pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Chcielibyśmy – na tyle ile to możliwe – umilić Państwu ten trudny czas, dlatego w dniach 20 marca - 13 kwietnia udostępniamy wersję cyfrową wiosennego numeru bezpłatnie. Zapraszamy do czytania i słuchania audio z bieżącego numeru! Przeczytaj wiosenny numer

W związku z zamknięciem wielu punktów sprzedaży prasy, zapraszamy do kupienia papierowej wersji numeru wiosennego w cenie okładkowej, bez dodatkowych kosztów przesyłki. Kup wiosenny numer

Przekrój
Straszne rzeczy zaczęły dziać się w Stanach Zjednoczonych z nadejściem Ery Wodnika – o czym skwapliwie ...
1967-11-12
archiwum

Dzieci kwiaty
List z Ameryki

Daniel Mróz – rysunek z archiwum, nr 1279/1969 r.
Dzieci kwiaty

Straszne, straszne rzeczy zaczęły dziać się w Stanach Zjednoczonych z nadejściem Ery Wodnika – o czym skwapliwie doniósł w 1967 r. korespondent „Przekroju”.

Czyta się 9 minut

Do pracy umysłowej chodzi się w szarym flanelowym ubraniu i białej koszuli. W biurach, bankach, urzędach, na poczcie czy w domu towarowym, pan, który świadczy usługi, będzie miał na sobie na pewno czystą, białą koszulę. Pracownicy umysłowi nazywają się tu nawet „robotnikami w białych kołnierzykach”. Panie sprawujące te lub podobne funkcje ubierają się zazwyczaj w spódnice i bluzki, w kostiumiki czy skromne, proste sukienki.

Ubiór w Ameryce ma znaczenie kolosalne i symboliczne. Pracownicy fizyczni nakładają na siebie kombinezony najróżniejszych kolorów i krojów, zależnie od funkcji, jakie sprawują. Inny jest kombinezon malarza pokojowego, inny faceta, który nalewa benzynę do samochodu, inny stolarza, inny ślusarza, inny elektryka. Ubiór powinien wskazywać od razu na to, co kto robi, kim jest, ma identyfikować człowieka.

Identyfikacja jest dla Amerykanina rzeczą konieczną, wynikającą z jakichś głęboko zakorzenionych potrzeb socjologicznych. To oni przecież wymyślili plakietkę na agrafce, opatrzoną nazwiskiem i imieniem właściciela, przypiętą do klapy marynarki. Plakietkę tę nakłada się na wszystkie większe zebrania czy zjazdy. Niektórzy dodają jeszcze różne dowcipne uwagi, jak „Nazywam się Jan Kowalski, a ty?” lub „Nazywam się Jan Kowalski, jak się masz?”, żeby sobie zao­szczędzić witania się z wszystkimi uczestnikami. Ale amerykański Jan Kowalski, w szarym, flanelowym ubraniu, z plakietką identyfikującą go na piersiach, porusza się pewny siebie po terenie, na którym odbywa się zjazd, nie musi się nikomu przedstawiać, nie musi się z niczego tłumaczyć, nie musi się nawet witać, co daje mu poczucie pewności siebie i przynależności do grupy.

Hotele amerykańskie roją się od panów „na delegacji”. Co kilka dni w hallu zmienia się szyld. Oto zbiera się „Stowarzyszenie Buchalterów”, potem „Towarzystwo Straży Pożarnej”, „Amerykańskie Stowarzyszenie Psychiatrów”, „Panie Demokratki”, „Międzynarodowa Konferencja w sprawie Legalnego Przerywania Ciąży” i tak dalej, przez cały rok (nie piszemy okrągły, bo nie jesteśmy zupełnie pewni, czy rok właśnie taki posiada kształt). Amerykańscy panowie „na delegacji” biorą w dzień udział w jakiejś konferencji, odbywającej się z reguły w sali balowej hotelu, a wieczorem albo gnają grupami do knajp, albo urządzają tak zwane sute libacje w pokojach i upijają się na umór.

Czytelniczko, Czytelniku,

Chcielibyśmy – na tyle ile to możliwe – umilić Państwu ten trudny czas, dlatego w dniach 20 marca - 13 kwietnia udostępniamy wersję cyfrową wiosennego numeru bezpłatnie dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się lub załóż konto już teraz aby czytać i słuchać artykułów z bieżącego numeru!

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!