Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Jan Błaszczak

Wszystko pod kontrolą

Wszystko pod kontrolą
„And Nothing Hurt”
Spiritualized
„And Nothing Hurt”
Fat Possum, 2018

„[…] jestem zmęczony siedzeniem tutaj i śpiewaniem dla ciebie/są lepsze rzeczy, którymi może się zająć samotny rock’n’rollowiec” – to Jason Pierce w utworze Let’s Dance i choć puenta tej zwrotki jest optymistyczna, dwuwers mówi trochę o stanie ducha lidera Spiritualized. Artysty, który spędził ostatnie sześć lat w samotnym, wyniszczającym boju. Fakt, tym razem nie była to walka na śmierć i życie, jak w przypadku prac nad Songs in A&E oraz Sweet Heart Sweet Light, kiedy Brytyjczyk cudem wymykał się śmierci. Niewątpliwie więc nagrywanie And Nothing Hurt było mniej spektakularne, ale wiązało się z samotnością, frustracją i zmęczeniem. Do tego stopnia, że muzyk zastanawiał się, czy kolejny kryzys zdrowotny nie okazałby się wybawieniem dla procesu twórczego.

Cała trudność polegała na tym, że z różnych względów (także finansowych) Pierce zdecydował się pracować w pojedynkę nad albumem, który składał z setek zarejestrowanych wcześniej ścieżek. Robił to jako kompozytor z 30-letnim stażem, ale także fan analogu, który zakup cyfrowego programu do obróbki dźwięku traktował jak zło konieczne. Zło, któremu przez kilka lat poświęcał godziny dziennie, ucząc się jego obsługi, a potem próbując realizować za jego pośrednictwem najbardziej złożone idee. I przynajmniej od strony jakości dźwięku można śmiało powiedzieć, że osiągnął swój cel. And Nothing Hurt to gęsto zaaranżowany, monumentalny rock, którego ze świecą szukać w 2018 r. Brzmienie Spiritualized – niezależnie od okoliczności powstawania albumu – wciąż jest potężne, selektywne i przepełnione jakąś odświętną atmosferą.

Ta ostatnia jest wyczuwalna jeszcze bardziej, bo z każdą kolejną płytą Pierce coraz dokładniej wygładza kanty rockowej psychodelii, naznaczając swoje utwory jeszcze większym wpływem starego R&B, soulu i muzyki gospel. Obdarzony szerokimi horyzontami i etyką pracy niedaleką szaleńczej drobiazgowości Briana Wilsona lider Spiritualized potrafi okiełznać tak różne żywioły. Przypomina o tym tegoroczne Sail On Through, gdzie Brytyjczyk wspomagany przez wokalistki gospel oraz sekcję dętą śpiewa na tle schowanego na dalszym planie gitarowego tremolo. Na And Nothing Hurt znajdziemy znacznie więcej hymnów i ballad niż chaotycznych erupcji gitarowego hałasu. Pierce tłumaczy, że wiarygodność wymaga, by w wieku 52 lat mówił innym językiem niż ćwierć wieku wcześniej. Trudno nie szanować tej samoświadomości. A jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, że na najnowszym albumie Spiritualized najlepiej wypadają utwory takie, jak The Morning After czy Here It Comes (The Road) Let’s Go, kiedy te uroczyste i wspaniale dopracowane kompozycje zrywają się na chwilę z łańcucha, przypominając szaleńcze czasy wczesnego Spiritualized. Nawet jeśli mam świadomość, że każde to najmniejsze szaleństwo zostało tu skrupulatnie zaaranżowane.

Data publikacji: