko domu. Wycieczka rowerowa do wschodnich Niemiec czy na Litwę albo w polskie góry lub nad morze. Stoi to w sprzeczności z przekazem agencji turystycznych i popularnych kont na Instagramie, które mówią, że joga w Indiach i zajęcia ogólnorozwojowe na Bali są dbaniem o siebie. Warto sprawdzić własną motywację. Czasami wyjazd nad jezioro lub do lasu jest korzystniejszy dla ciała i psychiki od podróży za granicę. Oczywiście trudno zastąpić poznawanie nowych kultur. Podejmując decyzję o dalekiej podróży, zamiast tygodniowych podróży do Tajlandii czy na Sri Lankę, może lepiej pojechać raz, ale na dłużej, by faktycznie poznać kulturę miejscowych. A zmiany systemowe to na przykład presja na samorządy, by przestały wspierać tanie linie lotnicze oraz na rząd, by ten opodatkował lotnictwo i rozwijał połączenia kolejowe.

Nie mogę nic więcej zrobić, by zmieniać system?

Na pewno warto działać na rzecz odejścia od paliw kopalnych, rozwoju energii odnawialnej, promować zmiany w gospodarce, które ograniczą nadprodukcję towarów i nieograniczoną konsumpcję. A jeśli za naszym indywidualnym wyborem idzie w świat komunikat, to w zasadzie już zaczynamy działać systemowo. Tak jak robi to Greta. Przykładem mogą być ruchy społeczne związane ze stylami życia takie jak weganizm czy zero waste. Osobiste wybory zmieniły się w ogólnoświatowe działanie społeczne czy polityczne, ludzie spotykają się wokół idei – również w mediach społecznościowych – zarażają tym innych i starają się wpływać na władze. W Szwecji ludzie odczuwający flygskam, zaczęli działać politycznie, m.in. odzywać się do współrządzącej partii Zielonych, apelować o nowe połączenia kolejowe z Europą. Taka działalność jednak nie jest łatwa, bo też sam problem jest złożony. Niedawno rozmawiałem z radnym miejskim z Poznania, który aktywnie promuje powstanie nowych połączeń lotniczych z lotniskiem Ławica, które ma mniej połączeń niż lotniska w Warszawie, Krakowie, Gdańsku czy Wrocławiu. Radny chce podnieść atrakcyjność miasta, skusić inwestorów, zatrzymać absolwentów uczelni wyższych.

To myślenie stawiające wciąż na podium wzrost gospodarczy. Jaka jest alternatywa?

Alternatywa wymaga myślenia najpierw o dwóch ważnych rzeczach: jakości życia i ograniczonych zasobach planety. Być może mieszkańcy Poznania nie potrzebują nowej filii dużej firmy, by dobrze żyć? Ciekawy wydaje mi się zwrot w stronę lokalności. Stworzenie w mieście warunków do dobrego, satysfakcjonującego życia bez nadmiernego korzystania z globalnych połączeń. Dbanie o wysoką jakość życia tu i teraz, stwarzanie warunków do odpoczynku, budowania satysfakcjonujących relacji społecznych. To trudne, ale możliwe.

Co myślisz, gdy patrzysz w przyszłość?

Patrzę w przyszłość z mieszanką obawy i nadziei. Gdzie nie spojrzeć, widać ślad węglowy. Życie jest emisyjne. Nawet przechodząc na weganizm, orientujesz się, że przecież jedzenie awokado, tofu czy orzechów sprowadzanych z Ameryki Południowej też przyczynia się do pogłębiania kryzysu klimatycznego. Kiedy zaczynałem zajmować się urbanistyką, wydawało mi się, że dogęszczanie miast, rowery i transport zbiorowy mogą nas uratować. Gdy poszerzyłem swoje zainteresowania o dalekie podróże i emisje ze stylów życia, okazało się, że samochody to tylko jeden mały wycinek problemu. A o zmiany nawet w tym dobrze zbadanym temacie nie jest łatwo! Myślę, że potrzebujemy głębokiej przebudowy: całego systemu społeczno-gospodarczego, wzorców postępowania, organizacji życia. Obawiam się, że taka zmiana nie nastąpi stopniowo, że musi dojść do poważnego kryzysu, który naruszy obecne struktury i dopiero wtedy, w ramach odbudowy, będzie można tworzyć nową, lepszą przyszłość. Jednocześnie, widząc wzmagającą się aktywność ruchu klimatycznego i energię osób, które go tworzą, zachowuję trochę nadziei. Nawet jeśli nie na powstrzymanie zmian klimatu, to na tę nową, lepszą przyszłość stworzoną przez to pokolenie.

 

zdjęcie: Piotr Bedlińs
zdjęcie: Piotr Bedlińs

Michał Czepkiewicz:

Geograf, absolwent Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Aktualnie związany z Uniwersytetem Islandzkim w Reykjaviku, gdzie zajmuje się zależnościami między urbanistyką, transportem, stylami życia, dobrostanem i zmianami klimatu. Zaangażowany w działalność społeczną na poznańskich Jeżycach oraz w ruch na rzecz spowolnienia zmian klimatu.

 

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce, powieści „Duchy Jeremiego” i książki „Przebłysk. Dookoła świata – dookoła siebie”. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!