Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Ta strona używa cookie i innych technologii. Korzystając z niej wyrażasz zgodę na ich używanie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szanowni Czytelnicy!

Serdecznie polecamy zapisanie się do naszego newslettera. W środku, nie zawsze regularnie, jeszcze więcej „Przekroju” i unikatowe treści, których nie znajdziecie nigdzie indziej!

Z poważaniem,
Redakcja
Wojtek Antonów

20 lat na desce
Wywiad z Michałem Ligockim

20 lat na desce
20 lat na desce

Jazda na desce snowboardowej to nietypowa dyscyplina. Z jednej strony jest sportem olimpijskim – z wyraźnymi wytycznymi, punktacją za wykonane skoki i związkami sportowymi. Z drugiej strony to także wolność, jazda w świeżym śniegu i zabawa z przyjaciółmi.

Michał Ligocki jest najbardziej utytułowanym polskim snowboarderem, niedawno obchodził 20-lecie jazdy na desce. Dwie dekady to sporo czasu, doświadczeń i przygód. W trakcie swojej kariery Michał wielokrotnie reprezentował barwy narodowe na najważniejszych imprezach sportowych na świecie, ale ani na moment nie zapomniał, ile radości daje jazda na snowboardzie. Teraz swoje umiejętności i wiedzę stara się przekazać młodszemu pokoleniu, o czym opowiada w krótkiej rozmowie z “Przekrojem”.

Wojtek Antonów: Czego nauczył Cię snowboarding?

Michał Ligocki: Jeżdżąc na desce przede wszystkim musiałem nauczyć się organizacji, pracowitości i konsekwencji. Na pewno jest wielu zawodników bardziej utalentowanych niż ja, ale dzięki pasji i poświęceniu udało mi się na snowboardzie przeżyć mnóstwo wspaniałych przygód i ułożyć wokół niego życie.

Które momenty swojej kariery najlepiej wspominasz?

Wyjątkowych chwil było wiele, ale najważniejszym punktem jest trzykrotny udział i igrzyskach olimpijskich (Turyn, Vancouver, Sochi - przyp. red.). Od dziecka marzyłem, żeby znaleźć się w reprezentacji narodowej i z orzełkiem na piersi stanąć pod zniczem olimpijskim. Dzięki jeździe na desce to marzenie się spełniło. 

Poza życiem zawodnika i startami w imprezach na całym świecie to zawsze wielką radość sprawiają mi wypady na deskę z kolegami, najlepiej gdzieś niedaleko domu. W Polsce, w Beskidach i w Tatrach mamy piękne tereny do jazdy na deskach czy nartach. Choć wyjazd do Japonii z ekipą Beskid Boys  też był niesamowity: najlepsi koledzy i najlepszy śnieżny puch na świecie…

Twoje pierwsze i ostatnie wspomnienia związane ze snowboardem?

Pierwszy raz na desce stanąłem w domowym ogródku, w rodzinnym Cieszynie. Bardzo pomagał mi w tym mój tata, który długo dowoził mnie na okoliczne wyciągi, żebym mógł jak najwięcej jeździć. 

Natomiast moje ostatnie wspomnienie ze snowbardingu to miniony piątek, kiedy w austriackim Kaprun trafiliśmy idealne i niespotykane jak na początek grudnia warunki: piękne słońce i wspaniały puch po pas, tzw. champagnepowder.

Jak bardzo zmienił się snowboarding w przeciągu 20 lat?

Dyscyplina ewoluuje, wciąż pojawiają się nowe mody, nazwiska zawodników i… nowe tricki. 10 lat temu zawody można było wygrać skokiem z rotacją 720 czy 900 stopni. Dziś, żeby wejść do finału jakiejkolwiek imprezy trzeba kręcić podwójne salta. Poziom na zawodach jest szalony – najlepsi na świecie kręcą potrójne we wszystkie możliwe strony, a i to nie gwarantuje pierwszego miejsca.

Trzeba pamiętać jednak, że jazda na desce to nie tylko starty w zawodach, ale też – a może przede wszystkim – to na co masz ochotę, czyli jazda w puchu, w snowparkach czy zdobywanie szczytów na splitboardach. Teraz wrócił trend na jazdę carvingowym skrętem po przygotowanych trasach, co bardzo lubię. Wracają społecznościowe akcje takie jak imprezy Banked Slalom, gdzie na czas jedzie się po torze przypominającym ten z motocrossu. W marcu na Czarnym Groniu będę organizował imprezę Brelok Banked Slalom (10.03.2018) i wszystkich, którzy uważają że trochę jeżdżą na desce, zapraszam do zmierzenia się ze mną i czołówką polskich snowboarderów.

Co dalej?

Oczywiście, nie przestanę jeździć na desce. Nie kończę z udziałem w zawodach, choć na pewno nie często będzie mnie można zobaczyć w koszulce startowej. Wychodzę z założenia, że bardzo dużo od snowboardingu dostałem i teraz chciałbym to oddać. Założyłem klub sportowy Michał Ligocki Freestyle Club i przez ostatni rok poświęciłem się pracy z najmłodszym pokoleniem. Jestem po studiach na AWF, mam uprawnienia trenera snowboardu i chciałbym rozwijać się w tym kierunku. A satysfakcja z pierwszych sukcesów moich wychowanków jest bezcenna. 

Czy młodzi snowboarderzy z Polski mają szansę na międzynarodowych zawodach czy igrzyskach olimpijskich?

Uważam, że w jeździe na desce „podstawa to zajawa”. To właśnie czyni snowboard czymś wyjątkowym wśród innych dyscyplin sportowych. Jeśli nie jest to twoja pasja, to raczej wcześniej niż później się wypalisz lub pokonają Cię inne trudności. Na szczęście młodzież, z którą pracuję wykazuje się ponad przeciętną miłością do deski. Oni sami siebie najlepiej motywują do rozwoju. Zaczynam wierzyć, że wśród nich znajdą się tacy, którzy z godłem narodowym na piersi będą reprezentować Polskę na największych światowych imprezach sportowych.

Czy łatwo jest w Polsce założyć klub sportowy?

Nie jest to niemożliwe, choć wymaga to zakasania rękawów i dobrej organizacji, którą mógłbym jednak mieć lepszą. W skali trudności od 1-10 dałbym 5, jest trochę papierów przy rejestracji, statuty, komisje itp, ale jest to do zrobienia. Oczywiście aby stworzyć klub z prawdziwego zdarzenia dużo jeszcze muszę zrobić ale tak jak w przypadku jazdy na desce, mam na to zajawę - chcę to robić, chcę pracować z młodymi snowboarderami i snowboarderkami, i przekazywać im swoje doświadczenia.

Data publikacji: