Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Destroix
Wszędzie
Matki i synowie
reżyseria: Krystyna Janda, tekst: Terrence McNally
Matki i synowie
Teatr Polonia, Warszawa

Komplementować Jandę to jak słodzić colę – czyli po co? No ale nie moja wina, że dobrze zagrała. W szpilkach, we futrze, w burzy siwych włosów jest trochę damą z Teksasu obrażoną na świat cały, trochę Meryl Steep z Diabeł ubiera się u Prady, trochę Cruellą de Mon ze 101 dalmatyńczyków, a trochę Krystyną Jandą. Rządzi na scenie do tego stopnia, że nawet przy dwóch partnerach, nie licząc chłopaczka, odgrywa monodram. Gdyby ktoś inny wypowiadał te zdania, nie byłoby śmiesznie, ona kontra nastolatek: „– Co się stało z twoim mężem? – Umarł, miał raka. – Gdzie? – (długa pauza) Wszędzie”.

Dobrze zagrała, ale wyreżyserowała chyba głównie siebie. Partnerzy sceniczni, Ciołkosz i Pawlicki, są tak niemożliwie spięci, że już nie wiadomo, czy jej osobą, czy też jej postacią spięci. Odpowiadają jak komputer HAL w Odysei kosmicznej, metalicznym, sztucznym głosem. Grają parę, ale tylko podobno, bo chemii w tym jednopłciowym pożyciu małżeńskim wcale nie wyczuwam. Takiego chłodu między dwiema formalnie kochającymi się osobami to nie widziałem od czasu księżnej Diany i księcia Karola. Choć związki gejowskie też mają prawo tworzyć się z rozsądku. Jak również być nieprzegięte, nudne i w ogóle normalne.

Tezą spektaklu – bo to spektakl z tezą – jest, że gay okay. Nie ma co zaprzeczać i mówić, że „o samotności”. Tekst jest polityczny i bardzo dobrze, zawsze lepszy taki niż jakiś o niczym. Choć ja osobiście wolę prozę Witkowskiego, gdzie normalność gejów jest tematem śmieszków. W Matkach i synach sceny rodzajowe z dwójką ojców i ich dzieckiem wyglądają jak reklama płatków śniadaniowych. Ale rozumiem, że jest to jednak jakaś wersja szczęścia.

Główny chwyt dramaturgiczny to klasyczne can’t leave, znane choćby z Boga mordu. Postać ciągle „zaraz idzie”, ale jednak wyjść nie może i zostaje do oklasków. Główna bohaterka żeńska (mamy też dwie męskie) zostaje na chacie, ale raczej się nie zmienia, uparcie nie rozumie tematu wieczoru, tego homoseksualizmu, ale my nie rozumiemy, czego ona nie rozumie – co tu jest do nierozumienia? Uparła się i tyle, a że stara baba, to kto jej zabroni. Na koniec pije jogurt i wąsy jej się robią, co jest chyba znakiem pewnego przełomu.

 

 

Data publikacji: