Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
ludzie listy piszą
Robert Rient

Eutanazja, podróż i męskość

ilustr. Karyna Piwowarska
Eutanazja, podróż i męskość
Eutanazja, podróż i męskość

Czy pomóc chorej mamie umrzeć? Czy kupić własne mieszkanie, czy lepiej rzucić wszystko i wyjechać w podróż życia? Czy lesbijki nie lubią mężczyzn?

Eutanazja

Szanowna Pani,

moja ukochana mama umiera. Został jej jeszcze rok, może dwa lata, może pół roku. Poprosiła mnie, żebym jej pomógł odejść. Gdy powiedziała o tym pierwszy raz, poprosiłem, by przestała, by zastanowiła się głęboko, o co mnie prosi. Zamilkła. Po kilku tygodniach wróciła do rozmowy. Nie chciałem jej słuchać, zapytałem, czy wie, jak się czuję, gdy tego słucham, czy wie, co to znaczy dla syna zabić mamę. Powiedziała, że zabija ją choroba i będzie walczyć, ale jeśli przyjdzie moment, w którym przegra, i nie będzie już miała siły ani możliwości zakończyć swojego życia to chce, żebym jej pomógł, żebym ograniczył ból. W końcu się zgodziłem. I oto jestem w tym momencie. Mama leży, nie mówi, cierpi, czeka na śmierć. Wiem, że pomogę jej odejść, obiecałem, ale czasami dopadają mnie wątpliwości. Nikomu o tym nie mówiłem i nigdy nie powiem. Boję się, chociaż nawet nie wiem, czego się boję. I stąd to naiwne pytanie, może Pani wie, czego się boję? Co Pani by zrobiła na moim miejscu?

Jan z Sochocina, 29 lat, fizjoterapeuta

Drogi Panie,

ileż wzruszeń mnie dopadło przy lekturze Pana listu. Tak się cieszę, że chce Pan dotrzymać obietnicy, to ważne, by słów podarowanych matkom nie rzucać na wiatr.

Nie jestem na Pana miejscu, więc moja odpowiedź jest niczym więcej niż snuciem przypuszczeń, ale skoro Pan pyta, to odpowiem. Potraktujmy to jako ćwiczenia z wyobraźni. Zrobiłabym to samo. Powiem więcej – umówiłam się z własnym synem, że jeśli któreś z nas wyląduje na łóżku, ze sprawnym umysłem, ale niesprawnym ciałem i codziennym bólem, to podarujemy sobie śmierć, nie będziemy czekać.

Czego Pan się boi? Będę zgadywała. Boi się Pan świata bez mamy, bo ten nigdy dla Pana nie istniał. Boi się Pan własnych myśli, jeśli nie dotrzyma danego słowa i tych, które przyjdą, gdy słowa dotrzyma. Boi się Pan cierpienia mamy i własnego. Boi się Pan pustki, której wszyscy się boimy. Ale marna to pociecha. A w końcu, boi się Pan pożegnania. O ile własne myśli mogą być źródłem lęku, mogą też być ukojeniem. Wszystko, co przeczytałam w Pana liście, dotyczy miłości. Na niej warto się skupiać. Proszę się jednak strzec ludzi wierzących, którzy twierdzą, że lepiej od Pana znają śmierć. I proszę się strzec tych, którzy chcieliby za Pana wiedzieć, jaką podjąć decyzję. Tak naprawdę, rozmawiamy przecież nie o śmierci i nieuniknionym, ale drodze do nich prowadzącej.

Opowiem Panu o wypadku samochodowym. To było dwadzieścia lat temu. Siedziałam na miejscu pasażera. Kierowca powoli wjeżdżał na skrzyżowanie. Widziałam pędzące w moją stronę auto. Nie wiem, dlaczego nie potrafiłam krzyknąć, ostrzec kierowcy, by się zatrzymał. Całość trwała nie dłużej niż dwie, trzy sekundy, ale dla mnie była to godzina. W końcu uderzył nas rozpędzony samochód. Miałam złamaną prawą rękę i uszkodzony kręgosłup szyjny. Gdy patrzyłam na pędzący w moją stronę samochód, dobrze wiedziałam, że dojdzie do kolizji. Marzyłam wtedy o tym, by zasnąć, skoro nieuniknione i tak ma nadejść. Chciałam usnąć. Rozumie Pan? Powodzenia.

Podróż

Pani Profesor!

Proszę pomóc. Radziłam się już wielu osób. Sprawa jest taka, że ostatnie sześć lat pracowałam jak szalona. Skończyłam studia i zaczęłam ten idiotyczny wyścig. I można powiedzieć, że szło mi całkiem nieźle. Przez cały czas odkładałam na kupno mieszkania, bo miałam dosyć ciągłego wynajmowania. Dwa razy pojechałam nad morze na wakacje. Poza etatem w szkole językowej dorabiałam, udzielając korepetycji. I coś się nagle we mnie skończyło, gdy znalazłam wymarzone, dwupokojowe mieszkanie. Poszłam do banku dopełnić formalności, wpłacić 1/4 kwoty mieszkania, czyli wszystkie odłożone pieniądze, ale nie mogłam tego zrobić. Dotarło do mnie, że nic tak naprawdę się nie zmieni. Chcę rzucić pracę, wypowiedzieć wynajem mieszkania i pojechać w podróż, i jechać, i jechać, i może nigdy nie wrócić. Rodzice uznali, że to najgłupszy z moich pomysłów. Przyjaciele namawiają, ale do krótszej podróży, tak by nie stracić pracy. Nie podobają mi się ich pomysły. A Pani co mi radzi?

Ewelina z Piły, 30 lat, nauczycielka

Szanowna Pani,

sprawa jest wyjątkowo prosta. Proszę jechać! Przecież Pani już to wie. Po co te wszystkie porady i rozmowy? Czasami pytamy, dopóki nie usłyszymy odpowiedzi, którą i tak dobrze znamy. Podejrzewam, że tak właśnie jest w Pani przypadku. Wyraźnie przeczytałam o tym, czego Pani chce. Nie napisała Pani: marzę o podróży, chciałabym, boję się, zastanawiam się. Nie! Pani napisała: „Chcę rzucić pracę, wypowiedzieć wynajem mieszkania i pojechać w podróż, i jechać, i jechać, i może nigdy nie wrócić”.

W moim długim życiu poznałam ponad sto osób, które również tego chciały i nigdy się nie odważyły, i trzy, które rzuciły wszystko i wybrały się w podróż życia. Ale nie roztoczę przed Panią utopijnej wizji, w której ta trójka okazała się szczęśliwszymi, mądrzejszymi, ciekawszymi ludźmi. Bo nie jest to prawda. Różnica była natomiast taka, że setka rozmarzonych, ale biernych – żałowała i wspominała, latami. Ci, którzy pojechali – nie żałowali, a przy okazji sporo się o sobie dowiedzieli. Nie żałowali, ponieważ mamy w sobie paskudną i cudowną umiejętność racjonalizowania, uzasadniania słuszności dokonanych wyborów. W całej tej historii najważniejsza jednak wydaje mi się Pani decyzja, wygląda na to, że ta została już podjęta. Proszę ruszyć w podróż, pamiętając, że zawracać mogą tylko Ci, którzy idą.

Męskość

Pani Profesor,

niby jest Pani noblistką, niby taka oświecona, niby za równością, a jak tak czytam Pani odpowiedzi na pytania, to dochodzę do wniosku, że nie lubi Pani mężczyzn, czy to prawda? Czy jest Pani lesbijką?

Grzegorz Ś. z Lublina, 41 lat, kierowca

Nie przepadam za męskością, to prawda. Ową postawę wspierają listy podobne do napisanego przez Pana. Nigdy natomiast nie powiedziałabym, że nie lubię mężczyzn, znam takich, których nie tylko lubię, ale kocham. Nie lubię męskości. Potwornie mnie znudziła. Mam na myśli ten arogancki, agresywny kostium. Albo tych, którzy stoją na szczycie świata i mówią: jakie wspaniałe widoki, jakie świeże powietrze, każdy powinien tu być, każdy może tu być. Tego rodzaju ignorancji nie lubię.

Skąd wziął Pan sobie prawo, by pytać o moją orientację seksualną? Jakże chciałabym Panu napisać, że jestem rasową lesbijką, ale zawiodę Pana. Chociaż próbowałam, Bóg mi świadkiem, że próbowałam z całej siły, nie raz. Jednak informacja ta nie powinna wywołać poruszenia w Pana uproszczonym i niedorozwiniętym sposobie myślenia. I zamiast snuć fantazje na temat tego, czym zajmuję się w wolnym czasie, proszę wziąć głęboki oddech i przyjrzeć się sobie. Może nie jest Pan świadomy, ale podłożem homofobii jest lęk, któremu nad wyraz często towarzyszą tłumione pragnienia homoseksualne. To doskonały moment, by życzyć Panu solidnego miłosnego łomotu, który spenetruje najmroczniejsze zakamarki Pana jestestwa.

*

Na listy odpowiada prof. filozofii, antropologii i psychologii - Janina Bełkotska, laureatka Nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce Moje wszystkie odpowiedzi.

Pytania do pani profesor proszę słać pod adresem: robert.rient@gmail.com

*

Cykl korespondencyjny prof. Janiny Bełkotskiej ilustruje Karyna Piwowarska

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce, powieści „Duchy Jeremiego” i książki „Przebłysk. Dookoła świata – dookoła siebie”. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info