Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
ludzie listy piszą
Robert Rient

Aktor, duchy i walka

ilustracja: Karyna Piwowarska
Aktor, duchy i walka
Aktor, duchy i walka

Mój mąż jest aktorem i terroryzuje całą rodzinę, gdy nie dostaje poklasku – jak ocalić związek? Odwiedza mnie moja zmarła ciotka – czy duchy istnieją? Kiedy będzie mi wolno wszystko odpuścić i odejść?

Aktorstwo

Pani Profesor,

mój mąż jest aktorem. Wydaje mi się, że tutaj mogę skończyć list, by dostać wyrazy głębokiego współczucia, ale najpewniej jednak powinnam wyjaśnić. Na aktora się głównie patrzy, czasami się go słucha. Dla aktora najlepiej, gdy od patrzenia na niego pojawia się zachwyt – to w sumie jedyna sensowna opcja. Jeśli patrzenie na aktora lub słuchanie go nie wywołuje zachwytu, wzruszenia, wdzięczności, radości, czyli jednym słowem niczym nieskrępowanego uczucia miłości, to robi się źle. Wtedy aktor bardzo cierpi i przeżywa męki. Czasami milknie, czasami chowa się, czasami krzyknie, tupnie, oddali się na długie godziny lub dni. Zranione ego aktora jest jak przeciekający dach – obrywają wszyscy domownicy. Mamy dwóch synów, mąż już wiele zrozumiał, odrobinę dojrzał, wie na ten przykład, że nie musi z synami rywalizować o moją uwagę (chociaż czasami i tak rywalizuje). Generalnie to zabawny człowiek, dusza towarzystwa, ale jak nie jest w centrum uwagi, to robi się nieciekawie. Mam już tego dosyć. Nie chodzi nawet o to, że czasami to ja chciałabym być w centrum (a chciałabym) – po prostu czasami w centrum są dzieci, choroba, remont, problemy, rozmowy z teściami, rodzicami, wyjazdy, podróże. Ogarniałam długo rzeczywistość i długo ogarniałam męża. Wiem, jak zrobić, by było dobrze. Muszę go podziwiać. Codziennie. Rzucić komplementem, zachwycić się, jak spojrzał, ruszył z łóżka, jak wypowiedział kwestię, wystarczy, żebym dowartościowała jego niskie poczucie własnej wartości, które ukrył pod aktorstwem. Trochę poklasku daje mu paliwa na kilka, kilkanaście godzin. Ale nie mam już siły, dzieci też nie mają już siły, unikają własnego ojca. Jak ocalić ten związek?

Wanda L. z Warszawy, 42 lata, kostiumografka

Szanowna Pani,

są dwie drogi, pierwsza gwarantuje satysfakcję aktora, zachowanie status quo i ocalenie związku. W miejscu zamieszkania wyznacza Pani specjalne miejsce, w którym powstaje scena filmowo-teatralna. Istotne, by znajdowała się na podwyższeniu, może być ukryta za grubą kotarą. Warto również rozważyć stanowisko biletera, w które wcieli się któryś z Państwa synów. Każdego dnia o wyznaczonej porze mąż będzie występował – to mogą być krótkie etiudy, monodram, a czasami, przy niedostatku czasu – mąż po prostu wyjdzie na scenę i będzie oklaskiwany. Dobrze widziane w tej sytuacji będą również bombonierki, kwiaty i płynące słowa uznania, być może łzy wzruszenia. Sugeruję, by występy odbywały się rano, jeszcze przed śniadaniem, ustawi to nastrój męża na cały dzień. Jak zrozumiałam, mąż swoim nastrojem dyscyplinuje innych, więc powinno pomóc. Przy wyjątkowo podwyższonej energii ego lub przy zaniku wiary we własną boskość sugeruję również występy wieczorne, połączone z rytualnym myciem stóp mężowi przez wszystkich członków rodziny. Umyte stopy można osuszać włosami lub powolnym chuchaniem.

Druga droga nie stawia nikogo w centrum, ale daje wolność, by każdy w swoim centrum pozostawał. W tej sytuacji podąża Pani za swoimi emocjami, myślami, pragnieniami. Czuje się Pani wolna do wyrażania potrzeb i reagowania na potrzeby innych. Wyjaśnia Pani mężowi wprost, bez ogródek, ale również bez przemocy – jak działa na Panią jego zachowanie. Sugeruje Pani mężowi skorzystanie z profesjonalnej pomocy. Droga ta grozi jednak rozpadem związku, a Pani pytała o ocalenie. Przy czym chcę zaznaczyć, że rozpad związku może oznaczać jego przejście w nową formę, nową jakość. Jest w tym niepewna nadzieja na przebudzenie męża, który zechce spojrzeć na samego siebie, by nie poszukiwać wpatrzonych oczu innych ludzi.

Duchy

Pani Profesor Janino,

miałem ciotkę, którą bardzo kochałem. Była najlepsza na świecie, dobra po prostu. Uciekałem do niej, gdy pokłóciłem się z rodzicami albo tak po prostu, na cukierki, bo zawsze je dla mnie miała. W sumie niewiele razem robiliśmy, jakieś spacery, zawsze ciągnęła do lasu. Dużo gotowała i chyba nikt tak dobrze poza mamą nie gotował. No i ciocia umarła. Dwa lata temu. Coś bardzo się dla mnie skończyło. Nie wiem, jak o tym pisać. Chodzę do liceum, ale już niedługo to się skończy. Nie wiem co dalej. Ciocia mówiła, żebym się uczył, ale żebym nie uczył się głupot. A w szkole w sumie dużo tych głupot, więc nie wiem, czy pójdę na studia. Ale nie o tym chciałem. Ciocia mi się śni, często. A kilka razy to nawet jak nie spałem, wydawało mi się, że mnie odwiedza. Po prostu przyszła, bardziej jak kolor czy dźwięk, ale wiedziałem, że to ona, bo nagle zrobiło się wszystko w porządku. A przychodziła właśnie, jak było mi bardzo źle. Pani psycholog mówiła na lekcji, że jak ktoś jest w traumie to umysł potrafi stworzyć różne omamy. No ale ja wiem, że ciocia to nie są żadne omamy. Co Pani myśli o duchach? Bo uczyli mnie, że mam się ich bać.

Mariusz F. z Kalitony, 17 lat, uczeń

Panie Mariuszu,

mnie też tego uczyli. I nauczyli mnie. Większość życia bałam się duchów, demonów, złych mocy. To, co niewidzialne, miało budzić strach. Śmierć kończyła historię, skazywała mnie na wspomnienia i brak możliwości spotkania. Śmierć kończyła obecność. A teraz myślę, że uczyli mnie zainfekowani strachem. Od lat próbuję iść własną drogą, z nią jednak jest taki problem, że nie mam mapy, żadnych drogowskazów, idę po omacku, ale wolę tak. Co myślę o duchach? Myślę, że są i że są bardzo różne. Tak jak ludzie. Ale myślę również, że nie są ludźmi, nawet jeśli kiedyś mieli z nimi coś wspólnego. Proszę słuchać głosów rodziców, nauczycieli, innych ludzi, ale siebie proszę słuchać najmocniej. Pisze Pan, że spotyka się czasami z ciocią, i że spotkania te przywracają porządek. To w całej tej historii wydaje mi się najważniejsze. O duchach dowie się Pan zależnie od tego, gdzie przystawi ucho. Że ich nie ma, że są złe, że to wytwór wyobraźni, objaw choroby psychicznej lub stresu, że to słudzy złego, że aniołowie, że należy się wystrzegać, że warto przywoływać. To Pana ucho, proszę je przykładać, gdzie tylko Pan zechce, ale proszę to robić ostrożnie i z szacunkiem – również do duchów.

Walka

Droga Profesorowo,

jesteśmy rówieśniczkami. Czytam te Pani listy i zaśmiewam się w głos. Żyję już tak długo, choruję, jestem kochana, mam dobre miejsce do życia, mam wnuczki i wnuka, mam lodówkę i garnki, mam książki, telewizję, powolne spacery, mam dęby i buki za oknem. Tylko już nie mam sił, by walczyć o zdrowie, a wiem, że żyję dlatego, że walczę, że wierzę, że nie poddaję się. Wyraźnie widzę ten związek, tę zależność. Wszystko jest splątane albo cudownie ze sobą połączone. Nie żyję tylko dla siebie, a żyję przede wszystkim nie dzięki sobie, ale naturze, ludziom, rzeczom, temu wszystkiemu, co mnie otacza. Szukam odpowiedzi na pytanie o to, kiedy można się poddać, kiedy wolno mi będzie odpuścić, zamknąć powieki i pożegnać się? Wyobrażam sobie pustkę, którą zostawię. Wiem, że mądre życie zapełni ją szybko. Jednak teraz czuję, jakbym nie miała prawa zatrzymać się, trochę w pół kroku, pomimo bólu i choroby. Kiedy przyjdzie ten moment, gdy będę wiedziała, że to już? Kiedy będzie mi wolno - pomimo całego tętniącego za oknem życia – odpuścić? Wiesz, Droga Profesorowo?

Maria z Białowieży

Droga Mario,

wiem tyle co ty, a jeśli mniej lub więcej – nie ma to znaczenia. Napiszę Ci co myślę, a już Twoja mądra głowa znajdzie odpowiedź. A myślę, że dopóki szukasz (nawet jeśli odpowiedzi na pytanie o to, czy przestać szukać) to znaczy, że żyjesz i masz tutaj jeszcze coś do zrobienia. Masz rację, gdy piszesz, że żyjesz nie dzięki sobie, jesteśmy przez życie podtrzymywane i nie wydaje mi się, by naszym zadaniem było wiedzieć za życie. Będzie Ci wolno odpuścić, gdy odpuścisz. Z tego, co widziałam, słyszałam, z tego wszystkiego, czego doświadczyłam - wynika, że nie ma wtedy pytań i nie ma potrzeby uzyskania pozwolenia czy odpowiedzi. Odpuszczenie przychodzi jak wydech powietrza, które nie musi już zalegać w płucach. Nie śpiesz się, dotrzesz tam, gdzie masz dotrzeć, umysł lubi pytać, niech pyta – ale Ty przecież nie musisz mu ulegać. Tyle życia obok nas i w nas, ból czasami jest tylko dowodem.

 

Na listy odpowiada prof. filozofii, antropologii i psychologii - Janina Bełkotska, laureatka Nagrody Nobla za moralną diagnozę świata w książce Moje wszystkie odpowiedzi.

Pytania do pani profesor proszę słać pod adresem: robert.rient@gmail.com

Data publikacji:

Robert Rient

Urodzony w Szklarskiej Porębie, dziennikarz i pisarz, autor reportażu „Świadek” wydanego również w Ameryce, powieści „Duchy Jeremiego” i książki „Przebłysk. Dookoła świata – dookoła siebie”. Twórca przekrojowych cykli: „Letnie oświecenie”, „Istoty rzadziej spotykane” i „Ludzie listy piszą”. Więcej na www.erient.info