pixel Page 18FCEBD2B-4FEB-41E0-A69A-B0D02E5410AERectangle 52 Przejdź do treści

Szanowni Państwo!

Wiele osób spośród naszych Czytelników i Czytelniczek wybiera tradycyjną drukowaną wersję kwartalnika, ale są także tacy, którzy coraz częściej korzystają z nośników elektronicznych. Dlatego wprowadzamy cyfrową wersję „Przekroju”. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty, w której ramach proponujemy nieograniczony dostęp do aktualnych i archiwalnych wydań kwartalnika.

Ci z Państwa, którzy nie zdecydują się na prenumeratę, będą mieli do dyspozycji bezpłatnie 3 „Przekrojowe” teksty oraz wszystkie rysunki Marka Raczkowskiego, krzyżówki, recenzje, ilustracje i archiwalne numery z lat 1945–2000. Zapraszamy do lektury!

wykup prenumeratę cyfrową
Przekrój
Czyli o tym, dlaczego filmik z kłótnią ekspertów to najlepsze, co nam dała „Wielka gra”? Na ...
2019-10-22 23:59:00
Przekrój poleca
Zminimalizować błąd
Zminimalizować błąd

„Świat jest zbiorem faktów, a wiedza zbiorem zdań o tych faktach”. Nikt chyba nie wystawił takiemu upośledzonemu atomizmowi piękniejszego pomnika niż twórcy „Wielkiej gry”. Gdy teleturniej schodził z anteny, protesty widzów były absurdalnie głośne. Dlaczego nikt się tak nie upominał o genialną „Awanturę o kasę” i chińską marynarkę Ibisza? Gdzie są ludzie lobbujący za przywróceniem „Jeśli nie Oxford to co?”? Może i zadania bywały niedorzeczne, ale tzw. fun factor rekompensował wszystko.

Czyta się 4 minuty

Jasne, że nostalgia, że pani Ryster tak pięknie siedziała, że taka kultura, że tematy takie mądre, a nie jakaś papka, co media serwują. Ale jakby się pobawić w psychoanalizę, to może by wyszło, że najwierniejszymi widzami były osoby z potrzebą przeżywania na nowo szkolnej traumy. Strachu przed tą jedną nauczycielką, która nie musiała podnosić głosu, a w klasie zawsze był porządek. Goryczy i zazdrości, gdy kolega z łatwością recytował dopływy Dunaju w kolejności alfabetycznej. Skoków adrenaliny, gdy przypadkiem samemu się znało odpowiedź, bo akurat było o tym w Strrrasznej historii.

Sama przemęczyłam się przez pół odcinka teleturnieju, bodajże o impresjonistach, ale wielbię wszelkie ciekawostki o „Wielkiej grze”. Jakby była „Wielka gra” o „Wielkiej grze”, to pewnie bym się zgłosiła. Czy wiedzieliście np., że podboje arabskie w VII i VIII w. przyciągały tłumy na eliminacje? A do odcinka o Nałkowskiej nie zgłosił się nikt?

Moim najukochańszym kawałkiem wielkogrowego contentu jest jednak fragment odcinka o Brahmsie z kłótnią ekspertów. Uczestnik Marek usłyszał pytanie: „Finał IV Symfonii Brahmsa to passacaglia składająca się z 32 wariacji. Z którego i czyjego utworu Brahms zapożyczył temat tej passacaglii?”. Odpowiedział, że z kantaty Bacha, a prowadząca uznała tę odpowiedź. W tym momencie zaprotestował jeden z obecnych w studiu ekspertów i wywiązał się spór.

Tu na chwilę przerwę, żeby zdradzić, że pierwotnie ten tekst miał nosić tytuł „Wielka gra jako antytest Turinga”, ale ostatecznie wybrałam coś bardziej chwytliwego. Jeśli więc Czytelnika Turing nie obchodzi, to tu może skończyć. A jeśli jednak jest ciekaw, co dalej, to już tłumaczę, skąd mi się to wzięło.

W teście Turinga chodzi o to, żeby maszyna nabrała testerów, którzy z nią rozmawiają, że jest człowiekiem. Aby to się powiodło, maszyna musi czasem ukrywać własne zdolności (np. nie powinna w pół sekundy odpowiedzieć, ile to jest 764635*85473+543^54, bo to ją od razu zdradzi), ale przede wszystkim imitować ludzki sposób myślenia (który nie zawsze jest doskonale racjonalny).

Moja teza jest następująca: „Wielka gra” była odwróceniem testu Turinga: laur zgarniał człowiek, który najlepiej imitował maszynę (zaznaczę, że to nie jest pojazd po uczestnikach, bo sama często włączam „maszynowy” tryb i uważam, że bywa to raz użyteczne, a raz szkodliwe, ale to materiał na osobny tekst). I nie chodzi tylko o to, że zwycięzcy mieli w głowie wielkie zbiory danych i sprawne wyszukiwarki.

Rzecz jest subtelniejsza – inteligentna maszyna nie tylko sprawnie podaje fakty, lecz także stale precyzyjnie kalkuluje, jakie są optymalne strategie, niebaczna na temperaturę teleturniejowych emocji.

Wróćmy więc do kłótni w studiu. Przypomnę: pytanie było „z którego i czyjego utwory Brahms wziął temat passacaglii?”, a odpowiedź „z kantaty Bacha”. Wyobraźmy sobie teraz, że Eksperci są robotami (to wciąż nie pojazd, tylko eksperyment myślowy, wybaczcie mi, Eksperci).

Ekspert nr 1 ma oldskulowy, mocny kręgosłup logiczny: jest prawda albo fałsz, nie jakieś szarości i logiki rozmyte. Zauważa, że odpowiedź jest niepoprawna, bo w pytaniu stoi jak wół „z KTÓREGO utworu”, a nie „z JAKIEGO utworu”. Nie pytano więc o typ/kategorię/klasę utworów, ale o wskazanie jednego konkretnego dzieła – w tym przypadku Kantaty nr 150. Poradnia językowa PWN przyznałaby mu rację.

Oprogramowanie Eksperta nr 2 jest nowocześniejsze (Ekspercie nr 1, ja znów nie obrażam, osobiście to Panu bym kibicowała w tym sporze, gdyby nie to, że wątpliwości powinno się rozstrzygać na korzyść uczestnika). Bierze on pod uwagę nie zarówno normy zapisane w słowniku, jak i uzus, czyli to, jak różnych wyrazów używają zwykli ludzie. A powiedzmy sobie szczerze: „który” i „jaki” w języku potocznym mieszają się równie często, jak „ilość” i „liczba”. Dodatkowo Ekspert nr 2 zwraca uwagę, że tych kantat Bacha jest od cholery i nawet muzycy się gubią w numeracji.

Co powinna zrobić szanująca się sztuczna inteligencja wobec tych niejasności? Oczywiście, dążyć do zminimalizowania błędu tak jak nasz uczestnik.

Marek jest starym wygą teleturniejowym i ma przepastną pamięć. Podejrzewam, że mógł nawet wiedzieć, że chodzi o Kantatę nr 150, ale kombinował sobie tak:

1. Pytanie „który utwór?” nie jest AŻ TAK jednoznaczne. Jest więc spora szansa, że zaliczą odpowiedź „kantata”;

2. „Kantata” to opcja w oczywisty sposób bezpieczniejsza niż Kantata nr 150. A nuż tydzień wcześniej na uniwersytecie w Heidelbergu opracowano nowy, lepszy system numeracji, który teraz przyjmują bacholodzy na całym świecie?

Ostatecznie Marek program wygrał. A czy przeszedł antytest Turinga? Moim zdaniem nie, bo rzucił kilka zabawnych uwag, maszyna by tak nie umiała.

P.S. Ten tekst pierwotnie zamieściłam na swoim profilu na Facebooku. Ku mojemu zaskoczeniu, skomentował go sam Marek. Potwierdził moje podejrzenia – znał numer kantaty, ale założył, że lepiej udzielić najpierw ogólniejszej odpowiedzi, a potem ewentualnie doprecyzować. Stanisława Ryster jednak od razu uznała odpowiedź „kantata” i zaraz dodała, że „nr 150”, eksperci nie mieli więc szansy dopytać. Przy okazji zostawił uwagę redakcyjną: żeby nie pisać o nim per „pan Marek”, bo za tym nie przepada.

 

Data publikacji: