Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
W stulecie odzyskania niepodległości przyglądamy się dziwnym Polek i Polaków relacjom z wolnością. ...
2018-09-14 00:00:00
Chorzy na Polskę
Dysortografia patriotyczna

W stulecie odzyskania niepodległości przyglądamy się dziwnym Polek i Polaków relacjom z wolnością. Tym razem przybliżamy tajemniczą historię Marianny z Żeglińskich Dembińskiej i pytamy: czy aby zostać wzorcową polską patriotką, trzeba najpierw stać się… mężczyzną?

Warszawa, wrzesień 1831 r. Powstanie listopadowe dogasa. Rosjanie zdobywają kolejne szańce broniącego się miasta. Na Woli wkrótce padnie reduta nr 54 dowodzona przez generała Ordona, a rosyjska artyleria coraz mocniej ostrzeliwuje polskie pozycje. Wśród unoszących się dymów tylko jeden z walczących wydaje się nic sobie nie robić ze świszczących pocisków. Niczym komendant nie przestaje wołać na innych: „Stójcie śmiało! Kogo kula ma trafić, tego nie minie; Pan Bóg kule nosi”. „Spytałem, kto to był ten żołnierz. Odpowiedziano mi, że to w przebraniu żołnierskim pani Dembińska, wdowa po pułkowniku od weteranów” – wspominał jeden ze świadków tej sceny.

Na kartach powstania listopadowego pułkownikowa Dembińska pojawia się jeszcze kilkakrotnie. Za każdym razem podkreślana jest jej niezwykła odwaga oraz wielki patriotyzm i oddanie narodowej sprawie, a także nieokrzesany, dziki, awanturniczy charakter. Do tego dochodzi mało „kobiecy” wygląd: w źródłach pojawia się zawsze jako kobieta duża, silna, barczysta, jakby „stworzona do orędzia”, często określana jest jako „baba” wręcz „szkaradna”. Kim była ta nieznana bohaterka powstania listopadowego, kobieta, która stała się głosem rewolucji – polska Marianna?

Obywatelka nieokrzesana

Zamów prenumeratę cyfrową

Z ostatniej chwili!

U nas masz trzy bezpłatne artykuły do przeczytania w tym miesiącu. To pierwszy z nich. Może jednak już teraz warto zastanowić się nad naszą niedrogą prenumeratą cyfrową, by mieć pewność, że żaden limit Cię nie zaskoczy?

Wiemy o niej tyle, co udało się poskładać Elżbiecie Wichrowskiej, autorce biografii Dembińskiej. Urodziła się prawdopodobnie pod Płockiem około 1792 r., jej matka była niepiśmienna, ojciec być może wywodził się ze szlachty. Mieszkała w Warszawie, najpierw w okolicach Starego i Nowego Miasta, potem przy Muranowskiej. W wieku 23 lat wyszła za pułkownika Dembińskiego, weterana legionów, przy czym wiele wskazuje na to, że nie był to jej pierwszy mąż. Imała się różnych zajęć, na krótko przed powstaniem szyła rękawiczki. Kiedy ono wybuchło, Marianna natychmiast zaangażowała się w opiekę nad rannymi żołnierzami w jednym z lazaretów. Prowadziła go z wielką energią, rannych żołnierzy zabierała nawet do siebie do domu. Sprawa skończyła się skandalem, kiedy została oskarżona o gwałt na jednym z nich, w wyniku czego pacjent zmarł. Kiedy później lekarz w koszarach postawił jej ten zarzut, Dembińska podobno rzuciła się na niego z kuchennym nożem.

Była nie tylko porywcza, lecz także charyzmatyczna. W sierpniu 1831 r. to ona miała stać na czele rozruchów, podczas których doszło do samosądów – rozsierdzony tłum wymierzał sprawiedliwość dowództwu powstania. To ona wraz z kilkoma działaczami Towarzystwa Demokratycznego (sami mężczyźni!) wpadła 15 sierpnia do Pałacu Namiestnikowskiego, gdzie mieściła się siedziba Tymczasowego Rządu Powstańczego. Forsując straże, przedostała się do sali obrad rządowych, gdzie tłukąc posadzkę ogromnym pałaszem, „do którego była przypasaną”, krzyczała, że chyba trupem stąd ją wyniosą, bo ją „lud wszechwładny na to tu posłał, ażeby dopilnowała delegowanych i na duchu upadać im nie dozwoliła”. Obecny przy tym zdarzeniu książę Adam Czartoryski, próbując zapanować nad tym wulkanem iście rewolucyjnej energii, tytułował Mariannę obywatelką i bohaterką.

Listy z okresu powstania dowodzą, że towarzyszyło jej cokolwiek wielkościowe poczucie roli, którą ma do odegrania w powstaniu narodu i misji dla dobra „ukochany i naydroszy Oyczyzny”: „Ja byłam pierwszym Glosem Reowlucyi” – pisała swoją autorską, wyzwoloną od wszelkiej poprawności ortografią.

Matka Polka emigrantka

Oczywiście ów najczystszy patriotyzm mało miał wspólnego z obowiązującymi wzorcami kobiecego patriotyzmu. Nie jeździła w kobiecym stroju na koniu jak hrabianka Emilia Plater. Przeciwnie, w żołnierskim mundurze dzieliła żołnierski los, wdawała się w awantury, wykłócała o wódkę. Jej postać nie współgrała też z późniejszym kobiecym ideałem, w którym troska o sprawę narodową stopiła się w jedno z działalnością edukacyjną; prawdopodobnie sama nigdy nie odebrała żadnego wykształcenia. Jeśli była siłaczką, to zupełnie dosłownie. A jednak siła jej „nayczystrzego patryotismu” miała w sobie coś wyzwalającego. Walczyła o Polskę i nie robiło jej różnicy, jak to się pisze.

Natomiast ta świadoma lub nie „ucieczka od kobiecości” stanowiła jedyny sposób, aby kobieta – zwłaszcza tak dalekiego planu – mogła w ogóle zaistnieć i przyciągać uwagę zarówno współczesnych, jak i kolejnych pokoleń.

Po powstaniu Marianna udała się na emigrację. Kursowała między Londynem a Paryżem, przy czym nie jest jasne, skąd miała na to środki. W Anglii obracała się w środowisku radykalnych demokratów spod znaku Gromady Grudziąż. W tym czasie – zapewne po raz trzeci – wyszła za hrabiego Schell Viettinghoffa, również emigranta z Polski, postać niezwykle tajemniczą, oskarżaną przez emigrację o szpiegostwo. W wieku 42 lat urodziła chorowitego i kalekiego syna, którego w dużym stopniu wychowywała sama. Była, jak pisze Wichrowska, matką Polką emigrantką, zdaną całkowicie na siebie.

Polski splot myślowy

Oddzielny wątek tego emigracyjnego doświadczenia oraz istotne dopełnienie najczystszego patriotyzmu Marianny stanowią jej listy z tego okresu, w których wśród próśb o finansowe wsparcie dawała upust swojej antysemickiej obsesji. W listach tych pisze o trwającym od tysiącleci światowym spisku żydowskim („Konspiracya Konspiratorów”) mającym na celu podbój świata i wykorzenienie „Gojmów”. Powracającym symbolem tego podboju i nadchodzącej apokalipsy jest Żyd Mosiek na białym koniu. Ofiarą tego spisku miała zresztą paść także Polska: „upadek Polski przez Żydow, zdegradowanie mojch Rodaków, pod ktorem upad Cały jch karatkier”.

Półtora stulecia przed publikowanymi w polskim Internecie listami denuncjującymi osoby publiczne jako Żydów pisze Marianna: „Ja mam statystykie do Ręcząną przez przyjaciół Globu – wszystkich a wszystkich Żydow i Żydowek w emigracji i poza Emigracyą będącich”. Przy czym dla Marianny Żydem mógł być każdy, niezależnie od pochodzenia, począwszy od Józefa Bema („komedat i organizator Zydow”) i Klementyny Hoffmanowej („Rywka Hoffmamama Nowa”) przez księdza Kamo­c­kiego (który w jej listach nazywany jest „rabinem”) aż po księcia Adama Czartoryskiego („Ja pisałam do naturalnego Żyda odżezanego Odziąnego Płasczem i nazwiskem X. Czartoryskiego”) i jego żonę Annę („Esterka Czartoryska”). „Ja wam zabronie nazywac się Polkamy” – pisze o nich wszystkich Marianna.

Wydaje się, że listy te i bliżej nieokreślona działalność polityczna Marianny z tego okresu są dowodem jakiegoś zaburzenia psychicznego (Wichrowska podejrzewa chorobę afektywną dwubiegunową). Z drugiej strony, antysemityzm ten w połączeniu z żarliwym patriotyzmem stanowią już wtedy istotny polski splot myślowy. W tym sensie myśl spiskowa wyrażona przez Mariannę Dembińską w ledwie gramatycznych zdaniach nie różni się tak bardzo od poetyckich wersów Krasińskiego z Nie-Boskiej komedii. Połączone w fantazmacie spisku przechrztów, czyli zamaskowanych Żydów – owym, jak pisała Maria Janion, „micie założycielskim polskiego antysemityzmu” – mieszczą się one w szerokim, aktualnym także dzisiaj, nurcie polskiej myśli narodowej.

Z tego też okresu pochodzą listy Marianny, w których pisze ona o sobie jako o emisariuszu bliżej nie­zidentyfikowanego Towarzystwa Patriotów. Jego celem jest ni mniej, ni więcej, tylko ocalenie ludzkości. Z taką misją wyruszyła Marianna około 1840 r. do Szwajcarii w tajemniczą podróż, której celem było odnalezienie Człowieka. Elżbieta Wichrowska domyśla się, że tym Człowiekiem, od którego tak wiele w dziejach świata miało zależeć, mógł być Adam Mickiewicz.

Nie wiemy, jak zakończyła się ta misja. Wiemy, że w 1846 r. Marianna wyjechała z synem do Krakowa (czyżby chciała wziąć udział w kolejnej rewolucji?) i tu wszelki ślad po niej się urywa. Wiadomo, że została zaaresztowana przez Austriaków i oddana w ręce Rosjan, potem jakoby wywieziona w głąb Rosji, może na Syberię. Jej syn, którego w międzyczasie udało jej się całkiem dobrze wykształcić, powrócił na Zachód.

Mesmeryzm i nie tylko

W angielskich źródłach nazwisko Marianny i jej męża pojawia się na kartach historii ruchu czartystowskiego i jego radykalnej odnogi – London Democratic Association. Małżonkowie wymieniani są jako prowadzący placówkę medyczną specjalizującą się w homeopatii i mesmeryzmie. Marianna prawdopodobnie pomagała mężowi w początkach tej działalności, która dla niego stała się także początkiem zupełnie nowego życia. W tym swoim drugim londyńskim wcieleniu stał się poważanym lekarzem homeopatą, mesmerystą, zwolennikiem wegetarianizmu, propagatorem religii humanistycznej korespondującym z działaczem ruchu socjalistycznego Robertem Owenem, a pod koniec życia – tłumaczem Swedenborga.

Można się zastanawiać, jak potoczyłoby się życie Marianny, gdyby ona też dostała drugą szansę, a raczej gdyby była w stanie oderwać się od obsesji, jaką stała się dla niej Polska. Na Zachodzie ze swoim temperamentem mogłaby może zostać działaczką rodzącego się ruchu emancypacji kobiet, walczącą o prawa robotników czartystką, a może również mesmerystką…? W Polsce, jak sugeruje Wichrowska, wciąż jeszcze ma szansę odegrać istotną rolę jako pierwowzór kobiety obywatelki, samodzielnie walczącej o swoje, odważnie wkraczającej na polityczną scenę i przyjmującej funkcje zarezerwowane dla mężczyzn. Czyli – ni mniej, ni więcej – ikoną polskiego buntu kobiet. 

Daniel Mróz - ilustracja z archiwum, nr 568/1957 r.
Daniel Mróz - ilustracja z archiwum, nr 568/1957 r.

Data publikacji:

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!