Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 7 „Przekrojowych” tekstów oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Takie historie tylko nad Wisłą... Przedstawiamy felieton wakacyjny z 1950 r.
2017-06-20 00:00:00
Stefan Wiechecki "Wiech"

Dramat na plaży

Dramat na plaży

Takie historie tylko nad Wisłą...

W sądzie grodzkim odbyła się sprawa pp. Narcyza Nóżki i Albina Gwizdka o kradzież damskiego kostiumu kąpielowego wraz z gumowym czepkiem i pantofelkami.

Jeden z oskarżonych p. Gwizdek nie tłumaczył się wcale, stał z opuszczoną głową i rumieńcem wstydu na licach.

Za to towarzysz jego błysnął tak wysoką klasą krasomówczą, użył tak przekonywujących argumentów, że tylko nieporozumieniu chyba zawdzięczać trzeba, że nie uzyskał wyroku uniewinniającego dla siebie i przyjaciela.

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

7 to nadzwyczajna liczba w numerologii – w Chinach brzmi podobnie do słowa „pewny”. U nas masz siedem pewnych i bezpłatnych artykułów do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

– Gorąco było proszę wysokiego Sądu jak rzadko, to tyż poszliśmy z tem tu obecnem koleżką mojem Gwizdkiem Albinem, na plaże.

Przychodziem, dają nam bileta i mówią: prosiemy do kabin się rozebrać.

– Czego? Żeby nam kto męską konferencję nawalił i żebyśmy zmuszone byli na gołego do domu gazować? Nie ma tak dobrze, ubranie położemy przy sobie na piasku.

Ale nam derektor plaży dał słowo honoru, że nikt łachów nie gwizdnie. W przeciwnym razie on za wszystko płaci. Ano kiedy tak, to jazda. Rozebraliśmy się, szafkie zamkli i idziem na piasek.

A tu krzyk się zrobił jak cholera, kobiety zaczęli uciekać, dzieciom oczy zakrywać, bo co się pokazało? Koleżka Gwizdek kąpielowych majtek przez nieuwagie w domu zapomniał i cielesną autonomią publiczne zgorszenie uskuteczniał.

Pożyczyłem ma się rozumieć kubełka od jakiegoś chłopaczka i jako tako kolegie gdzieniegdzie przyokrywszy nazad do kabin zaciągłem.

Ponieważ, że nigdzie nie można było kostiumu pożyczyć, z kalesonów kąpielowe majtki się zrobiło i jazda do wody. Ja sobie spokojnie po kozacku pływałem i wszystko było korekt, żeby nie to, że koleżce zachciało się nurka dawać.

Skoczył dobrze, ale patrzyć – goły z wody wychodzi. Zgubił wszystko w wodzie!

Wtenczas myślę sobie, co tu robić, jak pragnę zdrowia? Wpakowałem go po same szyje w wodę i mówię: „siedź, a ja poszukam”.

Ale gdzie tam, najwyższy sądzie – kamień woda.

– Znakiem tego nie ma inszej rady, tylko muszę znowuż dać nurka i komuś pod wodą majtki z pierwszej krzyżowej ściągnąć – powiedział koleżka i skoczył.

Nie wytrwało dwóch minut, wypłynął cholera w kostiumie, ale damskiem z falbankamy i perelinką, nawet gumiane pantofle miał na nogach.

Ale to był dopiero początek. Patrzyć, pokazuje się z wody jakaś pani starsza, krugom jak syrena, bo nawet czepek z głowy koleżka Gwizdek jej zabrał.

Na razie nic nie sporutowała, ale jak się ludzie zaczęli śmiać, schowała się pod wodę, na Gwizdka ręką pokazuje i krzyczy: „Trzymać złodzieja”.

Ma się rozumieć nadlecieli ciecie od plaży i obydwóch nas przykaraulili.

Faktycznie koleżka postąpił nieładnie – tak się w towarzystwie nie robi.

To tyż zwróciłem mu na to uwagie, ale mnie wytłomaczył, że podgazowany był i o męskie ambicje mu się rozchodziło. Kostiumu nawalić nie chciał, pożyczkie tylko zrobił, żeby się do kabiny dostać.

Gdyby przewód sądowy został przerwany w tym miejscu niewątpliwie oskarżeni otrzymaliby pełną rehabilitację. Ale że sędzia postanowił zbadać kilku świadków, sprawa przybrała odmienny nieco obrót.

Jakkolwiek świadkowie byli brani przez pana Nóżkę w krzyżowy ogień pytań, z uporem twierdzili, że kostium ściągnięty został nie w wodzie, tylko przy kasie, w momencie gdy poszkodowana, kupując bilet, odłożyła na chwilkę walizeczkę, w której się znajdował.

Wobec tego sędzia całą dramatyczną opowieść o przeżyciach w falach Wisły uznał za fantazję i skazał obydwu plażowiczów na 6 miesięcy.

 

Tekst z archiwum, nr 273/1950 r.

Data publikacji:

Stefan Wiechecki "Wiech"

Stefan Wiechecki "Wiech"

Urodził się w 1896 r. Prozaik, satyryk, publicysta i dziennikarz. Mieszkaniec warszawskiej Woli, stworzył wyjątkowy literacki język oparty na przedwojennej gwarze miejskiej z różnych części stolicy. Jego felietony oraz powieści: Maniuś Kitajec i jego ferajna, Café „Pod Minogą”, były publikowane na łamach „Przekroju”. Julian Tuwim poświęcił Wiecheckiemu kilka wersów w Kwiatach polskich: „Potem to ślicznie Wiech uwieczniał, z daleka więc do pana Wiecha pełen wdzięczności się uśmiecham… I cóż pan teraz uskutecznia?” „Wiech” zmarł w 1979 r. Jego imieniem, a właściwie pseudonimem, nazwano pasaż za warszawskimi Domami Centrum.

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!