Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Jak wyglądałby dziś świat, gdyby w XIII w. krucjata dziecięca dotarła do Jerozolimy i założyła ...
2019-06-17 10:00:00

Dzieci wszystkich krajów, łączcie się!
Alternatywny Przekrój przez historię

Daniel Mróz – rysunek z archiwum, nr 1092/1966 r.
Dzieci wszystkich krajów, łączcie się!
Dzieci wszystkich krajów, łączcie się!

Jak co roku 1 września Wzgórze Świątynne w Jerozolimie zapełniło się dorosłymi. Tylko tego dnia dzieci z Królestwa Pokoju pozwalają im zbliżyć się do starożytnych relikwii, za które tylu dojrzałych przodków bezsensownie przelewało krew.

Czyta się 3 minuty

Przepisy są surowe. Wchodzimy boso, tak jak uczestnicy dziecięcej krucjaty w XIII w., którzy pod wodzą natchnionego młodego proroka Mikołaja z Kolonii dotarli do Jerozolimy i – odmieniając bieg historii Bliskiego Wschodu – założyli tam Królestwo Pokoju.

Poza obuwiem porzucić musimy też wszelkie atrybuty dorosłości: krawaty, muszki, garsonki, marynarki, sznury pereł, etole z lisów, teczki na dokumenty. Żadnego makijażu, żadnych komórek.

Trzymamy się za ręce. Trzymamy się tak, jak trzymały się dzieci w oczekiwaniu na statki pod Marsylią, w Brindisi i Ankonie, w portach Sycylii i na Sardynii. Oniemiali wojownicy nie odważyli się ich dotknąć. Bose, obdarte dzieci trzymające się za rączki. Bez broni, bez pancerzy. Saraceni mogli je wszystkie wymordować, ale tego nie uczynili. Nie byli w stanie. A potem nadeszła burza piaskowa, której nie przetrwałaby żadna armia, a przez którą przeszli bez szwanku złączeni dłońmi malcy. Może to legenda, ale powtórzenie tego gestu ma być dla nas, współczesnych dorosłych, symbolem wiary w braterstwo ludzi.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Wejście w mentalność dziecka okazuje się dla wielu z nas trudne. Stosujemy więc triki, które mają nam w tym pomóc. Jeżeli podnosimy głos, to tylko z radości. Nie wolno nam spoglądać na nikogo z góry. Zdobyte „po dorosłemu” pieniądze wydajemy na modłę dziecięcą. Wypychamy kieszenie zabawkami, wisiorkami, słodyczami. Ustawiamy się w chaotyczne kolejki przed sprzedawcami waty cukrowej. Odbijamy na skórze zmywalne tatuaże. Nakładamy fikuśne czapeczki i puszczamy balony w niebo. Część oddycha helem i śpiewa pis­kliwym głosem jak z kreskówki radosne piosenki, recytuje wyliczanki z czasów podwórkowych zabaw. Na koniec u stóp Wzgórza koncertujemy wspólnie. W ruch idą blaszane bębenki, fujarki, cymbałki i trójkąty. Wydajemy dźwięki bez ładu i składu. Radość i szaleństwo.

Wbrew pozorom nie dla każdego dorosłego było to łatwe. Niektórzy z nas mieli z tą beztroską i swobodą wielkie problemy.

Pod koniec dnia opuściliśmy Królestwo i znów należy ono wyłącznie do dzieci.

Kim są?

Pochodzą z całego świata. Chętnych jest tak wielu, że o przyznaniu miejsca decyduje loteria. Każde dziecko spędza tam tydzień w towarzystwie innych dzieci ze wszystkich stron świata. Zamiast smartfonów – rozgwieżdżone nocne niebo, jak przed wiekami.

Każde dziecko trafia tam tylko raz. Później wraca w rodzinne strony i dzieli się z innymi swoimi przemyśleniami.

Świat reaguje rozmaicie. Nie brak tych, którzy uważają, że losowania są ustawione i „wszystkie dzieci są równe, ale niektóre równiejsze”.

I tylko historycy – przez same dzieci uważani często za smutnych nudziarzy – nadal piszą elaboraty, kreśląc w nich ponure wizje świata, w którym dziecięca krucjata się nie powiodła. Ówczesny papież Innocenty III i jego następcy kontynuo­waliby krwawą drogę ewangelizacji i dominacji bez poszukiwania kompromisu. Wyznawcy różnych religii biliby się o Jerozolimę i inne „święte miasta” przez całe stulecia. Krew lałaby się strumieniami. A dzieci traktowano by jak mniejszych, nieistotnych, gorszych ludzi. Nikt nie wierzyłby w ich skargi na doros­łych – rodziców, duchownych czy nauczycieli – nadużywających swoich uprawnień. Czasem jakiś maluch zdobyłby sławę, pisząc listy do światowych przywódców w obronie czystego powietrza czy wymierających tygrysów. Częściej jednak dzieci byłyby robotnikami, żołnierzami, prostytutkami.

„Jak dobrze, że dziecięca krucjata zdołała dotrzeć na Bliski Wschód. I jak szczęśliwie wpadła na burzę piaskową” – pisał XIX-wieczny historyk Hans Christian Andersen. Trudno się nie zgodzić!

 

Tego tekstu możesz również posłuchać w naszym dziale Multimedia.

Przeczytaj ten tekst po angielsku lub daj do przeczytania anglojęzycznym znajomym!

 

 

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!