Page 1Rectangle 52 Przejdź do treści
Tomasz Wiśniewski

Wielki finał wojny spirytystycznej

Wielki finał wojny spirytystycznej
Budowniczy ruin
Herbert Rosendorfer, tłum. Edwin Herbert
Budowniczy ruin
PIW, 2017

Mówiąc wprost, Budowniczy ruin to arcydzieło XX wiecznej literatury, dzieło totalne i może nawet genialne. Niestety, do tej pory, przynajmniej w Polsce, powieść ta funkcjonowała jako lektura dla wtajemniczonych; dzięki jej wznowieniu stajemy przed zwiększoną szansą na to, by uzyskała należną sobie popularność i uznanie.

Budowniczego ruin należałoby zaklasyfikować jako powieść szkatułkową. Rosendorfer nawiązuje w niej do Rękopisu znalezionego w Saragossie, ale patronem całości jest także Chesterton. I rzeczywiście jest tak, że wielbiciele dzieła hrabiego Potockiego, Chestertona i Rosendorfera to najczęściej te same osoby.

Oś fabularną tej powieści trudno ustalić, ale zdaje się, że jest nią rodzaj planetarnej katastrofy, wielki finał wojny "spirytystycznej" – finał, w którym narrator wraz z grupą dziwaków profesorów-melomanów chroni się w ogromnym podziemnym bunkrze. Niemniej akcja powieści nie jest ograniczona żadnym czasem ani żadną przestrzenią: czytelnik - wessany w wir opowieści opowiadanych przez kolejne oryginalne postaci, opowieści płynnie przechodzące jedna w drugą - nie do końca wie, kto i co opowiada, co jest jawą, a co snem.

Rosendorfer zabiera nas w zawrotną, parodystyczną podróż po historii europejskiej literatury. Post-apokaliptyczna fantastyka naukowa płynnie przechodzi w historię osadzoną w dawnej Wenecji, z maskami i schadzkami w gondolach; historia namiętnego Don Juana miesza się z historią Fausta; przekomiczna historia o dziarskim hrabim, który chce pokonać smoka, poprzedza przekomiczną wariację na temat rumuńskiego wampira-kompozytora. Na kartach tej powieści znajdzie się również miejsca dla parodii tragedii Edypa, rozpisanej dla między innymi dla dwójki melancholijnych strażników, oraz sztuki teatralnej o urzędniku, który z powodu pewnego osobliwego przepisu prawnego nie posiada imienia i zostaje poddany makabrycznemu „wyjelitowaniu”. Całą książkę przenikają wysmakowane wątki muzykologiczne (bo, dodajmy, że autor oprócz tego, że był pisarzem publikującym właściwie co roku, nie tylko uzyskał prawnicze wykształcenie i przez całe życie pracował jako sędzia, ale był także kompozytorem).

Cały Budowniczy ruin został napisany z jakby udawanym wyrafinowaniem i elegancką, wyszukaną manierą, spod której przeziera niesamowity humor autora. Czytając te książkę mamy wrażenie, że obcujemy ze snem solidnie wykształconego i szalonego Niemca. Naprawdę trudno uwierzyć, że to książkowy debiut Rosendorfera.

Co naprawdę chciał nam przekazać autor, pozostaje wciąż tajemnicą do rozwikłania. Może jakimś kluczem jest to, że w znaczących miejscach książki pojawia się znany kwadrat magiczny Sator-Rotas. Daje się jednak przede wszystkim odczuć, że wielość form gatunkowych, epok i miejsc Europy w tych dziesiątkach przenikających się opowieści ma ścisły związek z powojennym nastrojem cywilizacyjnej porażki. Mowa wszak o budowaniu ruin.

Na koniec, podzielę się swoim odkryciem. Kiedy czytałem inną powieść Rosendorfera, pod tytułem Stefania i tamto życie, odnalazłem na jednej ze stron fragment zdania opisującego bramę przed wejściem do ważnego dla tej powieści miejsca, który brzmiał: "przypominająca inicjały barokowego księcia". Dokładnie te same słowa zostały użyte przy opisie jednej z bram w początkowych częściach Budowniczego ruin. Wynika stąd, że akcja powieści Stefania i tamto życie wydarzyła się tak naprawdę w świecie Budowniczego ruin. A zatem niewykluczone, że dzieło niemieckiego pisarza miało swoje liczne ukryte przedłużenia. Myślę, że jest to mocny argument na rzecz tego, by nauczyć się języka niemieckiego i przeczytać te kilkadziesiąt nieprzetłumaczonych na polski książek Herberta Rosendorfera.

Data publikacji: