Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Łukasz Kaczyński

Sekretne życie plastiku

Mandy Barker, „Odrzucone”, z serii „Zupa”
Sekretne życie plastiku
Sekretne życie plastiku

Fotografie Mandy Barker to spełnienie marzeń ekologicznego aktywisty o sztuce zaangażowanej – forma, której perfekcji nie można podważyć, i globalny problem, który mogą nagłośnić. Tymczasem ich istnienie jest przede wszystkim skandalem – i tym skłaniają do myślenia. 

To zresztą już się dzieje – głosów, że Barker nagłośni problem niepoddanych przetworzeniu opadów, którymi napełniamy oceany, głosów pełnych nadziei i słusznego oburzenia, ale też dość naiwnych, nie brakowało przed prezentacją na 17. Fotofestiwalu w Łodzi. Że Barker dotrze, że Barker zmieni, że zaczniemy myśleć. Nie żebym nie chciał, pozwalam sobie tylko na trochę sceptycyzmu.

Zresztą jej dwie wystawy – „Zupa” i „Poza nurtem” – nie przypadkiem pewnie sąsiadują z wideo Płacz lodzie, płacz Anouk Kruithof, dość przygnębiającym, bo przekonującym, jak trudno zwrócić uwagę na zmiany klimatu, gdy jego coraz bardziej spektakularne obrazy stanowią tylko część cyfrowego świata spektaklu. Pobrane z YouTube’a nagrania odłamujących się kawałów pokrywy lodowej, z łoskotem wpadających do wody, artystka połączyła z okrzykami zachwytu dzieci i dorosłych (pewnie z jakiegoś parku rozrywki), pytając: jakich środków użyć, by trafić do wyobraźni człowieka.

Odpowiedzią, przynajmniej częściową, mogą być prace Barker, choć nie na zasadzie owego bicia na alarm. Zresztą całemu Fotofestiwalowi towarzyszy w tym roku to pytanie i to uwikłanie w obraz. Nawet jeden z symboli festiwalu, dwie migające rybki  uformowane są teraz ze zwiniętych foliowych toreb. Drobiny plastiku łączą się z planktonem, są zjadane przez mniejsze stworzenia morskie, a odkładając się w nich, trują je – przekonuje Barker. Foliowe ryby udanie imitują życie i są wdzięczne, ale złudne, a ich piękno jest toksyczne – może w przyszłości pozostanie nam zachwyt jedynie nad rybami z tworzywa (co gorsza, nie będziemy odczuwać dyskomfortu). Dlatego w pracach Barker natura jest martwa w podwójnym rozumieniu.

Tę dwoistość zawiera też proces kreacji: trujące odpady, np. kłębki jaskrawych linek wędkarskich, splecione ruchem oceanicznych prądów z patykami, poddane rozkładowi i zamienione w kompozycję (Gniazda) mają w sobie hipnotyczne piękno. Nadpalone plastikowe kubki, pokryte pęcherzami butelki (Spalone), jak zawsze obiekty na tego typu pracach, umieszczone są na tle głębokiej czerni i wydobyte z niej mocnym światłem, krążą w przestrzeni oceanów fascynujące jak mgławice i galaktyki.

U swojej podstawy praca Barker to robota dokumentalisty: znajduje odpadki na plażach, te ślady naszej niefrasobliwości, wychwytuje je z czasu. Barker zbliża się tu do dziennikarstwa interwencyjnego – przyłapuje nas. W Żółwiu wykorzystała raptem trzy ujęcia zabawki do kąpieli, jednej z tych, których 12 kontenerów wpadło do Pacyfiku w 1992 r. Dryfują tam już 16 lat! W Granulacie wykorzystała plastikowe kulki, produkt uboczny produkcji plastiku, zebrane z sześciu plaż.

Mandy Barker, „Ophelia medustica” z cyklu „Poza nurtem: nie całkiem rozpoznane zwierzęta”
Mandy Barker, „Ophelia medustica” z cyklu „Poza nurtem: nie całkiem rozpoznane zwierzęta”

Uprawiane tą metodą dziennikarstwo estetyczne w różnym stopniu dotyczy kolejnych wystaw programu głównego (najbardziej ekspozycji Monsanto: śledztwo fotograficzne – w sąsiednim budynku Art_Inkubatora), gdzie praktyka artystyczna staje się pracą reporterską z myślą o prezentacji w galerii (ale też przez to mocno dyskusyjna). Fikcji (kreacji) jest u Barker znacznie więcej, a jednak pokazuje ona pewną prawdę o świecie pełniej niż niejeden artykuł.

Jej siłą jest daleko posunięta estetyzacja, którą ostatecznie wyprowadza widza poza strefę komfortu. W społeczeństwach zdominowanych przez kulturę obrazu nie mogą tego już zrobić w takim stopniu jak dawniej media, uczestnicy tego spektaklu. Mogą to natomiast uczynić artyści – oni formułują komunikaty bez sztancy. Barker estetyzuje znalezione przedmioty bezwstydnie i do granic – w wyżej wymienionych pracach, ale też w Resztkach (patrz zdjęcie numeru w letnim „Przekroju”), jasno nawiązuje do estetyki taszystów, do efektów, jakie daje action painting. I zachwyca. Tylko jak w pełni ulec zachwytowi, gdy jest to piękno, które obnaża niedoskonałość oglądającego? Dlatego jej prace są skandalem. Zwielokrotnia i skaluje sfotografowane śmieci, które pomniejszone zostają ograniczone tylko do wartości wizualnych. Dopiero przyglądając się im, jak w Resztkach, dostrzegamy ślady po próbach konsumpcji przez zwierzęta: rozgniecioną na włókna tubkę, pogryzioną wypłowiałą nakrętkę od coca-coli, podłużny odłamek skrobany ostrymi zębami.

Do innego skandalu, intelektualnego, dąży, gdy w Kwiecie lotosu tworzy kompozycję z plastikowych kwiatów, które w naturze nigdy nie spotkają się (peonie, goździki, róże, ostrokrzew, bluszcz), bo wegetują w innych porach i sferach klimatycznych. Artystka zbierała je przez trzy lata na plażach Hongkongu. Raz tylko Barker przeszarżowała, gdy plastikowym granulatem, którego 150 ton wyrzucił tajfun na wybrzeża Hongkongu, oddaje układ gwiazd z dnia katastrofy. Zbędny to zabieg, zbyt dosłowny, przypominający o koncepcyjnym wymiarze prac, a i sama praca nie dość wymowna.

Jeszcze mocniej przemawia drugi prezentowany cykl Poza nurtem: nie całkiem rozpoznane zwierzęta, rodzaj piętrowej mistyfikacji. Nawiązując do badań, jakie nad planktonem prowadził w XIX w. biolog John V. Thompson w portowym mieście Cobh w Irlandii, Barker z tych samych wód wydobyła tworzywa sztuczne: kółko od wózka, podstawkę od pojemnika, pozbawioną głowy figurkę Action Mana, rękę Barbie, wieszak, kabel i gniazdko elektryczne. Wprawiając obiekty w ruch, pracując na długim czasie ekspozycji, na starych filmach i wadliwych aparatach, artystka imituje podglądanie planktonu, który zdaniem badaczy żywi się mikrowłóknami plastiku. Obiektom nadano niby łacińskie nazwy gatunkowe, a one same, zamknięte w kształcie okręgu, mają sprawiać wrażenie podglądanych przez mikroskop jak w XIX-wiecznych podręcznikach przyrodniczych (takowy, będący naprawdę katalogiem do wystawy, znalazł się na ekspozycji).

Mandy Barker, „Plamacina Retroversta” z cyklu „Poza nurtem: nie całkiem rozpoznane zwierzęta”
Mandy Barker, „Plamacina Retroversta” z cyklu „Poza nurtem: nie całkiem rozpoznane zwierzęta”

Fotografie te wykonują jeszcze jedną pracę, metaforyczną. Jeśli spoglądamy do wnętrza komórki planktonu i widzimy tam zarys szyi i głowy konia albo wypłukany z anatomicznych szczegółów korpus ludzki (Action Man), to de facto jesteśmy konfrontowani z własnymi koszmarami: naszymi ciałami i elementami świata, jaki znamy, poddanymi degradacji, porzuconymi. Utrzymane w delikatnej sepii ziarniste zdjęcia, wykorzystujące grę światła i cienia, zwielokrotnieniem zmieniające obiekt w czystą geometrię, cofają nas do początków eksperymentów z fotografią, jednocześnie wybiegając naprzód jako wizja świata i człowieka. W jednej z prac resztka uchwytu od sześciopaka przypomina łańcuch DNA.

Barker stawia pytanie: przywykliśmy do plastiku jako części naszej cywilizacji, ale na ile godzimy się, by wchłaniany stawał się częścią naszych organizmów? Można też odwrócić tę sytuację, w duchu science fiction: niewykluczone, że nic nie robimy z tym degradującym pierwiastkiem, bo od dawna jest częścią naszych ciał, a przeciw sobie tak trudno wystąpić.

Data publikacji: