Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Felieton automobilny z 1948 r.
2017-03-20 00:00:00
Stefan Wiechecki "Wiech"

Feluś „piekielny kierowca”

Feluś „piekielny kierowca”

Po seansie w warszawskim kinie aktualności, gdzie oprócz kilku dobrych polskich krótkometrażówek, oglądaliśmy w kronice zagranicznej karkołomne popisy amerykańskich „piekielnych kierowców” zagadnąłem pana Piecyka:

– No co panie Piecyk, wspaniałe, prawda?

Pan Teoś spojrzał na mnie chłodno, skrzywił się i rzekł sceptycznie:

– Dla frajerów owszem.
– Jakto dla frajerów, czy widział pan w życiu bardziej emocjonującą jazdę?
– Rzecz naturalna.
– Gdzie?
– Na Nowem Bródnie.
– Jakto na ulicy?
– I na ulicy i w podwórku, a także samo w mieszkaniu prywatnem.
– To niemożliwe.
– Licz się pan ze słowamy. Skoro jeżeli panu mówię, że było to było. Grochoszczaka Felka pan zna?
– Nie, któż to taki?
– Szoferak, u tromniarza na samochodowem karabanie jeździ.
– Jakto i on potrafi to, co ci Amerykanie? Skacze samochodem z platformy, przejeżdża przez płonącą ścianę, robi loopingi? Nie wierzę.
– Pan możesz wierzyć, albo nie. Ale tyle panu tylko zaznaczę, że przeciwko Grochoszczaka, te Amerykani to małoletnie pętaki. Posłuchaj pan jak było.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

W zeszłe sobote na karnawałowem wieczorku w pewnem towarzystwie na Targówku znajdował się poniekąd ten ów Grochoszczak. Gazu owszem nie można powiedzieć było owszem sporo, a między zaproszonemy siedział jeden wesoły chłopak z fachu malarz pokojowy. Malarze w ogólności moczymordy są, że rzadko poszukać, a także samo lubieją samo-poczucie humoru i smaczny żart.

To tyż i ten jak sobie podchromolił, dawaj drakie z Grochoszczaka odstawiać. Żałobnem taksówkarzem go nazywał, pytał się dlaczego na wieczorek w przepisowem pirogu nie przyszedł i we fraku z perelinką i w ogólności niemożebnie mu przygadywał.

Grochoszczak chciał się narazie do niego podnieść, ale ponieważ kobiety tam się znajdowali, nie wypadało zamieszania robić, rzucił tylko w niego butelkę piwa i siedział dalej.

A wtenczas malarz rozpuścił mordę na całego i pyta się dla haseny kto prędzej jadzie, straż ogniowa do pożaru, czy on z nieboszczykiem na Powązki.

W fachowy honor chłopaka sztuknął. Tego żaden szofer by nie zniósł. To tyż Grochoszczak zczerwieniał się cały i mówi:

– Żebyś pan trafił na łobuza, to by cię pokostem karmiona budowlana łachudro tak obciął, żebyś się ze wstydu spalił. Ale ja inaczej zrobię zaczem się z byle kiem przekomarzać, pokażę tu wszystkiem obecnem jak dobry szofer nawet karabanem jeździć potrafi.

Podniósł się i wyszedł. Nie było go ze dwadzieścia minut, w końcu przychodzi, kłania się i zaznacza że karaban stoi przed bramą, a on całe towarzystwo zaprasza na ulicę, żeby pokazać wyższe szkołe jazdy. Przeprosił bardzo, że to będzie kurs bez ciała, wieńców i nieotulonej w żalu rodziny, ale za to z zapalonemy latarkamy.

Kto ma życzenie może wsiąść do środka. Połowa gości ma się rozumieć wsiadła.

Jak Grochoszczak dał gazu, jak poszedł ulicą: sadysfakcja była popatrzyć.

Zaraz na rogu św. Wincentego latarnię przewrócił, o dwa domy dalej, drzewko z korzeniamy wyrwał. Budkie gazeciarza w drebiezgi rozwalił i ani na jedne minute się nie zatrzymał. Posuwał podobnież setkie na godzinę.

Objechał całe Nowe Bródno, Annopol, dotaszczył się do Szmulowizny, tu rowu nie przyuważył, karaban fiknął trzy kozły, drzwiczki się otworzyli i goście co do jednego w wodę.

A Grochoszczak tylko maszynę podniósł i gazu dalej. Wrócił się na Nowe Bródno. Wjechał w podwórko, rozbił śmietnik, z trzepaka tylko je­dna poprzeczna deska się została.­ A on dał dubla w okno i wjechał do mieszkania gdzie się przyjęcie odbywało.

Straż potem była wołana, bo się firanki zajęli. Pogotowie trzy razy obracało, a sam protokół milicja trzy godziny spisywała.

I pan mnie chcesz tu jemponować Amerykanamy?!

Opuściłem głowę zawstydzony. W porównaniu z panem Felusiem Grochoszczakiem amerykańscy „piekielni kierowcy” to istotnie niewinne pętaki.
 

Tekst z archiwum, nr 147/1948 r.

Data publikacji:

Stefan Wiechecki "Wiech"

Stefan Wiechecki "Wiech"

Urodził się w 1896 r. Prozaik, satyryk, publicysta i dziennikarz. Mieszkaniec warszawskiej Woli, stworzył wyjątkowy literacki język oparty na przedwojennej gwarze miejskiej z różnych części stolicy. Jego felietony oraz powieści: Maniuś Kitajec i jego ferajna, Café „Pod Minogą”, były publikowane na łamach „Przekroju”. Julian Tuwim poświęcił Wiecheckiemu kilka wersów w Kwiatach polskich: „Potem to ślicznie Wiech uwieczniał, z daleka więc do pana Wiecha pełen wdzięczności się uśmiecham… I cóż pan teraz uskutecznia?” „Wiech” zmarł w 1979 r. Jego imieniem, a właściwie pseudonimem, nazwano pasaż za warszawskimi Domami Centrum.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!