pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści
Przekrój
Aziz Nesin pozostaje w Polsce autorem praktycznie nieznanym. Jedynym polskim śladem po tym wielkim ...
2020-01-08 23:59:00

Aziz Nesin – śmiech i łzy tureckiego Korczaka

Aziz Nesin pod koniec swojego życia/ Wikimedia Commons
Aziz Nesin – śmiech i łzy tureckiego Korczaka
Aziz Nesin – śmiech i łzy tureckiego Korczaka

Aziz Nesin pozostaje w Polsce autorem praktycznie nieznanym. Jedynym polskim śladem po tym wielkim tureckim humaniście jest zbiór jego opowiadań Dam ci dobrą radę, wydany przez wydawnictwo Czytelnik w 1965 r. Socjalistyczne państwo dbało o promocję młodej literatury krajów postkolonialnych i tzw. rozwijających się, a zwłaszcza klasowych głosów krytycznych zza żelaznej kurtyny.

Czyta się 22 minuty

Podobnie było w NRD, ale nie tylko dlatego najwięcej dzieł Aziza Nesina przetłumaczono właśnie na niemiecki. W podzielonych Niemczech jego głos rozbrzmiewał po obu stronach zimnowojennej barykady – na wschodzie, bo był socjalistą, na zachodzie – bo był bezspornym autorytetem dla znacznej części tureckiej imigracji, zwłaszcza politycznej. W dzisiejszym Berlinie działają liczne placówki edukacyjne jego imienia, choć wiele konserwatywnych tureckich rodzin nie chce posyłać do nich swoich dzieci. Jego postać wciąż jest tu katalizatorem płomiennych emocji i kontrowersji, bo turecka diaspora toczy nieustanny konflikt światopoglądowy, tożsamościowy i obyczajowy. A życiorys Nesina to skondensowana, dramatyczna historia Turcji ostatniego stulecia – od rozpadu Imperium Osmańskiego i początków republiki, poprzez zwycięstwa i porażki demokracji, zamachy stanu i rządy kolejnych junt wojskowych, aż po ukrytą wojnę domową na wschodzie kraju i eksplozję islamskiego fundamentalizmu. Napisał ponad setkę książek, które przetłumaczono na 28 języków.

Co sprawiło, że stał się uniwersalnym symbolem nie tylko dla Turcji, ale też wielu innych krajów Bliskiego Wschodu, Azji, Afryki i Ameryki Południowej? Główną rolę odegrała jego troska o pokrzywdzonych przez los i wielką (geo)politykę, miłość do pojedynczego człowieka, dobroduszny humor podniesiony do rangi oręża przeciw systemowej niesprawiedliwości. Abstrahując od pozycji ideologicznych, główne cechy Aziza Nesina i jego literatury czynią go pisarzem na wskroś tureckim. To w prostej linii kontynuacja tradycji anatolijskich średniowiecznych sufich, wędrownych mistyków niepodporządkowujących się władzy kalifów i archetypicznej ludowej satyry, której symbolem jest Hodża Nasreddin. Anegdoty o Nasreddinie, przemierzającym Azję Mniejszą na swym osiołku, pełne lakonicznie podanej głębokiej filozofii i celnie spuentowane, są w Turcji opowiadane wszędzie, przy byle okazji. Cięty, niewyparzony jęzor Aziza Nesina, ciepło i czule punktujący społeczno-obyczajowe tabu sprawił, że obwołano go Nasreddinem XX w. Ale choć posługiwał się językiem humoru, było to jedyne w swym rodzaju zagłuszanie śmiechem bólu i łez. Jego emocjonalność i alewicko-sufickie korzenie nie miały zbyt wiele wspólnego z zachodnioeuropejskim pojmowaniem filozofii wolnościowej skoncentrowanej na ego, bliżej było mu do idei tołstojańskich. Sarkazm w opisach paradoksów rzeczywistości czyni opowiadania Nesina podobnymi do wczesnego Czechowa, a nagromadzenie prowincjonalnego biurokratycznego absurdu z elementami bajkowymi i realizmem magicznym – do Gogola i jego Martwych dusz. Momentami surrealizm i nagromadzenie lekko podanego nonsensu zahacza nawet o Latający Cyrk Monty Pythona czy animacje South Parku, i wszystkie te sytuacje wydadzą się polskiemu czytelnikowi dziwnie znajome.

Fezy kontra kapelusze

Gdyby porównywać Aziza Nesina z którymkolwiek z polskich pisarzy, społeczników i filozofów, od razu na myśl przychodzi Janusz Korczak. Jednak w odróżnieniu od niego mały Mehmet Nusret (tak brzmiały prawdziwe imiona tureckiego autora) nie pochodził z zamożnego inteligenckiego domu. „Dano mi imię Nusret, co z arabskiego znaczy Boża Pomoc. Bardzo pasowało to do mojej rodziny, pozbawionej jakiejkolwiek nadziei poza bożą pomocą” – pisał Aziz Nesin w zbiorze wspomnień z dzieciństwa Dłużej tak być nie może, wydanym w 1986 r., pod koniec jego życia.

Na świat przyszedł 20 grudnia 1915 r. jako syn ubogich migrantów z prowincji, którzy przybyli za chlebem do Istambułu – stolicy kruszącego się imperium i wówczas jednej z ważniejszych metropolii świata. Po matce, wiejskiej dziewczynie z okolic Morza Czarnego, odziedziczył krymsko-tatarskie pochodzenie. Ojciec Nesina przybył z centralnej Anatolii, z okolic Ankary. Uczestniczył w kolejnych kampaniach wojskowych i bardzo rzadko bywał w domu, podczas gdy matka ledwo wiązała koniec z końcem, dorabiając krawiectwem i sprzątaniem. Pierwsze wspomnienia małego Nusreta to płonące drewniane gecekondu, w którym mieszkali (tureckie określenie budownictwa slumsowego, dosłownie: dom zbudowany w jedną noc) i paniczna ucieczka z płomieni, ciągłe przeprowadzki z miejsca na miejsce, przeciążony wóz z dobytkiem ciągnięty przez osły, choroba i śmierć młodszej siostry. „Śmierć była dla nas jak chleb powszedni” – pisał. – „Bóg dał, Bóg wziął – i nic więcej”. Religia w tej rodzinie nie przyćmiewała pozostałych sfer realnego życia, chociaż modły i melorecytacje hadisów Koranu były codziennym rytuałem. Wyznawali islam bez zbytniego dogmatyzmu, przepełniony metafizycznym duchem, bliższy sufickiemu pojmowaniu istoty boskości. Mały Nusret wychował się na bajkach i ludowych pieśniach śpiewanych mu przez mamę analfabetkę. Naukę czytania, pisania, geometrii i języka arabskiego podjął u wujka należącego do bractwa derwiszy w klasztorze Çürüklük. Nusret jako siedmiolatek regularnie uczestniczył w rytuałach takich jak połykanie ognia, wirujący taniec i biczowanie się łańcuchami ku czci męczeństwa imama Husajna, brał udział w rytmicznych melorecytacjach imion boskich. Trwała I wojna światowa. Na mieście mówiono, że armia aliantów nie da sobie rady z wojskiem, w którym służą derwisze, ludzie o paranormalnych zdolnościach.

Nusret większą część swego wolnego czasu spędzał na ulicy, poznając dzieciaki z biedniejszych i bogatszych domów. Jego dziecięce wspomnienia pełne są barwnych, plastycznych opisów Istambułu zmierzchu Imperium. Czytając je, można poczuć zapach pieczonych kasztanów, usłyszeć ryczenie osłów i krzyki mew, nawoływania muezzinów, tęskne melodie wygrywane na sazach, dudnienie bębnów i pisk fletów duduki, perkusjonalia marszy wojsk sułtana. To miasto pysznych pałaców i drewnianych ruder nad Bosforem, portowego monstrum, gdzie klasztory derwiszy sąsiadowały z domami publicznymi. Miasto, które było jak etniczny kalejdoskop, gdzie anatolijscy rybacy, tragarze i rzemieślnicy współistnieli z egipską arystokracją i czarnoskórymi guwernantkami z Sudanu, Libii czy Abisynii, gdzie Turkmeni, Czerkiesi i zamożne białe rosyjskie damy, uciekające przed rewolucją bolszewicką spotykały na ulicy żołnierzy z Senegalu służących w kolonialnej armii brytyjskiej. Bo w 1919 r. Istambuł zajęli alianci. „Jako sześciolatek zostałem potrącony przez brytyjski konny powóz towarowy, na szczęście tylko mnie poturbował”wspominał Nesin. – „Kierowca był dostawcą armii kolonialnej, więc był bezkarny. Pierwszy raz doświadczyłem, czym jest wrogość wobec okupanta stojącego ponad prawem. […] nie rozumiałem jeszcze, że są okupantami i zarazem niewolnikami”. Na horyzoncie majaczyło już widmo młodej tureckiej republiki, polityczne emocje w mieście rozgrzane były do czerwoności, Mustafa Kemal Pasza w centralnej Anatolii formował oddziały dowodzące wojną o turecką niepodległość. Ale większość Turków walczyła o przeżycie następnego dnia. Rodzina małego Nusreta przetrwała ten czas dzięki oślemu mleku.

Aziz Nesin narodził się dopiero w 1934 r., gdy, po nastaniu republiki, wprowadzono w Turcji ustawę o nazwiskach. Wcześniej obowiązywały wyłącznie imiona i patronimy. Sam Kemal Pasza wybrał sobie wtedy specjalne nazwisko Ojca Turków (Atatürka), wszyscy obywatele nowej Turcji też mieli prawo wyboru. „Aziz Nesin” oznaczało dosłownie „kim Jesteś, Aziz?” – wybierając sobie to nazwisko, młody Nusret zadał to pytanie własnemu ojcu, z którym pozostawał w skomplikowanych relacjach. Nie wiedział wtedy jeszcze, że zostanie pisarzem, ale był to już gest w stylu jego późniejszej sarkastycznej melancholii.

W zbiorze opowiadań Dłużej tak być nie może Aziz Nesin wspomina ojca jako surowego, oschłego introwertyka, niestroniącego od przemocy wobec matki chłopca – jednak w momencie jej choroby, całkowicie się jej poświęcającego. Mały Nusret był od najmłodszych lat zafascynowany książkami, muzyką i teatrem – najpierw chciał zostać malarzem. Później, gdy jego matka zachorowała, marzył o tym, by być lekarzem i móc ją wyleczyć. Takie słowa Nesin poświęcił zmarłej na gruźlicę ukochanej matce i większej części tureckich kobiet tych czasów:

Wydano cię za mąż, gdy miałaś trzynaście
Urodziłaś mnie, gdy miałaś piętnaście
Odeszłaś w dwudziestym szóstym roku życia
zanim zdążyłaś je przeżyć
Nie został mi żaden twój obraz
Zdjęcia były wtedy grzechem
Nie zobaczyłaś żadnego filmu, nie byłaś nigdy w teatrze
Nie miałaś w domu prądu, gazu ani wody
Nie kąpałaś się nigdy w morzu
Nie potrafiłaś czytać ani pisać
Oglądałaś świat błyszczącymi czarnymi oczami przez szparę w nikabie
(…) Nie mogą już nigdy więcej matki tak żyć i tak umierać
Tak było kiedyś – ale dłużej tak być nie może.

Istambuł przełomu lat 10. i 20. XX w. to przede wszystkim zaciekły spór o definicję narodu i tożsamości – czy mamy być Wschodem, czy Zachodem? Republikańskie wizje dawały nadzieję na europejski poziom życia, edukacji i lecznictwa, ale generowały strach przed utratą tożsamości i zachodnim „zepsuciem”. Ideologia kemalizmu, która miała wkrótce zawładnąć Turcją, faktycznie chciała stworzyć świat od zera – zaczęło się od walki z analfabetyzmem, zmiany alfabetu i wprowadzenia nazwisk. Mały Nusret, który na przekór konserwatywnemu ojcu uwielbiał Mustafę Kemala Paszę, zrezygnował z tradycyjnego fezu na rzecz wymiętego kapelusza. Gdy siedział na podwórku swojej szkoły, jedni chłopcy nosili fezy, inni – kapelusze i meloniki, więc temat nakryć głowy był przyczyną kłótni i bijatyk. Nauczycielom trudno było studzić te emocje, bo zazwyczaj sami stali po różnych stronach obyczajowej barykady.

Za to matka Nusreta od początku całym sercem wspierała artystyczne zainteresowania syna: prosiła go, by chodził do kina na filmy (wbrew woli ojca, odrzucającego „amoralny” wynalazek kinematografii), które później jej opowiadał. Metropolię nad Bosforem wówczas owładnął filmowy szał, działały też liczne varietes, w nowych restauracjach w stylu zachodnim pijano piwo i anyżkową rakı, słuchano jazzu, tańczono charlestona, niektóre kobiety chodziły bez chust, zaczęły nawet odkrywać ramiona i nogi. W tych kręgach zachęcano, by Turcy stali się Europejczykami. Wychowany na sufickiej poezji i szamańskich baśniach wrażliwiec Nusret odkrywał w świecie kina nowe horyzonty – po latach, już jako Aziz Nesin, wyznał, że jako humorystę najbardziej ukształtowała go amerykańska burleska, nieme filmy z Haroldem Lloydem i Busterem Keatonem.

Jako że dzieciak z ubogiej rodziny nie miał szans na artystyczne wykształcenie, po śmierci matki Aziz trafił do szkoły wojskowej, co było najprostszym i najpopularniejszym wariantem edukacyjnym dla chłopców. Niewiele wiadomo o tym okresie życia pisarza. Pewne jest, że dosłużył się do stopnia oficera i że służył w prestiżowym korpusie, bo uczestniczył w warcie honorowej w Pałacu Dolmabahçe i nocnej straży przy trumnie samego Atatürka w 1938 r.

Po śmierci Ojca Turków wszystko się zmieniło – postać generała Ismeta Inönü, a zwłaszcza jego sojusz z nazistowskimi Niemcami w II wojnie światowej, budziły wątpliwości, także wśród wojskowych. Oficer Nesin zerwał z armią w 1944 r. Studiował jeszcze dwa lata w istambulskiej Akademii Sztuk Pięknych. Pisał wtedy scenariusze do spektakli i chciał zostać aktorem. Zarabiał na życie rozwożeniem książek, sprzedawał gazety. Znając dobrze życie ludzi ulicy, zaczął pisać pierwsze felietony, publikowały je lokalne gazety o małym zasięgu.

Czego nauczył mnie karcer

Ciernista droga Nesina-wywrotowca ma miejsce gdzieś na początku lat 40., jeszcze podczas służby. To wtedy zaczął portretować świat w krzywym zwierciadle i przybierać rozmaite pseudonimy. Łącznie uzbierało się ich około setki, w męskich i żeńskich wariantach. Dzięki nim kamuflował się po kolejnych zakazach publikacji szydzących z władzy i systemu. Jego pierwszym miejscem pracy była lewicowa gazeta „Tan”, której redakcję w 1945 r. splądrowała policja. Początkujący dziennikarz znalazł się na indeksie jako „element komunistyczny” i był śledzony przez turecką służbę bezpieczeństwa MAH. Rok później, na wniosek dwóch… ambasadorów, Nesina po raz pierwszy aresztowano. Egipski król Faruk i irański szach Reza poczuli się tak znieważeni antymonarchistycznymi szyderstwami Aziza, że poprzez ambasady domagali się zadośćuczynienia od rządu w Ankarze. Pierwszy wyrok to pół roku pozbawienia wolności – przyszłość miała przynieść mu w sumie jeszcze pięć lat odsiadek, zsyłek i karceru.

W odpowiedzi na represje Nesin intensyfikował procesy twórcze w najprzeróżniejszych formach – od felietonów i esejów, po wiersze:

Wiele nauczył mnie karcer
Ale najbardziej – jak znieść samego siebie (…)
Na powierzchni pięciu metrów przebiec pięć tysięcy
W ciasnych czterech ścianach podróżować po całym świecie
Obłym kształtom serca nadać ostre kanty
Człowiekiem być, człowiekiem.

Kluczowy wpływ na przekonania Aziza Nesina miała znajomość ze sztandarowymi poetami lewicy, Nazimem Hikmetem i Sabahattinem Alim, których utwory były w Turcji zakazane. Razem z Sabahttinem Alim, nowelistą piszącym o tureckiej wsi, Nesin stworzył pierwszy społeczny periodyk satyryczny „Marko Paşa”. Wkrótce obaj wydawcy trafili za kratki – Nesin za broszurę przeciw doktrynie Trumana i amerykańskim bazom wojskowym w Turcji, Sabahattin Ali – jako podejrzany o związki z KGB (wkrótce potem zbiegł do Bułgarii i został zamordowany w niejasnych okolicznościach). Nesina za to zesłano do górskiego miasteczka Bursa, gdzie zarabiał na życie nauką Koranu w szkole podstawowej, a wolny czas spędzał, studiując historię w miejskiej bibliotece. To właśnie tam w jego głowie zrodziła się idea pierwszej powieści – Zübük – pełnej anegdot z życia polityka-hochsztaplera, tureckiego odpowiednika Nikodema Dyzmy, wykorzystującego demokratyczne struktury do własnych przekrętów.

Po ukazaniu się powieści popularność Nesina rosła, a wraz z nią – niechęć władzy, tym silniejsza, im częściej publikowany był w krajach socjalistycznych. Tymczasem w tureckiej polityce rozpoczęła się seria przewrotów wojskowych. Każdy kolejny pucz był naznaczony coraz większymi aktami przemocy, które z czasem zaczęły zakrawać na wojnę domową. Gdy junta przejmowała władzę, a wolność słowa była szczególnie tłamszona, Nesin pisał najwięcej. Miał na pieńku z większością polityków z różnych partii, bo piętnował korupcję, rozkradanie kraju i wysługiwanie się interesom zagranicznych korporacji. W jednym z felietonów napisał: „Wygraliśmy wojnę o niepodległość tylko po to, by wpuszczać na naszą ziemię obce koncerny? Gdy ostrzegam przed uzależnieniem od kredytów, mówią o mnie – człowiek Moskwy. Nie jestem głosem Moskwy ani Waszyngtonu – gdzie podział się nasz własny głos? Gęba nie służy tylko do żarcia. Widząc slogany takie jak »Atatürku, żyjesz nadal w naszych sercach«, szepczę pod nosem z wściekłością i żalem – »Ale to myśmy Ciebie zabili«”.

Pomimo socjalistycznych sympatii, Nesin nigdy nie dał wtłoczyć się w partyjne ramy, wzbudzając wściekłość w ideologicznych dogmatystach. Nie było mu po drodze z twardogłowymi stalinistami, którzy obwołali go wrogiem, zarzucając nihilizm i dekadencję. W swych partyjnych organach prasowych publikowali paszkwile, w których raz po raz powtarzało się pytanie: „Nesin, nesin?” („Kim jesteś, Nesinie?”). A Nesin chciał być tylko i wyłącznie sobą.

Cieć na karuzeli

Fakt, trudno wyobrazić sobie autora Zübüka jako działacza jakiejkolwiek opozycji. Nie zmuszono go do emigracji do ZSRR jak Nazima Hikmeta, mimo regularnych konfliktów z prawem miał swoją niszę, w której, w przerwach między jednym aresztem a drugim, pisał o rzeczach ważnych i bolesnych. Nesin pisał tak, jak się opowiada kawały, w nasreddinowskim stylu. Mawiał, że chciał doprowadzić czytelników do łez, a ci skręcali się ze śmiechu. A gdy pisał satyry, czytelnikom zbierało się na łzy. Sam pisarz nazywał swoje formy gülmece („nie śmiesznostki”). Śmiech miał oczyszczać i dawać siłę jak średniowieczna satyra ludowa. „W opresyjnym systemie bywa ona jedyną skuteczną bronią ludu” – mówił Nesin. – „Aby uwierzyć w moje historie, trzeba je trochę pozbawić ciężaru, zrobić z nich lekkie opowieści”.

Nesin jest autorem wielu nowych powiedzonek w języku tureckim, również dlatego otrzymał w Turcji przydomek wspomnianego, współczesnego Hodży Nasreddina. W Turcji mówi się o nesinizmach (vide: polskie bareizmy), czyli absurdalnych zjawiskach z tureckiej rzeczywistości. Humoreski i skecze Nesina piętnują tchórzostwo, konformizm, próżność, tępotę, patos, korupcję i pogardę. Nesin nikogo nie oszczędza, ale zawsze jest dobroduszny. Całość przepełnia koloryt przedmieść lub anatolijskiej prowincji, dialogi są chropawe i mięsiste, podobnie jak we wczesnych reportażach Korczaka – jakby nagrane ukrytym mikrofonem przez reportera. Tak jak w „wiejskim” zbiorze opowiadań Nieświęty hodża, gdzie anatolijscy rolnicy (wytrawni opowiadacze historii stworzonych i niestworzonych) i rubaszne pokrzykiwania poganiaczy osłów krzyżują się z koranicznymi zwrotami. W opowiadaniu o wioskowym głupku główny bohater, zwany Świnskim Muratem, maluje śpiącemu hodży twarz, by sprawdzić, czy ten przestrzega rytuału ablucji. Gdy hodża przybywa do meczetu na piątkowe modły, wierni, widząc jego wciąż brudną twarz, pokładali się ze śmiechu.

Każdy tomik opowiadań poświęcony jest innym sferom życia. Domy w Słowiczym Gaju są przykładem na to, że tak zwany „deweloperski cud” w Istambule i przekręty z nim związane zaczęły się już w połowie lat 60. Oswajanie ciężkich tematów przychodzi Nesinowi gładko także w historyjkach z życia tureckiej policji pod tytułem Jak aresztowano Hamdiego Słonia, w którym policjant wypisuje mandat krwawiącemu człowiekowi za to, że ten pobrudził chodnik. Nowo przyjęty do pracy policjant nieśmiało prosi zatrzymanego podczas przesłuchania: „Błagam, niech się pan przyzna – mam w domu rodzinę do wykarmienia. Bo będę musiał pana torturować”.

Konikiem Nesina zawsze były problemy tureckiej demokracji. Eksperymenty republiki z wolnością przeplatały regularne pucze, Aziz postanowił więc wydać poradnik w stylu zyskującej popularność literatury psychologicznej pt. Jak przygotować przewrót?, opatrzony podtytułem Dla osób nieśmiałych. Zainspirowany brytyjskim purnonsensemŻywotu Briana napisał opowiadanie, w którym partia rządząca Dzieci Ojczyzny bije się na śmierć i życie z opozycyjną Niech Żyje Ojczyzną. Posłowie przechodzą z jednej partii do drugiej, by rozwalać ją od wewnątrz i dyskredytować w oczach wyborców – i tak w kółko. Brzmi znajomo? Ale w nesinowskich nieśmiesznostkach równie ważne, jak śmiech są łzy. W opowieści pt. Sześciu cieciów na karuzeli biedni ochroniarze lunaparku postanowili powygłupiać się w nocy po godzinach pracy. Upojeni zabawą, całą noc kręcili się w kółko i wymiotowali, aż w końcu pospadali, łamiąc kości i rujnując sobie zdrowie. „W moim kraju cieszyć się z życia wolno tylko bogatym” – brzmi pointa.

Stworzysz ligę pogromców komarów

Represje wobec Aziza Nesina szły w parze z jego popularnością – zwłaszcza na przełomie lat 60. i 70., gdy turecka lewica rozwinęła skrzydła na fali europejskich rewolt. Kontakty turecko-niemieckie od czasów przyjazdu do RFN i Berlina Zachodniego pierwszego gastarbeitera (1961) stały się więcej niż zażyłe, a imigranckie doświadczenia zamieniły się w kod pokoleniowy i kulturowy Turcji. Były to czasy rozkwitu idei, literatury, muzyki i kinematografii. Ich symbolem stał się anatolijski rock psychodeliczny, czerpiący z dokonań niemieckiego eksperymentalnego kraut-rocka, mieszający go z anatolijskim mistycyzmem, tradycjami sufickiej muzyki i poezji. Niemiecka diaspora często przyjmowała Nesina w RFN-ie, jego żartobliwe felietony z życia almancı (niemieckich Turków lub też tureckich Niemców) publikowane były w specjalnej kolumnie przez gazetę „Milliyet”. Nie wszystkim almancı podobało się, co pisze o nich Nesin – ale on twierdził z uśmiechem, że jest otwarty na krytykę, którą uważa za miarę społecznego zdrowia. O Nesinie zaś mówiono, że był przez długi okres jedynym tureckim pisarzem, który mógł żyć wyłącznie z zagranicznych wydań swoich książek.

Nie zapomniał jednak o dzieciństwie spędzonym w zapadłych gecekondu, o matce i o domu dla sierot. Gdy pozwoliły mu na to jego dochody, postanowił ziścić jedno ze swoich najskrytszych marzeń – powołał do życia Fundację Nesina z siedzibą w małej miejscowości Çatalca pod Istambułem. Co roku wybierano czwórkę dzieci ulicy, które mogły zamieszkać w siedzibie fundacji i otrzymać darmowe wykształcenie. Gwarantowano im edukację od poziomu podstawowego aż do egzaminów na studia, a także proponowano pomoc w zdobywaniu kwalifikacji zawodowych. Tantiemy ze wszystkich dzieł Nesin przekazywał na cele statutowe fundacji. Swym wychowankom poświęcił też wiersz:

Gdy gwiżdżesz melodię – gwiżdżesz ją tak, że każdy się dziwi, jak ci pięknie wychodzi
Dobrze, jeśli w ogóle umiesz gwizdać
Gdy liczysz fale bijące o brzeg – liczysz tak dokładnie, jak nikt inny przed tobą
Na wojnie z komarami jesteś najlepszym pogromcą komarów
Jesteś w czołówce Światowej Ligi Pogromców Komarów
a jeśli taka nie istnieje – to właśnie Ty ją stworzysz!

Poezja obecna była w życiu Nesina od czasów nauk pobieranych w klasztorze derwiszy, sam pisał już w internacie dla sierot. Kiedyś poeta Nazim Hikmet – turecki Majakowski, odradził mu pisanie wierszy: „Lepiej spełniasz się w formach satyrycznych” – powiedział. „Był zazdrosny i tyle” – po latach ze śmiechem skwitował Nesin. I choć liryki chował najczęściej do szuflady, nigdy nie przestał pisać. To była druga, intymniejsza strona jego twórczości, mniej doceniona, w której odbijała się cała jego empatia, tęsknoty i marzenia.

Aziz Nesin należy do przedstawicieli pokolenia związanego z powojennym Ruchem Garip („Dziwnym” – to oni zrewolucjonizowali turecką lirykę, pozbawiając ją ornamentów, sprowadzili ją z niebios na ziemię, abstrakcję zamienili na konkret). W poezji humorysta wolał skupić się na szczerości własnych uczuć, unikając ironii i dystansu – te walory zarezerwowane miał dla nesinizmów i gülmece.

Pod koniec lat 70. śmiech coraz częściej zastygał w gardle. Turecka codzienność naznaczona była uliczną przemocą i politycznymi zabójstwami, szwadrony śmierci złożone z neofaszystowskich bozkurtów („Szarych Wilków”) zaczęły w całym kraju strzelać do lewicowych aktywistów i aktywistek, mordować Kurdów i alewitów na wschodzie kraju. Aziz Nesin figurował na jednym z czołowych miejsc czarnej listy „wrogów narodu”, lecz jego martwił przede wszystkim los wychowanków z Çatalcy. Siedziba fundacji znalazła się na celowniku skrajnie prawicowych bojówek. Wrzesień 1980 r. zaskoczył Nesina na spotkaniach autorskich w Europie. Podczas wykładów w Stuttgarcie dotarła do niego wiadomość o kolejnym zamachu stanu, najbrutalniejszym z dotychczasowych – junta pod dowództwem generała Kenana Evrena w imię ratowania kraju przed chaosem w przeciągu jednej nocy aresztowała tysiące ludzi. Po telefonie z siedziby fundacji, która została splądrowana przez bezpiekę, Nesin wysłał telegram do generała Evrena: „Szukacie mnie, więc przybywam. Bardzo proszę, dajcie spokój dzieciom”. Wrócił pierwszym możliwym samolotem. W wyniku pertraktacji udało mu się uniknąć aresztowania – internowano go, lecz wkrótce mógł znów powrócić, by opiekować się sierotami, z bezwarunkowym zakazem pisania. W tym samym czasie inni lewicowi aktywiści i dziennikarze w całym kraju byli torturowani na komisariatach i ginęli bez wieści. Turecki wariant stanu wojennego po kilku latach zelżał, ale kraj był po nim jeszcze silniej kontrolowany przez armię, z fasadową demokracją (tajemnicą poliszynela jest kluczowa rola administracji Jimmy’ego Cartera w tych wydarzeniach).

W 1984 r. Nesin przystąpił do działania – jako przewodniczący Związku Literatów Tureckich stał się głównym sygnatariuszem petycji intelektualistów przeciwko militarnej przemocy. Wkrótce rozpoczął wykłady na uniwersytecie w Ankarze, stając się jednym z większych moralnych autorytetów.

Dym nad Sivas

Wydawałoby się, że Aziz Nesin przebył już swą ciernistą drogę od początku do końca i teraz mógł już tylko pełnić funkcję dysydenckiej ikony, jeździć z wykładami, doglądać pracy fundacji. Ale epilog jego życia miał go doświadczyć najciężej.

Gdy jako 75-latek podjął się tłumaczenia Szatańskich wersetów Salmana Rushdiego na turecki, zdawał sobie sprawę, że rozjuszy tym znaczną część społeczeństwa, ale więcej znaczyła dla niego wolność słowa. Warto zaznaczyć, że do początku lat 90. fundamentalizm nie był w Turcji popularny. Wschodnią częścią kraju zawsze targały konflikty etniczne i religijne, ale nie było czuć jeszcze wpływów saudyjskiego wahabizmu czy pakistańsko-afgańskich talibów. Nurty te nasiliły się z końcem radzieckiej dominacji w Afganistanie i po operacji „Pustynna Burza” w Iraku. Paradoksalnie, w Turcji fatwa z wyrokiem śmierci wydana przez ajatollaha Chomeiniego na Rushdiego zjednoczyła świat sunnitów i szyitów. Szatańskich wersetów zakazano w wielu krajach, od Indonezji po Sudan, ale formalnie świecka Turcja, de facto silnie muzułmańska Turcja, się wśród nich nie znalazła. Mimo to, po opublikowaniu tłumaczenia w 1993 r. organizacje fundamentalistów, które wyrastały jak grzyby po deszczu – zwłaszcza w centralnej i wschodniej Anatolii – rozpoczęły polowanie na Aziza Nesina.

W mieście Sivas w czerwcu tegoż roku w centralnej Anatolii miał odbyć się festiwal kultury alewitów. Artyści, zespoły pieśni i tańca oraz trupy teatralne (w tym dziecięce) przybyli, by uczcić rocznicę urodzin jednego z najważniejszych sufickich poetów, Pira Sultana Abdala. Alewici (w Turcji zwani też bektaszytami), outsiderzy w świecie islamu odrzucający dogmatyzm, poszukujący Boga w mistycyzmie i traktujący kobiety na równi z mężczyznami, stanowią kilkanaście procent tureckiej populacji i zarazem – obiekt pogromów. Wbrew narastającej wrogości wobec nich postanowiono zorganizować ów festiwal. Jego uczestnicy zatrzymali się w niedużym hotelu w centrum miasta.

Jednak żaden z koncertów i spektakli nie miał szansy się odbyć – 2 czerwca hotel otoczył rozwścieczony tłum. Modlący się w jednym z meczetów dowiedzieli się od miejscowych mułłów, że Aziz Nesin jest gościem honorowym imprezy i uznali, że słowa fatwy muszą zostać wypełnione – a te dotyczyły nie tylko Rushdiego, lecz także wszystkich tłumaczy jego „występnego dzieła”.

„Śmierć bluźniercy! Niewierne psy! Niech was piekło pochłonie!” – słychać ryk tłumu na ocyfrowanym nagraniu zgranym ze starej kasety VHS, filmowanym przez jednego z gapiów z samego środka cyklonu. „Oblężenie” zaczęło się od wieców, w których uczestniczyli także politycy z miejscowego ratusza, po zmroku poleciały pierwsze kamienie i butelki z benzyną. Wytłuczono wszystkie szyby w oknach. Na nagraniu wyraźnie widać moment, gdy budynek staje w płomieniach i rozlegają się oklaski rozentuzjazmowanego tłumu. Straż pożarna wraz z ambulansami przyjechały dopiero po dwóch godzinach – część gości hotelu próbowała przebić się na dach, bo w zaczadzonym budynku nie było już czym oddychać… Akcja ratunkowa pod koniec nagrania wygląda co najmniej dziwnie – po strażackiej drabinie w chmurach czarnego dymu zsuwają się omdlałe dzieci, ostatni próbuje zejść z dachu siwowłosy staruszek, lecz drabina się nagle odsuwa. Staruszkowi – Azizowi Nesinowi – w ostatniej chwili udaje się jej chwycić, lecz gwałtowne szarpnięcie ruszającego z miejsca strażackiego wozu powoduje, że pisarz spada na beton z wysokości pierwszego piętra.

Aziz Nesin pod koniec swojego życia/ Wikimedia Commons
Aziz Nesin pod koniec swojego życia/ Wikimedia Commons

Masakra w Sivas, której winnych nigdy nie udało się ustalić ani osądzić, stała się kamieniem milowym w historii Turcji, jednym z najcięższych jej głazów ostatnich dekad dzielącym kraj. Przez ponad dekadę nie powiedziano o niej ani słowa w tureckich mediach – ważniejszy był boom turystyczny, rozkwit kurortów Morza Śródziemnego i wojna z separatystami z kurdyjskiej PKK. Suche liczby – bilans pożaru Hotelu Madımak to 37 ofiar. Dziecięcy zespół pieśni i tańca spłonął żywcem. Zginął słynny alewicki pieśniarz, Nesimi Çimen, zginęli aktorzy, działacze społeczni, dziennikarze. Poeta Meltin Altiok, jeden z bliższych przyjaciół Nesina, trafił do szpitala z rozległymi poparzeniami, gdzie wkrótce zmarł. Sam Nesin nigdy nie mógł sobie darować tego, że przeżył pogrom, do końca swych dni czuł się winny. Wysiadło mu serce, przebył operację wszczepienia bypassów. Przeżył jeszcze dwa lata, do końca starając się zachować aktywność i wbrew wszystkiemu nie zatracić wrodzonego humoru.

Dla Zachodu Sivas było wielkim szokiem, a tureckiego humanistę nagle zaczęto zasypywać nagrodami. Jeszcze w feralnym 1993 r. otrzymał w Niemczech order imienia Carla Ossietzkiego za odwagę cywilną, walkę o prawa człowieka i demokrację. Rok później został laureatem nagrody Komitetu Ochrony Dziennikarzy w Nowym Jorku. Walka Nesina z fundamentalizmem została wreszcie dostrzeżona, lecz samego pisarza fakt ten doprowadzał do furii. Nie szczędził krytyki intelektualistom z krajów zachodnich – uważał ich za pyszałków, egoistów i ignorantów współodpowiedzialnych sytuacji geopolitycznej świata. Mówił im, że swym milczeniem wspierają naftowe koncerny układające się z fundamentalistycznymi reżimami eksportującymi terror, że obojętne są im nierówności i nędza w krajach Trzeciego Świata. Europejskie media nie były zainteresowane Nesinem jako pisarzem, filozofem i aktywistą, mówiono o nim głównie w kontekście nieszczęsnych Szatańskich wersetów. Aziz Nesin nie chciał obwiniać szeregowych uczestników pogromu – mówił, że odpowiedzialność ponoszą wyłącznie politycy. W wierszu Ból Sivas napisał:

Jesteśmy przecież z tego samego kraju
Mówimy tym samym językiem, lecz nigdy się nie
zrozumiemy (…)
Ból w moim sercu nie do wyleczenia
Bo wina nie leży po mojej ani po twojej stronie
Winni są tylko ci, którzy pogrążyli nas w tym mroku.

Nesin czuł się współodpowiedzialny za wszystko, co się działo na świecie. Zmarł na atak serca po jednym z wykładów, 6 czerwca 1995 r., w Çeşme koło Izmiru. Pochowano go w nieznanej lokacji bez żadnej ceremonii, tak jak sobie tego życzył – na terenie prywatnym należącym do jego fundacji.

Jeśli mam zostać rośliną
chcę być trawą lub łąką
nie jadowitą cykutą
Jeśli pochowają mnie pod drogą
niech jedzie po niej orszak weselny
nie czołgi, nie wozy opancerzone
Niech biegną po mnie roześmiane dzieci
nie żołnierze, nie uchodźcy, nie prześladowcy
Jeśli ulepicie ze mnie cegły
zbudujcie z nich szkołę, nie więzienie
Jeśli mam stać się oddechem, niech nie zabraknie mi powietrza
chcę stać się melodią dla fletu/z woli niebios – żadnym gwizdkiem
Róbcie ze mnie pióra i ołówki
Piszcie nimi wiersze o miłości
nie podpisujcie mną wyroków śmierci.

(tłumaczenia fragmentów wierszy: Konstanty Usenko)

Piątka dla PRZEKROJU? A może dziesiątka? Wspierając Fundację PRZEKRÓJ, wspierasz rzetelność, humor i czar.

* Pola wymagane

Data publikacji:

Konstanty Usenko

Rocznik 1977. Od urodzenia związany z warszawskim osiedlem Jelonki. Wiolonczelista. Jego postpunkowo-industrialne gusta muzyczne ukształtowała syrena Fabryki Nowotki, którą słyszał codziennie o piątej rano przez sen, na 12. piętrze bloku. Dziś krąży pomiędzy Berlinem, Warszawą i nadwołżańskimi republikami etnicznymi, jego specjalność to buszowanie w barszczu Sosnowskiego (o czym świadczy tytuł jego najnowszej książki o rosyjskiej kontrkulturze).

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!

okładka
Dowiedz się więcej

Prenumerata
Każdy numer ciekawszy od poprzedniego

Zamów już teraz!