Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Takiego numeru jeszcze nie było!

W zimowym „Przekroju” honorowym gościem jest szalona, nadprzyrodzona, wspaniała – ludzka wyobraźnia. Poza tym: szamanizm współczesny, starożytny i zwierzęcy. Jurodiwi i futuryści. Wstyd, który nas ogranicza, i ten drugi, który jest nam potrzebny. Rosja – ale ta prawdziwa. I specjalnie na nowy rok: żegnamy nawyki i szukamy ciszy w głowie.

Kup „Przekrój” na zimę!

196 stron do czytania przez trzy miesiące! „Przekrój” w nowym formacie jest wygodniejszy do przeglądania i idealnie mieści się w skrzynce pocztowej. Zamów i ciesz się lekturą – tylko tutaj w niższej cenie. Sprawdź!

Przekrój
Po wakacjach szkoła uwięzi uczniów z powrotem w ławkach i wciśnie im na powrót archaiczny koktajl ...
2021-06-24 00:00:00

Edukacja na pasku nanosekundy

„Child on Sofa”, Henry Lyman Sayen, Flickr CC BY 4.0
Edukacja na pasku nanosekundy
Edukacja na pasku nanosekundy

Po wakacjach szkoła uwięzi uczniów z powrotem w ławkach i wciśnie im na powrót archaiczny koktajl faktów i dat, jaki mamy w szkolnych programach. Ciekawe tylko, jak ich zmusi, żeby się temu poddali. Siłą?

Czyta się 7 minut

Pamiętam ostatnie lato przed moim pierwszym rokiem szkolnym w życiu: upalne słońce topiło asfalt na ulicy przed domem mojej babci w małym, kujawskim miasteczku, gdy ja na zmianę to wybiegałam, żeby odcisnąć swoje stopy w tym asfalcie, to wracałam do stołu, żeby przy świeżutko nabytym Falskim uczyć się liter. Tak bardzo byłam tego ciekawa, że wyprzedziłam szkolny program i samodzielnie odpisywałam kolejne litery i słowa z zapisanych w elementarzu czytanek. Co prawda, tę moją romantyczną wizję uczenia się szkoła weryfikowała przez kolejne lata wielokrotnie, czasem pozytywnie, częściej negatywnie, jednak to wspomnienie początkowej, czystej ciekawości udało mi się w sobie zachować. 

Dziś do szkoły przychodzą dzieci najczęściej już czytające, często piszące, a wiele z nich radzi sobie z tym nie tylko w języku ojczystym. Za to o szkolną ciekawość dziś już znacznie trudniej niż wtedy, gdy ja byłam dzieckiem. 

„Starsi uczniowie totalnie nie chcą być w szkole” – zwierza mi się w pierwszych dniach po powrocie z pandemicznego lockdownu znajoma nauczycielka niemieckiego. Uczy w podstawówce w mieście średniej wielkości na południu Polski. Sympatyczna, słynie z aktywizujących metod pracy, pasji do nauczania i miłości do uczniów – trudno o lepszą nauczycielkę, na pewno nie jest na jej lekcjach nudno. Tylko że uczniowie przestali to zauważać. „Zwykła lekcja, z zadaniami – źle. Słówka? Źle. Luźna lekcja z pogaduszkami – też źle. Nie chcą ani gadać, ani czytać, ani pisać. Milczą” – mówi mi zdezorientowana. Pytam, czy nie działa argument, że nauczą się mówić po niemiecku? Większość rodzin w tym regionie jeździ zarabiać za naszą zachodnią granicę. Czemu dzieciaki nie widzą pożytku w nauce języka obcego? Nauczycielka tylko śmieje się z mojej naiwności.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Inny znajomy, fizyk, usiłuje wpoić miłość do swojego przedmiotu siódmoklasistom w elitarnej prywatnej szkole podstawowej w Warszawie. Co roku, na początku roku szkolnego słyszy od nich, że nie będą się tego uczyli, bo fizyka jest za trudna i nikomu niepotrzebna. Już kilka lat temu postanowił zignorować więc tempo szkolnego programu. „Muszą mieć mniej materiału, za to bardziej przemyślanego, inaczej nic nie zrozumieją” – uznał. I powoli, od podstaw objaśniał niechętnym dzieciom świat liczb i praw naturalnych. Skraplanie i parowanie demonstrował przy pomocy plastikowej butelki i zapałki na nagranym we własnej kuchni filmie. Prawo Archimedesa pokazał na doświadczeniu z bombką zanurzoną w szklance osolonej wody. Uczniowie dobrze się bawili, ale już na następnej lekcji nie potrafili prawa powtórzyć, bo ten Archimedes jednak nieciekawy. Aktualnie fizyk zachodzi w głowę, jak ich namówić, aby znaleźli w sobie chęć do poznania zasad termodynamiki. Nie zbuduje im przecież maszyny parowej, żeby na własne oczy przekonali się, jak działają cylindry i zawory. Bez doświadczeń zaś dają wiedzy stanowczy odpór. „To inteligentne dzieciaki, nie potrafię więc zrozumieć ich braku zainteresowania poznawczego. Mnie w dzieciństwie trzeba było przed eksperymentami powstrzymywać, a nie do nich zapędzać” – mówi, nagrywając kolejny eksperyment metodą DIY. 

Odpływ zainteresowania uczniów szkolnym nauczaniem nie był tak dobrze widoczny w trakcie nauki stacjonarnej. Prawny obowiązek trzymał większość dzieciaków w ławkach, trudniej im było na lekcjach „odpływać” albo czytać coś innego niż podręcznik. Dopiero zdalna szkoła ujawniła prawdziwe uczniowskie preferencje. Według badań z raportu Centrum Cyfrowego Edukacja zdalna w czasie pandemii. Edycja II niemal połowa (!) uczniów „znikała” ze szkoły podczas pandemii. I nie chodzi tutaj o uczniów, którzy nie mieli dostępu do Internetu albo sprzętu komputerowego – chcieli, ale nie mogli uczestniczyć w lekcjach. Chodzi o tych, którzy znikali „na miękko”, to znaczy: włączali Teams albo Zoom, ale „wyłączali” mózg. „Lekcje sobie przyciszę, muzykę włączę albo coś obejrzę i tak dotrwam końca dnia”, mówił mi Adam z warszawskiego liceum o swojej metodzie na zdalne, ale jego pomysł można przypisać – zgodnie z przytoczonym raportem – co drugiemu polskiemu uczniowi. Ilu z nich było na tyle zmotywowanych, żeby uczyć się na własną rękę?

Raport Przyszłość edukacji. Scenariusze 2046 opracowany przez infuture.institute Natalii Hatalskiej we współpracy z Collegium da Vinci opisuje ten trend przy pomocy pojęcia „kultura nanosekundy”. Dziś oczekujemy, że wszystko będzie dostępne od razu i natychmiast, nasze działania napędzane są nieustanną walką o uwagę. Taki świat to skutek rozwoju technologii – Internetu i urządzeń mobilnych, naturalnie najbardziej na niego wyeksponowane są młodsze pokolenia. W dobie kultury nanosekundy szczególnym wyzwaniem dla edukacji będzie utrzymywanie wśród uczniów motywacji i pasji do nauki – uważają autorzy raportu. Szkoła musi szukać sposobów na skuteczne zachęcanie i motywowanie – zamiast obowiązującego nadal zmuszania do nauki. 

Czytam ten raport i rozumiem, jaki mamy z tym problem. Jeśli nie zawalczymy o uwagę uczniów, zmarnujemy nasz czas i energię na szkołę, której treść spłynie po nich jak po kaczce, pozostawiając głównie niechęć, a często nawet traumę, żadnego za to kapitału poznawczego ani społecznego. 

„Wypracowanie bardziej zindywidualizowanego podejścia do uczących się, m.in. wykorzystanie wiedzy o różnych stylach uczenia się, potrzebach edukacyjnych, różnorodnej motywacji” – taki kierunek widzą autorzy raportu Scenariusze 2046

My jednak front walki ustawiamy sobie gdzie indziej. Na Facebooku przed końcem roku odbył się doroczny festiwal żalów i wyrzekań rodziców i uczniów z jednej strony, a nauczycieli z drugiej – na niesprawiedliwą średnią ocen i wykluczający charakter czerwonego paska. Wojna trwa, strony się okopały i po raz kolejny pozostały na pozycjach. Nauczyciele wciąż są zdeterminowani, aby z aptekarską precyzją wyważać zaangażowanie i wiedzę uczniów do drugiego miejsca po przecinku. Uczniowie – aby przepychać tę średnią w kierunku wyższych wartości na zasadzie: zakuć, zdać, zapomnieć.

Z okazji tego rodzimego sportu w odstawkę poszły dyskusje o tym, jak zachęcić uczniów do nauki. Jak i czego uczyć, żeby to miało sens w galopującej kulturze nanosekundy? (Na inną okazję zostawmy sobie rozmowę o tym, w jakich obłokach buja dziś Ministerstwo Edukacji i Nauki i jak bardzo szkodliwe zgłasza pomysły). 

Zdalne lekcje otworzyły przed uczniami takie pokłady wolności i prywatności, jakie w stacjonarnej szkole mogli osiągnąć tylko wagarami. Trudno wierzyć, że oddadzą te przywileje bez walki. W zdalnej szkole nauczyciel mówił do czarnego ekranu Zooma, gdzie poza jego twarzą odznaczało się kilkanaście kafelków, a na nich czerwoną, słabą czcionką świeciły uczniowskie nicki i przekreślone symbole mikrofonów. W szkole stacjonarnej stanie przed gromadą niechętnie milczących uczniów, niezadowolonych z odebranej im wolności ukrycia się za wyłączoną kamerką i wyciszonym mikrofonem. 

Nauczycielka z podwarszawskiej podstawówki: „Czuję się jak nadzorca w więzieniu. Cała klasa siedzi w jednym pomieszczeniu, wszyscy muszą w tym samym czasie robić to samo, a część przecież nie chce i ja mam ich do tego skłonić, chociaż doskonale rozumiem ich niechęć. Zaczynam myśleć, że taka szkoła nie ma sensu”. 

Szkoła w nowym roku szkolnym niewątpliwie spróbuje uwięzić uczniów na powrót w ławkach i zmusić, aby chłonęli archaiczny koktajl faktów i dat ze szkolnych programów. Uczniowie się za to na niej „zemszczą”. Niekoniecznie w namacalny, widoczny sposób. Powtórzą np., że „fizyka jest za trudna”, „matematyki na pewno się nie nauczę”, „czytać nie będę”. Stracimy pokolenia. 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!