Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 7 „Przekrojowych” tekstów oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
To rzadkość, by jeden autor stworzył zarówno antyutopię, jak i utopię. Wyjątkowa rzadkość, ...
2018-12-05 10:00:00

Dwie wizje przyszłości Aldousa Huxleya

Dwie wizje przyszłości Aldousa Huxleya

To rzadkość, by jeden autor stworzył zarówno antyutopię, jak i utopię. Wyjątkowa rzadkość, by oba dzieła były wybitne i przetrwały próbę czasu. Zdaje się, że znany jest tylko jeden taki przypadek: przypadek twórczości Huxleya.

Nowy wspaniały świat Aldousa Huxleya do dziś niepokoi i wzbudza czujność czytelników wobec obserwowanych tendencji. Jego Wyspa do dziś inspiruje tych wszystkich, którzy widzą światło w tunelu. Pisarz nie przeszedł zwykłej ewolucji od optymizmu do pesymizmu, a powodowany troską staromodnego intelektualisty zaangażowanego w sprawy świata nie poprzestał na katastroficznym zgorzknieniu.

Wilki, nie termity

Na czym polegają niepokoje wywoływane przez Nowy wspaniały świat? Istotą tej wizji jest świat społeczny doskonale ujednolicony i zorganizowany, w którym nie ma miejsca dla jakiejkolwiek indywidualności i odmienności. Modelem jest tutaj społeczeństwo wyobrażone jako mrowisko bądź ul, tymczasem my – przynajmniej zdaniem Huxleya – jako gatunek bardziej przypominamy słonie czy wilki: potrzebujemy jakiejś grupy, ale nigdy nie jesteśmy częścią jednego organizmu i zamienną częścią całości.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

7 to nadzwyczajna liczba w numerologii – w Chinach brzmi podobnie do słowa „pewny”. U nas masz siedem pewnych i bezpłatnych artykułów do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Jako efekt nieskończenie skomplikowanego procesu ewolucyjnego każdy z nas jest inny i musi takim pozostać, jeśli ma nie być unieszczęś­liwiony. Mniej lub bardziej anonimowe siły rządzące światem potrafią nas jednak omotać i sprawić, byś­my o tym zapomnieli. Tak ujednolicając, działa ludzki intelekt, który umożliwia „zapanowanie” nad światem. Nieustannie ujednolicamy rzeczywistość. Kiedy mówimy „sosna”, mamy na myśli abstrakcyjną sosnę, a nie tysiące konkretnych drzew, które już widzieliśmy. Ta praktyka przynosi korzyści w życiu codziennym i nauce, ale kiedy zostaje zastosowana do polityki i życia społecznego, zawsze kończy się czyimś unieszczęśliwieniem.

Jak pamiętamy, jeden z głównych bohaterów antyutopii Huxleya, John „Dzikus”, wychowany w indiańskim rezerwacie, poznając Londyn przyszłości, przeżywa jedno zdumienie za drugim, po czym popełnia samobójstwo. Stopniowo uświadamia sobie nieznośność tego świata, w którym sklonowani ludzie (hodowani w butlach) – wyglądający tak samo, myślący tak samo, robiący to samo, w momentach przygnębienia łykający pigułkę poprawiającą humor – są faktycznymi i nieświadomymi niewolnikami, właściwie czymś w rodzaju biomaszyn. Świat tej powieści jest precyzyjną konstrukcją, która oddziela od realności; konstrukcja jest sztuczna i przyjemna, a realność… nawet do końca nie wiadomo, jaka jest.

Huxley w eseju Nowy wspaniały świat 30 lat później, napisanym w latach 50., krytykował powstawanie nowej etyki społecznej, która dziś właściwie stała się normą, a do której należą takie hasła, jak: przystosowanie, zachowanie prospołeczne, przynależność, nabywanie umiejętności społecznych, praca zespołowa, życie w zbiorowości czy myślenie grupowe. Brzmi niewinnie (a może tak brzmi, bo już przywykliśmy do takiego myślenia), ale ukrywa w sobie w gruncie rzeczy nieludzką perspektywę, w której wszyscy jesteś­my identycznymi termitami (choć gołym okiem widać, że nie jesteśmy).

Taką zresztą termitierą, zdaniem pisarza, jest również miasto – rzeczywistość zorganizowana, sztuczna, abstrakcyjna i anonimowa, o której pisał wprost, powołując się na Ericha Fromma, że szkodzi zdrowiu psychicznemu (sam Huxley osiadł ostatecznie na kalifornijskiej pustyni Mojave).

Przyjemna halucynacja

W Nowym wspaniałym świecie, by zapewnić zadowalający porządek, dający złudzenie ziemskiego raju, korzysta się z wielopoziomowego warunkowania ideologicznego, wykorzystuje osiągnięcia genetyki, psychoanalizy, behawioryzmu, tak by umysł każdego przesiąkł trzema hasłami: Wspólność, Identyczność, Stabilność. Najistotniejsze jest jednak warunkowanie farmakologiczne – narkotyk nazwany w powieści somą. To dzięki niemu technokratyczna władza dopełnia swojej kontroli nad społeczeństwem, które nie zdaje sobie sprawy z własnego niewolnictwa. Soma używana jest w każdej problematycznej sytuacji: daje błogość i zaciemnia problem przyjemną halucynacją.

Na tym polega zasadnicza różnica między wizją Huxleya a drugą najsłynniejszą wizją antyutopijną XX-wiecznej literatury, czyli Rokiem 1984 George’a Orwella, w której społeczeństwo zostaje zniewolone siłą, strachem przed karą; u Huxleya przeciwnie – nie ma więzień, są jedynie wyspy przeznaczone dla tych, których nie udało się ogłupić. Kara jest postrzegana jako narzędzie nieskuteczne; przemoc rodzi opór; opór rodzi opozycję; opozycja kwestionuje władzę. Według pisarza lepiej dla władzy, by rządziła łagodnie i niewidocznie. (W swoim liście do Orwella Huxley zwrócił uwagę na anachronizm wyobrażonych przez niego tortur).

ilustracja: Tomek Kozłowski
ilustracja: Tomek Kozłowski

Arsenał środków wykorzystywanych przez rządzących w powieści Huxleya jest szeroki: hipnopedia (warunkowanie przez sen), perswazja podświadoma, perswazja chemiczna, propaganda, popularyzacja ogłupiających „czuciofilmów” o prostej fabule wywołujących nieskomplikowane (dające się kontrolować) odczucia, zakaz czytania książek, uprawiania sztuki, znajomości historii. W tym groteskowym świecie to, co skomplikowane, stanowi zagrożenie publiczne. Dlatego nie ma tam miłości, Boga, świadomej konfrontacji z faktem śmierci czy jakiegokolwiek innego świadomego przeżycia.

Co prawda w naszej rzeczywistości światowe rządy wciąż nie dysponują biotechnologią umożliwiającą hodowlę idealnych podwładnych, fabrykowanie ludzi z taśmy. Faktem jest także – choć pewności mieć nie można – że z kranów pijemy wodę bez żadnej psychoaktywnej domieszki. (Czytelnik zbioru esejów Syntetyczny Bóg może jednak zauważyć, że żaden rząd nie sprzeciwia się alkoholowi – mimo bezdyskusyjności faktu, iż jest to najbardziej destrukcyjny środek w ludzkiej historii, który nieustannie pochłania oraz niszczy fizycznie i psychicznie kolejne pokolenia – bo też nie ma nic bardziej korzystnego dla władzy niż działanie alkoholu; wydaje się, że Huxley jest jedynym znanym, obok Williama Jamesa, intelektualistą, który na poważnie zajął się tym globalnym problemem spotykanym na rogu każdej ulicy).

Mimo to jest oczywiste, że elementy pozostałych technik manipulacji dają się wytropić. Kto nie wierzy, niech zajrzy do wspomnianego eseju Nowy wspaniały świat 30 lat później, w którym Huxley szczegółowo je omawia w odniesieniu do swoich czasów.

Wydaje się, że najtrafniejsze proroctwo Nowego wspaniałego świata dotyczy strefy konsumpcji. W świecie tej powieści z zasady nie naprawia się zepsutych rzeczy; zawsze kupuje się nowe. Pedagogika Londynu przyszłości opiera się na wpojeniu dzieciom silnie odczuwanej potrzeby, jaką jest posiadanie nowych rzeczy – tego bowiem wymaga gospodarka. Przykładowo: każdy, kto czyta książki, myśli, spaceruje, śpiewa lub tańczy, a nie kupuje – niszczy gospodarkę. Brzmi to wszystko bardzo znajomo.

Realistyczna sielskość

Ostatnia powieść Huxleya, utopijna Wyspa, nie zyskała podobnej popularności co Nowy wspaniały świat. Ten drugi, satyryczny i pełen ­humoru, do dziś porywa czytelników znakomitą fabularną konstrukcją. Z Wyspą rzecz ma się zupełnie inaczej, ale nie tylko dlatego, że forma powieściowa jest w niej prowizoryczna. Zasadniczy powód wydaje się inny. Nowy wspaniały świat ekscytuje, bo straszy i niepokoi. Wyspa zaś opisuje coś wyjątkowo nieciekawego i niepodniecającego, czyli świat ludzi szczęśliwych.

Główny bohater Wyspy jest jakby lustrzanym odbiciem Johna „Dzikusa”: to nieszczęśliwy, neurotyczny Anglik, który trafia na egzotyczną wyspę Pala. Inaczej jednak niż w dystopii Huxleya nie odkrywa on fantastycznonaukowego koszmaru, lecz całkiem realistyczną sielskość.

Od razu rzucająca się w oczy różnica między przyszłością Nowego wspaniałego świata a światem Wyspy polega na stosunku do kultury/technologii. W pierwszej książce wszelka technologia służy utrzymaniu i zapewnieniu totalnej, ujednolicającej władzy, w drugiej natomiast jest skrupulatnie ograniczona do zapewniania szczęścia i samorealizacji. Technologia, czyli konstrukcja narzucona światu, w pierwszym przypadku oddala od niego, w drugim – przybliża.

Przykładowo, zarówno w Nowym wspaniałym świecie, jak i w Wyspie pojawia się kultura zażywania narkotyków, tyle że pełnią diametralnie odmienne funkcje. W wersji antyutopijnej narkotyk jest wykorzystywany do omamienia umysłu, a w utopijnej to modyfikacja sposobu myślenia. W pierwszym przypadku narkotyk oddziela od tego, co dzieje się naprawdę. W drugim sprawia, że to, co przeżywane, jest bardziej realne niż to, co widzimy w normalnym stanie świadomości (w tym sformułowaniu kryją się zresztą wnioski Huxleya z eseju Drzwi percepcji poświęconego jego doświadczeniom z meskaliną).

Podobnie jest z życiem seksualnym: w Nowym wspaniałym świecie problem jest rozwiązany czysto mechanicznie; dzieci od małego warunkowane są tak, by kiedy jedno poczuje ochotę, drugie nie miało nic przeciwko, zgodnie z hasłem „Każde każdemu”. W Wyspie zaś seks nie jest tylko seksem: jest „jogą miłości”, głęboką techniką duchową, która – znów – pogłębia doświadczenie bytu i poszerza świadomość.

Te ostatnie wątki pochodzą z duchowości dalekowschodnich. Elementem utopii Huxleya jest kultura buddyjska, choć mogłaby być każda inna, która nie straszy wyznawców doktryną grzechu pierworodnego i nie wbija do głowy, że są istotami z gruntu zepsutymi, uniemożliwiając im tym samym już w punkcie wyjścia osiągnięcie szczęścia na tym świecie. Inaczej niż w tradycji judeo­chrześcijańskiej, która zdaniem Huxleya wiele mówi o miłości, ale nie potrafi jej osiągnąć, techniki samodoskonalenia duchowego i moralnego są jak najbardziej dostępne na Wschodzie (jak wiemy z Filozofii wieczystej i tomu tekstów Wewnętrzny Bóg, Huxley interesował się mistyką zachodnią, ­ale ­– właśnie – mistyką, czyli tym niewyrażalnym zjawiskiem, w którym doktryna ulega rozmyciu). A idealne społeczeństwo przyszłości powinno się doskonalić oddolnie.

Charakterystyczna jest także różnica w podejściu do problemu zła, cierpienia, negatywnych aspektów życia. W Nowym wspaniałym świecie ukrywa się takie fakty, jak choroba czy śmierć; w Londynie przyszłości wszyscy umierają niewidoczni w wieku 61 lat bez wcześniejszych oznak starzenia. W świecie Wyspy zaś przeciwnie – zalecane jest przeżywanie zła (czy też tego, co nazywamy złem) z maksymalną uważnością. Gdy jedna z postaci powieści umiera, jest pilnowana przez bliskich, by nie popadała w roztargnienie lub zamyślenie. Jednak mieszkańcy tytułowej wyspy, mimo przeżywanych cierpień, nigdy nie ulegają rozpaczy i pesymizmowi. Wynika to z ich oświecenia (kolejny element dalekowschodni). A cokolwiek by mówił zachodni sceptyk, zjawisko oświecenia jest psychologicznym i antropologicznym faktem, tyle że częściej spotykanym na Wschodzie. Z tego, co o nim wiadomo, do­świadczenie to zmienia sposób widzenia świata (dodajmy, że sam Huxley był przez jakiś czas uczniem Swamiego Prabhavanandy). Oczywiście społeczeństwo Wyspy nie jest też zbiorem samopoznających się samotników: to wspólnota skupiona na troskliwej pracy na rzecz wzajemnego urzeczywistnienia.

Niemniej należy podkreślić, że utopia angielskiego pisarza nie widzi rozwiązania wszystkich problemów nękających ludzkość w mistyce. Nie widzi go również w nauce, ekonomii, pedagogice, psychologii czy prawie. Huxley lubił sugerować, byśmy „działali jak najlepiej w obu światach”. Inaczej też niż inni, którzy sądzą, że wystarczy uniwersalny klucz, by otworzyć bramy szczęścia, Huxley zaleca, by równocześnie stosować wszystkie możliwe metody.

Co ciekawe, jeden wątek łączy Nowy wspaniały światWyspę: konieczność kontroli narodzin, i to niezależnie od tego, czy przyszłość ma być ustabilizowana przez dyktatorską władzę, czy też ma być wyspą szczęśliwości. Problem przeludnienia często powracał w pismach Huxleya. W jego teorii był bowiem najkrótszą drogą do dyktatury – przeludnienie doprowadza do głodu, głód czy jego widmo zwiększa niepokój społeczny, niepokój społeczny wymaga interwencji władzy; interwencja zwiększa i legitymizuje władzę; zwiększona władza nigdy nie zostaje pomniejszona. Kontrola narodzin i racjonalna eksploatacja zasobów naturalnych stają się więc globalną koniecznością.

Kto uciekł z mrowiska?

Wielu znacznie chętniej przyznaje zasadność zagrożeniom opisanym w Nowym wspaniałym świecie przy jednoczesnym odrzuceniu pozytywnych pomysłów z Wyspy. Ma to oczywiście związek z epidemią nastrojów pesymistycznych. Niektórzy mają w zwyczaju zbywać treść Wyspy jako relikt nieudanej rewolty hipisowskiej (traktowanej z mniej lub bardziej skrywaną pogardą). Zadajmy sobie jednak pytanie, skąd takie reakcje. Dlaczego wielokrotnie ci, dla których istotne były wolność i autentyczność przeżywanego życia, traktowani byli z podejrzliwością przez świadomych lub nieświadomych rzeczników konstrukcji i organizacji? Trudno oprzeć się wrażeniu, że tylko z tego powodu, iż ci pierwsi wyszli poza mrowisko.

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!